Słuchaj syna swego

Słuchaj syna swegoPewnego dnia Grzesio otrzymał od swojego syna – Jacka – iPoda.

Z początku okazał nieufność do prezentu.

Generalnie uważał nowe technologie, poniekąd użyteczne, za zbyt drogie. Słuchawki wypadały z uszu, co doprowadzało go do pasji tudzież wulgarnych komentarzy odnośnie firmy Apple, zatrudniającej kadrę pozbawioną podstawowego pojęcia o budowie ludzkiej małżowiny.

Prowadził wywody dotyczące plików MP3 – zapisów podrzędnej jakości, ubliżających jego wyrafinowanym gustom. Zainicjował, nagle, zaciekły atak na piractwo internetowe za rozpowszechnianie partyzanckich, lipnych kopii płytek kompaktowych. Wyrażał sympatię dla pokrzywdzonych, obdartych z dochodów artystów: został, ni stąd ni zowąd, ich fanatycznym rzecznikiem.

Jacek wskazał na fakt ściągania przez ojca, z różnych portali, książek w formacie PDF, bynajmniej nie zdefiniowanych przez autorów mianem „bezpłatnych”. Słowem, podkreślał hipokryzję starego względem nielegalnych nagrań.

Bezczelne uwagi gołowąsa roznieciły furię Grzesia: przecież to czysty absurd porównywać literaturę z piosenkami! Poza tym, nie przystoi tak podstępnie atakować rodziciela, wyłuszczającego racjonalne argumenty! Wiek napawa doświadczeniem – nawet w kwestiach najświeższych trendów! Młokosy powinny ustępować, nie zaś mędrkować!

Jacek wyjechał z powrotem na uczelnię, zniesmaczony obrotem wydarzeń: zamiast wybuchnąć radością, tata wygłosił bezsensowny wykład.

Tymczasem Grzesio, po kryjomu, przeszperał kwestię wypadających z uszu wtyków na forach sieciowych. Po intensywnej lekturze wynurzeń osobników z podobnymi obstrukcjami, zakupił słuchawki douszne nagłowne marki Sennheiser, zalecane przez internautów.

Wpierw przetestował je w domu, potrząsając łbem na wszystkie strony: tkwiły w miejscu niczym przyklejone. Potem pojechał na bulwar, gdzie po zmontowaniu aparatury ruszył z kopyta na przechadzkę…

Ocean, słońce, wiatr i… muzyka! Akompaniament nut zrewolucjonizował postrzeganie otaczającej rzeczywistości. Świat uległ magicznej, pozytywnej transformacji: znienacka pokochał wszystkich ludzi; uśmiechał się miło do spacerowiczów; maszerował żwawiej niż zazwyczaj, podrasowany energią taktów. Pokonał szmat drogi – powrót do samochodu przedstawiał problem.

Pragnął podzielić się eksperiencją z facetami jego generacji, potencjalnie uprzedzonych do iPodów (jak Grzesio z początku) – każdy leciwy gość powinien zakosztować przyjemności rytmicznej wędrówki. „Dalej, panowie! Nie gadajta, ino zakładajta te grajki! W uchy wsydź i idź!”

Nie będziem gaworzyć!
Nie będziem się srożyć!
Wymówek wręcz szkoda
Gdy dają iPoda!

Te grajki, panowie,
To tylko na zdrowie!
Więc dziarsko je bierzta
I uszy nacieszta.

Wgraj Manaam, Niemena,
I Budkę Suflera;
Big Cyca, Ich Troje,
Bitelsów i Dodę.

Coś Dorsów, Lombarda,
Bajora, Mozarta;
Depeszmołd, Mazowsze
I co tam najnowsze.

Nic ino nie gada
Gdy z uszy wypada!
Gdy wtyk jest lichawy
Niech zmienia słuchawy.

Nagłowne douszne –
Te właśnie są słuszne:
Słuchawki, panowie,
Z obręczą na głowie.

Pieniądze zaróbta,
Hedfony se kupta,
iPody składajta
I w świat wyruszajta.

Nic tam nie mamródźta,
Na pole wychódźta!
Wcale się nie bójta,
Lecz chyżo wędrójta!

Ze uch nie wyskoczy,
Muzyką zamroczy,
Da siły, odmłodzi
I duszy dogodzi!

Przeboje ci walą,
Laseczki się palą:
Brat Pitt tu zasuwa
I oczy przykuwa!

Fajowo, weselej,
Tak raźniej i śmielej!
Świat tańczy i śpiewa,
Miłością zalewa!

Podekscytowany, wysłał SMS-a do Jacka. Wielce podziękował za fantastyczny podarunek, przysięgając jednocześnie, że nigdy więcej nie zignoruje synowskich sugestii.

Najbardziej imponował fenomenalny przyrost wigoru: przebieżka wokół globu nie sprawiała wrażenia przesadnie męczącej. Nie miał zielonego pojęcia, z czego wynikało zaiste nielogiczne spotęgowanie sił: ani nagle nie urósł, ani nic nadzwyczajnego nie zjadł, ani nie zażył kokainy, lecz czuł moc Arnolda Schwarzeneggera. Podejrzewał neuroprzekaźniki: tańcowały na synapsach mózgowych, pobudzając członki do wyrywania stylem komandosa.

Spozierał zawadiacko na dziewczyny, zagadując łobuzersko: „Hello baby!”. Próbował mamrotać „baby” z amerykańskim bajerem: ćwiczył rozwlekanie pierwszej sylaby, zakańczając wyraz błyskawicznym klapnięciem warg – literka „e” praktycznie zanikała. Niby niechlujny pewniacha: BAAAAA-jbe.

Powyższe sceny malowała wyobraźnia Grzesia. Po prawdzie, miał pietra nie lada wypalić „babe” do przygodnej niewiasty. Chuligańska minka też widniała raptem w marzeniach. Wszakże nie należał do prymitywów, uwodzących podlotki obleśnymi metodami!

Oczywiście, gdyby jedna z lasek podeszła, jęła kokietować – wręcz błagać o względy – wówczas on, dżentelmen, nie przegoniłby niebogi. Sytuacja nakazałaby ton delikatności, salonowy takt, dyskretne zasygnalizowanie przystępności. Natomiast bezceremonialne (wulgarne!) zahaczanie młódek na ulicy raziło niekompatybilnością z jego manierami.

BAAAAAjbe… Awanturnicza fizjonomia… Zuchwałe oczka… Kolczyk w uszku… No dlaczego takim nie był?! Dlaczego natura wtłamsiła w ułożenie, przyzwoitość, lękliwość, sklecając wzorowego lalusia?! Stwórca powinien, dla chętnych, zapewnić opcję wylinki – zrzucenia skorupy subtelności, przepoczwarzenia w szarmanckiego, brawurowego rycerza! Niewybaczalny błąd kreacji! Dokolutka krzyczący powab, krew wrze pożądaniem, zaś on skażony genami ostrożności, przeklętej galanterii! Nieprzyzwoite! Niesprawiedliwe!

Szarmancki rycerz i babe

Suwenir od Jacka przeprofilował spojrzenie Grzesia na świat i siebie samego. Ewidentnie spudłował z opinią dotyczącą iPodów. Trzeba wysłuchiwać latorośli – nie wszczynać pyskówek, podbudowujących osobiste ego. Wypada przynajmniej zasmakować bieżących gadżetów – nie z góry siać oracje na temat pustoty smarkaterii.

Ostatecznie, udawanie wiedzy o niezaznanym graniczy z psychozą na tle urojeń.

Młodzi, z reguły, lekceważą seniorów, aczkolwiek wczorajsze niekoniecznie jest gorsze, a niejednokrotnie dużo lepsze. Wytarty, trafny dogmat: jeżeli synowie zawczasu braliby do serca pouczenia ojców, sięgnęliby poza przeciętne horyzonty. Dzięki iPodowi odkrył alternatywną rację: nowoczesne nie gryzie, ale dostarcza odmiennych emocji, często komfortu.

Czyż nie pamięta okresu studenckiego, kiedy usiłował podbić świat? Czy nie kicał w ekstazie po wypuszczeniu na rynek pierwszego magnetofonu kasetowego, wyprodukowanego w Polsce na licencji Grundiga? Posiadanie przenośnego sprzętu audio stanowiło nie lada fanfaronadę w erze komunizmu.

Na bieszczadzkich szlakach, w trakcie wspinaczki, ferajna truchtała pod przygrywkę przebojów lat 80. Oprócz plecaka ze śpiworem, Grzesio taszczył dudniącego Grundiga na rękach. Targali także pudło baterii o ciężarze sztangi. Wszyscy byli jednak wniebowzięci, bowiem nie przyszło im dźwigać 8-kilowego, szpulowego ZK-140T ze zwojami taśm.

Na marginesie, ZK-140T prezentował cacko tranzystorowe, w porównaniu z lampowym ZK-140, który musiał się rozgrzać niby chałupa w zimie, zanim coś zarzępolił. Na wycieczki zabierano więc lżejszą, ramantyczniejszą gitarę.

Nie sposób skonfrontować krowiastych maszyn z ważącą parę deko kostką iPoda, zawierającą setki nagrań.

Gdyby dzieci zawsze słuchali rodziców, wygasłby postęp: ot co! Łazilibyśmy kretyńsko z Grundigami pod pachami!

Zaczął odgrzebywać rady dane mu (zazwyczaj powściągliwie, w odpowiednim kontekście) przez Jacka a propos: garderoby (polityka oszczędnościowa Grzesia przywiodła go do wyglądu nędzarza); społecznościowych serwisów internetowych (czyniących człowieka zauważalnym w obecnych czasach – inaczej znika jak kamfora); wątkach poruszanych w toku rozmów towarzyskich (bezustanne ględzenie o pracy bądź filmach dokumentalnych rozsierdzi najcierpliwszych z najwytrzymalszych); zalet blogowania (gryzmolenie w ukryciu nikogo nie zainspiruje)…

Ojcowie kochają synów i vice versa: obie strony życzą sobie sukcesów. Tatusiowie są przezorni, juniorzy spontaniczni: istnieje biologiczny balans pomiędzy przeciwstawnymi temperamentami.

Nie ulega bez reszty dowolnej wskazówce chłopaka – selekcjonuje z podszeptów to czy owo dla samej frajdy (oraz na okazję odstawiania erudyty później przed kumplami w robocie), według poniższej mądrości Jacka:

Przestań analizować tylko zacznij doświadczać – cokolwiek.
Gdy nie pasuje, eksperymentuj z innymi rzeczami.

Oto słowo syna

BAAAAjbe

Publikacja umieszczona w kategorii OJCOSTWO | Format PDF (0.7 MB) – pobierz Pobierz publikację Słuchaj syna swego w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: