Parkingowi

ParkingowiW RPA, na nieodpłatnych miejscach postoju, wykiełkowała instyutucja pilnowaczy samochodów. Płatne parkingi, z tajemniczych powodów, noszą miano strzeżonych, pomimo ogromnych tablic z pouczeniami:

Administracja nie bierze odpowiedzialności za:

  1. kradzież całej fury;
  2. kradzież czegoś z fury;
  3. zdemolowanie fury;
  4. cokolwiek.

Poczucie bezpieczeństwa posiadacza pojazdu osobowego jest wprost proporcjonalne do ilości forsy wydanej za pozostawienie bryki na łasce losu. Ta surrealistyczna wiara („Jak zabulę, tedy nic się nie stanie!”) tworzy lukę na rynku motoryzacyjnym dla obrotnych, skłonnych czatować przy autach w punktach niestrzeżonych, czyli tam, gdzie nie panuje zorganizowany system ściągania kasy z kierowców porzucających dobytek.

Samozwańczy wartownicy proponują zdecydowanie efektywniejszy serwis niż formalne firmy, ponieważ podejmują osobiste zobowiązanie zapobieżenia:

  1. kradzieży całej fury;
  2. kradzieży czegoś z fury;
  3. zdemolowania fury;
  4. czemukolwiek.

Dosłownie za grosze, strzegą limuzyn z czujnością żołnierzy na granicach państwa, gotowi do zamordowania migiem każdego potencjalnego rabusia. Ich indywidualna obligacja do wierności klientom – bez rozpościerania informacji korygujących typu „zastrzegamy: mamy was, razem z waszymi dryndami, głęboko w nosie” – napawa szoferów zadowoleniem, spokojem, pewnością.

Przyoblekają pomarańczowe, odblaskowe kaftaniki, łatwo widoczne z orbity okołoziemskiej, przyozdobione na plecach żółtą plakietą z monstrualnym napisem „Parking”. Kreacja ta dodaje im szyku, zasłużonej powagi, natomiast interesantom absolutnej gwarancji zastania mienia nietkniętego przez nikogo – chociażby opuszkami palców.

Grzesio podszedł do swojego Volkswagena Polo, przy którym dyżurował nieformalny konwojent. Wysupłał z portfela pieniążek. Z uśmiechem podał go stróżowi, za co ten ogromnie podziękował, rozpoczynając momentalnie rytuał asekuracji wyjazdu z zatoczki. Niejako ekstra usługa: koleś bacznie obserwuje, czy kierowca ma wolną drogę, komunikując spostrzeżenia zamaszystym językiem migowym, wymachując rękami niczym wiatrak.

Wojna parkingowychSzczepan SadurskiNi stąd, ni zowąd, wyrósł drugi samiec w jaskrawej kufajce. Bez zbędnych wstępów, zaczął szarpać za klapy grzesiowego kontrahenta! Wszczęli awanturę z szarpaniną, zakrapianą soczystymi przekleństwami. Przeważało słowo „fuck” użyte w formie rzeczownikowej, przymiotnikowej, rzeczownikowej odsłownej lub nieokreślonej (zapewne interpunkcyjno-wykrzyknikowej).

Zrazu nie zrozumiał, o co poszło w kotłowaninie. Z morza wulgaryzmów powoli dotarła do niego treść dysputy: gość zrekompensowany za kuratelę, przekroczył ściśle określone uprawnienia ochraniarskie poprzez skasowanie klienta z obcego obszaru! Wóz stał w rewirze przybyłego napastnika, tłukącego teraz – w wielkim rozgoryczeniu – oszusta!

Wspaniałomyślny Grzesio zadecydwał odegrać rolę rozjemcy – z przyjemnym wyrazem twarzy podjął kroki inerwencyjne. Przecież mogą podzielić wspólne zyski na pół, nieprawdaż? Po co prać bezsensownie jeden drugiego, jeżeli istniało trywialne rozwiązanie kwestii dochodów na wieki? Niestety, jego uwagi dodały tylko oliwy do ognia, nasilając mordobicie. Nie ustąpił, kulturalnie deklarując podwójną zapłatę – wyłuskał kolejną monetę, wyciągając ją na dłoni w kierunku walczących.

Tym razem odniósł efekt piorunujący, bo nastąpiło natychmiastowe zawieszenie broni: zaprzestali tarmoszenia, raptem w celu przegrupowania do ataku na… samego Grzesia! Agresywnie wygrażali mu pięściami, doradzając zjeżdżanie do swej bogatej dzielnicy razem ze śmierdzącym bilonem! Nic nie kumał, atoli nos wścibiał! Szpenie jego pokroju nigdy nie zgłębią doli bądź układów parkingowych!

Zgłupiał doszczętnie. Był jednocześnie i oburzony, i przerażony, lecz ochota do kontynuacji życia nakazała mu wybrać raczej drogę ucieczki, niż dalszego kordialnego przekonywania parki idiotów. Wskoczył za kierownicę susem kozicy, odpalił silnik, wyrwał pełnym gazem. Pragnął uniknąć uszkodzeń ciała, ewentualnie destrukcji gabloty. W lusterku wstecznym zobaczył wznowienie szamotaniny rozjuszonych facetów.

Coś niesłychanego! Zdenerwowanie okraszone gniewem sięgnęło granic! To on, z głębi serca, usiłuje pomóc, zaś oni traktują go gorzej niż gnidę! Co gorsza, zamierzają okładać pięściami, mając czelność oskarżać poczciwego obywatela o braki percepcyjne! Czego niby nie kapuje?! Ochoty poszukania uczciwej pracy, zamiast żebrania po ulicach?! Sposobności stworzenia kolegialnej puli przychodów, porcjowanej po równo bez burd?!

Mają swoje absurdalne „rewiry”, głupie „metody operacyjne”, wewnętrzne sprzeczki o lipne grosiwo, zapewnie też groteskowe „regulaminy promocyjne”, pozwalające uciułać parę centów ponad dziadowską normę! Nie kopsnie już obłudnikom ani grosika! Byli dla niego zerem – ot co!

W domu ukoił nerwy czekoladką z papieroskiem. Jego mankamentem pozostanie na wieczność przesadna analiza przykrych epizodów, więc negatywne emocje nękały serce. Bolał go fakt, iż dwóch nieznanych mu typków, którym nie życzył nic złego, oceniło go nader niesympatycznie, wręcz brutalnie, jako pozbawionego empatii, niezdolnego do ogarnięcia umysłem ich doli. Dlaczego mieli o nim krzywdzącą opinię? Co znowu zrobił złego? Czym ich wściekł?

Rozpatrywanie drążących pytań na gruncie filozoficzno-socjologiczno-psychoanalitycznym prowadzi do wniosków enigmatycznych. Banalna ekonomia przekonywuje dosadniej: skoro umówiliśmy się, ażeby waluta stanowiła meritum cywilizowanej przedsiębiorczości, wówczas w finansach szukajmy zalążka złożonych układów międzyludzkich.

Na kalkulatorze podzielił swoją miesięczną gażę netto przez jałmużnę zaserwowaną stróżowi. Bójka poszła… o sumę 100 000 (sto tysięcy) razy mniejszą, niż dostawał co miesiąc na rękę! Wiedział, iż nie wszyscy kierowcy wynagradzają biedaków oraz ile z reguły ofiarują, zatem obliczył przeciętną dniówkę dzikiego ciecia. Nawet przy optymistycznych założeniach (wyjątkowo szczodrzy dawcy) plus hipotetycznym modelu harówki bez jednego dnia wolnego, totalny zarobek wynosiłby 1/30 jego pensji (po urzędowych potrąceniach: podatek, ubezpieczenie medyczne, emerytura, inne składki).

Spozierał na wynik ze smutkiem… Różnica zwalająca z nóg pod względem zarówno ilości kasy do dyspozycji, jak i perspektyw komfortu psychicznego (leczenie w prywatnych szpitalach, wynagrodzenie emeryturalne na starość, polisa na wypadek niezdoloności do pracy). 100-krotnie wyższe honorarium za parking nie przedstawiałoby dla Grzesia wydatku, niemniej jednak zapewniłoby bliźniemu przyzwoity wikt plus opierunek przez 24 godziny. Słowem, bez problemu utrzymałby nieboraka…

Nagle zdał sobie sprawę z funkcjonowania gagatków, zarabiających równowartość 30 jego pensji – około 1 000 razy więcej, niż dozorcy samochodów… Napisał obrachowaną liczbę na papierze, następnie zamarł: co można zrobić z 6-zerową gratyfikacją? Nie umiał sportretować egzystencji opartej na niebotycznym majątku.

Aby przynajmniej zasmakować doznań parkingowego po jednorazowej daninie, oszacowany teoretycznie bogacz musiałby sprezentować Grzesiowi 30 razy więcej. Pomnożył tę stawkę przez 100, gwoli ujrzenia końcowego rezultatu, proporcjonalnego do kwoty, którą Grzesio sprostałby z palcem w nosie udostępnić włóczędze na dobowe wykarmienie z przyodziewkiem:

x Typowa gaża za monitorowanie czterech kółek.
100 ∙ x = y Tyle Grzesio mógłby bezstresowo ofiarować dzień w dzień ubogiemu na przyzwoity żywot.
30 ∙ x = z Domniemany budżet krezusa za jednorazowe niańczenie bryki. Gdyby Grzesiowi kapnęło z, doznałby wrażeń analogicznych do euforii nędzarza, inkasującego standardowe honorarium x.
100 ∙ z = p Domyślne, dyspozycyjne zasoby krezusa, wzniecające w Grzesiu emocje, porównywalne do ekstazy kompletnego golasa po otrzymaniu y.

Analizował z niedowierzaniem ostateczny rezultat matematycznych wypocin (p): z taką kapuchą pluskałby się w szczęściu – bez modyfikacji obecnego pułapu życia! Co takie paniska, zdolni odpalić sumę p bez uszczerbku dla własnego kapitału, myślą o promocjach, o które Grzesie walczą, zakresie obowiązków, które Grzesie mozolnie aranżują w grafikach, wewnętrznych sporach, w których Grzesie uczestniczą? Ot, wegetacja za śmieszne dla burżujów pieniądze, oparta na karykaturalnych procedurach.

Aha: mają Grzesiów… za nic…

Powyższa analiza sytuacyjna nie pokrzepiała. Temat możnaby rozwinąć w długą, zawiłą dyskusję, jednakże Grzesio miarkował hierarchiczne zależności klas społecznych. Otóż tak jak on uważał przymierza czy dylematy parkingowych za komiczno-prymitywne, tak samo arystokracja traktowała jego podrygi z pogardliwą minką – czysta kwestia proporcji.

Poza tym, biedne chłopy mądrze prawiły: Grzesio nic nie kojarzy. W ich mniemaniu krzewił dyskryminację – reprezentował panującą dyktaturę. Najlepszym spiskowcem będzie zawsze osobnik nie postrzegający w sobie statusu spiskowca. Do ostatnich należy Grzesio – toż nie ma żadnych łajdackich intencji.

Ktoś stworzył system piramidalny, z czubkiem zamieszkałym przez jegomościów, oddających się rozrywce obserwacji rozwoju wypadków. Musi być szczyt – wszak Ziemia to planeta o ograniczonej kolonizacji, a nie Wszechświat.

Ogrom ludzi (99% według szacunkowych danych) stacjonuje na różnych poziomach skonstruowanej machiny, klecąc błędne wyobrażenie o sytuacji względnie mentalności pozostałych poziomowców. Im wyżej ktoś rezyduje, tym szybciej zostanie oskarżony o tajne sprzysiężenie – aczkolwiek sam o tym nie wie, takkolwiek knuje, gdyż łaknie za wszelką cenę obronić pozycji na przydzielonym piętrze, często usiłując wpełznąć o pół kondygnacji do góry.

Powyższa struktura zawisłości poraża niekompatybilnością z naturalnymi, humanitarnymi odruchami empatii tudzież zaufania (rzadko kto chce się tłuc, mordować, ścigać po ekstra), co z kolei wyzwala notoryczne narzekania na marny los (nikt nie zazna błogostanu, gdy sztuczna pajęczyna pęta wrodzone predyspozycje).

Wiara, że jesteśmy stworzeni do chronicznego współzawodnictwa, ma źródło w prostej przyczynie: kiedy zawitaliśmy na świat, kaskada zależności waliła już pełnym pędem. Każdy w nas wpajał absurdalność alternatywnego – synergicznego – stanu rzeczy. Krótko mówiąc, nie znamy innej rzeczywistości, przeto nie wątpimy. Ufność stanowi immanentną cechę homo sapiens: kto by przypuścił kolaborację gangów, oszukujących ziemską populację?

Wygodniej zaadoptować powszechną teorię walki o byt: bezustanne męki mas wypływają z naszych instynktownych skłonności do zabierania innym, tratowania wrogów, osiągania samolubnych korzyści. Tymczasem sprawa wygląda zupełnie inaczej, bowiem doprawdy któż z uporem obwieszcza, jakoby kwintesencją istnienia było zadeptanie ziomka? Gdyby człowiek – stworzenie genetycznie kooperatywne – wylądował nagle na samotnej wyspie, z dala od cywilizacji, poszukiwałby bezsprzecznie aliansów, a nie przeciwników.

Jedyne środowisko organizacyjne pasujące, de facto, do istoty ludzkiej, oferuje łąka – nie Mount Everest. Niestety, porywają nas wyuczone przekonania – sami przejmujemy funkcje administratorów dyscypliny na szczeblach drabiny. Słowem, awansujemy do kategorii autokratów, nie mając o tym zielonego pojęcia.

Piramida ludzkich zależnościSzczepan SadurskiW aktualnym szyku podległości, kreatury z inklinacjami psychopatycznymi z łatwością utrzymują w reżimie akceptującą resztę. W zgiełku szaleństwa, cnota zwana ufnością uchodzi za ślepą wiarę albo naiwność. W połączeniu z mniej szlachetnymi skłonnościami do uzależnień (od dóbr materialnych, nieustannej rozrywki, pożywek itd.), nabiera funkcji obroży ze smyczą do manipulacji. Zaiste lawirant, wykorzystujący ten teatr absurdu do siedzenia okrakiem na splądrowanych skarbach, zasługuje na odznaczenie „Złotym Krzyżem Pasożytnictwa”.

Wycieńczeni wyścigiem szczurów, opportuniści powinni szukać azylu w oazach normalności, jeżeli zdołają doczołgać zestresowane członki do habitatów sprzyjających harmonii międzyludzkiej. Potrzeba również odwagi na porzucenie pretensjonalnej rywalizacji na rzecz solidarności.

Wychynie kupa krasomówców, którzy używając skomplikowanych sformułowań, elokwentnie wyjaśnią, dlaczego ciżbom wypada konkurować, zabijając się o kawałek papieru zwanego pieniądzem. Rozpostarci na fotelach, z pewniackimi uśmieszkami, udowodnią w sposób niezbity bezsens wyimaginowanych konspiracji, zaś nieznane nikomu definicje zatkają eter na amen.

Podejmą próby przekonania pospólstwa o swojej doniosłości, przewyższającej parę tysięcy razy (bo tyle zarabiają) ważkość szarego, wymiętolonego śmiertelnika – przecie palą cygara, grają w golfa, wygrzewają krzesełka na zebraniach, stworzyli własny słownik fraz nic nie znaczących, poza tym zbroją po zęby gigantyczne armie, sprawujące pieczę nad piramidą. Dalibóg geniusze!

Na samym końcu cisną na stół kartą atutową – szyderczo zażądają propozycji zastępczych rozwiązań. W wypadku przedłożenia rozsądnych opcji, zastosują argument finałowy – wystrzelą opiniodawcy z lufy czołgu w zęby, zapytując krótko potem: „Kto następny z ideami?”.

Wieloaspektowe, zagmatwane eksplikacje mają na celu zagrzebanie ewidentej przyczyny wszechobecnej niegodziwości. Grzesio mógłby zaaprobować fakt 2- lub 3-krotnie wyższego uposażenia od parkingowego, natomiast 30-krotna różnica bije rekordy niedorzeczności, pomijając kwestię bazalnej sprawiedliwości. Uposażenie parę tysięcy razy wyższe to apogeum absurdu, wytłumaczalnego jedynie występowaniem usankcjonowanych malwersacji. Skorumpowany wskroś obłęd, wymagający niezwłocznej, bezkompromisowej, prawno-politycznej interwencji.

Ludziom wybitnie uzdolnionym, poświęcającym się dla ogółu, przystoi stworzyć doskonałe warunki do aktywności, zapewnione przez wspólnotę, której służą – nikt nie podważa takiegoż punktu widzenia. Indywidualności prawdziwie nieprzeciętne oraz twórcze nie są zainteresowane okradaniem pobratymców, żeby później przywdziać aksamity, udekorować złotem korpusy, paradować na modłę błaznów w cyrku – maniery przeczące ich autentycznej pasji odczuwania radości dopóty, dopóki społeczność czerpie z nich korzyści. Tym samym, nacja z radością wynagrodzi realny talent, altruistyczne zapędy, uczciwe oddanie.

Tych właśnie trzeba wybrać na wodzów narodu w miejsce rozwrzeszczanych kretynów, wymachujących wiązkami banknotów, afiszujących koneksje, uznających przy okazji Grzesiów za nic nie warte szmaty. Prawdziwy przywódca świeci przykładem, po rycersku dzieli osiągnięcia z innymi, nie ma ambicji kumulowania zbytku kosztem jego owieczek – nie poprze też nikogo, kto afiszowałby nagrabiony łup. Era pałaców i pajaców odchodzi w przeszłość.

Z tą konkluzją w głowie, kolaborant niższej rangi Grześ poszedł do łóżka.

Przed zaśnięciem przypomniał sobie metaforyczny świat „Kongresu futurologicznego” Stanisława Lema. Czołowy polski literat opisywał w alegorii otępionych chemikaliami mieszkańców miasta, pochłoniętych wizjami bajecznej egzystencji do stopnia uniemożliwiającego dojrzenie śmietniska, na którym koczowali. Prorok jakiś, czy co?

Publikacja umieszczona w kategorii FILOZOFIA | Format PDF (0.6 MB) – pobierz Pobierz publikację Parkingowi w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

2 Responses to Parkingowi

  1. goldenbrown says:

    Pod tym względem sytuacja na parkingu przypomina mi różne sytuacje parkingowe w Polsce. Może z wyjątkiem rzucania się na opłacającego „parkingowych”, ale to niuans ;)

    • Napięcia wynikające z historycznych uzależnień znajdują upust w różnych sytuacjach. W RPA wszystko zrzuca się na apartheid, aczkolwiek przeminęła generacja od końca segregacji rasowej (utożsamianej z segregacją zarobkową). Tak czy siak, parkingowi mieli rację! :)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: