Geny, geny… (Część I)

Geny, geny... Esencja marnej doli tkwi w helisie DNA!Grzesio w jednej chwili pojął przyczynę swoich doczesnych męczarni!

Dumał przecież często: czemuż nie odnosi wielkich sukcesów w życiu? Takie przynajmniej odnosił wrażenie, patrząc na Stevena Spielberga, Cristiano Ronaldo, Mikołaja Kopernika, Alberta Einsteina czy innych – na przykład Dodę. Dlaczego mu wychodziło mniej fajowo?

Na dodatek ta jego wątłość fizyczna: pomimo wszelkich batalii na siłowniach nie został goliatem.

Los mógłby przynajmniej wynagrodzić braki intelektualno-fizyczne większą ilością pieniędzy, lecz wiało nędzą. Swojej pracy też nie lubił; dziewczyny się za nim nie oglądały; baletu nie kapował; majsterkować nie umiał. Cokolwiek by to nie było, co powinno przynieść spełnienie, omijało Grzesia niby zarazę, albo uciekało od niego panicznie, gdy pragnął to pozyskać. Co za niesprawiedliwy, okrutny byt!

Po dekadach intensywnej analizy osobistej doli, fatum wtryniło pechowcowi artykułu na temat olimpijczyków. Po dogłębnej lekturze wreszcie pomiarkował, gdzie tkwi sedno sprawy. Nie na darmo starsi wiekiem zachwalali pochłanianie wiedzy!

Wyszło na jaw, że współczesna nauka pozwala na wytropienie genów siłowo-wytrzymałościowych u wielu sprinterów, narciarzy, maratończyków oraz innych wyczynowców. Posiadanie drogocennego genotypu oznaczało bycie silniejszym, szybszym, odporniejszym – po prostu o niebo lepszym. Specjalne allele obdarzono skomplikowanymi nazwami i symbolami, zaś wyceniono na wagę złota. Zawodnicy bez tych perełek chromosomowych mogli w zasadzie pozostać w domu, celem zoszczędzenia sobie wstydu, narodowi wydatków, wszystkim błaznowania na stadionie.

Niektóre luksusowe formacje kodujące miały mocniejsze warianty, podobnie do diamentów, klasyfikowanych na podstawie czystości, barwy, szlifu, obecności wtrętów, chmary innych właściwości. Obserwujemy rzekomo brylant, przedstawiający de facto lichotę nie z tej ziemi. Tym samym, gen genowi nierówny.

– Analiza pańskiego DNA wykazała obecność łańcucha sprinterskiego X.

– O rany! Fantastycznie! Będę bogatym kadrowiczem! Lecę zakupić buty do biegania!

– Zaraz, zaraz! Spokojnie! Masz pan odmianę D4 – nie A1. Jest pan niezły, niemniej jednak nie aż taki dobry.

Gość uraczony genami z najwyższej półki ma resztę w głębokim poważaniu. Kiedy właściciele tandetnych odmian zaiwaniają za czterech, trenując do ostatniego tchu, wegetując przy okazji na spartańskiej diecie warzywno-białkowej, rasowy geniarz wykona parę przysiadów, potruchta dla rozgrzewki, zagryzie batonikiem Mars, następnie wygra tak czy siak. Osobnicy pozbawieni danego szyfru korpuskularnego mogą od razu zwinąć żagle – powinni raczej pójść na ryby, co wymaga mniej wysiłku, nie podnosząc przy tym poziomu stresu do stopnia gwarantowanego przez olimpiadę.

Polskie DNA zawsze górą!

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Grzesio czuł się oszukany przez genetykę, niwelującą brutalnie czar zawodów sportowych. Od tego momentu zawsze będzie dywagował nad tym, kto ma jakie wdzianko deoksyrybonukleotydowe – nie nad tym, kto szybciej zasuwa albo zręczniej ciska kulą. Talent, względnie trening, są drugorzędne, skoro transkrypcja DNA decyduje o przewadze.

Ostatnio zabrakło mu języka w gębie podczas oglądania gimnastyczek, demonstrujących ileś tam salt w powietrzu z wyprostowanym ciałem, wirując jednocześnie wielokrotnie wokół własnej osi. Prezentowane wygibasy przeczyły podstawowym zasadom fizyki, wymagając równocześnie koordynacji charakterystycznej dla polującego jastrzębia.

Chcąc policzyć ilość fikołków i zawirowań, musiałby oglądnąć transmisję w mocno zwolnionym tempie, z liczydłem w ręku. Nie mówiąc już o ćwiczeniach z piłeczką, którą podrzucały na wysokość paru pięter, by ją potem złapać pomiędzy pośladki – nie spozierając w ogóle w górę! Zaiste, dziewczyny uzewnętrzniały zdolności radiolokacyjne nietoperzy! Za cholerę nie rzuciłby piłką, choćby tenisową, równie wysoko. Nawet jeśli osiągnąłby cudem sukces, potrzebowałby ogromnego kosza, aby spadający obiekt zgarnąć – zakładając oczywiście, iż zdążyłby podeń pogalopować.

Gimnastycy umieli utrzymać pozycję poziomą w powietrzu na kółkach, wbrew prawom grawitacyjnym. Dla Grzesia, samo wiszenie na rękach w pozycji pionowej wyglądało na wyczyn ponad ludzkie siły. Poza tym doznałby zawrotów głowy – przypuszczalnie również zwymiotował – na podobnym pułapie.

Pokazywano też facetów skaczących na trampolinie pod sam dach auli, robiących niemożliwą ilość łamańców w drodze do góry i na dół. Gdyby Grzesio poszybował hen pod sufit hali, to w żaden sposób nie trafiłby z powrotem w trampolinę, spadając raczej w publikę z rozczapierzonymi kończynami. Za lotu wykonałby bezbłędnie jedynie wrzask przerażenia.

Biegaczy potrafiłby dogonić chyba samochodem, bowiem rower był zbyt wolny, natomiast na motorze by się zabił.

Do tej pory podziwiał wyczynowców za krzepkość połączoną z gibkością; chwalił ich hart ducha, przygotowania, bojowość; klnął własne lenistwo za brak równorzędnego zapału. Na nieszczęście (a może na szczęście) przeczytał rozprawkę o genach, upuszczającą parę uwielbienia dla sportsmenów bezpowrotnie.

– Ty, patrz! Ale ten zasuwa!

– E tam… On ma gen ZRT-277-H…

– Aha! No popatrz, popatrz! Pono zdolniacha, a wyszło szydło z wora: ordynarna bujda na resorach!

– To dla niego pryszcz… Spacerek…

– Coś niesamowitego! Spryciarz się znalazł! Zwykłe kanciarstwo! Typkom tego pokroju nie powinni absolutnie zezwalać na współzawodnictwo! Mistifikator!

– Jasne… Psują imprezę, oszusty jedne…

Dumał, że dysponenci wyborowych łańcuchów alodialnych rozporządzali niesprawiedliwą przewagą dzięki opatrzności: dominacja na stadionach była praktycznie losowa, bo łaskawa ręka natury ustawiła ich w lepszej pozycji. Danie równych szans może nastąpić tylko poprzez oddzielenie pełnokrwistych od bezgenowców, a ponadto dalszą kategoryzację posiadaczy rodowodów według genotypu (homozygoty versus heterozygoty) plus siły ekspresyjnej bloku DNA. Zawody uległyby wówczas poważnemu wydłużeniu.

– Proszę Państwa! Za chwilę będą startować do biegu na 400 metrów heterozygoty Percka-G66α, siła ekspresji 3 według skali Adamsa.

– Widownia dzisiaj pustawa. Nie dziwota, ponieważ kulą rzucają bezgenowce. Toż ja bym dalej rzucił, he he!

– Reprezentantka Monarchii Bezprawii została zdyskwalifikowana za użycie szczepionki wirusa eskalującej aktywność odwrotnej transkryptazy przy locus Δ11 chromosomu 6, co zaowocowało dogenowaniem Nequ Supra. Tym samym, rezultaty finału w skoku wzwyż homozygot w grupie o ekspresji fenotypowej 4 przedstawiają się następująco: …

Grzesio odetchnął z ulgą. Dociekł podłoża swojego atletycznego dziadostwa: brak odpowiednich genów w jego indywidualnym zestawie. Natychmiast poleciał do sklepu po czekoladę, rezygnując jednocześnie z pójścia tego dnia na siłownię. Toć jako agenowiec nie ma perspektyw: jest niemocarny i niemocarnym pozostanie.

Za godzinę, rozluźniony, z wielkim uśmiechem na twarzy, kombinował dalej, zajadając pralinki. Przesadził z asumpcjami o rasowych indywiduach olewających trening: wszak mięśnie muszą jakoś rosnąć. Poza tym, nikt nie opanuje poziomego sterczenia na kółkach poprzez siedzenie na fotelu przed telewizorem, oglądając pokrewne sztuczki – trzeba zakasać rękawy, w końcu zawisnąć.

Nie odstępowało go jednak przekonanie, że delikatesowy asortyment genetyczny powoduje praktykowanie dowolnej dyscypliny łatwiejszym, przyjemniejszym, bardziej dochodowym. W tym miejscu dotarła do Grzesia prawda podstawowa: trzeba mieć informacje o fakcie władania specificznym genem. Nowina warta fortuny! Znając sekrety własnych chromatyd człowiek wie, gdzie podążać: co studiować, co w sobie doskonalić, jak żyć!

Raptem przestał przeżuwać cukierki, zamierając dokumentnie. Głowę bidaka rozrywała burza myśli. Piszą w felietonie o niciach DNA wzmacniających tężyznę, aliści istnieje plejada innych dziedzicznie modyfikowanych charakterystyk homo sapiens, o których milczą niczym zaklęci! Jeżeli orientują się w lokalizacji alleli odpowiedzialnych za nieprzeciętne tryumfy w rzucaniu oszczepem bądź lataniu na nartach, to co jeszcze kumają, ale nie zameldują?!

Czytaj dalej: Część II Odsłona 6 - Geny, geny... - Część II

Publikacja umieszczona w kategorii FILOZOFIA | Format PDF (1.0 MB) – 3 części Pobierz 3 części publikacji Geny, geny... w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: