Maciuś (Część II)

Maciuś, czyli przyjaźń człowieka z robotemIch wagarowe Eldorado umarło wraz z dyrektywą rewizji obecności na każdej lekcji. Przegapili retusz systemowy, nagromadzając po 36 dni nieobecności na łeb na półrocze, ku zgrozie rodziców Grzesia (bo maćkowa strona była cool). Niepochlebność danych archiwalnych nie zmieniła faktu osiągnięcia przez Grzesia średniej 5,0 – najwyższej z możliwych. On sam, do dzisiaj, nie ogarnia tego przedziwnego zjawiska siły opinii.

Bez problemów przekonał zindoktrynowanych rodzicieli o niedorzeczności zapisów: absencja prominenta przez prawie półtora miesiąca zakrawa na hipokryzję! Dysonansu pomiędzy przednimi wynikami w nauce a astronomiczną liczbą dni bumelanctwa nikt nie potrafił pojąć bądź zaakceptować. Błąd kancelaryjny, panie!

Ludzie traktują certyfikaty z nabożeństwem, stąd odruchowy wstręt do logiki. Podtrzymanie kultu rekordzisty zobowiązuje do zręcznego wytłumaczenia potencjalnie negatywnych adnotacji w kartotekach.

W ciągu wspólnych włóczęg Grzesio zasięgnął niepomiernie większej nauki życiowej, niż w gimnazjum lub gnieździe familijnym. Maciuś uosobiał oazę inteligencji racjonalnej, którą Grzesio chłonął szybciej niż gąbka. Słuchał tedy z uwagą przyjaciela, szkicującego portrety jutra. Otóż jako muzyk, dostąpi statusu bogacza: zamierza mieć wspaniały samochód, ogromną rezydencję-pałac, służbę oraz wszystko w nosie, ledwo dostrzegając tuzinkową ciżbę, utytłaną w marnej, rutynowej wegetacji.

Grzesio przełykał ślinę w grozie: dołączy bezdyskusyjnie do grona wyświechtanych nie-muzyków! Azaliż rodzice kłamali? Przecież siali wizje Maciusia dzielącego los nędzarzy czy śmieciarzy, tymczasem on snuł darastycznie inne plany. Gdzie leżały przyczyny występowania podobnie abstrakcyjnych dywergencji w koncepcjach egzystencjalnych?

A nuż Maciek oślepł – idzie bezwiednie ku nieuchronnej przepaści, pozbawiony żołnierskiego rygoru rodzinnego? Przypuszczalnie potrzebuje pomocy – dobrej rady, zanim będzie za późno… On jednak olewał banały, polegając na wewnętrznych zamiłowaniach.

Jego stanowczość urzekała i porywała Grzesia. Dopiero po latach zinternalizował kaliber wiary w siebie – podstawowego, wręcz niezastąpionego składnika szeroko rozumianego powodzenia.

Maciuś zachachmęcił skądś papierosy marki Domino z niesamowicie długim filtrem. Nastąpiły próby nauczenia Grzesia palenia, zakończone totalnym fiaskiem: nowicjusz krztusił się, wybałuszając oczy. Dokonywał dzielnych prób, zakończonych sromotną porażką. Sukces odniósł dopiero po 10 latach – po niezmiernych wysiłkach, dopingowany konsekwentnie przez ferajnę na studiach. Wyszła na jaw remedialna rola alkoholu, pozwalającego na płynne wsysanie dymu bez efektów ubocznych w postaci duszności.

Palenie było jedną z najtrudniejszych rzeczy opanowanych przez Grzesia na przestrzeni kariery akademickiej: obligowało do wielu podejść, dyscypliny, nawiązywania kontaktów z ludźmi o zbieżnych predylekcjach ku uzyskaniu wsparcia względnie motywacji. Po adaptacji, smykałka trwała sama z siebie, ulegając równolegle naturalnemu pogłębieniu. Słowem, samonapędzający się talent – perpetuum mobile – nie do unicestwienia mimochodem.

Maciusiowi rodzice byli manifestacją swobody, którą wlewali w syna na każdym kroku. Przykładowo, wcale nie odczuwali wstydu chodząc nago po kwaterze! Nie praktykowali domowego nudyzmu często, niemniej jednak nowina wiała dostateczną sensacją jak na konserwatywnie ulepiony grzesiowy mózg! Na dodatek Maciuś wyjawił, że jego mama goli sobie sisiaka! Coś niesłychanego! Po co?! Obydwaj szatańsko chichrali!

Grzesio nigdy nie obserwował matczynej cipki. Jakby nieumyślnie zobaczył, zwiałby w popłochu. Oglądnął parę damskich – zawsze owłosionych – sromów na zdjęciach, nie mając okazji namierzyć łysego. Uczciwie mówiąc, raz widział: z Kryśką pokazywali sobie krocza, lecz ona miała zaledwie 8 lat.

Podglądał nagie panie w telewizji: pokazywano wyłącznie biusty, bo demonstrowanie genitaliów obwarowano surowymi zakazami. Wypełzał cichaczem na brzuszku na korytarz, następnie wsadzał głowę (przy samej podłodze) do pokoju starych – z tego poziomu pochłaniał filmy dla dorosłych.

Nieraz, rozciągnięty na posadzce, czekał aż godzinę na scenę z kobietami odsłaniającymi cycki, ale było warto. Niekiedy jego zachody nie przynosiły domniemanych rezultatów – nikt nie obnażał ciała przez całą długość ekranizacji. Deliberował wtedy, dlaczego show klasyfikowano szyldem „tylko dla dorosłych”?

Widocznie ze względu na momenty z całowaniem… Aktorzy uskuteczniali dziwaczny styl cmokania: sczepiali buzie na wieki, poruszając czerepami i mrucząc. Na starszych filmach zamykali ściśle usta, gwałtownie spinali się wargami, trwali sprzęgnięci bez ruchu przez wieki – zabiegi pewnikiem wzniecające wielkie boleści. Filmoteka nowoczesna wprowadziła modę na otwarte paszcze, które artyści wpierw rozwierali szerzej niż ryby, by je wkrótce połączyć na amen. Grzesio nie widział sensu analogicznych rytuałów – ziewał w trakcie tych nudnych aktów.

Jego korytarzowe eskapady straciły sens w momencie namierzenia (niechcąco) materiałów natury pornograficznej w szafie taty (czytaj tutaj). Maciuś uświadomił go wówczas o funkcjonowaniu tak zwanego stosunku płciowego, prowadzącego w efekcie do zrobienia dzidziusia.

Grzesio nie dywagował głębiej nad dylematem poczęcia: dziwnym trafem, bobasy nagle się pojawiały. Bociany wykluczył – bajda dla fąflów! Wszak widział osobiście mamę podążającą do szpitala z wielkim brzuchem, by urodzić siostrę. Nie wiedział, dlaczego kobiety – ni stąd, ni zowąd – zachodzą w ciążę: domniemywał, że zapragnęły mieć potomstwo i… No, i miały! Ujmując to inaczej, nie przejawiał zaciekawienia zagadnieniem.

Maciusiowe rewelacje sprawiały wrażenie niedorzecznych: po kiego diabła mężczyzna i kobieta zespalają narządy płciowe w celu zrobienia dziecka? Jego kolega też nie znał do końca przesłanek seksualnych obrządków. Wizerunek siebie samego, podejmującego mordercze, gimnastyczne wysiłki w celu przedłużenia linii rodowej, niepokoił. Czy nie istnieje alternatywna – łatwiejsza – metoda? Ponadto z przypadkowych dotknięć sisiaków, powiedzmy na WF-ie, może niespodziewanie wyniknąć brzemienność, prowadząca do hańby, płaczu i zgrzytania zębów!

Maciuś uzmysłowił Grzesiowi doniosłość dostępu do asortymentu porno: niebagatelny incydent, zwłaszcza w Polsce socjalistycznej! Powinni co rychlej ten arsenał zlokalizować!

Stary Grzesia, pomny tragicznych w skutkach rezultatów odkrycia syna (czytaj tutaj), zabunkrował erotyczne zbiory w szafce z zamkiem. Nie doceniał operatywności duetu 10-latków, kartujących tygodniami plan włamania, z wyrachowaniem godnym zawodowych rabusiów. Otóż Maciuś namierzył znajomego posiadającego dokładnie taki sam regał, jak ojciec Grzesia. Nomen omen, zamki również były identyczne, więc chyżo dmuchnęli kluczyk.

Z walącymi sercami rozwarlii sezam rozpusty!

Małe kartoniki, wywęszone uprzednio przez Grzesia, zostały zidentyfikowane jako filmy na taśmie 8 mm. Dzieciaki doszły momentalnie do niepodważalnej konkluzji: skoro papa kolekcjonuje szpule, to bezspornie wykombinował odpowiedni projektor!

Zawrzało w pokoju: FBI nie umiałoby przeprowadzić gruntowniejszego nalotu. Urządzenie zostało wytropione pod stertą ciuchów w kącie bieliźniarki, gdzie usiłowano je sprytnie zakamuflować. Zwycięsko wytaszczyli machinę na stół. Później przewertowali stosy papierów w celu wyszukania instrukcji obsługi. Po niespełna kwadransie, tryumfująco uśmiechnięty Maciuś wyłonił się z jednej z szaf, dzierżąc w dłoni drogocenny dokument.

Pasja w parze z jasno określonymi celami czynią cuda nie lada: urwisy pojęły eksploatację projektora dosłownie w sekundy. Drżącymi rękami zakłożyli pierwszą szpulę seksu według instruktażowego diagramu; zasunięli zasłony; w napięciu usiedli na kanapie na samym jej brzegu; uroczyście nacisnęli guzik startu; rozpoczęli emisję inauguracyjnego seansu pornograficznego.

Oglądnęli każdy film – te lepsze po 2 razy. Pod koniec spektaklu wychynęli zreformowani: z kurduplastych nicponi wyrośli otrzaskani, poważni faceci. Siedzieli wygodnie rozpostarci, noga na nogę, ramiona szeroko na oparciach, mróżąc oczy wzorem starych wyg.

W sprośnej stercie znaleźli niesamowitą talię kart. Na rewersach wydrukowano jednakowy wzór, za to awersy zachwycały kalejdoskopem wątków porno, dopasowanych do numeru lub figury: as przedstawiał olbrzymiego członka, dama rozczapierzoną panią, trójka 2 panów z 1 panią (albo 2 panie z 1 panem) itd.

W Maciusiu zadrgały predyspozycje biznesmena: rozprowadzanie lubieżnych fotek zaowocowałoby foruną! Chłopaki w szkole wydaliby rodzinny majątek za prawo przytulenia bodaj jednej odbitki. Bez komputerów, skanerów ewentualnie aparatów cyfrowych, plany kolportacyjne prostymi nie były. Aliści cóż to za szkopuł dla przedsiębiorczych małolatów?

Tata Maciusia rozporządzał aparatem marki Smiena oraz ciemnią, więc nazajutrz zakupili za ostatnie grosiki 2 rolki negatywów Fotopan FF i starannie sfotografowali każdą kartę. Wywołanie kliszy leżało całkowicie w gestii Maciusia, który przeprowadził zadanie bez szwanku na wykradzionych arkusikach papieru fotograficznego.

Kolportacja odbitek kart porno

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Na pniu sprzedali komplet czarno-białych reprodukcji po 5 zł za sztukę. Biorąc pod uwagę wysokość miesięcznego kieszonkowego (20 zł), zostali wielmożami w oka mgnieniu. Część pieniążków przeznaczyli na rozkręcenie działalności dystrybucyjnej: sami zaopatrzyli warsztat w chemikalia i papier fotograficzny, eliminując tym samym wykrycie spisku przez tatę Maciusia.

Po paru tygodniach kieszenie Grzesia pękały od forsy: nonszalancko szastał kasą niczym margrabia, pozwalając sobie na loda, lemoniadę albo ciastko w chwilach melancholii.

Niestety, gospodarzyli raptem jedną talią kart, czyli 52 różnymi fotografiami: ich klienci zaczęli szybko narzekać na brak rozmaitości, także koloru. Ceny spadły, biznes w końcu wysechł. Mimo wszystko stworzyli jednak debiutancką, nielegalną komórkę rozpowszechniającą porno wśród młodzieży szkół podstawowych w mieście.

Szkoda, że Grzesio zmarnował powyższe pouczające doświadczenia: nie wykorzystał ku indywidualnej korzyści dość oczywistych obserwacji zachowania rynku, przepływu kasy, bazalnych inklinacji konsumentów.

Maciuś powędrował w życie nieskrępowaną nakazami drogą. Grzesio pojechał na taśmociągu edukacyjnym w celu zdobycia przyzwoitej profesji.

Po 30 latach spotkali się na obcej ziemi. Analizując fakty uczciwie, Maciuś prawił rację – nie rodzice Grzesia. Nie był przesadnie zamożny, jednakże o niebo szczęśliwszy i bogatszy od zrobotyzowanego kolegi. Ogólne spełnienie nie wynikało z natury jego zawodu, lecz z autonomii wyboru, wypielęgnowanej na nieskażonym, inherentnym, podmurowanym dodatkowo przez rodziców pragnieniu.

Niełatwo przyswoić kultywację osobistych aspiracji, nawet przez wiele semestrów wagarowania z wyzwolonym Maciusiem. Jest to kwestia wychowania – dzień w dzień, rok w rok, non stop – dającego odwagę na mężne kroczenie arbitralnym traktem, nie bacząc na platfusa bądź powiewającą koszulę wystającą z galotów.

Wiarę w siebie można łatwo stracić pod wpływem osobników permanentnie wmawiających jednostce, grupom ludzkim lub narodom zależność od innych czynników (rządów, systemów, produktów, państw). Zastąpienie rzeczywistej synergii subordynacją wiedzie do wyparcia kreatywności kopiowaniem: perfekcyjna droga do utraty indywidualności, a w rezultacie – niepodległości. Ponieważ każdy głęboko pożąda być wyjątkowym i niezależnym, utrata samostanowienia do szczęścia w żaden sposób nie doprowadzi.

Niestety…

Odsłona 16 - Maciuś - Część I Czytaj część I | Czytaj pieśń ku chwale Maciusia: Narodowy Dzień Wolności Odsłona 18 - Narodowy Dzień Wolności

Publikacja umieszczona w kategorii INNI | Format PDF (0.8 MB) – 2 części Pobierz 2 części publikacji Maciuś w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: