W takt muzyki

W takt muzykiI’m not in Love” sączyło się w uszy instensywnie pracującego na orbiterku Grzesia.

Przepiękne słowa, odzwierciedlające perfekcyjnie emocje nieboraka w tym właśnie okresie jego życia! „Nie jestem zakochany… Nie zrozum źle moich telefonów do ciebie… Lubię cię widywać, co wcale nie oznacza, iż wiele dla mnie znaczysz… Więc kiedy dzwonię, nie rób zamieszania opowiadając o nas swoim znajomym… Mam twoje zdjęcie na ścianie: ot, zakrywa plamę, zatem nie proś, abym ci je oddał. Sam obrazek nie ma dla mnie większego znaczenia… Nie jestem zakochany…”.

Ech, zaśpiewałby taki kawałek kobietom, które był na zawołanie gotowy pokochać, a które nie za bardzo okazywały zainteresowanie jego osobą.

Zanuciłby identyczne upojności stażystce Michelle, obserwując z rozkoszą jej otwarte szeroko ze zdziwienia oczy, dygoczące w egzaltacji ciało, wzrok wyrażający bezgraniczne oddanie, usta szczebioczące automatycznie: „Nie zdawałam sobie sprawy, o boski!”. Bo nie wiedziała, lecz aktualnie wie. Podszedłby też pod okno Natalie: brzdąkając na gitarze w stylu trubadura, zaskowyczałby tkliwie – z całego serca – nieśmiertelne sentencje grupy 10CC.

Chciał westchnąć, ale nie mógł – sapał jak lokomotywa.

I Michelle, i Natalie, były od niego o 20 lat młodsze, co nie wydawało się przesadną przeszkodą. 20 lat temu myślał inaczej – z pogardą patrzał na dziewczyny zawierające związki ze starszymi facetami. Kolesi tego pokroju uważał za zbereźników, wręcz zboczeńców. Wtedy nie rozumiał zawiłości relacji międzypokoleniowych, będąc głupim, niedoświadczonym, naiwnym pacholęciem. Obecnie, jako dojrzały chłop, emanował tolerancyjność tudzież pewność, że panie (zwłaszcza młode) są (podobnie do niego) wyrozumiałe.

Czarująca dzierlatka nie powinna (pod żadnym pozorem!) brać pod uwagę podejrzanego szczyla z niejasną przyszłością, gdy do wzięcia jest on ze stabilnym zawodem, dbający o kondycję fizyczną i… i wysoki. Michelle – śliczna Argentynka; Natalie – modelka poza godzinami pracy; Grzesio – bardzo interesująca persona, albowiem ze wschodniej Europy, z akcentem, zupełnie inny – wręcz egzotyczny. Także doskonale wyedukowany. Poza tym starszy. Związek z którąkolwiek z nich nęcił nietuzinkowością. Ile potencjału miałoby ich potomstwo, otrzymawszy geny z różnych stron świata? Spłodziliby cudowne dzieci…

Wyczytał nawały mądrości o odmienności obu płci. Na przykład, kobiety wykorzystują zagadkowe kryteria empiryczne: oceniają mianem beznadziejnie absurdalnych rozwiązania, postrzegane przez facetów za nad wyraz logiczne. Nabył nawet rozważną książkę, udawadniającą pochodzenie samców z Venus, natomiast samic z Marsa (albo odwrotnie). Podsumowując, wszechobecne symptomy nieszablonowości płci przeciwnej dawały niezachwianą ufność, iż dedukcja dotycząca dwudziestoparolatek, chorujących na związki z nestorami, jest dedukcją słuszną – wszakże nie szukają one płytkich podniet, tylko bezpieczeństwa, równowagi, spokoju.

Miał nawet numer Michelle on swojej starej Nokii. Z obrazkiem serduszka przy jej imieniu. Nigdy do Michelle nie zadzwonił, aczkolwiek wysłał jej raz SMS-a. Powiedzmy, półoficjalnego SMS-a. Odpowiedziała formalnie. Korespondencja zamarła – to znaczy miał stracha wyemitować cokolwiek powtórnie.

Przemyślenia Grzesia Polaka w rytm muzyki„Nie jestem zakochany…”

Coraz intensywniej pracował na orbiterku. Wrzucił poziom 18. Koszulkę miał mokrą.

Kolejne nagranie: Lana Del Rey szeleściła lubieżnie: „Pocałuj mnie mocno, zanim pójdziesz… Wiedz, kochanie, że jesteś najlepszy…”. Co czuje chłopisko rejestrujące analogiczne słowa? Pałał pragnieniem do złożenia w ofierze własnej egzystencji współmiernie atrakcyjnej – oraz utalentowanej – damie. Szczera gotowość do poświęceń dawała mu wręcz prawo wyobrażania sobie rozognionej niewiasty, szeptałającej mu namiętności do ucha, gryząc pieszczotliwie małżowinę. Zasługiwał na niebiańskie słodycze ze względu na autentyczność, prostolinijność, uczęszczanie na siłownię, pracę nad sobą…

Ogarnęło go znienacka przerażenie: może on jest po prostu nudny? Czyżby wszyscy faceci w jego wieku kombinowali w zbliżony sposób? Zlustrował halę: ujrzał chmarę klientów po czterdziestce, jeden przez drugiego wlepiających wzrok w rzeźbiące figury siksy. Grzesio był jednym z wielu. Nie pożerał wzrokiem nastolatek aż tak nachalnie, niemniej jednak doświadczenie przytłaczało.

Przeszedł na wioślarza. Wdział specjalne, bezpalcowe rękawiczki, zapobiegające obcieraniu się skóry na dłoniach. W czarnych rękawiczkach, czarnym komplecie treningowym Adidasa oraz ciemnoszarych butach treningowych Asics wyglądał na profesjonalnego atletę. Nie zapominajmy o kostce iPoda, nonszalancko przyczepionej do brzegu kieszeni spodenek, z dyndającym zawadiacko kablem. W zasadzie nie musiał w ogóle ćwiczyć – ktokolwiek na niego nie spojrzał zakładał od strzału: „Ten to dopiero zasuwa! Bezdyskusyjnie zawodowiec!”. Szata niby nie zdobi, ale bezsprzecznie sprawia pozory.

Wiosłował zawzięcie, słuchając Modern Talking. Utrzymywał w tajemnicy gustowanie w Młodych Tłokach („Co?! Słuchasz tych jełopów?! Muzyka dla matołów!”). Nieskomplikowana treść: „You can win if you want…”. Wygrasz, jeżeli zechcesz…

Nie rozumiał, dlaczego wyrazem elokwencji lub głębi powinno być używanie wyszukanych zwrotów, metafor, wyrazów? Czy emocje doznawane po eksperiencji piosenki, albo po przeczytaniu fragmentu publikacji, muszą być proporcjonalne do stopnia skomplikowania sformułowań, upoetycznienia utworu, wytworności literackiej itd.? Miał przeświadczenie, iż o sile przeżyć decyduje wrażliwość danego człowieka – nie spektakularność stylu dzieła. Wręcz przeciwnie: ludzie głębokiego afektu nie potrzebują przedstawiania oczywistości w postaci rebusów. Stąd powiedzenie „proste jest piękne”. To prawda: z Grzesia wierszokleta był żaden, a liryka – zamiast dramatycznych impresji – powodowała z jego strony wnikliwą analizę i obsesjonalne próby zrozumienia, co poeta zabiegał przekazać (z wyjątkiem wierszyków dla dzieci, dajmy na to Brzechwy, bądź co bądź bijących bezpretensjonalnością). Miejsce rzewności zajmowały więc empiryczne dociekania, czyli intelektualizował aretystyczną kreację. Najgorsze doznania wywoływało poczucie poniekąd niższości: mniemał, że nie osiągnął wysublimowania innych – stanowił obraz wymiętolonego głuptasa.

Banalne słowa potrafią dokonać cudów: otworzyć serducho, napoić natchnieniem, dodać skrzydeł. To kwestia autopsji, uczciwości z samym sobą, determinacji wprowadzenia pozytywnych zmian dla siebie bądź bliźnich, autentyczna potrzeba miłości. Jest to istota struktury duszy – nie smykałka do pojmowania literackiej finezji. Utwór upstrzony w przedziwne frazy szokuje nieprzeciętnością: słuchacze rozdziawiają usta, milkną… Mądre miny, zaabsorbowane twarze, przymknięte oczy… Czy oprócz zafascynowania łamigłówką łaskoczą im krzyż ciarki wzruszeń? Odpowiedni strój na siłowni też daje efekt, jednakże poziom aktywności fizycznej i stan zdrowia osobnika odzianego w najnowszy komplet Adidasa wyjdzie na wierzch, po zasugerowaniu pajacowi zrobienia paru pompek. Twórczość, tym samym, posiada predyspozycje wiotkości w swym rdzeniu.Tak to sobie bidak tłumaczył w główce problemy sztuki.

Zespół Modern Talking ugruntowywał Grzesia w przekonaniu, że jeżeli zechce, to może wygrać – cokolwiek oferowano do wygrania. Słuchając poezji, przestałby pakować wątłe mięśnie na rzecz roztrząśnięcia o co chodzi wieszczowi. Gdyby kapela disco alegorycznie mruczała „Powierzam nadzieję zmysłom swoim krzepkim! Dudni tryumf przepaścisty!”, to wszystko by mu się poplątało, doprowadzając do zastygnięcia w pozycji myślącego posągu. Tymczasem wyginał korpus niczym gimnastyk na drążku, dbał o harmonię ruchów, nie opuszczał rąk na dół, wspaniale utrzywał poziom, wybijał się giętko nogami.

Obok niego machał rudlami gruby pan pod sześćdziesiątkę: nieomalże łysy, z obręczą siwych, rzadkich, sterczących w nieładzie na wszystkie strony włosów – ekspresja wianka słomy na głowie. Sprawiał wrażenie niechluja: machał rękami od niechcenia, kulasy trzymał praktycznie cały czas zgięte, spozierał tępo przed siebie. Maszyny miały różne liczniki, wskazujące liczbę uderzeń na minutę, ilość zużytych kalorii, czas itd. Jeden ze wskaźników wyświetlał teoretyczny półgodzinny dystans w metrach: tyle ćwiczący przepłynąłby w 30 minut, pod warunkiem utrzymania obecnego tempa. Grzesio dumnie zerkał na majaczącą kwarcowymi cyferkami, od czasu do czasu, liczbę 6500 . Co za postęp! Jeszcze parę tygodni temu z trudnością dobijał do 5500, a teraz cały kilometr ekstra na pół godziny! Napięty jak struna, butnie spojrzał na licznik otyłego: 8500…

Niedopuszczalny przebieg wypadków! Widocznie wskaźniki tego jegomościa nastawiono na całą godzinę! Niestety, nie… Para momentalnie uszła z Grzesia, liczba spadła do 5800. Siła znajduje swoje źródło w motywacji i nastawieniu. Wygrasz, jeżeli zechcesz… Dodawał sobie animuszu kalkulując, iż staruszek był chyba emerytowanym, zawodowym wioślarzem, który przybrał na wadze. Te rozumowanie pokrzepiło – znów przekroczył psychologiczną granicę 6000, atoli na krótko. Grubas zepsuł mu całą frajdę, duo Modern Talking straciło moc inspiracyjną – los człowieka, dokonującego eksperymentów porównawczych, zwłaszcza z lepszymi od siebie…

Po 20 minutach, zdruzgotany, przeszedł na rowerek. W jego uszy krzyczał wokalista Linkin Park: „Czasami mam potrzebę twojego oddalenia… Coś mi podpowiada, abyś sobie poszła… Nie zostawaj! Zapomnij o naszych wspomnieniach! Zapomnij o naszych szansach! W co mnie zmieniałaś?! Oddaj mnie samemu sobie!”. Pedałował zapalczywie na stacjonarnej maszynie donikąd. Sytuacja symulowała rzeczywistość: uciekał od aktualnej realności z całych sił, zaś stał w miejscu.

Uwielbiał utwory motywujące do odważnych zmian w życiu. Fantazjował skopiowanie fraz znanych przebojów w sytuacjach konfrontacyjnych – wywrzeszczenie cytatów do wykorzystujących jego kruchość partnerek, do ekspolatujących perfidnie jego gorliwość zwierzchników, a na pierwszym miejscu do narodu zamieszkującego kraj, którego nigdy nie pokochał. Marzył o wysyczeniu swojej szefowej na pożegnanie, przez zaciśnięte zęby, cynicznych nowin kapeli Placebo: „Jesteś jedną z pomyłek Boga: koszmarnym, tragicznym zmarnotrawieniem skóry!”. Alternatywnie, zagajeniu w duchu Soft Cell: „Muszę wykorzenić ból, którym świdrujesz moje serce… Nasza miłość wydaje się dążyć donikąd… Farbowana miłość… Kiedyś lgnąłem ku tobie, teraz stronię od ciebie…”. Straszne rzeczy łaknął wyrzucić jej na stół, z zaiste jadowitą satysfakcją!

Śnił o zajęciu fotela w samolocie Lufthansy, tym razem po raz ostatni. Marzył o finałowym odlocie z powrotem. Często widuje wielki Boeing 747 nad autostradą, majestatycznie – wręcz od niechcenia – ulatujący w przestworza, zostawiający za sobą tutejszą rzeczywistość. Naciskał pedały z zaparciem kolarza Tour de France, podczas gdy wokalista darł głos: „Czasami czuję, że zbyt mocno tobie wierzyłem… Czasami pragnę ryczeć na samego siebie… Już ciebie nie potrzebuję! Nie chcę być ignorowany! Nie mam ochoty na jeden dzień więcej w twoim towarzystwie, bo mnie wykańczasz!!!”.

Zalał go pot… Zdrowy rozsądek począł, niestety, przeważać, ujarzmiając rozsierdzonego nieszczęśnika. Akurat zademonstrowałby męstwo zbieżnego kalibru… Przecież nawet nie miał śmiałości zadzwonić do Michelle, wysłając zaeledwie bezsensownego SMS-a. Nie może pałać nienawiścią do bogu ducha winnych ludzi względnie biadolić nad swoją obecną lokalizacją geograficzną. Coś do tego doprowadziło: bieżące realia nie są kwestią przypadku…

Teksty piosenek niezmiennie rozgrzewały jego członki, wskrzeszały iskry wyobraźni. Słysząc po raz pierwszy „Kraków” Marka Grechuty, buchnął bekiem małego dziecka. Puszczał nagranie w kółko, szlochając bezsilnie. Nie tylko polskie melodie prowokowały galop emocjonalny – wystarczało zdjęcie z rodzinnym krajobrazem, zobaczenie ziomka konkurującego na olimpiadzie, swojska strona internetowa. Gdy zmarł Jan Paweł II, Grzesio przeżył kompletne załamanie, porównywalne do depresji po zmieceniu ojcowizny z powierzchni globu. Nie należał do dewotów, aczkolwiek śmierć papieża Polaka rzuciła go na kolana w gorącej modlitwie.

Miał trudności z utożsamieniem się z miejscową Polonią: absolutnie nie zasługiwał na miano emigranta pełną gębą, ponieważ należał, można powiedzieć, do grona uciekinierów losowych. Odwiedzanie domów „uchodźców” napawało go wręcz niesmakiem: ściany przyozdobione narodowymi herbami albo flagami; serwety haftowane na Kaszubach; powietrze przesiąknięte zapachami bigosu, ewentualnie pierogów; wiekowe kompozycje rozbrzmiewające w tle… To nie była atmosfera jego, czy jego znajomych, domostw w kraju, lecz Polska w pigułce, tzn. Polska na pokaz.

Dumał o miejscowych: do jakich konkluzji dochodzą po złożeniu wizyty w chałupie udekorowanej na modłę szlacheckiego dworku? „To tak żyjecie w Europie? O Boże… Powojennej muzyki słuchacie? O rany… Chorągwie, orły, krzyże, dewocjonalia na murach? Używacie dziwnych obrusów… Jest nam strasznie przykro… Rozumiemy fakt waszej panicznej rejterady poza granice zacofanego państwa!”.

Manifestacja patriotyzmu w powyższy sposób stanowiła dla niego herezję. Przywiązanie do ojczyzny nalepiej okazać siedząc w kraju oraz pracując dla rodaków, porzucając metamrfozę otoczenia na obczyźnie w jarmark odpustowy. Z kolei on tęsknił skrycie, prostodusznie, do bólu. Ewenement natury? Zamiast przybić do drzwi ptaka w koronie, następnie otrzepać ręce w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, połykał łzy słuchając Grechuty, karmił serce nienawiścią do miejscowych dzięki wrzaskom Linkin Park, boksował wściekle powietrze piąstkami…

Dom polskiego emigranta

Zlazł z rowerka: uda paliły ogniem. Całogodzinna sesja na siłowni była następnym małym zwycięstwem: aby tylko nie ślęczeć w fotelu, marniejąc przed durnym telepudłem, przepadając w wirze przygnębiających refleksji. Nie zdjął słuchawek. Jechał do domu słuchając Lighthouse Family: „Pocztówki z nieba… Udaj się tam, gdzie twoje miejsce… Nigdy nie zaznasz szczęścia, dopóki nie wiesz, skąd jesteś…”.

(Tłumaczenia słów piosenek własne)

Publikacja umieszczona w kategorii MIGAWKI | Format PDF (0.6 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację W takt muzyki w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

5 Responses to W takt muzyki

  1. goldenbrown says:

    A może, Grzesiu, Twoje rozważania na siłowni to wynik niedotlenienia..? ;)

  2. ladegis says:

    Uśmiałam się do przysłowiowego rozpuku z grzesinnych rozmyślań w stylu komiczno-ekwilibrystycznym. Wiem teraz gdzie będę zaglądać w szare i smutne dni. Niektóre epizody z życia Grzesia są bardzo podobne do moich: typ miejscowa Polonia.

    • Dziękuję za komentarz. Miejscowa Polonia ma dwa odłamy: skrajnie tradycyjny i normalny. Pierwszy odłam zazwyczaj opanowuje kontrolę nad przeróżnymi stowarzyszeniami polonijnymi, które stają się niepodatne na nawet małe reformy, więc drugi odłam polonijny jest zniechęcony i niewidoczny. Przybliżanie Polski nie powinno polegać wyłącznie na wzdychaniu do wydarzeń historycznych, do symbolicznego rynsztunku bądź do ziemniaków ze skwarkami. Nawet polonijne wystawy organizowane na obczyźnie zioną oficjalizmem i kultem zaprzeszłego męczeństwa – nie ma na nich nic ekscytującego, co porwałoby zagraniczne tłumy (pomimo tego, że tak wiele Polska i Polacy mają do zaoferowania).

  3. ladegis says:

    Wydaje mi się. że pokoleniu „komunistycznemu” oderwanemu od ojczyzny trudno jest nadążać za zmianami w kraju, kontynuuje swój żywot po utartych i dobrze znanych ścieżkach. Rzeczywistość widziana jest przez pryzmat tęsknoty za krajem. Wystarczy pośledzić liczne strony o PRL-u w internecie. Tysiące ludzi (i to głównie mieszkańców Polski) dosłownie hołduje ustrojowi komunistycznemu. Popularność PiSu chyba jest tego dowodem. Może się mylę.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: