Życzenia

ŻyczeniaKiedyś, siedząc w poczekalni dentystycznej, czytał popularny magazyn. Z reguły nie wertuje masowych publikacji – tym razem zabijał strach przed wizytą u stomatologa.

Jego uwagę przykuł list, zamieszczony w rubryce „Czytelnicy piszą”. Starsza pani roztrząsała problem okolicznościowych winszowań. W szczególności, opisywała drogie, ogromne, kolorowe kartki, grające po otwarciu melodie z pozytywek, zawierające przepiękne – literacko wyrażone – życzenia, nie do sklecenia przez przeciętnego śmietelnika, choćby po zażyciu sporych dawek kokainy. Cytowała patetycznie brzmiące kawałki.

W epilogu zadała pytanie: co jest lepsze od tak wspaniałych przesyłek, kosztujących krocie forsy? Jej odpowiedź: „List za parę groszy…”.

Święta Bożego Narodzenia… Kojarzyły mu się zawsze z bieganiną wokół jedzenia, zapachem świerku w mieszkaniu, migającymi lampkami na choince, przerażonymi karpiami pływającymi w wannie (przed wieczerzą, dziadziunio zabijał łopoczące w panice ryby uderzeniem młotka w czerep – iżby trafiły na stół świeże), śniegiem za oknami, prezentami oraz łamaniem opłatka (uwielbiał jego smak, dlatego wyjadał z apetytem resztki, porzucone po rytuale składania wyrazów wszystkiego najlepszego).

Oczywiście, skrzynka pocztowa pękała od reprodukcji przedstawiających przeróżne żłobki. Przeważały ujęcia nocne, chociaż kometa nad stodołą przepisowo jaśniała nawet w dzień. Na porozrzucanym sianie stała drewniana kołyska z niemowlakiem w środku, do której zaglądały z namaszczeniem smukłe postacie w przydługich szatach. Każde indywiduum dzierżyło dodatkowo złocisty pierścień nagłowny. Wszyscy klaskali. Roiło się od zainteresowanych – spoglądających w górę – owiec. Niekiedy towarzyszył im smutny osioł. Zwierzęta nie miały kółek nad łbami. Na odwrocie owych przepięknych, wiejskich kompozycji widniały życzenia.

Grzesio od dawien dawna wytężał mózg w celu zrozumienia, dlaczego istniała konieczność aż tylu zabiegów, by przekazać drugim słowa sympatii, wsparcia, miłości ponad miarę? Ścinano miliony drzew, taszczonych później w pocie czoła do domów, gwoli ponawieszania na nich masy bibelotów; wydawano resztki familijnego majątku na delikatesy tudzież standardowe upominki (książki, perfumy, plastikowe zabawki, skarpetki, gadżety itd.); przygotowywano ilość dań, wystarczającą na otworzenie przedniej, średniej wielkości restauracji w centrum miasta; zatrzymywano produkcję i usługi w państwie na 2 dni; grano bezustannie kolędy; przywdziewano koszule, krawaty, suknie. Ten cały galimatias gwoli pożyczenia sobie szczęścia, zdrowia, pomyślności?

W kraju, gdzie Grzesio przebywa na banicji, temperatury w grudniu sięgają 35°C, o mrozie tylko słyszano jako zjawisku natury, karpie wyparte zostały przez indyki, rodziny walą na piknik albo plażę zamiast uczestniczyć w mszach. Największy szok przeżył w centrum handlowym: pierwszy raz w życiu ujrzał czarnego świętego Mikołaja! Istny belzebub w przebraniu!

Bożonarodzeniowy czar prysnął definitywnie po konfrontacji z gwiazdorem-murzynem, aczkolwiek jeden aspekt nie drgnął z posad: życzenia.

Oto zarząd wrzuca do grzesiowej skrzyneczki tanią ilustrację choinki z wydrukowanym, banalnym frazeologicznie tekstem. U spodu nabazgrano podpis: „Dyrekcja”. Wczoraj wygrażali piąstkami, zaś dzisiaj pieją w stylu dobrodziei, panie!

Telefon komórkowy piszczy co sekundę: sklepy, zakłady usługowe, firmy ubezpieczeniowe – także wydział podatkowy – emitują SMS-y. Kolportują wolę rozkosznej egzystencji Grzesia Polaka na wieki wieków. Transmisje zawierają w postscriptum pożyteczne informacje: „Skorzystaj z naszej 20-procentowej zniżki sezonowej!”; „Oferujemy nowe, atrakcyjne polisy dla seniorów – sprawdź na witrynie www…”; „Przypominamy o terminowych przeglądach technicznych samochodu!”. Nie brakuje też e-mailów z hipnotyzującymi animacjami, migającymi banerami „Wesołych Świąt!”, kolumnami linków do atrakcyjnych produktów.

Za niespełna kwartał komputery puszczą w obieg następną pulę elektronicznych felicytacji, tym razem wielkanocnych. We wrześniu przyjdzie pora na gratulacje urodzinowe. Cyberświat trzyma Grzesia w bazie danych, dba o niego, dodaje otuchy, utrzymuje w przeświadczeniu o funkcjonowaniu w kolektywie.

Mogliby zadzwonić, zaadresować po imieniu, poprzestać na okazaniu pamięci. Nie: w miejsce normalności programują maszyny cyfrowe, nieudolnie nabierają, ubliżają inteligencji, traktują klienta niczym śmiecia z portfelem. Świat oszalał dokumentnie.

Kolega po fachu został stłamszony plotkami, dokuczliwymi komentarzami. Słowem, ulepili z poczciwca kozła ofiarnego. Nie wytrzymał naporu krytyki, pomimo nie ponoszenia żadnej winy za iluzoryczne problemy. Napisał rezygnację. Ponieważ był pracownikiem z długim stażem, zorganizowano małą uroczystość na okazję jego odejścia – wszak przystało.

Tort, ciastka, kanapeczki, winko. Miłe uśmiechy, uściski dłoni, pożegnalne przemówienie szefa. Co za strata dla organizacji! Umyka utalentowany specjalista! No cóż, wypływa na szersze wody, podejmuje nowych wyzwań! Gratulacje, przepowiednie sukcesów, klepanie po łopatkach, rubaszne rechoty.

Hipokryzja trudna do pojęcia – spektakl absurdu. Nie powiedzą prawdy: „Nadeszła najszczęśliwsza dla nas minuta, ty gnojku! Wynocha na wyspę bezludną! Nie cierpimy twojej fizjonomii, bowiem mdłości dławią!”. Regulacja nakazuje wydać bankiet z szyldem bon voyage, więc ochoczo zraszamy znienawidzonego za odmienność człowieka obłudą solidarności.

Kolejny znajomy przejawia zwyczaj ignorowania obietnic. Przysięga zadzwonić nazajutrz, natomiast telefon milczy; gwarantuje wpaść w odwiedziny, ale coś wypada; zaręcza doglądnąć sprawy, następnie wyrzuca z siebie tysiące usprawiedliwień. Często nie daje znaku życia tygodniami. Podsumowując, nie można go zaliczyć do ludzi rzetelnych.

Grzesio podejrzewa, że facet go chyba nie lubi… Może stwarza pozory, z przyczyn wyłącznie jemu znanych?

Niemniej jednak nawiązuje kontakt w terminach obrządków religijnych bez pudła, niezależnie od lokalizacji na ziemi. „Grzesiu, jak to się mówi: najlepszego! Najserdeczniejsze życzenia świąteczne! Pozdrów ode mnie rodzinę, to znaczy… eee… Jacka! No to, jak to się mówi: na razie!”

Powyższy przykład zmusza do roztrząśnięcia istoty wypowiadania okazjonalnych sloganów w czasie sprecyzowanym przez kościół katolicki. Zabobon? Przypuszczalnie kumpel hołduje przesądom, spietrany przed gniewem boskim w postaci rzucenia klątwy na rodzinę bądź trzaśnięcia pioruna w chałupę… Trudno inaczej wyjaśnić postępowanie ponoć inteligentnego osobnika przez pozostałe miesiące w roku – przecież nie pamięta bodaj o grzesiowych urodzinach, co nie stanowi przesadnego problemu, chociaż eksponuje dodatkowo teorię bigoterii.

Usiadł w fotelu po eskapadzie do centrum towarowego. Unikając stratowania przez nieujarzmioną ciżbę interesantów, nabył karteczki gwiazdkowe. Spozierał na nie smutno, szukając sensu przedsięwzięcia. Jedna przedstawiała trzech królów, zasuwających przez pustynię na wielbłądach – nietypowe.

Świąteczna pocztówka z przyszłości

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Co za znaczenie ma dla kogokolwiek wysłanie takich widokówek przez Grzesia? Czy adresat, zobaczywszy nadawcę, rozerwie kopertę drżącymi z przejęcia rękami, skowycząc z radości: „Rany! Dzidka, ni dosz wiory – toż to od Grzysia zza wody! A pójdź tu w te pędy, to poczytom!”.

Prestiż życzeń, skądinąd płynących z serca, dewaluuje właśnie oficjalny pretekst. Tak jak on kwestionuje autentyczność okazywania wspaniałomyślności pod koniec grudnia, tak i pozostali potraktują jego wysiłki rutynowo.

Hmm… Dlaczego zatem pognał po pocztówki?

Bo tęskni… Brak mu śniegu, zimna, polskich kolęd, karpia, białych świętych Mikołajów… Wzdycha do rodziny, przyjaciół… W tym tkwi sedno sprawy: jeżeli wigilia czemuś służy, to nauce o kwintesencji bytu razem, w gronie. Obyczaj napomina o umacnianiu więzi międzyludzkich ustawicznie, raz za razem, 24 godziny na dobę, bez rytualnych wygibasów. Ograniczenie jodłowania hymnów braterstwa lub miłości do specificznego okresu trąca fałszem, a przynajmniej gusłą.

Zajrzał w głąb swej duszy: czy jego życzenia dobra, szafowane na lewo i prawo, pachną szczerością? Rzeczywiście pragnie szczęścia, zdrowia, pomyślności dla innych? Faktycznie chce, aby bliźnim wiodło się lepiej, nawet niż mu samemu? Wyższa szkoła jazdy, wołająca o zniwelowanie zarazy siejącej spustoszenia na polach rodzinnego plus społecznego współżycia – plagi zazdrości.

Westchnął… Do ideałów nie należy, lecz potrafi wyciągnąć wnioski z osobistych refleksji. Jest w stanie podjąć drobne kroczki – posiada wolną wolę.

Pomny pouczeniom starszej pani (przytoczonym w pierwszym paragrafie), Grzesio pisuje listy: do rodziny, do znajomych, własnymi kulfonami, bez względu na jubileusze, ceremonie itd. Zasada pozwalająca na spenetrowanie szlachetności własnych intencji. Okolicznościowe formularze, w obliczu kilkustronicowej korespondencji, lądują na śmietniku zbyteczności.

Niewiele potrzeba do zrobienia niespodzianki i udowodnienia przyjaźni…

Publikacja umieszczona w kategorii FILOZOFIA | Format PDF (0.5 MB) – pobierz Pobierz publikację Życzenia w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

One Response to Życzenia

  1. goldenbrown says:

    Tradycyjnie życzę zdrowych i wesołych świąt! :)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: