W gardło

W gardłoSyn Grzesia – Jacek – dostał zlecenie od znanej firmy marketingowej. Od razu pochwalił się ojcu korespondencją e-mailową, opisującą zadania spoczywające na barkach młodzieńca z tutułu tego niewielkiego kontraktu.

Niewątpliwie, rzecz chwalebna: oto koncern pełną gębą okazuje zaufanie studenciakowi w kwestii odpowiedzialnej, bowiem promocyjnej. Przyjeżdża jakiś nieznany staremu rapper, który da występ, polegający na przemówieniu w takt muzyki (z użyciem najwulgarniejszych słów – tak wypada). Bardzo znany artysta, według zapewnień Jacka, dlatego też jest niezbędną intensywna reklama urywanych monologów tej sławy.

Nakreślono plan strategiczny, uwzględniający zaprojektowanie plakatów na mury, ogłoszeń w magazynach, stron na Facebooku i Twitterze. Misja kardynalna: osiągnięcie przynajmniej 100 kciuków w górę oraz tyluż świergotów na dzień na portalach społecznościowych. Maestro o światowej furorze staje się nędznym śmieciem, bez aprobaty wyrażonej kliknięciami w obrazek paluszka plus rozgłoszonej iluzorycznymi ćwierknięciami. Po prostu, sukces znakomitości sceny spoczywa w rękach speca od lansowania imprezy, czyli zawodowego kolekcjonera wirtualnych kuksańców.

Zakulisowe spojrzenie na taktyki werbunku publiczności szokowało. Korzyści uczestnictwa w widowisku, jakkolwiek definiowane, pominięto. Zachęcano kalejdoskopowymi kompozycjami graficznymi, pojeniem trunkami, rozkazami w stylu „Nie pomiń! Przyjdź, bo pożałujesz!”. Kreowano odurzającą atmosferę już przed balangą, przedstawiając fotki super seksownych, skąpo odzianych panienek, prezentujących końskie – wybielone w Photoshopie – uzębienie. Wrażenie było jednoznaczne: stawiennictwo na koncercie biegle pylującego gościa zapewniało zamroczenie alkoholowe tudzież stosunek płciowy.

Niedawno Grzesio usłyszał, że doskonały pomysł, zaparcie, talent czy możliwości urzeczywistnienia idei nie oznaczają nic. Kreacja autentycznie wartościowego produktu bądź usługi nie ma szans automatycznej popularyzacji, na przykład poprzez rozprzestrzenienie fantastycznej opinii pomiędzy klientami. Konsumenci zatracili niezależne zdolności postrzegawcze: bez korporacyjnej agitacji nie potrafią ocenić oferty, nie wspominając nawet o detekcji idywidualnej potrzeby zakupu.

Nabywanie jest obecnie zajęciem samym w sobie, odruchowym, obdartym z praktyczności, mającym przynieść rozkosz poprzez odizolowany fakt przytaszczenia czegoś do domu. Natychmiastowe wydawanie ciężko zarobionych pieniędzy na zbędności nie dziwi – zaiste, łopatą ładują do głowy koncepcję upojenia za pośrednictwem artykułu o nadprzyrodzonych mocach.

Wyobraźmy sobie zdjęcie grzebienia z następującą zachętą: „Przyrząd do czesania. Ma zaokrąglone ząbki, więc nie drapie w czerep. Tylko 5 złotych!”. Nie, nie… Akcesorium służące porządkowaniu kędziorów zostanie zaprezentowane w dłoniach kociaka z namiętnie rozchylonymi ustami, zaś włosami o konsystencji aksamitu. Demonstracja wywoła wzwód u facetów, z kolei zazdrość u kobiet, które pogalopują w te pędy po forowany sprzęt. Tymczasem kawałek plastiku ani nie zmieni kształtu warg, ani nie powiększy gabarytów penisa.

Kiepska reklama grzebienia

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Funkcjonalność to przeżytek – zaspokójmy raczej intymne fantazje szaraków, to opylimy na pniu.

Polecane, modne ciuszki wyglądają zawsze cudownie, gdyż ubrano w nie szalenie powabne istoty. Nikomu nie przychodzi na myśl, iż zgrabna, urodziwa, sympatyczna osoba wywoła ten sam efekt obleczona w zgrzebny worek. Tak naprawdę, poziom zauroczenia obserwującego będzie jeszcze intensywniejszy przy połączeniu naturalnego piękna z topornością. Czyż niewiasty nie szaleją za umorusanymi, umięśnionymi drwalami o wyciosanych, przystojnych licach? Czyż czuły uśmiech, względnie uwodzicielskie spojrzenie, delikatnej dziewczyny nie spowoduje zatrzymania akcji serca mężczyźnie, niezależnie od garderoby wiszącej na słodkim skarbie? Z drugiej strony, kunsztowne stroje nie zapewnią metamorfozy usposobienia lub atrakcyjności, lecz pogłębią pretensjonalność do granic absurdalności.

Czar ma źródło wewnątrz…

Zanim pomkniesz po upominki świąteczne, cieszące wyłącznie w momencie rozpakowywania, natomiast ulatujące z pamięci w przeciągu paru dni, zamknij oczy… Na zapleczu twojej egzystencji wre praca potężnej machiny, odrętwiającej mózgi, wmawiającej konieczność turystyki handlowej, podsuwającej atrapy szczęścia, pasożytującej na kardynalnym marzeniu człowieka o wyjątkowości. Tysiące zatrudnionych magików wciska Tobie w gardło jałową masę – stąd chroniczne nudności. Im więcej trwonisz na nich gotówki, tym bardziej powiększają kapitał na robienie z ludzi durni.

Podumaj o niezależnych, przedsiębiorczych, uczciwych usługodawcach, pozbawionych zarówno funduszy promocyjnych, jak i psychopatycznych ambicji karmienia bliźnich na siłę. Niewątpliwie zasługują na wsparcie, a przynajmniej zainteresowanie ich działalnością – zwłaszcza w okresie rekomendowanych, bożenarodzeniowych cnót, zatem wielkoduszności w parze z umiarem.

Publikacja umieszczona w kategorii KRÓTKO | Format PDF (0.5 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację W gardło w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: