7, 10, 12

7, 10 lub 12 dróg do szczęścia7 nawyków, 10 sposobów, 12 dróg…

Grzesio lustrował tytuły książek z gatunku samodoskonalenia. Bajecznie kolorowe okładki należały do jednej z 3 kategorii:

  • Ogromnocyfrzaste, na których mamuci numer zajmował tak dużo miejsca, że reszta informacji znikała niczym zakamuflowany żołnierz w buszu. Widział zrazu monstrualne, hipnotyzujące SIEDEM, ale nie wiedział czego SIEDEM. Zauroczony i zaciekawiony, chwytał drżącymi dłońmi pozycję w celu rozwikłania zagadki. Aha: ilość strategii utylizowanych przez ludzi super efektywnych.
  • Radosnolicowe, demonstrujące twarze o wyszczerzonych zębach: solowi osobnicy, duety bądź rodzinki. Zarażony pogodnością obwoluty, uśmiechał się figlarnie, a po sekundzie już analizował głębiej zawartość dzieła (przecież też pragnął szczęścia, wzorem indywiduów na zdjęciach). Proszę bardzo: 10 taktyk na uzyskanie nieprzerwanej radości.
  • Kojącolicowe, ukazujące fizjonomie spokojne, idylliczne, napawające zaufaniem. Oprawy tego rodzaju kusiły tajemniczym ukontentowaniem, niezłomnością postanowień – jednym słowem, mistycznym lekarstwem na doskwierające, człowiecze słabości. Przybierając poważną minę, statecznym ruchem wyłuskiwał lekturę z rzędu, po czym delikatnie kartkował. Niezaprzeczalnie: 12 etapów wspinaczki ku asertywności.

Rzadko kiedy stosowano 3, 5 lub 20 środków zaradczych, niwelujących powszechne pasztety życiowe. Inne liczby, z jakiegoś powodu, nie wchodziły w rachubę. Czyż można potraktować serio dzieło o jednym triku na schudnięcie? Nikt się nie nabierze na podobne dyrdymały! Czytelicy poszukują bardziej skomplikowanych rozwiązań swoich ułomności – wszakże wysoki numer sugeruje, że sprawa jest trudna do rehabilitacji, dając tym samym rozgrzeszenie za dotychczasowe fiaska. Prostota (prawda) nie jest w modzie – wręcz rani serce, obraża kuracjuszy. Jedno ćwiczenie na wyrzeźbienie mięśni brzucha?! Istny cyrk! Chcemy więcej rutyn gimnastycznych!

Cyfra „1” jest zarezerwowana dla firm farmaceutycznych, reklamujących tabletki: po co przechodzić przez katorgę 10 metod zapewniających twardy sen, skoro można łyknąć kapsułkę? Wyjątkiem jest także alkohol, który jako pojedyńcze panaceum posiada fenomenalną siłę kasacji wielu trosk symultanicznie: wstydu, strachu, uległości, zapominania języka w gębie, braku talentu tanecznego, deficytu finansowego, zaniedbywania higieny, niskiego wzrostu, znoszonego odzienia i tysiąca innych mankamentów. Zamiast marnować wieczory na wchłanianie porad z kilku wolumenów, należy wypić parę setek – efekt szybszy, gwarantowany, wielopłaszczyznowy.

Dwójka również nie jest popularną. Gruby tom na temat parki forteli, powiększających błyskawicznie grono przyjacół, pachnie szwindlem na odległość. Trójka oraz piątka są do przełknięcia, natomiast czwórki czy szóstki Grzesio nie widział. Symbol „6” ma asocjację z diabłem, stąd zrozumiała nieatrakcyjność, lecz dlaczego potępiać bogu ducha winną czwóreczkę? Kwartety, szanowane w muzyce klasycznej, nie mają wzięcia w kapryśnych kręgach autodydaktycznych.

Następne w kolejce odrzuconych stoją ósemka z dziewiątką. Prześlicznie prezentującą się ósemeczkę, dla dzieci alegorię bałwanka, skreślono bezwzględnie z rejestrów kandydatek na sumę ratunków z doczesnych tarapatów. Co takiego nabroiła?! Pojmował za to skwaszone miny na widok cyfry „9”, mającą potwornego pecha poprzedzać pełną dziesiątkę. „9 sekretów gorącego seksu” to wadliwy, niesprzedawalny produkt. Bubel, panie! Brakuje jednego sekretu! Nie chciało mu się dokończyć pisania, leniowi śmierdzącemu!

Combo jedynek, czyli „11”, odzwierciedlające w pewnym sensie harmonię lub synergię, nijak nie potrafi doświadczyć sławy na rynku uszlachetniaczy ludzkich charakterów. Mając o punkt za dużo w systemie decymalnym, a punkt za mało do całego tuzina, jedenastka to liczba-kaleka. „Popatrz jeno na to cudo: ‚11 doktryn dla nowatorskich zwierzchników’! Skryba dodał jedną doktrynę, by lepiej schodziło z półek! Nie z nami takie numery, cwaniaku! Kanciarz pieroński!”

Trzynastka w ogóle nie powinna istnieć. Pozycje zawierające „13” w tytule to czas i pieniądze wyrzucone w błoto. Nic nigdy nie było, nie jest oraz nie będzie rozstrzygalne drogą 13 sprytnych manewrów. Z kolei nominały od 14 w górę przekraczają granice zdrowego rozsądku – nawet dla najbardziej zaciekłych reformatorów własnej osobowości. „82 szczeble do szczytu rozkoszy” – żart w żywe oczy! Wariat postradał zmysły! Ile lat mamy czekać na rozkosz?!

Czasami autorzy zastępowali ilość wybiegów uniwersalnym słowem „jak”: „Jak zostać pierwszorzędnym myśliwym”; „Jak pić i prowadzić bezpiecznie”; „Jak zarobić, wcale nie pracując” itd. W środku, niezmiennie, cierpiący na coś czytelnik zastawał miksturę z ulubioną ilością skadników: 7, 10 lub 12.

Magia cyfr…

Grzesio zakosztował analogicznego symbolizmu w robocie. Pewnego dnia porozwieszano wszędzie zgrabnie obramowane plakaciki z wizją, misją tudzież celami strategicznymi szpitala. Jego uwagę przykuła wizja, o której wcześniej nie miał zielonego pojęcia:

To be the BEST in what we do

Być NAJLEPSZYM w tym, co robimy – elastyczne sformułowanie, pozostawiające duży margines interpretacyjny. Najlepszym gdzie? W dzielnicy? W mieście? Na pierwszym piętrze? Co niby robimy? Grzesio, na przykład, świetnie kontynuował polskie tradycje pracy: wykonać czym prędzej, by potem zwiać do domu. Czyżby miał zasuwać jeszcze szybciej, aby dawać nogę już po 2 godzinach? Koleżanka znakomicie wynosiła papierowe ręczniki i chusty chirurgiczne, co przynosiło oszczędności budżetowe na zakupie serwetek plus ścierek. Robiła to najlepiej ze wszystkich, więc dogma zachęcała ją do intensyfikacji przedsiębiorczości.

Przejdźmy do gwoździa programu, mianowicie wartości instytucji, w których uzewnętrzniono namiętność do totemów.

Wartości
Angielski Polski
T – Transparency Szczerość
O – Openness Otwartość
R – Respect Respekt
C – Compassion Współczucie
H – Honesty Uczciwość

Urzekające słowo – TORCH. Po naszemu POCHODNIA…

Oniemiał: oto był jednym z dzierżycieli światła boskich walorów, rozbłyskującego niby latarnia morska wśród stłoczonych pacjentów.

Za nim tymczasem skromnie stanął dyrektor, wyraźnie dumny z afisza, oczekujący pochwał. Dyskretny uśmieszek, oczka wbite w podłogę, rączki założone do tyłu…

Źle trafił, albowiem Grześ dysponował zerem zdolności dyplomatycznych. Zamiast walnąć po łopatkach z okrzykami zachwytu, zauważył synonimiczność wyrazów szczerość, otwartość i uczciwość. „To jedno i to samo!” – wypalił entuzjastycznie. Miał w intencjach nijako pomoc, wytykając ewidentny błąd, aby skrócić TORCH do wygodnego COR lub ROC, więc zdziwiło go spochmurnienie szefowskiego lica. Co mają niby uczynić, według pana speca od semantyki?! Gdy wywalą dwie frazy, to jak sklecić TORCH?! Harowali przez tydzień po to, by wysłuchiwać głupich komentarzy niekumatego doktorzyny?! Won do roboty promować TORCH – w te pędy!

Grzesio palnął się w swój pusty łeb: ale z niego kretyn! Naiwnie dedukował, iż grupa menadżerów doszła kolegialnie do 5 najważniejszych cnót służby zdrowia, a tylko przez szczęśliwy zbieg okoliczności pierwsze litery uformowały szlachetne hasło TORCH. Tymczasem to było odwrotnie: wpierw wykoncypowano chwytliwe TORCH, zaś dopiero potem pododawano heroiczne terminy! Aaa-haaa!!! Ciężkie to ci wyzwanie – bidaki spędziły wiele bezsennych nocy na dopasowywaniu poszczególnych sloganów do głównej maksymy.

Ziomki w ojczyźnie powinny czerpać natchnienie z tak niepowtarzalnego, połudiowoafrykańskiego prototypu. Niech polskie biznesy oraz organizacje rozżarzą pochodnie swych zalet, otulając klientów ciepłem zaufania! Niezależnie od branży, POCHODNIA zostanie identyfikatorem korporacji jasno komunikujących strategię działania.

Powiedzmy, dla banku:

P – Prawdomówność
O – Ofiarność
C – Chyżość
H – Honor
O – Opiekuńczość
D – Delikatność
N – Nienaganność
I – Intuicja
A – Ascetyczność

Aspiracje wyrażane mottami to stara taktyka. Przypomnijmy parę lepszych zabiegów reklamowych:

  • Dobro człowieka nadrzędnym celem działania partii!
  • Naszym celem: pokój i socjalizm!
  • Praworządność i ład społeczny warunkiem socjalistycznej odnowy!
  • Zielone światło dla ludzi ofiarnych, pracowitych i zdolnych!

Tylko dlaczego wtedy lud protestował przeciwko komunistycznym wytycznym, jednakże obecnie pochłania – bez mrugnięcia powiek – bliźniaczo brzmiącą lipę? Trudno pojąć…

Wracając do numerologicznych w naturze przewodników ku lepszej przyszłości, nasuwa się pytanie: jak pomysłodawcy samouczków dochodzą do liczby panaceów dostępnych na nasze bolączki?

W kawiarence, przy kawusi, gaworzyło 3 architektów podręczników z gatunku „przeobraź się sam”: Antoni, Zygmunt i Zofia.

– Co tam ostatnio nagryzmoliłeś, Antek? – zagaiła Zofia.

– Poradnik dla rodziców, pragnących miłości dzieci.

– Frapujące! Jak do tego podszedłeś? – wykazał zainteresowanie Zygmunt.

– Miesiące wertowania rozpraw naukowych, artykułów… Wiesz, jak to jest! – westchnął Antoni. Siorpnął głośno z filiżanki, następnie ciągnął niedbale dalej. – Podzieliłem materiał na części tematyczne, które nazwałem fikuśnie tajemnicami. Matka i ojciec, czytając książkę, odkrywają nijako kolejne sekrety, pozwalające im być kochanym przez potomstwo. Każdy rozdział ma komponent praktyczny: zadanie dla nich obojga, na przykład spędzenie przynajmniej 5 minut dziennie w towarzystwie gówniarzy.

Zofia klasnęła w ręce.

– Wyborny pomysł! Ile jest tych tajemnic?

– 10.

– Ale numer! – Zygmunt aż podskoczył na krzesełku. – Posłuchaj: przed miesiącem zakończyłem pisać informator dla początkujących astronautów. Bardzo podobny rozkład dzieła, aczkolwiek konsekutywne moduły to, w moim przypadku, kroki. Zgadnij Antoś, ile wyszło kroków?!

– Skąd mam wiedzieć, Zygmuś?! Ja nie kosmonauta!

– Strzelaj!

– Nie mam pojęcia: 15? 17?

– Nie uwierzysz: 10!

– Jaja jak berety! Fuks raz na tysiąc! Tyle stąpnięć w uniwersum, ile misteriów dziecięcej adoracji dla starych!

– Wiecie co?! – zapiszczała podekscytowana Zośka. – Właśnie wczoraj wysłałam do wydawcy manuskryp unikatowego vademecum: tekst skierowany do podróżujących kobiet, szukających satysfakcji seksualnej w przelotnych romansach na obczyźnie – zwłaszcza w Afryce. Zawartość posegregowałam na segmenty, noszące miano instrukcji. Badania bezdyskusyjnie uwypuklają znaczenie pewnych zachowań, które regularnie praktykowane owocują seryjnymi orgazmami w 98% stosunków płciowych, nawet z kompletnie obcymi facetami – zwłaszcza w Afryce. Teraz powiedzcie – kontynuowała roztrzęsiona – według was, jak wiele takich wskazówek istnieje dla wojażujących – zwłaszcza po Afryce – dziewczyn?!

– Nooo… – zaczął Zygmunt. – Bo ja wiem? Może ze 2 zalecenia?

– Myślę, że 2. Góra 3 – podrzucił Antoni, deliberując w skupieniu.

– Bzdura! Jest ich dokładnie 10!

– Nieee!!! – zaryczał Zygmuś. – Knoty walisz!

– Ściemniasz, cholera! – wtórował Antoś. – Po kiego dramatyzujesz?!

– Na grób matki przysięgam: 10! – piała Zofia.

Wszyscy poderwali się w górę, patrząc po sobie w oszołomieniu: oto byli świadkami cudu!

Prawdopodobieństwo zaistnienia powyższej sytuacji równa się zeru.

Grzesio dumał: jeżeli edukatorzy ustalają wpierw ilość sposobów na coś, a dopiero później wlepiają treść pod sukcesywnymi nagłówkami, to mamy do czynienia z historią identyczną do wynalazku rebusa TORCH. Innymi słowy, tego rodzaju podejście nie ma szansy prawdziwie zrewaloryzować postępowania istoty ludzkiej. Dowolnie wybrany człowiek jest zbudowany na matrycy wysoce partykularnego zapisu genetycznego, kodującego wypadkowe, swoiste reakcje na przeróżne bodźce. Jest niemożliwością uszycie jednego garniturka behawioralnego dla ziemskiej populacji (punkt-rekomendacja dla globalistów: proszę przemyśleć, zanim rozwścieczone rzesze rozszarpią was na drobniuteńkie kawałeczki).

7 nawyków, 10 sposobów, 12 dróg

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Uczciwie napisany poradnik pozostanie nieszkodliwym i do pewnego stopnia pomocnym, pod warunkiem nie traktowania listy rekomendacji niczym przykazań z biblii. Grzesio sam przeszedł fazę gromadzenia literatury z serii 7-10-12. Sumiennie studiował, notował, kreślił tabelki, musztrował odruchy, analizował postępy. Stresujący okres! Notorycznie zapominał o stanowczym mówieniu „Nie!” szefowej, unikaniu obgadywania współpracowników, spaniu minimum 8 godzin na dobę, jedzeniu surowych warzyw, rutynowej aktywności fizycznej, piciu 2 litrów wody na dzień, radowaniu się sukcesami bliźnich, nie wścibianiu nosa w sprawy innych, oddawaniu pieniędzy – potknięcia można mnożyć w nieskończoność! Wieczorem ślęczał zrozpaczony nad indeksem nieskazitelnych przymiotów, stawiając minusiki przy zawalonych misjach. Proszę bardzo: obraz wraka mężczyzny, naszkicowany chmarą znaków „-”.

Gloryfikacja narzuconych, książkowych postulatów nie ma nic wspólnego z czytaniem i wyciąganiem wniosków. Pierwsze hobby jest niezdrowym kultem, drugie relaksem dla duszy.

Nierzadko, z kilkusetstronicowego tomiszcza potrafimy zinternalizować zaledwie pojedyńczą ideę, bowiem właśnie ona pasuje do indywidualnych oczekiwań, znamiennych okoliczności, stylu interakcji z otoczeniem. Jest to zharmonizowana z marzeniami dewiza, której wdrażanie w życie przyniesie zdecydowanie bogatsze pokłosie, niż hołdowanie inwetarzowi 7, 10, 12 czy 20 niekompatybilnych sugestii.

Paradoksalnie, właśnie koncentracja wysiłków na takim wyłuskanym aspekcie wznieci wichurę zmian na wszystkich pozostałych płaszczyznach egzystecjalnych. Ilustracją jest pielęgnacja pasji, stłamszonej pogonią za zyskiem materialnym bądź uśpionej kompleksami nieadekwatności. Prawdziwa pasja, wytaszczona z otchłani zlekceważenia, wybucha paroksyzmem namiętności, miażdży banalne troski, regeneruje wiarę w siebie, restrukturyzuje perspektywy, odmładza serce, z gracją utula, automatycznie niesie arterią wszelkich wyobrażalnych cnót.

Grzesio nie lubi joggingu. Autorzy podpowiadający latanie donikąd jako hartujące lekarstwo, przegrywają od strzału. Woli jazdę na nartach, wspinaczki górskie, względnie rower. Rzut młotem, boks, skok o tyczce czy chodzenie na rękach oferują porównywalną efektywność dla miłośników tego rodzaju sportów. Poza tym, uskutecznianie preferowanych aktywności fizycznych sprawia przyjemność, a nie ciskanie przekleństwami.

Godziwe cechy są gremialnie znane – wystarczy rzetelnie pokontemplować, by posłuchać głosu sumienia. Dysponujemy także plejadą renomowanych, swojskich powiedzeń, implikujących więcej mądrości aniżeli niejedna księga:

  • „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe.”
  • „Niedaleko pada jabłko od jabłoni.”
  • „Nie mów ‚hop’, póki nie przeskoczysz.”
  • „Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.”

Nad powyższymi, błyskotliwymi afroryzmami można medytować w nieskończoność, przywołując sceny z autopsji: reprezentują one oryginalne niedociągnięcia i dynamizują posunięcia korygujące, dopasowane idealnie do osobistych potrzeb.

Pora szczytowej słuchalności. Radiostacja o największym zasięgu w kraju, szalenie popularna.

Wywiad z młodzieńcem – studentem lokalnego uniwersytetu. Z setek żaków wybrano akurat niego, ponieważ chłopak zaangażowany i w naukę, i w życie akademickie. Odpowiada płynnie, bez zająknięcia. Tryska optymizmem, zachęca innych. Porusza sprawy poważne, balansując jednocześnie dowcipem. Inspiruje…

Oświadcza, że jest Polakiem. Reporter łamie sobie język na słowiańskim – pełnym spółgłosek – nazwisku. Kapituluje ze śmiechem i zaczyna nazywać go Polish: Polish to; Polish tamto; powiedz mi, Polish; co sądzisz, Polish

1000 kilometrów dalej, pochylony nad radioodbiornikiem, siedzi ojciec młodzieńca. Twarz trzyma tuż przy głośniku, a oczy ma wilgotne. W końcu 2 wielkie łzy spływają po policzkach, a wzruszenie zmieszane z dumą szarpią serce. Oto jego syn! Dyskusja z jego synem rozbrzmiewa w eterze przez całe 10 minut – marzenie każdego taty! Coś mu się jednak w tym życiu udało. Sam, bez rodziny, z dala od kraju ojczystego, pozbawiony żony, wychował latorośl na chwałę ludzkości. Rodacy powinni usłyszeć! Tak! Polakiem jest! Polish, proszę ja ciebie!

Nigdy nie zajżał do żadnego poradnika; nie uczestniczył nawet w jednym kursie dla samotnych starych; nie prosił o radę bardziej otrzaskanych w rzemiośle kształtowania pociech. W tym naturalnym procesie, jakim jest rodzicielstwo, pozwolił instynkowi ująć go za rękę i poprowadzić.

Osiągnął sukces tylko z tego powodu, że kochał. Wiatr miłości dmuchał w żagle, pchając delikatnie ojca i syna do właściwego portu.

Poszukiwanie fetyszów pod postacią POCHODNI lub iluzjonistycznych cyfr posiada potencjał oderwania od drzemiącej w każdym z nas autentyczności. Katalogi podyktowanych zasad budują parawan, zasłaniający rzeczywiste problemy, jak i talenty. Co robić – wiesz. Odpowiedź znasz.

Piękniej ujął to człowiek o nieba mądrzejszy od Grzesia – Mohandas Karamchand Gandhi:

Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.

I w sobie.

Publikacja umieszczona w kategorii FILOZOFIA | Format PDF (0.8 MB) – pobierz Pobierz publikację 7, 10, 12 w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

3 Responses to 7, 10, 12

  1. ugoldenbrown says:

    Magia liczb..;) Rozum mówi, że nie ma czegoś takiego, ale jakiś szósty (? ;) ) zmysł podpowiada, że są cyfry i liczby „lepsze” i „gorsze”.
    Zajrzyj do Oli Świstow, pisze ciekawie o chińskiej numerologii:)
    http://pojechana.pl/2013/10/znaczenie-liczb/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=znaczenie-liczb

    • Dziękuję za komentarz.

      Liczby to wymysł ludzki, ujęty w międzynarodowe standardy. Korzenie można łatwo wydedukować: mamy 10 palców, jest 12 znaków zodiaku itd. Ilość macek u rąk sami określiliśmy, a teraz myślimy, że akurat 10 to jakiś prześwietny przypadek – dlatego podświadomie coś nam mówi o tajemniczości numerów. Zapominamy, że sami wykoncypowaliśmy cyfry dla zwykłej wygody. Gdyby ziemia trochę szybciej się obracała, albo gdybyśmy mieli więcej palców (np. 14), to wszystko stanęłoby na głowie. Bardzo często źródła ordynarnych usprawnień – produktów ludzkiego polotu – są zapominane. Ich niewyraźność buduje legendy z aurą czarodziejskości. Istnieje grupka ludzi robiąca na takich bajkach fortuny, przyjmująca jednak zapłatę w ilości wyrażonej nie boskim numerem, ale realiami rynkowymi.

      Lubimy 10, nie leży nam 8, aczkolwiek nie ma nic złego w ósemeczce :)

      • ugoldenbrown says:

        Jestem numerologiczną czwórką, gdybym miała przejmować się tym, co o czwórce mówią Chińczycy, to pewnie już bym się nakryła prześcieradłem i czekała na kosę;)
        Lubimy pewne cyfry i liczby, pewnych nie, każdy ma swoją „filozofię numerologiczną”, zwłaszcza wypełniając kupony Lotto ;))

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: