Lekkość (Część II)

LekkośćW świetle wymiany zdań z korporacyjną machiną, rozmowy pacjentów w szpitalach psychiatrycznych są nadzwyczaj inteligentnymi dialogami.

Systemy rekrutacji petentów dla wielkich koncernów są agresywne, beznamiętne, szachrajskie, oparte na metodach wypoconych przez psychologów przemysłowych, adwokatów, wyg marketingowych, reszty speców manipulacji ludzkich percepcji. Namacalne potrzeby kontrahentów nie odgrywają żadnej roli: trzeba sprzedać za wszelką cenę, następnie trzymać delikwenta wbrew woli, skuwając jelenia łańcuchami uniedogodnień, przepisów, urzędowych tortur. Komuniści praktykują identyczne metody opresji.

Debilizm najemników tych demagogicznych kolosów, zatrudnionych w celu orędowania organizacyjnych struktur i dogmatów, powtarzających monotonnie wyczytane formułki, sprowokował Grzesia ostatecznie. Przynależność do sztucznie skleconych grup konsumentów, hodowanych na podobieństwo gęsi pasionych brutalnie kluskami, urągało humanistycznym odruchom.

Metodycznie, dzień po dniu, grzecznie, z uśmiechem, wymordował wszystkie teatralne scenariusze, zwane potocznie umowami, z góry przewidujące nastawienia tudzież reakcje obu stron: nabywającej oraz upłynniającej. Pantomima zachowań, wprogramowanych w szereg dyrektyw, sterujących formalnie pospolity proces handlowania.

Internetowe witryny, egzekwujące rejestrację pod marginesowymi pretekstami, nie umknęły miecza rozjuszonego rebelianta. Walczył o wymazanie śladów swojej bytności na bzdurnych stronach, a bój był to nierówny.

Wyszła na jaw hipokryzja wielu portali: kuszą wizytujących do wpisania danych w inwentarz, udając jednocześnie niemożliwość skasowania rekordu. Tym samym prezentują łasym inwestorom ewidencję o grubo zawyżonej liczbie gości serwisu. Zrobił chytrusów w konia: bez wybąkania słówka, zmienił swój adres e-mailowy.

Eksperyment wymazywania powiązań z ferajną, świadczącą zinstytucjonalizowane usługi, nie dążył wyłącznie do ograniczenia nakładów pieniężnych, niezbędnych do kontynuacji zabawy w kotka i myszkę. Eskapada w niezaśmiecone środowisko, wolne od napastliwych szturchańców w postaci „kup to”, „zrób to”, „zobacz to”, „to dobre” itd., otworzyła wrota duszy: dojrzał kim jest, czego chce, co rozumie przez swoją rolę w świecie, gdzie podążać. Oprócz doświadczenia niepoturbowanych pragnień, zbudował podwaliny pod zacniejsze maniery oraz zrewolucjonizowaną interakcję z otoczeniem.

Mądrale ochrzciliby grzesiowy ascetyzm mianem obsesji, dziwactwa lub sknerstwa. Dla niego, osiągnięcie szczebla komercyjnej drętwoty stanowiło nieodzowne stadium ku pełnemu uskutecznieniu drugiego punktu planu – „Prewencji”.

Na obronę bidaka przed atakami psychiatrów nadmieńmy, że jak najbardziej zatrzymał podstawowe konto bankowe, rejestrację w izbie lekarskiej, dowód osobisty, paszport, skrzynkę pocztową, telefon komórkowy (pre-paid), ubezpieczenie zdrowotne, samochód, wynajęte mieszkanko (przeprowadził się do mniejszego), połączenie internetowe, pracę, księgowego (podatek), członkowstwo w siłowni (inaczej zostałby grubasem). Co więcej, ostatnio awansował na blogera WordPressu.

Tygodniami roztrząsał kwestię profilu na Facebooku – niechętnie zostawił na mało prawdopodobny wypadek poszukiwania go przez… No, przez kogoś-tam.

Wnet przeniósł akcję odkurzania na podwórko domowe. Kupy oficjalnych listów, przedpotopowe rachunki, powiadomienia o wynagrodzeniu, wyciągi bankowe, stare gazety – cztery wory makulatury wylądowały na śmietniku. Oszczędził certyfikaty ukochane przez urzędy (świadectwo urodzenia, dowód tożsamości, zaświadczenie o zarobkach) oraz te atestujące wykształcenie i staż pracy (świadectwa szkolne, dyplomy, deklaracje zwierzchników). Przezorność dyrygowała segregacją: każdy kawałek papieru przeanalizował wielokrotnie przed eksterminacją.

Zestaw kwitów uratownych przed unicestwieniem pomieściła z zapasem 50-koszulkowa teczka. Niezły postęp: od dwóch pudeł do teczuszki na dnie szuflady.

Jego oko padło na następne ofiary czystki: zdjęcia, nagrania, literaturę.

Blaknące fotografie tudzież slajdy przeskanował w najwyższej rozdzielczości. Płytki kompaktowe, niektóre solidnie porysowane, przeżyły konwersję na pliki MP3 o maksymalnej jakości. Rzadko kiedy czytał beletrystykę powtórnie, taszcząc tony wolumenów przez dekady. Świeże pozycje kolekcjonował w formacie elektronicznym, co ułatwiało szybkie tłumaczenie niektórych fraz z języka angielskiego na polski za pomocą wbudowanego w tablet leksykonu, eliminując przeto 4-tomowe, PWN-owskie monstrum.

Rozstanie z dziełami literackimi nie przeszło bez nostalgicznych wrzasków serca o litość. Głębsze refleksje nasunęły wniosek: przesłania pisarzy owocowały wówczas, gdy pozostawiały niezmywalne ślady w psychice, lub gdy wyłowiona mądrość znajdowała ujście w praktyce. W tym sensie składowanie setek tytułów na półkach przedstawiało sztukę dla sztuki – rodzaj hobby – mającą pomijalny oddźwięk w postaci wzrostu inteligencji entuzjasty.

Udostępnił zakumulowaną wiedzę organizacji charytatywnej, rozpowszechniającej książki wsród uboższych.

Drukarsko-fotograficzo-muzyczny pakiet uległ metamorfozie w zbiór bajtów na przenośnym, twardym dysku o wadze 150 gramów.

Podobny los spotkał zdezelowane buty, wystrzępioną odzież, rdzewiejący sprzęt, kiczowate pamiątki, pozostałe nieużywane bambetle. Gdzieś przeczytał dalekowzroczną radę: jeżeli dana rzecz stoi niewykorzystana przez sześć miesięcy, bezspornie jej nie potrzebujesz. Grzesio zaręcza racjonalizm przytoczonej wskazówki. Niektóre rupiecie opędzlował, buble wyrzucił (nawet biedni nie wzięli za darmo).

Pod koniec odgruzowywania życia, jego waga zmalała o około pół tony. Zajmowana przestrzeń skurczyła się wielokrotnie.

Wojaż Grzesia do krainy lekkości wyzwolił plejadę efektów ubocznych, nieprzewidzianych w najśmielszych oczekiwaniach.

  1. Po niespełna dwóch latach spłacił uroczyście ostatni dług, po czym na konto wpłynęła standardowa, miesięczna pensja. Nigdy nie widział takiej sumy pieniędzy do nieskrępowanego rozprowadzenia! To, co kupował kiedyś na kredyt w jednym egzemplarzu, mógł pozyskać kilkukrotnie bez przesadnego obciążenia funduszy.

    Ergo, przedmioty materialne traciły wartość, ponieważ siła pożądania jest odwrotnie proporcjonalna do gabarytów kapitałowych! Żądza kwitnie w miarę rosnącej niedostępności towaru (chcemy posiadać, na co nas nie stać), a więdnie pod wpływem gorąca emanowanego przez zasoby finansowe (łatwo osiągnalne traktujemy jako trywialne, nieatrakcyjne). Spontaniczne, prymitywne łakomstwo znika nie pod presją wyrachowania, lecz na skutek absencji tęsknoty za dobrami fizycznymi.

    Oklepane chwyty oszczędnościowe, zalecane zazwyczaj dłużnikom przez tzw. specjalistów, paradoksalnie cieszą zamożniejszych – na przykład wypad do biblioteki.

  2. Ranga gotówki ulega podobnej dewaluacji.

    Jeżeli familijny skarbiec pustoszą kredytodawcy, marzymy o uzupełnieniu rezerw i ujrzeniu stosików banknotów. Korekcja strat uśmierca niepokój, uszczuplając jednocześnie ważkość waluty – przestaje ona mieć aż tak wielkie znaczenie, albowiem jest.

    Powiedzenie „pieniądze szczęścia nie dają” nabiera kolorów, aczkolwiek w pełni internalizują porzekadło ci, którzy kasą jednak dysponują…

    Powyższą niekonsekwencję zrozumieją osobnicy, skłonni podążyć krokami Grzesia – szlakiem krętym, spadzistym, wymagającym zaparcia, prowadzącym w efekcie do autostrady.

  3. Przeżył sztormy oskarżeń o groteskowość, nienowoczesność, manię, ciułactwo. Czy zanik popędu do zbytków przystoi zaliczyć do społecznej patologi?

    Dyletanci mylą (utożsamiają) symulowany luksus z przyjemnością, dochodząc do teorii zaiste idiotycznych. Jak można implikować nienormalność człowieka, podobno obdzierającego się z radości przez lekceważenie smartfonów, gdy może ich zakupić tuzin z tylnej kieszeni? Czyżby wolny wybór to objaw choroby umysłowej, ekscentryzmu, chciwości?

    Krytycy – bezwiednie – dolewali oliwy do ognia szczęścia Grzesia: wyodrębniając nieboraka ze stada owiec, czynili go członkiem niezdefiniowanej, elitarnej kasty, utwierdzając w słuszności obranej orientacji. Czuł kontrolę nie tylko nad selekcją odzieży, sprzętu, wakacji, rozrywek, ale i nad (do pewnego stopnia) predestynacją.

    Odizolowanie od modnych nurtów wpycha w ręce osobliwą władzę – świadomość autonomii. Sceptycy mają prawo pozostać na pastwiskach oklepanych trendów, przeżuwając w kółko trawę, zazwyczaj nasączoną chemikaliami podtrzymującymi ustawiczny apetyt.

  4. Skrzynka pocztowa wiała pustkami; kredytowy rekord przestał istnieć; karta bankowa służyła zaledwie do pobierania gotówki – imię Grzesio Polak zanikało w formalnych ewidencjach, co w kółkach urzędowych równało się klinicznej śmierci interesanta. Żaden rachunek nie dochodził do miejsca zamieszkania z uwagi na bezruch w kontraktach usługowych – weryfikacja adresu fizycznego była trudniejsza, niż dowiedzenie teorii względności.

    Skromna, nieskrępowana pożyczkami doczesność prowokowała miriady administracyjnych komplikacji, presumpcji działań kryminalnych, przesłuchań podczas realizowania poważniejszych nabytków. Następna antymonia ogłupiałego systemami świata: przyzwoitego obywatela ściągają w czeluście podziemia przestępczego!

  5. Reperacje wiekowego samochodu pożerały niedopuszczalne kwoty. 12-letni kompan Grzesia – VW Polo Classic – powoli się rozpadał. Ceny części zamiennych przewyższały notowania unikatowych dzieł sztuki.

    Po miesiącu ganiania od delera do dealera wybrał małą, ekonomiczną Hondę. Ustalił z pośrednikiem datę odbioru, opylił (rycząc w niebogłosy) starą – obrośniętą legendami – furę, zainkasował kopertę forsy, dobrał resztę z konta, podreptał odebrać następcę.

    – Dzień dobry! Przyszedłem po swoją brykę!

    – Witam! Wyniknął, niestety, pewien problem…

    – Uhm?

    – Żaden bank nie udzieli panu pożyczki na zakup auta.

    – Nie prosiłem o pożyczkę!

    – Zrobiliśmy to sami. Na nieszczęście, pana rejestr kredytowy jest tego… eee… goły. Nie sposób potwierdzić rzetelności płatnika, roumie pan. Obawiam się, że do transakcji nie dojdzie.

    – Nie interesują mnie wasze inicjatywy pozyskania zgody instytucji finansowych na zakup czegoś, co sam chcę sobie fundnąć. Nie wydałem wam takowych instrukcji, ponieważ płacę gotówką.

    – Co?!

    Grzesio wyłuszczył z torby pokaźny plik i położył na biurku przed zbaraniałym pośrednikiem.

    – Proszę bardzo. Gdzie zaparkowaliście moją limuzynę?

    – Ależ ja nie zaakceptuję żywej kasy!

    Grzesio odczytał z identyfikatora imię urzędasa.

    – Posłuchaj, Jack. Zawarliśmy werbalną umowę, uścisnęliśmy sobie ręce. Dotrzymałem słowa – przyniosłem cash. Ty tymczasem marnujesz energię na kancelaryjne, nieautoryzowane przez klienta, wygibasy. Wywiąż się z obietnicy: gdzie są moje cztery kółka? Jeżeli nie możesz podjąć decyzji o formie płatniczej, leć do szefa.

    – Jesteśmy zobowiązani przetestować źródło pana dochodów oraz…

    – Ja jestem źródłem. Czekam na wodza tego przybytku. Nie denerwuj mnie, bo zmienię markę. Natępnym razem przytaszczę monety.

    Liczyli banknoty palcami przez bitą godzinę, sprawdzając sumę bodajże trzykrotnie.

    Grzesio odniósł zwycięstwo: wyjechał z garażu nowym pojazdem.

  6. Odpowiedzi na e-maile, czytanie korespondencji, wypełnianie formularzy, telefony, wizyty w banku, latanie na pocztę, potwierdzanie autentyczności dokumentów, uiszczanie opłat, renowacja akcesoriów, targanie szpargałów itd. – gospodarka domowa pożera wieki. Przeczyszczanie tych kanałów zaowocowało rezultatem zgoła otępiającym: wypłynął na oceany czasu.

    Bezkresne, bezterminowe pola swobody. Niebezpieczne grzązawiska, straszące obszarami wssysającymi w bezproduktywne obsesje, pełne pułapek powrotu do przed chwilą staranowanych rutyn. Pozbawiona dystrakcji pustelnia: tam stanął, obnażony ze skorup ułudy, oko w oko z sobą. Co teraz? Korzystna utylizacja setek godzin jest sztuką.

    Kolejny aforyzm anonsował: „Czas to pieniądz!”. Mógł: kontynuować ponadplanową pracę (wszystkie dochody dla niego!); nawiązać wiele znajomości, teoretycznie procentujących peryferyjnymi zarobkami; studiować, by udekorować ściany glejtami, a w konsekwencji położyć łapkę na sytszej pensji.

    Medytacje, odsłaniające nieskażone zewnętrznymi wpływami aspiracje, delikatnie ujęły za rękę, powiodły poza horyzonty status quo

Obecnie handlarze, przy wysiłkach wtrynienia Grzesiowi czegokolwiek, napotykają mur nie do sforsowania, a już nie daj Panie Boże zaproponować mu bumagę do podpisania. Od niektórych papierów trudno umknąć: wypełnia je na miejscu, oddając natychmiast.

– Oto pańska kopia.

– Nie, dziękuję.

– Na wszelki wypadek powinien zatrzymać pan duplikat.

– Naprawdę, nie chcę.

– Wie pan, dla własnego bezpieczeństwa…

– W razie nieprzewidzianego kataklizmu, pani zabunkruje wtórnik, nieprawdaż?

– O! Aha… No tak…

Wyrzucenie balastu życiaSzczepan SadurskiJeszcze nigdy nie stanął w obliczu kłopotów, wynikających z nieposiadania odbitki dowolnego kwitu. Jedyne problemy stworzył, gdy naumyślnie wywalał do kosza wezwania sądowe z tytułu ignorowania spłat kredytowych.

Taki pozostał, przezywany często minimalistycznym. Z tego też powodu mury jego biura niosą echo. Ważna jest efektywność, nie gromadzenie papierów.

Mimo wszystko wie, że do grona dziwaków nie należy, pieszcząc w wyobraźni szczegółowy obraz wymarzonego domu, zawalonego szpargałami.

Tylko lokalizuje utęsknioną strzechę w ojczystych zakątkach, na półkuli północnej…

Dlatego wybrał lekkość, gwarantującą wylot bodaj jutro. Bez kontenera starych mebli, lecz z kasą. Lepsze, no nie?

Odsłona 34 - Lekkość - Część I Czytaj część I

Publikacja umieszczona w kategorii FILOZOFIA

Format PDF (1.1 MB) – pobierz Pobierz 2 części publikacji Lekkość w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: