Geny, geny… (Część II)

Geny, geny... Esencja marnej doli tkwi w helisie DNA!Wiedza jest potęgą – zwłaszcza ta nieudostępniona pospólstwu. Egipscy kapłani potrafili z perfekcją przewidzieć zaćmienia Słońca, co wykorzystywali bezwzględnie, ażeby targać ludzi za pysk. Kiedykolwiek zbuntowany naród przeklinał zacnych powierników boga, oni zwoływali wszystkich do kupy – akurat w dzień zaćmienia.

Spotkania władzy z obywatelami reklamowano pod płaszczykiem charytatywności elit – ich wielkej chęci zinternalizowania zagwozdek ludu. Póki co spryciarsko podżegali masy do większego gniewu. Przekonywali, co zwykle praktykują politycy, jakoby bieda, głód, choroby ewentualnie inne nieszczęścia prowokowane były czynnikami poza ich kontrolą – oni sami niewiniątka.

W starożytnym Egipcie, uniwersalny element sprawczy wszelkich dramatów, krzywd, niedoli i smutku stanowił, oczywiście, bóg. Mieli zresztą wiele bóstw do wyboru, gdy raptem pragnęli przylepić winę do jednego z nich. Stali w prześwietnych szatach, obwieszeni klejnotami, wypielęgnowani na podobieństwo gwiazd holywoodzkich, z przepysznymi lektykami zaparkowanymi w pobliżu, prawiąc o furii niebios do coraz bardziej rozwścieczonego tłumu.

Ludziska węszyły przekręt: wygrażały pięściami, plując na kapłanów, przy okazji na twory mitologiczne. Żądali prawdy, sprawiedliwości, podzielenia się kasą. Ciekawe: w porach biedy – od zarania dziejów do dzisiaj – ciżby zaczynają znienacka logicznie myśleć, wyraźnie dostrzegając taktyki robienia w konia.

Kapłani reagowali, przestrzegając przed nadchodzącą jeszcze większą złością sił nadprzyrodzonych: wszakże Pan spoziera z niesmakiem na bezczeszczącą go swołocz.

Rozjątrzenie plebsu rosło.

Sytuację wyreżyserowano do perfekcji: w momencie, kiedy masy zaczęły sypać kamieniami, zapadała nagle ciemność. W przypadku braku odpowiedniej informacji astronomicznej, zaćmienie Słońca wywołuje zrobienie kupy w majtasy ze strachu. Trzeba sobie wyobrazić scenerię horroru: nastaje noc w dzień z tajemniczego powodu. Na dodatek, wielebni zaczynali zawodzić: „Oto wola wszechmogącego! Oto jego gniew! Od teraz nie będzie u nas światła, kretyni! Nastąpi mrok nieprzerwany! Cały bigos przez was, wy idioci! Mata, czego chceta!”, co podkreślało prawdziwość ich wcześniejszych pouczeń.

Nielotny gmin zaczął panikować, padać na kolana, błagać doprowadzoną do szewskiej pasji bozię o przebaczenie, a tu nic: dalej egipskie ćmy.

Duchowni zadawali ostateczny cios: „Myślicie, że Stworzyciel ma dla was czas, motłochu?! Przed chwilą na niego charkaliście, obsmarowywaliście imę jego, czego więc teraz oczekujecie?! Wyłącznie my znamy sposoby na przekonanie go ku zmianie zdania, jednakże wisi nam sprawa kalafiorem! Ile razy mamy się dla was starać, za was płakać, za was cierpieć?! Zresztą, po co?! Znowu w nas, niewdzięcznicy, kamlotami będziecie ciskać, piramidy demolować!”.

Proletariat błagał lobbystów o wstawiennictwo do Pana, przysięgając na groby przodków: już nigdy nie będą tacy niegrzeczni! Propagandziści w końcu pękali ostentacyjnie pod presją, bo zaćmienie mogło ustąpić, rujnując farsę na amen. Oczywiście, słońce wyszło po paru rytualnych przytupach, za co lud pałał wdzięcznością bez granic, gotowy na wszelkie poświęcenie, uwzględniając pójście na gospodarkę oszczędnościową.

Po przedstawieniu gawiedź poczłapała do swoich zdezelowanych chałup, kapłani zaś chrząknęli, wgramolili grube cielska na lektyki, pojechali na wino. Nie ruszyli palcem, aczkolwiek przekonali rzesze do subordynacji!

Wiedza jest potęgą!

Powyższe hece odstawiano dawno temu pod piramidami. Ciekawe, ile nowinek nagromadziły elity o wszechświecie do obecnej ery? Bezdyskusyjnie, nie siedzą na statkach kosmicznych w celu malowania pejzaży, wzdychania do widoków, klecenia wierszy pod tytułem „Mgławica dziewica”. Nie wylatują też tam na godzinkę lub dwie – cież kiblują miesiącami w orbitalnych kapsułach, nie wspominając o zdalnie sterowanych sondach, przekazujących tysiące danych nazad do centrum dowodzenia non stop. „Oni”, dla zatuszowania prawdziwych intencji roboty w próżni, wyświetlą wieśniactwu parę standardowych fotek w sieci.

  • „Proszę bardzo: nebula! Kolorowa, nieprawdaż?”
  • „Ten ledwo widoczny punkcik obrazuje Ziemię z daleka! Dostrzeżmy mikroskopijność matczynej planety w bezmiarze Drogi Mlecznej!”
  • „Unikatowe zdjęcie koniuszka siódmej anteny naszej sondy! Proszę zwrócić uwagę na gwiazdy w tle!”.

Nie grzeszył niegramotnością o kalibrze pozwalającym na nabicie go w butelkę! O nie! Te konspiranty na mur dysponowały niezgłębioną erudycją, milcząc dla zmyły. Gwoli ilustracji: w trakcie drugiej wojny światowej skonstruowali radar pasywny, wykorzystywany później ukradkiem (w okresie pokojowym) do namierzenia każdego samolotu, 24 godziny na dobę, w całej ziemskiej przestrzeni powietrznej. Jakby chcieli, przydybaliby Grzesia zasuwającego czekoladę na kanapie, oskarżając w konsekwencji nieboraka o złamanie danego sobie słowa o zdrowym odżywianiu.

Doszedł do niepodważalnej konkluzji: wstrętni spiskowcy zabunkrowali zdecydowanie więcej detali o genach, niż publicznie ogłaszali. Zmapowali DNA dekady temu, wydając miliardy dolarów, by potem nabrać wody w usta.

– No jak tam? Odwzorowaliście tę helisę?

– No, owszem…

– No i co?

– No i nic! Fajna ta helisa…

Niedawno chłonął internetowe wydanie gazety izraelskiej: ponoć Żydzi są zasadniczo bardziej inteligentni niż inne maści do kupy wzięte, gdyż mają deklasujące DNA. Pisano o szczątkowej frakcji genomu – 0,1% – zawierającej 3 miliony par nukleotydów! Według ekspertów, pozostałe 99.9% DNA nie ma wpływu na różnice gatunkowe czy intelektualne. Monstrualne tomiszcze na powyższy temat wypocili.

Co za pech: do rodowodowego Hebrajczyka mu daleko, więc ewidentnie ma nijakie, markotne, beznadziejne, drugo- bądź trzeciorzędne, wschodnioeuropejskie geniki, natomiast wyznawcy judaizmu dzierżą istne geniszyska!

Nabrzmiewał w nim bunt: to on, nieborak, wypruwał sobie żyły, pozbawiony wskazówek dotyczących osobistego garnituru dynastycznego, zaś „oni” cicho siedzą! Mozolnie, metodami prób i błędów, docieka swych talentów, potencjalnych zdolności manualnych, najtrafniejszych hobby, tymczasem „oni” mogliby sprawdzić jego kompozycję patrymonialną w try miga, doprowadzając w ten sposób do wiekuistego szczęścia. Zasuwa, osiołek, wykonując zawód, którego nie lubi, a snadź należy do kasty nad wyraz efektywnych operatorów dźwigowych, z predyspozycjami rozwoju ognistej pasji w tymże fachu? Może właśnie pracę na żurawiu wykonywałby z werwą?

Z pewnością funkcjonuje stenogram molekularny, czyniący człowieka dźwigowym doskonałym. Gdyby wiedział, od strzału poleciałby tyrać w porcie lub na budowie – za jego kunszt płaconoby miliony! Zostałby wygą znanym globalnie!

Może ma helisę flecisty wirtuoza? Może byłby najlepszym w historii kamieniarzem? Prześwietnym dyrygentem? Nietuzinkowym filatelistą? W jaki sposób miałby tego w pojedynkę dociec? Musiałby eksperymentować w nieskończoność, licząc na fuksa wyszperania swojego powołania. Oszczędziliby mu znoju – zmapowaliby go! Co „im” zależy?! Nie włodarzy bodaj smykałką wykrycia w czym jest mistrzem, boć ani chybi operuje gen wyostrzający węch na własną biegłość. Nawet tego klucza natura go pozbawiła, podczas gdy on bogu ducha winny!

Każdy obywatel powinien mieć prawo do orientacji, co w nim siedzi – inaczej uczestniczymy w bezładnej szamotaninie robiąc nie to, co powinniśmy. Społeczeństwo urosłoby w siłę, dobrobyt i szczęście. Trzeba urządzić demonstracje przeciwko tym współczesnym kapłanom! Tym tajniakom! Tym, tym… Tym obłudnikom, którzy bezspornie się już zmapowali po kryjomu!

„Żądamy powszechnego mapowania genowego!”
„Ukażcie nam w pełnym świetle nasze chromosomy!”
„Nie ukrywajcie przyszłości naszych dzieci!”
„Chcem zmiarkować, do czego zdolnem!”

Wizerunek drobinowy płodów przyniósłby niespotykane oszczędności. Obowiązkowa amnicenteza z analizą genetyczną w okresie ciąży dałaby wytyczne ojcom i matkom co do dalszego urabiania potomstwa. Rodzice przestaliby zmuszać dzieci do brnięcia w ślepe uliczki egzystencjalne, na przykład nie egzekwowaliby od rasowego kierowcy wyścigowego uczęszczania do gimnazjum muzycznego. Pociechy znałyby od zarania swą fuchę, zatem nie marnowałyby lat na zbędną edukację, zaoszczędzając przy okazji państwu majątku.

Nauczanie ogółu byłoby łatwiejsze, bo prościej szkolić śmiertelników mających naturalny pociąg do danego tematu albo profesji. Wyeliminowanoby oblane egzaminy, czyli dalsza skrzętność czasowo-pieniężna. Ludzie przestaliby popadać w strapienia w obliczu enigmatycznej przyszłości, nie próbując równolegle wyczyniać niczego, czego ich struktura biochemiczna nie wspierała.

Ktokolwiek, cokolwiek by nie czynił, realizacja byłaby perfekcyjna, eliminując potrzebę kontroli dyscypliny podwładnych, jakości produktów, poziomu usług. Każdy by wiedział, że pozytywniejsza realność nie istnieje – wszak wszędzie działaliby wyselekcjonowani genowcy. Tym samym, ponieważ ogólna satysfakcja z etatów i życia wzrosłaby niepomiernie, zredukowanoby zachorowalność, alkoholizm, hazard. Nastąpiłby raj na ziemi!

– Co tam czytasz, synku? – zagaił tata.

– O silnikach. Bardzo chciałbym zostać inżynierem!

– Syneczku, nie dla ciebie maszyny – zagruchał czule tata, uśmiechając się z miłością. – Ty jesteś wrodzonym cyrkowcem-żonglerem. Marnujesz energię na te mechaniczne bzdury.

– Skąd o tym wiesz, tato?!

– Badania po amniocentezie wykazały, kiedy wciąż tkwiłeś u mamusi w brzuszku.

– Nie wierzę! – zaprotestował szkrab.

– Spróbuj pokuglować – zaproponował ojciec.

– Ależ ja nigdy nie żonglowałem!

– Kiedyś trzeba zacząć – zachęcał niezmiennie stary.

Gówniarz bierze w ręce trzy książki. Zaczyna je podrzucać fachowo w górę. Za chwilę dodaje jeszcze 2 tomy – wciąż żongluje bez problemu.

Po paru minutach żongluje płynnie nożami.

– Co wykazała amnicenteza, panie doktorze?

– Ma pani płód płci męskiej – homozygotę dyrygenta!

– Hura! Przystroję ściany pokoiku brzdąca obrazkami nutek! Będziemy mu serwować tylko utwory poważne!

Manifestanci żądają powszechnego mapowania DNA

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Posmutniał nagle… Co czekałoby osobników obdartych ze szczególnych par allelicznych? Spartańskie rozwiązanie – z urwiska w morze?

Czy dobre chęci mają znaczenie? Ma na pewno dużo ochoty – posiada geny szlachetnych intencji! OK, sporadycznie trochę mu nie wychodzi… Bezsprzecznie odziedziczył lenistwo. Ponadto świetnie ogląda telewizję, fantastycznie idzie mu jedzenie czekolady, doskonale marzy, w dodatku nieskończenie kocha swego syna.

Poza tym nie ma sobie równych, jeżeli chodzi o ględzenie głupot.

Czyli jakieś tam geny ma – wcale nie słabe…

Tak.

Odsłona 5 - Geny, geny... - Część I Czytaj część I | Czytaj „Geny, geny, nic nie wiemy” Odsłona 64: Geny, geny, nic nie wiemy...

Publikacja umieszczona w kategorii FILOZOFIA | Format PDF (1.0 MB) – 3 części Pobierz 3 części publikacji Geny, geny... w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: