2 kanał

Kanały telewizyjne i życiowePokazywano reklamy:

  • doskonałego mydła, zabijającego ponoć 10 razy więcej bakterii, niż każda inna marka na rynku (Grzesio bezzwłocznie zanotował nazwę – zakupi nazajutrz z tuzin kostek!);
  • niesamowitego banku, nie przywiązującego w ogóle znaczenia do pieniędzy (bo miał miły slogan: „Pieniądze to nie wszystko!”);
  • trzęsącego się pasa, zakładanego na różne części ciała, wprowadzającego tkanki w drżenie (co powodowało znaczne straty wagi w połączeniu z niemożliwym wręcz przyrostem masy mięśniowej – bez opuszczania komfortu fotela, oglądając telewizję z piwkiem w ręku); niestety, miano raptem parę tych świetnych urządzeń na cały kraj – doradzano pośpiech z decyzją zakupu;
  • rozpuszczalnych tabletek, wzmagających inteligencję i moc po zażyciu tylko raz dziennie (jako niezbity dowód pokazywali nawet pana, pijącego tę miksturę z rana, a potem wyprzedzającego biegiem pędzący pociąg!).

Dywagował nad wibrującym pasem. Aparat stosowało młode, szczęśliwe małżeństwo o wyglądzie kulturystów: siedzieli tacy dygoczący przed telewizorem, gaworząc beztrosko. Grzesio – skończony idiota – wycieńcza swe członki na siłowni, gramoli się na góry, morduje organizm dietami, natomiast spece wykoncypowali proste rozwiązanie! Technologia, panie! Postęp!

Przerwa promocyjna dobiegła końca, dając miejsce kolejnym wiadomościom z kraju.

Śmiertelnie poważna prezenterka informowała o piekielnych upałach, doprowadzających do wielu zgonów wśród mieszkańców slumsów. Zanotowano 16 przypadków śmiertelnych. Odwodnieni, przegrzani obywatele, chmarami bezczelnie mdleli – wówczas ktoś musiał się fatygować, aby ich napoić.

Przedstawiono krótki reportaż, ukazujący skalę bigosu. Spocona ekipa filmowa wchodziła do małych – tekturowych lub skonstruowanych z czegokolwiek – schronień o powierzchni parunastu metrów kwadratowych, służących za domy. W środku siedziały tłumne rodziny – zlane potem, wiotkie, nie wyglądające zdrowo. Zmyślnie wojowali z ukropem, zakładając mokre prześcieradła na głowę. Niewiele mówili, ponieważ ciężko było oddychać.

Nie mogąc zbyt wiele od nich wyciągnąć, grono korespondentów poczłapało w okolice okręgowej przychodni, gdzie stały rzędem pootwierane na ościerz karetki. Sflaczali, zdemotywowani sanitariusze leżeli w różnych pozycjach pod wozami bądź drzewami – gdziekolwiek znaleźli kawałek cienia. Narzekali na ogrom roboty, krytykowali nieodpowiedzialność ludu: zamiast przyzwoicie nawodnić tkanki czy poszukać schronienia, wysychali beznamiętnie na słońcu! Potem oni – pielęgniarze – musieli zasuwać w tym ogniu na pomoc! Zaiste sytuacja nie do pomyślenia!

Zarząd miasta tłumaczył wymizerowanym masom bezsilność, albowiem nikt nie władał mocą modyfikacji pogody, zaś koce (magazynowane w tysiącach na wypadek klęsk żywiołowych) nie sprawiały wrażenia gustownych podarunków akurat w tym okresie. Każdy rozkładał ręce zwalając winę na Słońce, którego wyłączyć nie sposób. Doradzano mieszkańcom pić kranówkę, złożyć prośby do bogów własnego wyznania, dać innym święty spokój.

Sytuacja wyglądała na beznadziejną, przeto przystało przekaz zręcznie, dyplomatycznie zakończyć. Efekt tonujący uzyskano wysublimowanymi frazami: „No tak… Tak, tak… No niestety… Ojejku… No tak to już jest… Uhm… No to dziękujemy!”.

Siedzący przy klimatyzatorze Grzesio kiwał główką. Dumał: „No tak… Tak, tak… No niestety… Ojejku… No tak to już jest… Uhm… No to, jakie inne wieści?!”.

Spikerka znienacka uległa ożywieniu, jej twarz pojaśniała! Przekrzywiając zadzirnie główkę, figlarnym tonem zapowiedziała doniesienia z drugiej strony miasta. Tam spiekota doskwierała innym rezydentom aglomeracji – naszym milusińskim, czyli pingwinom! (Tak, istnieją pingwiny wegetujące w wyższych temperaturach.) Grzesio podskoczył z radości, bowiem uwielbiał te czarujące stworzenia; te maskoteczki; te cip-cip, tju-tju, pi-pi; te przeurocze, przyjacielskie pluszaczki!

Nad plażą, gdzie pingwinki żyły, rozpostarto olbrzymie baldachimy w celu zapewnienia chłodu w cieniu. Na piasku roiło się od weterynarzy, zoologów, policji, woluntariuszy. W inicjatywie uczestniczyły tłumy roześmianych dzieci z pobliskich szkół. Przybyli w sukurs turyści.

Doskonale zorganizowana operacja polegała na początkowym podziale pacjentów na grupy według wieku oraz stopnia ryzyka (niskie, średnie, wysokie): tym sposobem zapewniono rewelacyjnie efektywną kurację. Zbyt odwodnione, wymęczone matki nie mogły karmić potomstwa piersią, wobec czego podłączono je do kroplówek, a bobaski pojono przez smoczki niesztamponową odżywką.

Grzesio aż bił brawo, oglądając uczni niańczących cierpliwie małe pingwinki i śpiewających im kołysanki! Chorzy nad wyraz wycieńczeni trafiali do specjalistycznego wozu z pomieszczeniem klimatyzacyjnym – tam dochodzili do siebie w niskiej temperaturze, spożywając wysokoelektrolitowy płyn. Banda konsyliarzy przeprowadziła rutynową kontrolę medyczną każdego członka kolonii. Wywiady lekarskie były nierealne, ale badania fizyczne, tudzież osłuchowe, wykonano skrupulatnie.

Wdzięczny pingwinekSzczepan SadurskiPartycypanci akcji „Pomóż naszym milusińskim!” brali udział w rozkosznych zabawach z uskrzydlonymi istotkami: pluski przy brzegu, gonitwy po piasku, straszenie klaskaniem dla dowcipu. Raj na ziemi!

Tymczasem drogi dojazdowe do plaży zablokowały korki z powodu wielkodusznej reakcji mieszkańców miasta: każdy chciał być w dowolny sposób przydatnym, tedy śpieszył na miejsce kampanii, ulegającej szybkiej metamorfozie w jeden wielki, sielski festyn!

Ukojony doniesieniami, pełen optymizmu na przyszłość, ufny we wspaniałomyślność bliźnich, Grzesio wyłączył telewizor. Po dniu pełnym frustracji w pracy i gonitwy donikąd, przepełniły go spokój z beztroską.

Mając wiele problemów doczesnych, najłatwiejszym fortelem jest zagłębienie się po uszy w nie swoich kanałach – na przykład telewizyjnych. Relaksacja murowana!

Pod jednym warunkiem: nie wolno myśleć…

Odsłona 24: 1 kanał Czytaj 1 kanał | Czytaj dalej: Kanały Odsłona 26: Kanały

Publikacja umieszczona w kategorii MIGAWKI | Format PDF (2.1 MB) – pobierz tutaj Pobierz wszystkie 3 odcinki publikacji Kanały w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: