Listy do Polski 31

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (0,7 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 31 - Jak te bursztyny na niebie - 2 marzec 2014 w formacie PDF

Od: Polska
Wysłano: Niedz 2014-03-02 12:20
Do: Grześ
Temat: Jak te bursztyny na niebie

Drogi Grzesiu!

Twoje przydługie milczenie przypisałam jakiejś pięknej Włoszce, którą znalazłeś przysypaną lawiną na stokach Dolomitów (podpatrzyłam na Facebooku, gdzie hulałeś na wakacjach). Nieboraczkę ocuciłeś, wygrzebałeś, otrzepałeś ze śniegu, napoiłeś rumem, przytaszczyłeś na kwaterę, pogłębiłeś bajer, zaproponowałeś schronisko na noc we własnym wyrze, ochoczo przy tym gwarantując, że sam prześpisz się na twardej, zimnej posadzce, przykryty zaledwie ręczniczkiem. Dalszy przebieg wypadków znamy z autopsji.

Tymczasem Grzesio z powrotem na czarnym lądzie: bez nałożnicy i bez passaporto italiano, za to z masą uwag na temat ZUS-u, marketingu czy lansowania stylów życia. Zamiast spocząć steraną główkę na miękkim biuście niewieścim, preferujesz kontynuację nadwyrężania mózgownicy problemami poza zasięgiem interwencyjnym. Rodzaj intelektualnego masochizmu.

Ubezpieczalnie funkcjonują na zasadach schematu Ponzi, czyli płacenia jednym pieniędzmi drugich. Za tak przebiegły manewr finansowy, organizatorzy planu odciągają z puli uciułanych funduszy swoje sowite pensje tudzież premie. Plan nie wypali, gdy zbyt mało ludzi okaże się przezornymi, słowem zignoruje propozycję bulenia teraz mniej, aby w przyszłości dostać coś za darmochę (szybę do samochodu po kraksie, nowe mebelki po okradzeniu chałupy, świeżą nereczkę w razie niewydolności układu moczowego itd.). Innymi słowy, wszyscy muszą zrzucić do kasy więcej, niż w rzeczywistości należy uiścić za potencjalne usługi. Ponieważ ostatnie twierdzenie jest logiczne plus pachnie szwindlem, należy niedowiarków albo zwabić wizjami beztroskiego bytu (reklamy firm prywatnych, pokazujące szczerzących zęby posiadaczy polis), albo przyprzeć do muru administracyjnymi metodami (prewencja zostaje prawnym wymogiem, zaś forsa znika automatycznie z miesięcznego wynagrodzenia).

Ktoś w powyższej piramidzie traci – z reguły właśnie osobnicy z natury wykazujący ostrożność (jeżdżący wolniej, dbający o zdrowie, unikający skoków z dachu na ulicę itd.), a także umiejących odkładać na czarną godzinę, więc sensu stricto nie potrzebujący ekstra gwarancji. Tym samym grupa roztropniaków utrzymuje niefrasobliwiaków – sytuacja kontrowersyjna. Z drugiej strony, ci w sile wieku łożą na powoli dogorywających – niby sprawiedliwy układ, ale po co w takim razie mamy podatki, rodziny, konta oszczędnościowe? Przejęcie przez państwo odpowiedzialności za osobistą profilaktykę obywatela zakrawa na instytucjonalizowanie dalekowzroczności, pozbawianie wolnego wyboru, wyrabianie niebezpiecznej mentalności „należy mi się”.

ZUS - dwuznaczność ubezpieczenia

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Propagowanie modelu niezależnej od rządu asekuracji zmieniłoby pejzaż kultury społeczeństwa. Siła zawsze tkwiła w indywidualnym duchu, a nie w zorganizowanych odgórnie systemach. Widma choroby, wypadku, głodu, braku schronienia bądź niedostatku na starość wzmogłyby przedsiębiorczość jednostek, wigor kumulacji grosza, abstynencję, samokształcenie, uszanowanie związków familijnych, dbałość o posiadane rzeczy materialne, niechęć do zbędnych gadżetów – dodaj do listy 100 kolejnych korzyści, skutecznie niwelowanych poprzez krzewienie przekonania o bliżej nieznanych dobroczyńcach, gotowych przygalopować z odsieczą w tragicznych momentach. Ktoś pomoże, panie dzieju! Tak mówią, tedy tak musi być!

Popieram propozycję mody na mnie! Hura! Nareszcie! Wspaniała sugestia przemodelowania sposobów myślenia rodaków z zachodnich na bardziej swojskie. Tylko jak tego dokonać?!

Podszeptuję prosty sposób: otóż media zagraniczne powinny wszcząć intensywną reklamę polskich wyrobów i obyczajów. Wyobraź sobie zbaranienie ziomków, kiedy reportaże TV nadają o zakupie wyłącznie Autosanów przez biura turystyczne w Szwajcarii, wysublimowanym fasonie spożywania piwa znad Wisły w Niemczech, uwielbianiu garniturów Wółczanki w Mediolanie, przestawianiu taboru kolejowego w Japonii na pociągi firmy PESA, pogłębiającym się szale na towary sfabrykowane w Polsce w Chinach, trendzie młodzieżowym w USA na basebolówki z napisem „I SerceNowy Sącz”.

Wykonawcy z różnych zakątków globu śpiewają o mnie… Rihanna wyje:

Leżymy na plaży w Gdyni
Niczym błyszczące bursztyny.
Tak, w Polsce! Tuż koło siebie,
Jak te bursztyny na niebie!

Polskie wybrzeże zwiedzimy -
My – 2 jarzące bursztyny!
Zastygniem na wydmach w Łebie
Na kształt bursztynów na niebie!

Wszechświatowej sławy rapper Eminem nie zaniedbuje oczekiwań nowoczesnych słuchaczy:

Tu w Stanach wzgardzony,
Przez ojca gwałcony,
Skulony, stracony,
Do piekła wtrącony…

Masakra, dnem cuchnie,
Od blagi łeb puchnie.
Co powiem córuchnie
Gdy bytu swąd niuchnie?!

Rwie do swobody,
Nadmiaru, wygody,
Laseczek urody
I fanów pogody!

Choć ja sam nawalam,
Mej małej nie skalam!
Decyzję uchwalam:
Do Polski spierdalam!

Dochodzą inne newsy:

  • Pod presją publiczną, linie lotnicze Lufthansy zmieniają imiona, jakimi ochrzciły samoloty, na obecnie modne – polsko brzmiące – nazwy: „Szczebrzeszyn”, „Biała Podlaska”, „Pułkownik Dąbek”, „Czerwone Gitary” itd.
  • Menu restauracji na całym świecie ulegają transformacji, uwzględniając bigos, pierożki, kapuśniak, śledzika po królewsku, gołąbki itp.
  • Wzrasta popularność naszego melodyjnego języka, uważanego za cool w kręgach nastolatków na całym świecie. Systematycznie słyszy się używanie pojedyńczych, wtrąconych wyrazów lub fraz w czasie potocznych rozmów („cześć”; „trzymaj się”; „cholera”; „masakra”; „fajowy”; inne), a niekiedy całych zdań („Trzaśniem, bo zaśniem!”; „Z tyłu liceum, z przodu muzeum!”; „Draka na całego!”; „Poszły konie po betonie!”; inne). Rośnie też ilość oferowanych kursów polszczyzny – nawet w Afryce.

Ciekawe, czy przedstawienie mnie jako atrakcyjnej przez obecnie ulubione źródła wzorcowe, zatem obce środki masowego przekazu, wskrzesiłoby w krajanach miłość do ojczyzny? Czy utylizowanie nie naszych, lecz zamorskich tub marketingowych, przekonałoby masy do konstruktywnej samooceny, od której bezspornie bardzo zależy szczęście, postęp, dobrobyt?

Czy jedyną metodą obudzenia dumy narodowej, zaiste inherentnej, musi być indoktrynacja w pralce globalnych korporacji? Jedynie wtedy rodacy zinternalizują, iż są jak te bursztyny na niebie?

Napisz, Grzesiu, Twój punkt widzenia…

Też Cię kocham, Mój Rycerzu!

Polska

Listy do Polski 30 Listy do Polski 30 | cdn…

Chronologiczny indeks LISTÓW DO POLSKI Chronologiczny indeks LISTÓW DO POLSKI

Listy do Polski 30

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (0,5 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 30 - Moda na Polskę! - 15 luty 2014 w formacie PDF

From: Grzesio
Sent: Sat 2014/02/15 23:41 PM
To: Polska
Subject: Moda na Polskę!

Kochana Polsko!

Minął jeszcze jeden rok, podsumowany następną listą rezolucji, których nijak nie idzie zrealizować. Nowy wykaz intencji stanowi bliźniaczą kopię starych dokumentów tego typu.

Co u Ciebie słychać? Dużo ostatnio czytuję o ZUS-ie – organizacji nie stworzonej jeszcze w RPA. Wiadomości dochodzą automatycznie, bez żadnego zainteresowania z mojej strony. Otwieram dowolną polską witrynę, a tu bach – znowuż nadają na temat ubezpieczeniowego molocha. Sprawozdania w tonie zazwyczaj niepochlebnym, można powiedzieć z pobrzmiewającą nutką jakby goryczy czy sarkazmu. Pominę komentarze publiczne na stronach internetowych, ponieważ nie chcę splugawić listu do Ciebie.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 29

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (0,6 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 29 - Autentyczny renesans i postęp - 23 grudzień 2013 w formacie PDF

Od: Polska
Wysłano: Pon 2013-12-23 23:55
Do: Grześ
Temat: Autentyczny renesans i postęp

Witaj Grzesiu!

Wróciłam na swoje posiadłości, ponieważ święta Bożego Narodzenia zawsze najlepsze wśród radaków!

Twoje życzenia roztopiły me serce, Mój Odosobniony Patrioto… Zobiłam, o co prosiłeś: zamknęłam oczy, rzuciłam Twoje pragnienie w kosmiczne otchłanie…

Dziękuję ślicznie za poetyczną – mimo wszystko drastyczną – dyrektywę w sprawie zmiany mojej sytuacji demograficznej. Ludzie zaprzestali rozmnażania się w każdym rozwiniętym gospodarczo kraju. Podjęcie decyzji posiadania dzieci jest obecnie bardziej skomplikowane, niż postanowienie wylotu na Marsa. Przecież taki bobasek musi konsumować, nabywać wykształcenie, posiadać gadżety. Wypadałoby również latorośl w coś ubrać, bo na golasa to wstyd przed sąsiadami. Ponadto ryczy, robi kupki w majtasy, łaknie kontaktu – w sumie zawraca gitarę.

Płodzenie potomstwa oznacza więc odjęcie sobie od ust: ślęczenie bez celu w domu, zamiast wyprawy na imprezkę; męczarnie ze starym modelem smarfonu; mniejszy telewizor (albo – o zgrozo! – brak telepudła w chałupie); paradowanie niczym strach na wróble w niemodnych ciuchach; łażenie po parku, bez sensu pchając wózek; przybór na wadze (rany boskie!); latanie od pediatry do pediatry. Po prostu: jakaś koszmarna egzystencja! Toż piekło wydaje się przyzwoitsze!

Dedukując powyższą (nader bystrą) drogą, masy przestają żyć dla siebie, zaczynając grzecznie wegetować wyłącznie dla systemu. Biologiczne potrzeby zostają zagłuszone w imię harówki gwoli hasłowego postępu ekonomicznego, czyli nieustannej konsumpcji. Eksploatacja bądź spożywanie czegokolwiek musi trwać, albowiem w innym wypadku nastąpi podobno straszna bieda. Nikt nie kapuje dlaczego, ale ciżby trzęsą portkami, jako że już jest nędznie, natomiast może być jeszcze gorzej.

Tymczasem ukontentowanie uparcie nie nadchodzi, gdyż błędne koło produkcyjno-nabywcze służy zaledwie wybranej kaście. Stąd wszelkie wyroby ulegają rozpadowi coraz to szybciej – sposób zmuszający do wymiany jednego bubla na drugi za ciężkie pieniądze. Atoli szefowie korporacji tudzież maklerzy giełdowi, którzy wykazują poniekąd potworną troskę o społeczeństwo, chcą znośnie spędzać czas na jachtach, w przednich restauracjach, przy masażystce, ewentualnie wsuwając kawior.

Nowa generacja nie ma zielonego pojęcia o furach pokonujących standardowo milion kilometrów, telefonach komórkowych ulegających rozładowaniu po tygodniu (potrafiących poza tym wytrzymać upadek na beton z 3 piętra), żarówkach na całe lata, bucikach zaiste niezniszczalnych, sweterku na dekadę, aparacie fotograficznym nie do zajechania itd. Młodzi wypełzli na świat wiecznej gratyfikacji, polegającej na sprawianiu sobie coraz nowszych, droższych i mniej trwałych artykułów, kompletnie zbędnych do normalnego funkcjonowania. Nie dziwota zatem, iż koncepcja przychówka wywołuje dreszcze obrzydzenia, wizje skrajnego ubóstwa, panikę w obliczu sugestii zaniechania wydawania forsy na osobiste kaprysy.

Ewidentnie, możliwość zaospokojenia chcic towarami solidnymi, realizującymi swe funkcje poprzez długie lata, powinna uspokoić przyszłych rodzicieli. Tym samym, przesunięcie namiętnego zainteresowania plastikowymi gówienkami, uaktualnieniami z Facebooka, ciuszkami z prymitywnymi symbolikami, ogłupiającymi programami telewizyjnymi itd. na, powiedzmy, nowatorskie przedsięwzięcia, nie tylko wzbogaciłoby kiesę, ale na pierwszym miejscu oswobodziło zapasy czasowe. Zdrowa ekonomia to ta, która zna umiar, racjonalność, dbałość o rzeczy materialne, zaś dodatkowo promuje wynalazczość i twórczość – nie sztuczny twór pożerający własny ogon poprzez wyrzucanie kasy w błoto.

Nie tak dawno temu, kiedy pralka „Frania” obsługiwała 2 pokolenia, mrucząc cichutko w łazience, a zegarki przekazywano z ojca na syna, obywatele dysponowali czymś bezcennym, co z biegiem lat tajemniczo wyparowało: marzeniami. Współcześnie, sensu stricto fantazjowanie nie ma miejsca – ideał jest serwowany na talerzu (reklama, indoktrynacja) pod postacią kolorowo opakowanej fatamorgany. Jak w takich warunkach odszukać kwintesencję jestestwa?

Zainteresowanie seksem nie maleje. Wystarczy spojrzeć na statystyki internetowe – porno zajmuje zaszczytne 1 miejsce. Natury nie można oszukać enigmatycznym dobrobytem – niby celem narodowym – propagowanym przez mass media. W końcu mało kto umie zdefiniować „wzrost”, „rozkwit”, „koniunkturę” czy podobne terminy, od których pobudzenie erotycznie za cholerę nie chce zależeć.

Bezdyskusyjnie, rzucanie się na ołtarz pazernych finansistów, rezygnując przy okazji z prokreacji, szczęścia naiwnym barankom ofiarnym nijak nie przyniesie, lecz ucieszy samozwańczych, zamożnych, dorodnych, super zadowolonych bożków, obserwujących z pobłażliwymi uśmieszkami prostodusznych wyznawców: oto poddani wywalają do kosza prawdziwe talenta, wymieniając je na na pogoń za towarami. Jedynie skończony idiota nie zarobi na tym tłumie zombie majątku.

Autentyczny renesans polega na uczciwym bilansie indywidualnych pragnień oraz zdolności (bez prania mózgu przez umyślnych – TV, prasa, zwierzchnicy, nawet rodzina), synchronizacji z ekosferą, zrozumieniu podstawowych idei istnienia (kreatywność, służba innym, spuścizna w formie własnego miotu). Precyzując, bez wygrzebania nieskażonej tożsamości z bagna medialnego otępienia nie zawita w progi ni sielanka, ni pomyślność.

W tym miejscu, Grzesiu, żal mi osobników dających się wodzić za nos, zajmujących posłusznie miejsce w szeregu na ławeczce, chwytających podane wiosełko razem z pozostałymi, napędzającymi nieznaną łajbę w niewiadomym kierunku. Co ciekawsze, nie ma podstaw do zatrudnienia umięśnionego faceta, biczującego plecy karnych niewolników: sami sprawią sobie chłostę, gdy wypadną z rytmu. Innymi słowy, każdy jeden piastuje rolę i więźnia, i dozorcy, a zaistniałą sytuację bardzo sobie chwalą, do punktu anulowania projektów rozrodczych jako kretyńskich.

Masz syna, Mój Poeto… Czy Twoja wyobraźnia dopuszcza na orbitę cokolwiek, co sprawiłoby więcej satysfakcji, dumy plus spełnienia niż wychowanie Jacka? W niego wlałeś wszystko, co posiadałeś – doświadczenie, pieniądze, wsparcie, miłość – bynajmniej nie dla osiągnięcia prywatnych zysków. Myślałeś o pożytku dla potomnych, nieprawdaż? Na tym polega trik progresji, niestety: człowiek pracuje na rzecz następców, wierząc w ich intencje zmiany galimatiasu na bardziej rajskie warunki. Nie zna końcowych efektów, niemniej jednak robi wszystko, na co go stać. Ludy majętnych krain zinternalizowały to szczytne przesłanie.

Autentyczny renesans i postęp wymaga poświęceń

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Nagła pauza w wyścigu szczurów doprowadziłaby do zharmonizowania biologii z cywilizacyjnymi ambicjami. Dowolne indywiduum ma wybór: albo wiosłowanie donikąd, albo uchwycenie swego miejsca we Wszechświecie. Zakneblowanie głupiej doktryny obłędnej konsumpcji w imię mętnej ekspansji państwa na globalnej arenie, otworzyłoby wrota rozsądku.

Zaproponujmy rozszalałym masom, Mój Drogi, skok cywilizacyjny. Otóż według powszechnego mniemania, progenitura zwiastuje koniec mrzonek o osiągnięciu błogostanu. Wobec tego otwórzmy wylęgarnie ludzkie. Po kiego spółkować, cierpieć katusze macierzyństwa, targać krzyż rodzicielstwa? Wielkość populacji będzie kontrolowana odgórnie w inkubatorniach. Zasób wiedzy genetycznej wystarcza na stworzenie idealnej istoty, bezwzględnie pasującej do nowoczesnej społeczności. Naukowcy pozbawią zarodek ośrodka orgazmu, przeto wyhodowani osobnicy obojga płci nie będą mieli głupich pomysłów w głowie. Wiesz co?! Pójdźmy dalej: skonstruujmy obojniaka, rozwiązującego problem na wieki!

Pisano powieści science fiction na temat niebezpieczeństwa przejęcia Ziemi przez roboty, tymczasem homo sapiens uparcie chcą się robotami stać… Ba: już nimi są?

Czy wygramy, Grzesiu, z McDonaldami, iPhone’ami, butami Nike, innymi fetyszami bombardującymi mnie niebogą? Przemówimy do uśpionej chemikaliami i bzdurami mądrości świeżego pokolenia? Konserwatywne kombinacje należą z reguły do przestarzałych, nierealnych, jednakże my nie prosimy o przesiadanie się na bryczki lub używanie liczydeł, jeno o wykazanie normalności, czyli zaprzestanie doznawania wytrysków na widok nowego SMS-a, lśniącego produktu bądź makabrycznego filmiku na YouTube, a podumaniu o stworzeniu rodziny. Uwolnienie roztropności spowodowałoby rewolucję na korzyść młodych, inaczej przyszłość wygląda dla nich raczej marnie…

Pa pa!

Polska

Listy do Polski 28 Listy do Polski 28 | Listy do Polski 30 Listy do Polski 30

Chronologiczny indeks LISTÓW DO POLSKI Chronologiczny indeks LISTÓW DO POLSKI

Listy do Polski 28

From: Grzesio
Sent: Sun 2013/12/15 17:14 PM
To: Polska
Subject: Wesołych świąt, Polsko!

Kochana Polsko!

Zbliża się ten szczególny dzień, kiedy krowy, pieski czy konie trajkotają ludzkim głosem, gwiazdy spadają z nieba (w rzeczywistości nie doświadczyłem, chociaż widziałem na karteczkach bożenarodzeniowych i obrazkach świętych), natomiast brodaci faceci – paradujący w barwach komunistycznych – podrzucają chińskie zabawki pod zabite choinki. Nadchodzi czas na nagłą gloryfikację humanitaryzmu, czyli składania winszowań nawet wrogom.

Czy węże też syczą po naszemu? Południowoafrykańczycy byliby zainteresowani… W jakim narzeczu bzykają komary? Po hiszpańsku? Może czesku? Wyobraź sobie karalucha, który przybił na statku z Japonii do Szwecji: nijak nie dogada się z miejscowym robactwem. Pytlujące ryby?! No cóż, trudno w to wszystko uwierzyć, niemniej jednak polegajmy na słowie bystrzejszych niż Grzesio…

Wesołych świąt

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Mama zawsze prawiła, iż ujrzenie komety w noc wigilijną przyniesie cholerne szczęście, zaś ja nie potrafię przydybać nawet jednej przez całe życie! Kukam, kukam, a wykukać nie mogę! Stąd egzystencja ma marna: bez bucików z wymalowanym zakrętasem, smartfonów do dźgania paluszkami, plazmy na ścianie, podziurawionych fabrycznie dżinsów, limuzyny z telewizorem w środku, pozostałych fetyszy gwarantujących dozgonne poważanie.

Drzewka nie zetnę! Serce ściska, gdy powyginane ciężarem bibelotów gałązki schną w oczach. Po celebracjach, świerczki pospołu z jodełkami lądują – zapomniane – na śmietnikach. Rutyna nosi miano tradycji.

Życzę Tobie, Polsko, aby rodacy wykazywali przez okrągły rok tyle szacunku tudzież wsparcia dla bliźnich, ile potrafią przejawić w ciągu paru godzin wokół stołu ze straszną ilością strawy. Pragnąłbym Twojego ukojenia poprzez powszechne zinternalizowanie potęgi trwałej, międzyludzkiej tolerancji, katalizującej przemiany ze sfery marzeń – ponad wyświechtane koncepcje maleńkich, materialnych zdobyczy.

Życzę Tobie, Polsko, młodej generacji rozumiejącej swą siłę oraz prawdziwe powody ucieczek poza granice kraju. Emigrują mianowicie tam, gdzie ich zachodni rówieśnicy pojęli sens poświęceń na rzecz następnych pokoleń. Mówimy zatem o rzeźbie mentalności – nie o finansowym dostatku z nieba (ten przychodzi później, wcale nie pochodząc od rządu). Podobnie, relokacja geograficzna, oprócz wyższej pensji, nie spowoduje zazwyczaj magicznego nabycia aspiracji, zaangażowania, dalekowzroczności.

Poszukiwanie winnego kiepskiej sytuacji lub parszywych perspektyw ma tyle sensu, co grzebanie w popielniku w celu wygmerania źródła wygaśnięcia płomieni. Należy, po prostu, rozpalić nowy ogień, zżerający duszące niedopałki – postawa notorycznie przejawiana w krajach postępowych. Łaknę Twojego odrodzenia dzięki świeżym umysłom, dostrzegającym absurdalność rejterady „na gotowe”, gdzie opócz pokornego dostosowania nie ma miejsca na satysfakcję z tworzenia zharmonizowanej nacji.

Życzę Tobie, Polsko, przywódców prawdziwie powołanych, mających służbę narodowi w sercach. Polityk-celebryta to przeżytek – zmora, wywołująca cierpnięcie skóry, obrzydzenie, wymioty. Przedstawiciele władzy, wzbogacający się z tutułu posiadanego stanowiska, są zwykłymi pasożytami, niszczącymi organizm społeczeństwa niczym tasiemce.

Potrzebujesz mądrego wodza, rejestrującego niedorzeczność ogromnych inwestycji w towary bądź usługi firm zagranicznych, kosztem zaniedbania właśnie dojrzewających, zdolnych, pełnych wigoru obywateli, umykających w tym czasie do obcego, gwoli harówki w nie swoich profesjach. Zamiast zaoferować narybkowi podstawową radość życia, czyli przestrzeń do kreatywności we własnej wspólnocie, decydenci wyrzucają pieniądze na owoce trudu cudzego pochodzenia. Przypomina to ojca, obdarzającego dzieci sąsiada podarkami tudzeż pochlebstwami, podczas gdy jego synowie i córki cierpią wskutek obdarcia ich z zaufania.

Doprawdy, powiadam Tobie: tylko kretyn wywali plony rodzinne plus zaciągnie długi na wzbogacenie zamiejscowych typków, uzbrojenie się po zęby, zorganizowanie igrzysk na pokaz, by potem ogołocić pobratymców podatkami za swoją rozrzutność. Oczywiście, nieodzownym jest skonstruowanie skomplikowanego aparatu administracyjno-prawnego (pożerającego jeszcze więcej kasy), egzekwującego bezlik opłat od sponiewieranych mas.

Stąd wielu odnosi nieodparte wrażenie, że powyższe niepoczytalne akcje są wynikiem konspiracji, mającej w efekcie zmusić bardziej przedsiębiorczych do opuszczenia Ciebie na pastwę losu, a może na pożarcie przez bezduszne korporacyjne twory. Jak inaczej wytłumaczyć fakt zaproponowania mojemu bratu pełnego etatu za… 900 złotych miesięcznie? Nie przy przerzucaniu sianka, kopaniu rowów albo noszeniu woreczków, ale przy opiece nad sprawnym funkcjonowaniem serwerowni. Propozycja tego rodzaju, dana wykształconemu programiście z magisterką, woła o pomstę do nieba. Przekonanie braciszka do dumy z wpływu na rozkwit ojczyzny jest niemożliwe bez aktywnego zaangażowania mężów stanu w kreację środowiska, niosącego szansę przyzwoitego zarobkowania.

Życzę Tobie, Polsko, porzucenia przez ziomków kultu jękliwych skarg na dolę, sarkastycznego wyśmiewania pozytywnych głosów, opiniotwórczych zapędów w kwestiach nieznanych. Po pierwsze, narzekanie osłabia autorytet jednostki poprzez uzewnętrznianie negatywizmu. Po drugie, wieczne biadolenie wycieńcza wyłącznie autora. Po trzecie, groźby potęgują agresję ze strony potępianego, niwecząc poprawę stosunków, za to efektywnie uzbrajając machinę kontroli nad przeciętnym śmiertelnikiem. Po czwarte, nawykowy cynizm nie jest ani seksowny, ani pożyteczny. Innymi słowy, chroniczny lament zrówna z ziemią dowolną afirmację, reformację, ekspansję. Poczucie dobrego humoru (wyjaśnienie często cytowane przez zgorzknialców) nie ma nic wspólnego z bezmyślną ironią. Łakniesz w tej chwili – jak powietrza – mody na wzajemne, szczere komplementowanie się, które odradza wiarę w komunalny potencjał.

Życzę Tobie, Polsko, epidemii świadomości o autentycznym źródle zmian, tkwiącym wewnątrz – nie na zewnątrz. Tym samym, nikt nic nie zmodyfikuje bez indywidualnego rachunku sumienia w formie spisu wad i mocnych stron, po czym wprowadzenia w praktykę postanowień wynikłych z samokrytycznej analizy. Wytykanie brudnym paluchem enigmatycznych złoczyńców daje zero perpektyw na pomyślność: robiliśmy to od wieków; jesteśmy ekspertami w osądzaniu innych; żadnych rezultatów gromkich szyderstw nie uświadczyliśmy; pora na zmianę taktyki. Zacząć więc należy od siebie – nie od innych – powoli rozprzestrzeniając fason transformacji od środka. Pokaż, co potrafisz zrobić w domu, zanim obsmarujesz blok, dzielnicę, miasto, wojwództwo, państwo, świat – wytęp zarazę hipokryzji.

Nierealne mrzonki? Od kiedy normalność jest utopią? Akceptacja, empatia, woluntariat, przezorność, konstruktywność czy samoocena nie definiują fikcji, lecz wyścielają drogę do sukcesu.

Na koniec życzę Tobie i sobie, Polsko, mojego szybkiego powrotu do Ciebie… Nie wysyłaj mi karteczki, tylko zamknij piękne oczęta, miej dla Grzesia marzenie, wyszeptaj z uśmiechem: „Niech się spełni!”.

Wesołych świąt, Polsko! Kocham Cię!

Grzesio Polak

Grzesio zmajstrował specjalną stronę na Facebooku, gdzie każdy może pożyczyć Polsce na święta tego, czego dla ojczyzny pożąda: tekstem, wierszykiem, obrazkiem, filmikiem itd. Czego pragniesz dla własnego kraju? Odwiedź i złóż Polsce życzenia: https://www.facebook.com/Wesolych.Swiat.Polsko

Wesołych świąt, Polsko!

Listy do Polski 27 Listy do Polski 27 | Listy do Polski 29 Listy do Polski 29

Listy do Polski 27

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (0,6 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 27 - Kryptonim BZYK - 10 grudzień 2013 w formacie PDF

From: Grzesio
Sent: Tue 2013/12/10 22:23 PM
To: Polska
Subject: Kryptonim „BZYK”

UWAGA! Poniższy tekst Grzesio napisał dla czytelników dorosłych (18+, ale w różnych krajach odmiennie definiuje się „dorosłość”). Jeżeli więc nie jesteś oficjalnie dojrzałym człowiekiem, umykaj czym prędzej!

Kochana Polsko!

Dałaś mi zadanie nie lada: nakreślenie planu wybrnięcia Twojego ludu z dołka demograficznego. Poniżej wierszyk, który nakreśla z grubsza koncepcję ratunku.

Z telewizji, radia, prasy,
Ze statystyk przedniej klasy,
Jęczy jedna wieść nieznośnie:
Populacja Ziemi rośnie.

Grozi wszystkim głód, prozaizm,
Wojna, nędza, kanibalizm.
Gniewu niebios nie ujdziemy:
Jak mamuty wyginiemy.

Ale zaraz… Jest kraina,
Która nurtów się nie trzyma.
Tam, nad Wisłą, wbrew prognozom,
Ludzie wcale się nie mnożą!

Łona puste, suche jądra,
W pochwę nikt już nie zagląda.
Szczyt lenistwa polskiej nacji:
Rezygnują z prokreacji!

Nie dość, że nie kopulują,
To masami emigrują.
A na przyrost wręcz bimbają -
Nałogowo wymierają.

Rząd w panice: co tu robić?!
Obiboki nie chcą płodzić!
Wstyd i hańba! Już za chwilę
Będziem mieli tu pustynię!

Nie pojmują te bęcwały,
Że się gospodarka wali!
Zamiast grzecznie do narodu
Trzeba zmusić do rozrodu!

Członki zwiędłe, jakby chore,
Do erekcji nie są skore…
Dziurki suche, ciche, w smutku,
Zarastają powolutku…

Zestaw praw więc ustalono,
Który ksywą „BZYK” ochrzczono.
Na bok flirty! Przecz z miłością!
Seks formalną powinnością!

Od tej pory zakazane
Spółkowania odmawianie.
Za zbyt leków na ronienie
Biczowanie i więzienie.

Prezerwatyw mieć nie wolno,
W telewizji – non stop porno,
Milion złotych becikowe,
Zaś in vitro jest darmowe.

Myszki na wierzch, w górę fiuty!
Starsi, młodsi, liliputy!
Fiozjonomia to rzecz złudna
Gdy ojczyzna się wyludnia!

Obywatele! Do roboty!

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Tadzio, na władz zawołanie,
Pojął w mig swe powołanie,
Mosznę mocno wyszorował,
Zgolił, pstryknął, wykremował.

W 5 minutek, podniecony,
Stał w drzwiach Joli – pięknej wdowy.
„Pani Jolu, jest ustawa,
Aby pani mi dawała.

„Proszę więc nie protestować -
Nie chcę Straży Miejskiej wołać!”
„Oj, Tadziuniu, trwonisz słowa:
Właź do środka – jam gotowa!”

Piękne wzwody, biodra w ruchu:
Nacjonalny akt posłuchu.
Kopulują wszyscy żwawo -
Toż Polaków jest za mało!

Szczęścia traf dla Katarzyny
Na 40 urodziny:
Miast się martwić, żalić, trwożyć,
Prawnie można pochędożyć!

Fryzjer, kąpiel, depilacja,
G-strings, szpilki – rewelacja!
Teraz szybko do Jerzego
(Syn kumpeli z dziesiątego).

„Cześć! Jak leci? Słuchaj, młody…
Znasz wizyty mej powody?”
„Ma się wiedzieć! Ja tu z Anią -
Zara zrobim trójkąt z panią!”.

Bara-bara, fiku-miku,
Będziem dziatwy mieć bez liku!
Patriotyczny wyczyn nacji,
By zapobiec imigracji!

Babcia Józia, spod kozetki
Wyciągnęła kabaretki.
3 zdrowaśki odmówiła,
Do sąsiada podążyła.

Laską w okno zapukała.
„Stachu, otwórz!” – zapiszczała.
„Do roboty, gnuśny grzybie,
Bo cię Rada Gminna zdybie!”

Dziadzia strach sparaliżował.
„Tyś niepłodna!” – słabo wołał.
„Ściągaj majty, odpuść bajer!
Ja in vitro mam za frajer!”

W domach, parkach, autach, kinach,
W łóżkach, wannach, na drabinach,
Wre współżycie, lędźwie bolą:
Nie oddamy kraju wrogom!

Patriotyczna kopulacja

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Bojąc się Islamu wpływu,
Kościół włączył się do zrywu.
Tak dekalog w lot zmieniono:
„Nie cudzołóż!” wykreślono.

Z ambon gromy posypano:
„Co ślęczyta tak niemrawo?!
Chceta wbić na szczyt kaplicy
Księżyc z gwiazdą, wy bandyci?!

„Antychrysty na granicy,
A wy w modłach przy gromnicy!
Niech owieczki rżną się więcej,
W imię Trójcy Przenajświętszej!”

Suną w cylinderkach tłoki,
Rzeką płyną życia soki.
Orgia w kraju nieprzerwana
Celem rasy ratowania!

Po 2 latach harcowania
Ciżba ziomków zdublowana.
Istna świeżych dusz plantacja -
Rośnie nowa generacja!

Będzie byczo, bo zamożnie,
Biało, swojsko i pobożnie.
Lecz minęło lat 20 -
Znów nas mniej niż w punkcie wyjścia!

Apiać krnąbrnie wyjeżdżają,
Ojcowiznę olewają.
Oczywiście, rząd bez winy:
Cież co mogli, to zrobili!

Gdzie za dużo – głód i bieda;
Gdzie za mało – więcej trzeba.
Prawda taka: gdzie uczciwość
Nie gra roli ludzi ilość!

Kocham Cię!

Grzesio Polak

Listy do Polski 26 Listy do Polski 26 | Listy do Polski 28 Listy do Polski 28

Chronologiczny indeks LISTÓW DO POLSKI Chronologiczny indeks LISTÓW DO POLSKI

Listy do Polski 26

Od: Polska
Wysłano: Wt 2013-11-26 20:53
Do: Grześ
Temat: Wybór

Drogi Grzesiu!

Zanim przejdę do Twoich wypocin na temat odwiecznego falsyfikowania historii, śpieszę z pozytywnymi doniesieniami z mojego podwórka.

Czyżby podsłuchiwano nasze czaty? Rozmowa kontrolowana? Czytają liściki, które sobie wymieniamy? Nieważne! Grunt, że szef MSZ, niejaki Radosław Sikorski, przekonywał 22 listopada liderów polonijnych, aby rodacy powracali do kraju. Tak, to nie żart!

Wracajcie do kraju, rodacy!Szczepan SadurskiKanarki nakablowały o Twoim spotkaniu z premierem Tuskiem, przy okazji jego ostatniej wizyty w RPA. Proszę, proszę – nawet słowem nie wspomniałeś o kontaktach w sferach wyższych, Mój Agencie „07 zgłoś się”. Wyznaj bez tortur: przeczytałeś mu wierszyk „Akcja ‚Nazad’”! Przebudziłeś naszego wodza, wzruszając człowieka do łez! Po rozmowie z Grzesiem, nakazał każdemu ministrowi śledzić wpisy na witrynie GrzesioPolak.com! Efekty są piorunujące, ponieważ Ministerstwo Spraw Zagranicznych nuże zmieniło taktykę z przyjaznego pytlowania o ziomkach-wygnańcach, na zachęcającą do porzucenia zachodniego pana w imię uwicia gniazdka na ojcowiźnie. Epilog może być zaskakujący: ulgi podatkowe, ułatwienia administracyjne, bukiet kwiatów plus buziak dla każdego dzielnego reemigranta.

Następne zadanie bojowe dla Grega Bonda: rozwiązanie ujemnego przyrostu naturalnego w obrębie moich granic. Rozkaz od Twej Pani, to znaczy ode mnie! Proszę natychmiast siąść na tyłku, połamać sobie główkę, nakreślić plan działania, przesłać do rozkapryszonej królowej. Odbiór!

Wracając do kwestii notorycznego okłamywania przeciętnych zjadaczy chleba…

Idiota, przekraczający szybkość na drogach publicznych, wyprzedzający podrzędnym samochodzikiem ułożonych kierowców, ma szalenie wysokie mniemanie o swoich talentach szoferskich. Zakupił BMW na raty, to musi rozpędzić maszynę do tych 160 czy 180 km/h (przy większej prędkości zwaliłby kupę ze strachu). Kretynowi nie przyjdzie na myśl idea o rzeczywistej, jedynej przyczynie możliwości urządzania slalomu pomiędzy pozostałymi użytkownikami szosy: dopuszczeniu. Innymi słowy, nie zdolności rajdowe – względnie męstwo – samozwańczego mistrza kółka, ale doświadczenie innych automobilistów poniekąt sankcjonuje popisy debila. Po prostu, chwilowo pozwalają pajacowi się przegonić, gwoli zapewnienia ogólnego bezpieczeństwa, uniknięcia śmierci itd. Nie oznacza to permanentnego rozgrzeszenia bądź dobrej passy naszego Schumacherskiego – wcześniej raczej niż później albo (w najlepszym wypadku) rozkwasi tępy łeb, albo zabije niewinnego.

Ustawienie chojraczka przy bolidzie wyścigowym wywołałoby u niego, co następuje: zrobienie głupkowatej minki, niewyraźne zamiauczenie, zmoczenie brudnych majtasów. Przecież on, zawodowy tchórz, chciałby dokazywać babciom, dziadkom tudzież rodzinom na trasie, a nie honorowo współzawodniczyć na torze przeznaczonym do mknięcia w zawrotnym tempie.

Tak jak stateczna jazda wynika z przezorności, a nie z trwogi, tak i wiara ludzka jest przejawem uczciwości – nie głupoty. Normalny człowiek odrzuca naturalnie podstęp bliźniego. W jakim celu ktoś miałby nas oszwabić, kiedy nic złego nie uczyniliśmy? Łgarstwo to najprymitywniejsza forma wyzysku, dojąca dojrzałość cywilizacyjną obywateli. Substancja szara socjopatów nie osiągnęła poziomu ewolucyjnego homo sapiens, więc mieszają prostolinijność z naiwnością. Szczyt ich kombinacji to wykorzystanie prawości pozostałych członków grona poprzez falsyfikowanie zdarzeń lub faktów – iżby posiąść ponad miarę, stroniąc od pracy. Wyłudzacze cudzego czasu, wysiłku oraz pieniędzy nazywają swe predyspozycje sprytem. Podobnie możemy określić nieprzeciętnym kunsztem uderzenie śpiącej staruszki młotem w głowę.

Szlachetność idzie w parze z obsencją popędu do vendetty. Osobnicy cnotliwi nie grzeszą bezpośrednią agresją. Poprzeklinają, obrzucą zbrodniarzy wyzwiskami w zaciszu domostwa, następnie machną ręką. Kolejna zaleta, perfekcyjnie manipulowana przez oportunistów, czujących się bezkarnie. Znowóż mamy do czynienia z bierną akceptacją wielkodusznego narodu, aczkolwiek pasożyty błędnie utożsamiają ten stan rzeczy z panowaniem nad pospólstwem. Jeżeli tolerancja ogółu wobec szachrajstw ulega załamaniu, pijawki używają siły. Pranie po mordzie bezbronnego definiują mianem utrzymania porządku społecznego, chociaż sami są niekompatybilni z żadną wyobrażalną grupą ludzką o zaawansowanym stopniu inteligencji.

Oprócz niewątpliwych cnót, istotę biologiczną charakteryzuje niefortunna skłonność do uzależnień, skrupulatnie eksploatowana na potęgę. W kulturze popularnej, nałóg identyfikowany jest z alkoholizmem, narkomanią, ewentualnie seryjnymi zabójstwami, natomiast przesiadywanie z twarzą przylepioną do ekranu telewizyjnego, zażeranie czipsów kilogramami, kukanie na smartfon co 5 sekund, wydawanie ostatnich pieniędzy na lansowany łach itd. to zespół nieszkodliwych hobby. Powiedz mi, Mój Proroku, czyż trudnym będzie owinięcie wokół palca osoby, wpadającej w panikę po odcięciu jej od ukochanych zajęć? Zabierz facetowi telepudło, a kobiecie komórkę – wywołasz furię. Odetnij im prąd – wylądują w szpitalu z delirium tremens.

Zarzuciłeś monitorowanie mass mediów, co zbalansowało Tobie zmysły na tyle, by odsłonić rąbka tajemnic (przykrytych zazwyczaj całunem mgły codziennych używek). Grzesia ogarnia niespodziewanie osłupienie na widok zombie w zaawansowanym stadium otumanienia dystrakcjami. Mój Bohater pragnie ratować świat! Biedaku, wszakże symptomy rozdrażnienia obsesjonatów ustępują tylko po następnej dawce. Ujawnienie prawdy zaburza sielankę – niezbędny jest klin w postaci świeżej fikcji.

No, chyba że delikwent przebrnie bagienko objawów ubocznych: niepokoju, dekoncentracji, zaburzeń snu, depresji, drżenia rączek, czasami potów. Po odwykówce wychynie nowa realność: autentyzm kontrastuje z iluzją niczym czarne z białym. Odizoluj genialne, piękne ciało od sztucznych bodźcow, a orkiestra komórkowo-fizjologiczna zagrzmi zharminizowaną symfonią. Potęga w zasięgu ręki każdego śmiertelnika!

Należy tylko mieć odwagę, aby po ten skarb sięgnąć… Odwagę w duecie z werwą, albowiem dobrze znasz procent tych, którzy wyegzekwują głos logiki: 1 na 100, zatem 99% pozostanie w otchłaniach wiecznych mrzonek, splątane w sieciach rozproszeń, wyglądając zbawiciela mającego wyciągnąć nieboraków z marnego jestestwa.

Posiadasz ambicje na oswobodziciela milionów pogubionych dusz? Doktorze, czy masz moce wysupłać kogokolwiek z nałogu? Aha: nie dysponujesz pigułką, zastrzykiem, wywarem z ziółek, zaklęciem, magiczną różdżką. Jesteś świadomym szans powodzenia wachlarza dostępnych metod: zwykle 5%. Sukces, zasadniczo, zależy od determinacji zdominowanego uzależnieniem. Innymi słowy, nikogo nie ocalisz. Możesz wyłuszczyć racje, naświetlić zalety, zaprezentować pragmatyczne obserwacje, lecz klient musi pomóc sobie sam.

Pytasz o miejsce, gdzie jest początek i koniec błędnego koła?

W wyborze…

Parę pytań przed snem – dobre ćwiczonko na rozuszanie sparaliżowanych falami elektromagnetycznymi neuronów:

  1. Czy pamiętasz newsy sprzed 2 dni?
  2. Wyjaśnij w paru zdaniach fabułę 257 odcinka ulubionej telenoweli.
  3. Kiedy ostatnio, nabyty za połowę pensji nowy łach, spowodował zainteresowanie twoją osobą ze strony przyzwoitego kandydata na partnera?
  4. Jaki prezent kupiliście dziecku 3 lata temu?
  5. Szybko przytocz przekręt partii rządzącej, doniesiony miesiąc temu: raz, dwa, trzy!
  6. Wymień wszystkie otrzymane i wysłane SMS-y w ciągu ostatnich 12 godzin.
  7. Zastanów się, co tak naprawdę ma znaczenie w Twoim życiu, po czym wybierz ścieżynkę na przyszłość…

Selekcja osobistego kursu po rzetelnym bilansie rozchodów, dochodów, strat. Podsumowanie wpływu zainteresowań na egzystencjalny sens. Co ma treść, a co mitręży czas?

Dopóki Ziemianie będą potulnie rozwierać mózgowia na stymulanty wyzwalające dopaminę, dopóty zaleją ich wodospady sfabrykowanych statystyk, Staliny ukatrupią potajemnie całe populacje w celach pokojowych, a jegomoście podobne do prezydenta RPA roztrwonią – niby o tym nie wiedząc – kasę podatników na prywatne rezydencje. Rasa ludzka pasjami uwielbia indoktrynację – jakieś genetyczne zboczenie…

Lawiranci wymrą, gdy propaganda przestanie działać, czyli kiedy masy zajmą się… sobą. Spacerek, książeczka, namalowanie obrazka, nieskrępowana inwencja itd.

Jedna konwersacja z dzieckiem nauczy więcej, niż tysiące newsów…

Pa pa!

Polska

Listy do Polski 25 Listy do Polski 25 | Listy do Polski 27 Listy do Polski 27

Listy do Polski 25

From: Grzesio
Sent: Sun 2013/11/24 22:24 PM
To: Polska
Subject: Nic nie znaczące erraty

Kochana Polsko!

Przedziwne wieści dobiegają z USA, gdzie uwijasz powolutku nowe gniazdko, z dala od swoich europejskich posiadłości. Szwindel za szwindlem wychodzą na jaw, o których informacje przeciekają do wiadomości publicznej. Nie to jest jednak zadziwiające, że szydła wyłażą z worów niby kolce jeża, ale reakcja zmumifikowanych obywateli.

Telewizorem nie dysponuję, prasy nie czytam, ponieważ walczę o zachowanie normalności. Wysiłki unikania mass mediów spełzają na niczym – streszczenia najnowszych wydarzeń przydybią mnie w kawiarence, w pracy, na ulicy, w ubikacji. Albo ktoś wypapla podnieconym głosem, albo afisz wykrzyknie znienacka w twarz, albo ekrany, umieszczone strategicznie w miejscach komunalnych, wysyczą prosto w ucho dzisiejsze newsy. Nie sposób uciec: siłą, podstępnie nakarmią urągającą inteligencji strawą. Ciekawe tylko, w czym przemycają środki antyemetyczne, gdyż jakoś nie wymiotuję na każdym kroku słuchając idiotyzmów. Zabunkrowanie się w kąciku to marzenie ściętej głowy: koledzy wytropią, przycisną do muru, zaplują nowinami, zaczną żebrać o opinię na temat bzdetów. Wyeksponują erudycję, polegającą na skopiowaniu słów szemranego prezentera TV – jedyne znane im źródło wiedzy. Wymęczą niewinnego człowieka jak psy dziada w ciasnej ulicy.

Niestety, sprostowania poprzednio manipulowanych przekazów nie wytrącają społeczeństwa ze stanu uśpienia. Na przykład, dane dotyczące wysokości zatrudnienia w krainie szczęścia zwanej USA, z października 2012, zostały bezczelnie zmodyfikowane na lepsze. Nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy, liczba bezrobotnych osiągnęła poziom poniżej 8% – komunikat zaiste przełomowy. Rynki zarżały z radością, populacja tupała nóżkami ze szczęścia, a prezydent wyszedł na gieroja nie lada, więc od strzału wybrano gościa na następną kadencję (akurat nadchodził okres głosowania).

Tymczasem przedstawione z fanfarami statystyki stanowiły iluzjonistyczny trik umyślnego faceta, który dodał 50% nieistniejących dusz do ogólnego numeru ankietowanych. Oczywiście każda jednostka, wrzucona na przysmak do empirycznego kociołka, posiadała robotę. Wykazał algebraiczną wirtuozję kalibru Einsteina, zmieniając dzielną oraz dzielnik ilorazu, tym samym uzyskując fantastyczny, niski wynik śmiertelników bez pracy. Matematyk-geniusz dokonał wyczynu na prośbę speców od indoktrynacji tępego elektoratu.

Ależ skądże: nikomu nie wypatroszono moszny za szchrajstwo! Siedzisz w szanownym mocarstwie świata to i widzisz, iż widzowie szarady wykrzywili buźki w grymasach niedowierzania, po czym pogalopowali na zakupy świąteczne. Ot, maluteńki błąd! Toż nikogo nie zabili! Spryciarski ten nasz rząd! Kawalarze, panie! Może to konspiracja przeciwko władzy? Panujący wiedzą, co robią, zaś skapowanie wyliczania procentów to wyższa szkoła jazdy.

Żarty nie dotyczą wyłącznie imperium za Atlantykiem. Funkcjonuję w państwie jeszcze weselszym, gdzie kierownictwo zaordynowało przebudowę prywatnej nieruchomości prezydenta za jedyne (w przeliczeniu) 70 milionów złotych. Bulą podatnicy, bo taka forsa to nie w kij dmuchał, natomiast jegomość pragnąłby żyć w znośnych warunkach. Dobytek w postaci 4 żon, 2 byłych żon tudzież pułku dzieciaków również wymaga przestrzeni, wygodnego transportu, prowiantu. Przecież trudno w pojedynkę zapewnić rodzinnemu stadu chociażby skromny byt. Na terenie posesji zaprojektowano bardzo podstawowe urządzenia w postaci bunkru, przychodni lekarskiej, gabinetu odnowy fizycznej, prywatnej szkoły, oświetlonego lądowiska helikopterowego, 85 km pięknych dróg dojazdowych za kolejne 200 milionów złotych itd. Grube małżonki głowy republiki powinny mieć schronienie w razie bombardowania RPA przez siły zbrojne Mozambiku lub Zimbabwe plus gwarantowany masaż relaksujący po takowym ataku. Aliści harem otoczony pociechami szefa to skarb narodowy.

Modernizację zatajono, naturalnie, nie wspominając nawet o wydatkach. Sprawa wypłynęła na wierzch dzięki wścibskości przypadkowego dziennikarzyny. Żurnalista miał czelność gmerać w fakturach, ciągnąć za języki, pstrykać zdjęcia. Bezczelny typ! Prezydent został narażony na frustracje: był zmuszony wyprzeć się jakiejkolwiek wiedzy o ekspansji chałupy, którą zamieszkuje. To prawda, że po podwórku buszują jacyś robotnicy w kaskach, koparki wydłubują doły, wjeżdżają dziesiątkami kontenery, murarze wznoszą nowe mury, fachowcy montują klimatyzatory. Zwariować idzie! Kurz, hałas, bałagan! Tak na marginesie, niepodobna pełnić obowiązków dyplomatycznych w rozgardiaszu o tym nasileniu! Rozkładał bezradnie ręce: on nie wie co, skąd, gdzie, kto, na dodatek w jego domu. Najchętniej wszystkich wywaliłby na zbity pysk, jednakże skoro już tutaj są, to nie będzie wulgarnie przepędzał.

Ministrowie zaprotestowali gromko: obiekt należy do miejsc strategicznych, czyli konfidencjalnych. Zabroniono wstępu, strzelania fotek, pisania o sprawie, zaprzątania sobie myśli remontem o militarnym znaczeniu. No, top secret!

Masy stojące za tym prześmiesznym monarchą uwielbiają prezentowany blichtr: nasz faworyt ma fantazję, klasę, charakter! Białe ręce precz od rodzimej tej… eee… kultury! Egzystujemy w lokalach z tekturki, na rozkopach, bez wody, głodując, głupiejąc, umierając, lecz elekta mamy na fason księcia z bajki! Dobra, odkryto kwestię zakamuflowanego grabienia publicznych pieniędzy – niech tam, już po krzyku! Suweren ma bajer – to wszystko!

Dawniejsza historia też ulega metamorfozie co godzinę. Rosjanie – w końcu – udostępnili cząstkę archiwów, dotyczących Stalina, rewolucji, wojenek. Dla Józefa i jego bandy, hitlerowcy przypominali zgraję chłoptasiów w krótkich spodenkach, pozbawionych zdolności efektywnego mordowania. Czlonkowie tajnych służb radzieckich kiwali tylko główkami z dezaprobatą na widok nieudaczności nazistów – zaszła potrzeba nauczenia gamoni sztuki uśmiercania tysiącami. Inaczej to ujmując, obie strony ściśle współpracowały przed rozróbą Hitlera: szkopi siedzieli grzecznie w szkolnych ławkach, zaś bolszewicy stali przy tablicy. W samej Ukrainie Stalin unicestwił 7 milionów ludzi bez przesadnej strzelaniny – wystarczyło skonfiskować biedakom zapasy jedzenia, otoczyć granice zwartym kordonem wojska, poczekać rok. Odizolowani, zamorzeni, dobrowolnie powyciągali nogi – po co przelewać krew? Po takim eksperymencie ich posłuszeństwo proletariatowi nie miało sobie równych.

Adolf należał do uczniów pilnych, przeto zastosował później nabyte umiejętności na własnych belfrach. My, głupole, podejrzewaliśmy helmutów za zwyrodniałe genetycznie bestie, gdy oni byli wyłącznie ofiarami fatalnego urabiania przez komunistów ze wschodu! Dekadami faszerowano nas obrazem Niemca-agresora, naprzeciw którego stał z wypiętą pokojowo piersią radziecki sołdat. Drobne fakty wspomniane powyżej zostały pominięte.

Wiecznie robieni w koniaSzczepan SadurskiObecnie analizujemy rewelacyjne erraty, przecierając oczka ze zdumienia, przełykając ślinkę przez ściśnięte gardziołko, wygrażając piąstkami enigmatycznym oszustom z przeszłości. Przeklinamy los, swoją naiwność, perfidię zwyrodnialców żądnych władzy, chwytamy pilota…

Uspokojeni, kąpiemy mózg w aktualnościach. Tym razem mówią prawdę, no nie?

Oświeć Grzesia, proszę: gdzie tkwi początek błędnego koła? Dlaczego realność jest systematycznie zamazywana akurat przez tych indywiduów, których wyselekcjonowano w zaufaniu do działania dla dobra wspólnoty? Ponadto, czy istnieje przyczyna wyraziście eksplikująca niepojęte zachowanie wiecznie robionych w konia, zwykłych, uczciwych ludzi? Jakim cudem ciągle wierzą, jednocześnie przechodząc do porządku dziennego po każdym odkrytym, wstrętnym kłamstwie? Nastaw drugi policzek, drugie ucho, drugi półdupek…

I jeszcze jeden, i jeszcze raz, stooo lat, stooo lat wiecznych aprobat…

Kocham Cię,

Grzesio Polak

Listy do Polski 24 Listy do Polski 24 | Listy do Polski 26 Listy do Polski 26

Listy do Polski 24

Od: Polska
Wysłano: Niedz 2013-11-10 19:29
Do: Grześ
Temat: Głosuj do woli – zawsze na mnie!

Kochany Grzesiu!

Pozostałam na dłużej u Ameryki, ponieważ ona przeżywa masę problemów. Jej nacja wpadła na pomysł wiecznego dobrobytu – należy bezustannie powiększać narodowy dług wobec prywatnych instytucji bankowych. Podobno nikt nigdy nie skuma szwidlu. Jeżeli Twoja uczciwie myśląca głowa wciąż jeszcze rozpatruje opcje, jak uczynić Grzesia bogaczem, to rozwiązanie podaję na patelni. Każda rodzina powinna skorzystać z matrycy made in USA: zaciągać tyle kredytów, ile wlezie, a nie egzystować niczym żebracy!

Poza tym zamknięto im rząd. Nagle przestano obradować, zatrzasnięto drzwi, do widzenia: kraj na urlopie. Jedna frakcja nie potrafi dogadać się z drugą, więc najlepiej pojechać na wypoczynek. Pożyczone pieniądze opłacą wakacje polityków i państwowe usługi – patent warty rozpowszechnienia na cały glob! Nich wszystkie krainy staną, bo przecież dodrukujemy banknotów na czas oficjalnej laby (pardon: dodamy cyferek w komputerowych bazach bankowych, które śmiertelnicy utożsamiają z wartościową walutą).

Jest fajnie! Bidulka US-ka przewiduje jednakże bezprecedensowy obrót zdarzeń w niedalekiej przeszłości, kiedy Amerykańce staranują rogatki Rumunii bądź Kenii, błagając o azyl. Pozostało im tylko kogoś zaatakować, odwracając tym samym uwagę od finansowo-administracyjnego rozgardiaszu. Najlepiej zbombardować jeden z mocarnych regionów, na przykład Czad, po czym ograbić ich z resztek bawełny, bydła, ropy, ewentualnie gumy arabskiej. Siedzę zatem przy boku histerycznej przyjaciółki, pospołu z nią histeryzując.

Świat szaleje, dążąc powolutku do nieuniknionego kataklizmu, natomiast Ty pogrążony w dywagacjach dotyczących znaczenia emigrantów w głosowaniu do mojej decyzyjnej ferajny. Ktoś coś wybąkał w pijanym widzie na temat pyszałkowatych uchodźców – potężny bodziec, pchający Grzesia do napisania erudycyjnego elaboratu pod tytułem „Zlekceważeni banici”.

Niewątpliwie istnieją osobnicy, doznający podniecenia z powodu byle wywyższającej ich konkluzji. Używanie pseudointelektualnych – pozornie logicznych – argumentów w emocjonalnym ferworze to zjawisko wiekowe. Oddalenie od matki nie oznacza zaniku ani dziecięcej miłości, ani znajomości najlepszych środków zaradczych dla rodzicielki. Tym samym, patriotyczny ziomek poza moimi granicami ma predyspozycje wyborcze porównywalne z krajanem na ojcowiźnie.

Pamiętaj wszelako o przyczynach negatywnego stosunku lojalistów znad Wisły do rodaków na tułaczce, gdyż nie każdy wędrowiec należy do grona świętoszków. Nikt nie przepada za dwulicowością, zaś funkcjonuje cała masa indywiduów pozujących na światowców w momencie postawienia nogi na ojczystej ziemi, lub w trakcie zwykłych kontaktów (telefonicznych, internetowych). Nagle, po niespełna paru miesiącach u zachodniego pana, zapominają rodzimych słów, zaciągają akcentem, patrzą z góry na wymiętoloną polską ciżbę oraz (co najgorsze) lekceważą rozterki miejscowych (jako że są już cudzoziemscy). Ględzą o prześwietnej sytuacji tam, lecz unikają prężnego zaangażowania tu, stanowiąc w efekcie obce, szwędające się tuby propagandowe. Bezużyteczna aktywność, polegająca na powtarzaniu wyświechtanych formułek: „Bo w Niemczech jest tak i tak!”; „W Szwecji to robią to a tamto!”; „A w USA mają świetne autostrady!”. Zniechęcają pozostałych swoją inercją, pychą, pogardą, bzdurzeniem o rzeczach wiadomych z telewizji. Książki w życiu nie przeczytali, słoma z butów wystaje kłębami, tymczasem po skasowaniu odrobiny euro salonowce się z nich porobiły! Zrozum: tylko w pysk strzelić, z elektoratu wywalić, obywatelstwo odebrać.

Widzisz, cóżeś uczynił?! W diabła mnie przeistaczasz! W tym miejscu słusznie prawisz o usychaniu rozsądnego dialogu pomiędzy ludźmi na rzecz krewkich pyskówek. Dotykasz kwestii, na której filozofowie zęby połamali: powątpiewanie osobistego punktu widzenia; wysłuchanie tudzież dosadne pojęcie poglądów drugiego; zaniechanie czczenia wytartych koncepcji w imię innowacyjnych forteli. Wymagasz śmiałości rozwodu z ukochanymi teoriami, czyli wyczłapania ze smrodliwego bagienka własnych idée fixe. Marzysz o porzuceniu fetyszów, pozwalających wywrzeszczeć kultowe slogany w twarz bogu ducha winnego człowieka. Wyłuszcz swoje nobliwe projekty hordom, gotowym zabić za transparent z bojowym hasełkiem, dewocjonalną statuetkę, flagę z gwiazdkami ułożonym w kółeczko, logo nadgryzionego jabłuszka itd. Dogmy skoncentrowane w talizmanach, oferujących fikcję tożsamości dla ludzi pozbawionych charakteru czy aspiracji. Życzę szczęścia w przekonywaniu tych mas zombie.

Zdrajcy emigranci

Ilustracja: Szczepan Sadurski

W jedności jest siła, co obliguje do, niestety, wspaniałomyślności, kompletnego otwarcia, tolerancyjności, empatii, zaufania, wiary w potencjał grupy, krytycznej analizy indywidualnego postępowania. Pigułka na harmonię społeczną, i.e. nieskończony postęp poprzez praktykę wyłącznie jednego nawyku: przy każdej okazji zamknąć paszczę, aby zinternalizować odmienne stanowisko. Tajemnica zamożnych krain – może i ja doczekam łaski? Sugestia prosta, ale trudna w realizacji, bowiem postuluje nieprzymuszoną introspekcję – w tym sęk!

Bądź sobą, Mój Idealisto! Nie pozwól samozwańczym, jazgotliwym mądralom wessać Cię w wir przygnębienia! Głosuj do woli: zawsze wybierz mnie!

Całuski!

Polska

Listy do Polski 23 Listy do Polski 23 | Listy do Polski 25 Listy do Polski 25

Listy do Polski 23

From: Grzesio
Sent: Sat 2013/11/09 19:30 PM
To: Polska
Subject: W jedności siła?

Kochana Polsko!

Miesiąc minął – Ty ani mru-mru. Czyżbyś wyemigrowała sama od siebie, pozostawiając obszar geograficzny zwany Polską na pastwę losu, a Twój lud bez narodowości? Może musiałaś zostać przy Ameryce, która trafiła na odwykówkę ze względu na niepohamowane obżarstwo? Napisz, co słychać, bo nostalgia zżera serce!

Pozostały tylko rozmowy ze znajomymi, wytykającymi ustawicznie moją emigracyjną mentalność. Nie wiem skąd wychynęło przekonanie, że byt poza granicami ojczyzny oznacza metamorfozę duszy oraz insynuowaną inność. Podobno podjęcie pracy w RPA dokonuje tajemniczych przemian w genotypie, czyniąc ze mnie wierutnego mutanta, niezdolnego do pojęcia sytuacji ziomków w kraju. Poględziłem trochę po angielsku, wychowałem syna w afrykańskim słońcu, poleczyłem tubylców co nieco i buch – już nie Polak, lecz tępy odszczepieniec.

Przyjaciel wyłuszczył ostatnio taki oto postulat: „Uchodźcy nie powinni nam gadać, co poprawiać! Nie mają nic do powiedzenia, ponieważ tutaj nie żyją! Dlaczego w ogóle głosują, zdrajcy?!”. Prawda: uniknąłem konsekwencji ustawy śmieciowej; biernie obserwowałem gorące dyskusje o złamanej brzozie; wyszedłem cało z ataków księdzy pedofilów; zaniedbałem uczestnictwa w meczach Euro 2012; problem krzyży w sejmie potraktowałem zdawkowo; zamiast schabowych pałaszuję steki; używam lepszych dróg; muszę pisać czarnym atramentem, bowiem niebieski zakazany. To wszystko oznacza rzekomo zwiędnięcie analitycznego potencjału rozwikłania dylematów na rodzimym gruncie. Mózg mi wysechł w skwarze – ot co!

Dopóki ludziska będą utożsamiać zmianę położenia na kuli ziemskiej z transformacją osobowości lub zarażeniem znieczulicą społeczną, dopóty wsadzą każdego krajana na obczyźnie do segregatorka zatutułowanego „Niezorientowani insynuatorzy”.

Tymczasem egzystując u Ciebie wykazywałbym identyczną plejadę odczuć względem wydarzeń politycznych, ekonomicznych, publicznych, prywatnych, intymnych, rodzinnych, dzielnicowych itd. Nieobecność w bliskim mi środowisku wręcz potęguje empatię i zrozumienie na pożywce tęsknoty. Obserwacja z boku wyostrza obiektywność, którą należałoby akurat wykorzystać dla korzyści ogółu, nie zaś odrzucać jako twór nieobeznanego wyrodka. W końcu Jan Paweł II (znany emigrant) wyjechał do Watykanu – ruch tylko wzmacniający posłuch rodaków. Papieżem nie jestem, ale nikt nie ma prawa kwestionować moich naturalnych, patriotycznych predyspozycji do interpretowania doli pobratymców.

Przeskok z półkuli południowej na ojcowiznę spowodowałby przychylne ustosunkowanie się do grzesiowych opinii: nagle awansowałbym w hierarchii do stuprocentowych swojaków. W sekundę stałbym się tutejszy, nie tamtejszy. Podróż samolotem dokonuje cudów, rehabilitując umysł, obdarzając przenikliwością, udowadniając niezbicie lojalizm. Teraz można posłuchać gościa, panie! Koczując daleko plótł brednie, jednakże na własnym podwórku trzeźwo pieje!

Wszak to, co oferuję, jest uniwersalne, czyli niezależne od fizycznego usytuowania. Kocham, narzekam, analizuję, organizuję, pracuję, obserwuję analogicznie i tu, i tam. Uwarunkowania materialne, kulturowe tudzież klimatyczne wywierają znikomy wpływ na temperament, morale, poczucie humoru, zaangażowanie, przebojowość, marzenia plus dowolną, partykularną cechę konkretnego śmiertlenika. Doświadczenie podpowiada: tylko krańcowe kataklizmy – na przykład wojna, śmierć najbliższej osoby, inna niewyobrażalna krzywda – mają dostateczne szanse na rozprucie ego. To fakt, iż wyjazd może zwielokrotnić opcje lub zarobki, niemniej jednak nie uczyni z idioty geniusza, z leniucha pracusia, z dewianta normalnego, z oszusta dobroczyńcy, z Polaka Niemca (nie wspominając nawet o czarodziejskim przeobrażeniu w Południowoafrykańczyka).

Rozczłonkowanie nacji kiełkuje z nasion, rozrzucanych przez ignorantów generalizujących mniemania wykoncypowane na emocjonalnym rauszu. Rozpowszechniają oni urojone teorie o, powiedzmy, nieefektywności wyborczej obywateli przebywających zagranicą. Musi tak być, skoro uwiliśmy gniazdka za morzami i górami, nieprawdaż? Kombinując paralelnie, zakażmy rodzicielom podejmować decyzje dotyczące dzieci, jeżeli obie partie są oddalone o więcej niż 100 km. Przecież ojciec z Gdańska zgłupieje na wieści o kłopotach syna z Katowic. Cóż zrobić, jak nie oddać wychowawczego steru w obce ręce, skoro szmat drogi pomiędzy nimi? Zamiejscowy tata to żaden tata, tylko nieznany, peryferyjny gość, uzurpujący prawa opiekuńcze.

Twoje sugestie? Mam zaprzestać słuchania Szopena, śledzenia wiadomości z Twoich okolic, oglądania polskich filmów, dopingowania naszych sportowców, czytania książek napisanych matczynym językiem, wypatrywania donosów o Dodzie? Powinienem przehandlować ukochane zajęcia na rzecz afrykańskich tam-tamów, sprawozdań z nudnego krykieta, newsów dotyczących prezydenta-poligamisty z 4 żonami, seansów hollywoodzkich knotów? Tym sposobem, bezdyskusyjnie, zwariuję, a jako konsekutywny półgłówek sprawię zadość tezom, promującym niekompatybilność banitów z rezydentami.

„W jedności siła!” – hasło chyba uważane za utopijne. Scalenie narodowe nietrudno posiąść: kluczem jest tolerancja. Wykrzykiwanie beznadziejnych, popularnych poglądów przed próbą rejestracji, co interlokutor ma do przekazania, nosi miano prymitywizmu (niestety). Lekarstwo to ćwiczenie cierpliwości nie tylko w wysłuchaniu drugiego, ale i w internalizowaniu przedstawionych punktów widzenia czy stanów uczuciowych. Mury na drodze do jakkolwiek definiowanego postępu wznoszą łatwo rozpoznawalne typki – wymachują łapkami, stroją minki, tupią nóżkami zanim bliźni skończy zdanie. Takich właśnie zaślepieńców wypada wyłączyć z elektoratu, obojętnie na miejsce zamieszkania, gdyż rozdzierają szaty za ideę bycia górą – bynajmniej nie za bratnie dusze.

Banalne rozwiązania, aczkolwiek racjonalne, są najtrudniejsze. Budować zjednoczoną wspólnotę poprzez musztrowanie samokontroli, dogłębnego zrozumienia, życzliwości? Prościej wytknąć palcem iluzorycznych winowajców, na kanwie osądów wypoconych przy piwku.

Proszę, odpisz, zanim autentycznie wkłuję sobie kolczyk w nos, poślubię ze 3 dorodne murzynki i spłodzę 2 tuziny pociech.

Kocham Cię,

Grzesio Polak (zawodowy fantasta)

Różnice życia na obczyźnie

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Listy do Polski 22 Listy do Polski 22 | Listy do Polski 24 Listy do Polski 24

Listy do Polski 22

Od: Polska
Wysłano: Wt 2013-10-01 18:30
Do: Grześ
Temat: Nałogi Ameryki
Załączniki:
Załącznik e-maila ameryka-rosja-grand-canyon.jpg (245 KB)
Załącznik e-maila ja-ruska-ameryka-rollercoaster.jpg (292 KB)
Załącznik e-maila ja-ruska-ameryka.jpg (263 KB)

Cześć Grzesiu!

Zaczynam od fotki, abyś ujrzał Amerykę w duecie z Rosją. Na pewno ciekawość rozdziera Cię na kawalątka!

Rosja i Ameryka w Grand Canyon

Obie globalne potęgi podziwiają widoki sławetnego Grand Canyon. US-ka, co widzisz, ma kłopoty z wagą – od około 50 lat. Co trochę straci, to zaraz nabierze 2 razy tyle! Sama przeklina gazowane napoje, buły wielkości dyni, pizze o średnicy metra, gorące psy i czego tam jeszcze jankesi nie wcinają. Każdy posiłek ma ilość kalorii wystarczającą na tydzień, jednak wsuwają minimum 3 razy dziennie. Potem tabunami walą rzeźbić przetłuszczone ciała na siłowniach. Jeżeli przestaliby pałaszować co popadnie, to nastąpiłaby ciekawa reakcja łańcuchowa:

  1. Korporacje sprzedające plastikowe jedzenie splajtowałyby jedna po drugiej.
  2. Supermarkety zostałyby wyburzone.
  3. Sale gimnastyczne stanęłyby bezużyteczne.
  4. Pozamykanoby lwią część szpitali.
  5. Firmy farmaceutyczne skurczyłyby się do wielkości przydrożnych sklepików.
  6. Stacje telewizjne utraciłyby podstawowych sponsorów.
  7. Pieniądze przestałyby wściekle krążyć.
  8. Bankierzy zaczęliby kwiczeć z bidy.
  9. Pretensjonalna ekonomia kraju uległaby zatarciu niczym zardzewiała machina.

Widzisz to? Siła finansowa mocarstwa zależy od bezmyślnego rąbania przetworzonych węglowodanów.

Prawdziwą tragedią dla elit byłoby wszakże roziskrzenie komórek mózgowych ludu, poprzez odbarczenie systemu fizjologicznego z nieustannego metabolizmu cukrów: naród zacząłby myśleć. Nie wątpię, że pierwszy lepszy przejaw odstąpienia od wypasu zainicjuje akcję rządową w postaci policyjnego zmuszania do konsumowania w nadmiarze. Spętają łańcuchami, nakarmią kluskami jak gęś, wypuszczą dopiero po manifestacji ewidentnych symptomów otępienia.

Tymczasem głupia Rosja zatruła całą frajdę wycieczki w góry: rozdarła pończoszkę na skale. Cały czas albo ciskała ruskimi przekleństwami, albo przystawała i gapiła się na dziurę w rajtuzach, grzebiąc w niej paluchem. Wzrok nie może przecież załatać szpary w nylonie! Droga powrotna upłynęła pod znakiem wysłuchiwania jej lamentów. Świat na skraju kolejnego konfliktu zbrojnego, natomiast ta pogrążona problemem defektywnych trykotów!

Ameryka, typowo, zaciągnęła nas do Disneylandu. Niby przepastne państwo, lecz do pokazania wyłącznie lunapark, jeden kanion, Statua Wolności i wodospad Niagary, nie licząc milionów drapaczy chmur. Toż w obrębie jednego mojego powiatu zakosztujemy zdecydowanie więcej atrakcji. Wybudowali coś 100 lat temu, a nazywają to „zabytkowym”. Wiesz, Grzesiu, ręce opadają… Co jest takiego archaicznego w gmachu czy pomniku z zeszłego wieku? Gdynia, która uzyskała prawa miejskie w 1926 roku, uważana u nas za miasto-smarkulę, w Stanach Zjednoczonych urosłaby do rangi przedpotopowej osady.

Ruska znowóż dała plamę (dosłownie!). Pod koniec przejażdżki rollercoasterem postanowiła zwymiotować. Widząc seksownie ubraną dziewczynę w tarapatach, banda facetów rzuciła się z hukiem na pomoc. Ile razy jej doradzałyśmy przeprofilowanie fasonu na bardziej nobliwy? Koronki, miniówki, odblaskowe rajstopy, świecące kozaki na szpilkach, teatralny makijaż, cycki prawie na wierzchu – dowolny samiec doświadczy wzwodu. Szanowana kraina nie powinna demonstrować gustu lafiryndy. Posiadamy fałszywe papiery, więc zwracanie uwagi jest wysoce niepożądane. Nie tylko paraduje w strojach kurtyzany, ale publicznie puszcza pawie.

Odgoniłyśmy tą napaloną, męską szarańczę. W podnieceniu zamaszyście żuli gumy. Wstrętne typy!

Poniżej zdjęcie z karuzeli – przed wymiocinową kompromitacją.

Polska, Rosja i Ameryka na rollercoasterze

Pewnej nocy przydybałyśmy Amerykę z wielgachną łychą stołową, połykającą lody prosto z pudełka. Tego rodzaju zachowania nie można skorygować książeczką pod tytułem „10 sposobów na błyskawiczne wyszczuplenie ciała”. Ona przejawia klasyczne objawy obsesji, wymagającej długiego pobytu w ośrodku odwykowym, psychoterapii, 12 kroków anonimowych żeroholików, wsparcia bliskich, akceptacji w środowisku pracy, litości boga itd. Mass media kamuflują pospolity nałóg pod płaszczykiem nieodpowiedniej diety! Zaproponuj alkoholikom zmianę trunku na piwo lekkie lub wino plus codzienny, godzinny jogging – bezdyskusyjnie przyklasną tak banalnej idei leczniczej. Miejsce dla wyrobów cukierniczych, puszek, coli, hamburgerów oraz innych świństw to apteka – nie sklep spożywczy. „Szukasz haju hiperglikemicznego? Oferujemy szeroki asortyment chemicznej paszy dla każdego! Skorzystaj z 20% zniżki dla rodzin! Nie zwlekaj! Odkorowanie mózgowe gwarantowane! Dla zawiedzionych – pełny zwrot gotówki! Zapraszamy!”

Celem zainspirowania uzależnionej US-ki, zaproponowałyśmy odwiedziny pobliskiego rezerwatu. Dobre Indianki udostępniły nam tradycyjne fatałaszki. Ruska kręciła nosem: kretynka nawet na terenie pustynno-górzystym nie umiała zrezygnować ze szpilek. Gdyby rozżarzyła przegodnego bizona, patrzyłabym z rozkoszą na rozwój wypadków.

Podreptałyśmy ku górce z pięknym, panoramicznym widokiem na bezkresność. Tam, w ciszy i skupieniu, oddałyśmy się medytacjom. Prosiłyśmy wszechobecnego, odwiecznego Wielkiego Ducha, spajającego naturę z człowiekiem, o pokój, jednomyślność tudzież radość ziemskiej nacji. Zaklinałyśmy, aby moce spirytualne szlachetnej rasy indiańskiej obdarowały ludzkość przewidzeniem – dostrzeżeniem wyższości miłosierdzia nad wyzyskiem, umiaru nad łapczywością, szczerości nad obłudą. Wyciągałyśmy ręce ku niebu z nadzieją na deszcz roztropności, rozpuszczający zło, a zraszający kiełki dobroci. Nie zapomniałyśmy wyrazić troski o los Syrii, pechowo zlokalizowanej nad złożami ropy naftowej, za co płacą śmiercią niewinni obywatele. Podziękowałyśmy jednocześnie za każdy najmniejszy przejaw wspaniałomyślności ze strony kogokolwiek, gdziekolwiek, jakkolwiek…

Polska, Rosja i Ameryka wznoszą prośby do Wielkiego Ducha

Natchnione, ufne głosu swych serc, przywdziewając ciuchy bardziej rebelianckie, dziarsko pomaszerowałyśmy pod ogromny afisz rozklejony przez współczesnych pajaców. Wesołki nie umieją nic innego, oprócz pojudzania do rozbojów – zwłaszcza w cudzych ojczyznach.

Polska, Rosja i Ameryka wznoszą akcentują rebelianckiego ducha

Zaakcentowałyśmy wyraźnie nasze odczucia w tych kwestiach.

Polska, Rosja i Ameryka wznoszą akcentują rebelianckiego ducha

Ameryka stwierdziła: „Uczciwie reprezentuję swoich podopiecznych, toteż daję słowo honoru, iż błazny na tym plakacie nie symbolizują woli przerażającej większości ani Amerykanów, ani Ziemian. Wstyd i hańba!”. Zestresowana, wtryniła przemyconego batona czekoladowego, co jej wybaczyłyśmy. Ja golnęłam 2 kielszki winka, zaś Ruska kupiła kolczyki à la… No, nie umiem znaleźć innego określenia jej stylu: à la bladź!

Pragnę już na swoje… Złota jesień u progu – kocham nostalgiczne dni…

Na koniec fotka naszej trójcy. Trochę niewyraźna, bo strzelona jakąś podrobioną chińszczyzną, którą Radziecka wyciągnęła ze swoich bezdennych zasobów szpanerskich bubli.

Polska, Rosja i Ameryka

Zanim stąd wyjadę, musimy wszystkie koniecznie z Tobą pogadać na Google Talk! ;)v

Całuski!

Polska

Listy do Polski 21 Listy do Polski 21 | Listy do Polski 23 Listy do Polski 23

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.