Minuty (Część II)

Minuty, czyli co czeka ludzi pasywnychDrugą z rzędu zbiórkę pod jego batutą otwarło nieprawdopodobne oświadczenie. Gość, wyglądający na ważnego, powstał, chrząknął, podziękował w imieniu sztabu za wyśmienitą inwencję przewodniczącego, dr Grzesia Polaka! Kolportacja minut bezzwłocznie po naradach ułatwiła komunikację pomiędzy członkami kwatery głównej; pozostawiała całe 4 tygodnie na deliberacje; utrwalała w pamięci roztrząsnięte, newralgiczne kwestie. Poprzednia metoda rozpowszechniania wartościowych notek – tuż przed zlotami – powodowała frustracje związane z pośpiechem, chaos przy druku, błędy ortograficzne, wstyd. Porządek zaprowadzony przez dr Polaka to nowatorski krok ku efektywności rozrzutu informacji.

Przewodniczący Grzesio Polak zamarł z koparą opadłą do podłogi. Taktyka błyskawicznego rozsyłania biuletynu dla świętego spokoju – logiczne, chłopskie posunięcie – urosła do rangi przełomowego czynu. Niechcący, zrewolucjonalizował biurokratyczne procedury: został korporacyjnym bohaterem, wynoszonym pod niebiosa w pieśniach. Bractwo spozierało na niego z zachwytem, czekając na hasło inicjujące pogaduchy.

Wszyscy zbzikowali! Dokumentnie!

Sterczenie na piedestale dodało otuchy plus buty: pewnym ruchem głowy udzielał głosu (lekkie, lecz stanowcze podniesienie podbródka – bez słowa – w stronę błagającego o gwarzenie); ucinał ostro gawędziarzy, pytlujących w nieskończoność o niczym; karcił spóźnialskich pogardliwym spojrzeniem.

Opanował do perfekcji sztukę podejmowania werdyktów odnośnie projektów, o których nie miał zielonego pojęcia. Przyozdabiał wówczas twarz miną znawcy i zatapiał się nijako w głębokiej medytacji, pozwalając reszcie czekać w napięciu na sąd ostateczny. Miał do dyspozycji wachlarz upragnionych przez dowództwo fraz: „Tak, istotnie, szalenie praktyczny postulat. Powinniśmy zaimplementować w ciągu najbliższego miesiąca.”; „Ustaliliśmy więc, że temat jest zakończony. Proszę zaprotokołować.”; „Haniebna postawa! Przystoi obrugać kąśliwym e-mailem! Asygnuję siostrę przełożoną X na paszkwilanta!” itd.

Przodownik pracySzczepan SadurskiUlepili z niego Pytię, po czym czcili wyroki wyrażone w sakralnych minutach. Magazynowali streszczenia obrad w grubych segregatorach, dziurkując papier starannie przed archiwizacją. Wielu słynęło z pokaźnych zbiorów – niejeden filozof nie przeczytał tylu tekstów za życia. Skomasowanie olbrzymiej ilości teczek było dowodem rzeczowym na bezgraniczną aktywność.

Minuty entuzjastycznie dyskutowano (nie ich zawartość, ale egzystencję): „Co za nieszczęście – zgubiłam minuty z września! Masz kopię? Tak?! Och, kamień mi spadł z serca!”; „Minuty sprzed tygodnia są fenomenalne! Polemika podobno wrzała! Koniecznie poproś o odbitkę!”; „Wyjeżdżam na urlop, więc zaklinam: zatrzymajcie dla mnie minuty!”.

Na początku każdego posiedzenia poddawano analizie konspekty z zeszłego miesiąca. Grzesio, poważnym tonem, zadawał rutynowe pytanie: „Czy są obiekcje?”. Enigmatyczna indagacja: wszakże sprawozdania zbierano w celach kolekcjonerskich, bez przesadnego studiowania treści, co eliminawało jakiekolwiek zastrzeżenia. Po chwilowym, bezmyślnym wertowaniu kartek, 2 woluntariuszy akceptowało minuty, finalizując tym samym paranoiczny rytuał.

Po niespełna pół roku zaliczył premię: za innowacyjność, awangardowość, prześwietne sterowanie konwersacją, koordynację dyfyzji minut. Zdębiał do reszty: nie pomógł w żaden namacalny sposób ciężko harującym kolegom i koleżankom, zaś zainkasował niebagatelną sumę pieniędzy.

Za co?!

Ano za skuteczne wsparcie administracyjnej stagnacji… Za mechaniczne duplikowanie utartego harmonogramu, doskonałe inscenizowanie wyreżyserowanych manier, nienaganną aprobatę pożytku jałowych dysput.

Za sprzedanie duszy diabłu…

Gdyby uratował od zgonu 10 razy więcej ludzi, osiągnięcie umknęłoby niezauważone.

Aparat dyrekcyjny przypominał maszynę, której jedyną rolę stanowiła fabrykacja bilansu pikiet. Urządzenie posiadało wirujące trybiki, zużywające cały dopływ energii w postaci pensji na emitowane ciepło. Ustrojstwo nie miało połączenia ze światem zewnętrznym, co zapobiegało napędzaniu czegokolwiek poza elementami wewnętrznymi.

Instalacja wadliwego komponentu, tzn. przeznaczonego do trakcji modułów peryferyjnych, zarzynała agregat – po prostu, standardowe podzespoły odmawiały kolaboracji. Ujmując to inaczej, osobnicy przedsiębiorczy trwonili zapał bezużytecznie, próbując reformować środowisko pracy poprzez nieustanne przekonywanie wrodzonych pozorantów do operatywności. Danaidy z mitologii greckiej dostały analogiczne zadanie: po zabójstwie swoich mężów, zostały z wyroku Zeusa wtrącone za karę do Tartaru, gdzie musiały napełniać beczki bez dna wodą noszoną w sitach.

Urzędnicza machina wychynęła z kosmosu sama z siebie, w celu praktykowania sztuki dla sztuki, fajerwerków na pokaz, anonsów dla zmydlenia oczu.

Instancje zwierzchnie (wojewódzkie, narodowe) cechowała jeszcze większa inkongruencja z rzeczywistością. Wypluwały one inicjatywy teoretycznie nobliwe, aczkolwiek pozbawione potencjału wprowadzenia najbardziej antycypowanych, bazalnych zmian dla podwładnych oraz interesantów. Co gorsza, ucieleśnianie ambicjonalnych planów kończyło się zazwyczaj dalszym przeciążaniem wyeksploatownych na wskroś lekarzy i pielęgniarek.

Czy można zmniejszyć liczbę korków drogowych przez zagonienie policjantów do posadzenia pięknych drzew wzdłuż arterii komunikacyjnych? Kierowcy z pewnością nacieszą oczy zielenią – fakt do uwiecznienia w relacjach z nasiadówek. Można nakazać mundurowym tańcować (ku rozrywce automobilistów) przy autostradach; sprzedawać ekonomiczniejsze dryndy; rozdawać uwięzionym w zatorach ulotki zachęcające do zdrowej diety – hipotetycznie szlachetne akcje, nijak jednak nie niwelujące problemu spędzania kilku godzin na dzień w wozie.

Grzesio nieraz popełniał 3 omyłki:

  1. Zakładał bliźniacze odruchy innych, czyli oczekiwał działań powielonych na jego indywidualnej matrycy. Liczył na altruizm, empatię, elastyczność, konsekwencję – atrybuty obce skamieniałym systemom służbowym, nęcącym ferajnę o usposobieniu żandarmów utartych regulacji, zatem najemników zdefiniowanych paragrafami, sparaliżowanych pod względem kreatywności, broniących wymoszczonych posad. Nie szukaj siebie w tłumie odmieńców!
  2. Ufał w moc ciał zawiadujących maluczkimi. Mniemał, że oficerowie nosili w sercu dolę majtków, tymczasem ich troska nie wykraczała poza mostek kapitański. Statek ma płynąć, prezentować się okazale, kierunek nieistotny, koszt materii człowieczej irrelewantny. Epizodycznie, komendantura niechcący udzielała ratunku jakiemuś sponiewieranemu przez los szarakowi – przypadek wymagający uchylenia, na moment, twardych przepisów. Paradoks: prawdziwe, humanitarne wsparcie jednostki było możliwym jedynie po złamaniu regulaminu, co potwierdzało tezę absencji służebności władz wobec siły roboczej. Minuty zacieśniały, na drodze miriad manewrów, obręcz uzależnienia podkomendnych od postulatów, klauzul, normatywów – rósł formalistyczny gąszcz, wprowadzający stosunki zgoła niewolnicze. Lider to nie tylko dozorca danego przyczółka, ale i postać z wrodzonym powołaniem do poświęcenia, wzór do naśladowania, wcielenie tolerancyjności, apogeum współczucia, buldożer dla pomysłodowców. Cóż: dopóki głowy stanowisk wybiera ordynacja, a nie elektorat, dopóty nie nastąpi postęp z marzeń wspólnoty.
  3. Przyjmował obwieszczane na dyplomach tytuły tudzież osiągnięcia za znak kompetencji – nic bardziej omylnego. Przeszkolenie zdecydowanej większości pryncypałów polegało na tresurze: jak to, to to; gdy tamto, to owamto; jeżeli tak, to siak. Wkucie odruchów – nie dociekanie źródeł propagowanych zasad, ich dobrodziejstw dla tyrającej wiary, sensu powtarzania ad nauseam statutowej pantomimy. Czyż Grzesio nie jest ewidentnym świadectwem, iż każdy może zostać szychą?

Zniechęcające konkluzje… Chociaż zaraz, chwileczkę: toż ludziska o tym wiedzą! Grzmią gromy niezadowolenia przy kawusiach, nad kufelkami piwka, przed ekranikami telewizyjnymi, w sieci. Permenentne biadolenie przesiąka na wskroś eter, podżegane wyrazami bezradności: trzeba przecież zarobić; co ja mogę zdziałać; taki układ. Gama wytłumaczeń osobistej klęski w obliczu… No właśnie: w obliczu czego? Łamigłówka na wieczory: co powoduje moje poczucie bezsiły względem systemu, w którym funkcjonuję?

Grzesio doszedł do sedna sprawy: jęki rzekomo uciskanych są deszczem urzyźniającym pożywkę ustawodawców. Nadzieja zbawienia z niebios czyni z zupełnie normalnego śmiertelnika ofiarę. Samospełniająca się przepowiednia: łaknę ocalenia, łaski, wspomożenia, klawego bytu, smartfonika cykającego zdjęcia, samochodziku z bajeranckim znaczkiem, bucików z wywijasem, wódeczki – od kogoś. Opatrzność ześle broszurkę, wyjaśniającą nowy rozkład zajęć pod tytułem „Instrukcja obsługi żywota w punktach”.

Nie, nie… Niniejsza krótka publikacja nie zawiera zestawu czarodziejskich sztuczek na wyzwolenie z kajdan subordynacji. Tekst wskazuje palcem na wypatrujących rycerza w lśniącej zbroi – oni są winni i dostaną wskazówki od oportunistów, których hodują na swej inercji. Te minutki nie pasują? Nie szkodzi – tutaj mamy inny, fajniejszy komplecik. Cooo?! Też nie odpowiada? Proszę, proszę – wciąż noskiem kręci! No już dobrze, dobrze… Może ten oto repertuar ukoi zszargane nerwy?

Malkontenci wszystkich krajów, łączcie się! Doznajcie przebudzenia, zanim zmarnujecie ziemską doczesność na garnuszku cudzych minut!

Odsłona 344 - Minuty - Część I Czytaj Część I

Publikacja umieszczona w kategorii FILOZOFIA | Format PDF (0.7 MB) – 2 części Pobierz część I i II publikacji Minuty w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: