Nie ma wolnej chwili

Nie ma wolnej chwili, czyli sens istnieniaOd dawien dawna, rzesze mędrców, teologów, naukowców tudzież innych prześwietnych istot dumały nad odpowiedzią na pytanie kardynalne: jaki jest sens ludzkiego bytu?

Grzesio sam podjął prób wyjaśnienia zagadki, docierawszy donikąd pod względem czysto empirycznym (po co powstał Grzesio w postaci fizycznej, stanowiąc sensu stricto kłębek wściekle pulsującej energii?), filozoficznym (dlaczego Grzesio w ogóle istnieje, w jakiejkolwiek formie?), spirytualno-religijnym (kto i z zamiarem czego tchnął duszę w masę biologiczną Grzesia, kiedy on o to nie prosił?). Deliberacje przerastały pojemność neuronów biedaka, pozostawiając jedynie dezorientację, szum w główce, wybałuszone oczka, strach przed tajemniczymi mocami wyższymi.

Jaki jest sens istnienia?

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Będąc pragmatykiem, wykoncypował osobistą – praktyczną – hipotezę egzystencjalną. Pominąwszy skomplikowane wzory matematyczne, molekularne modele organizmu, mętne tłumaczenia filozoficzne (akceptowane „na czuja”), bezdowodowe zapewnienia kościoła (przyjmowane „na wiarę”), spryciarsko sklecił kółeczko ratunkowe, które pozwalało mu dryfować w miarę spokojnie na oceanach jestestwa.

Otóż misję dowolnego człowieka powinno konstytuować tworzenie.

Tak. Osobnik bezproduktywny nie żyje, lecz wegetuje – jest zbitkiem bezpłodnie drgających atomów. Marnuje, zdefiniowane według uznania, siły witalne na tkwienie w przestrzeni, służąc niczemu. Wchłonie czipsy, oglądnie dziennik, podzióbie smartfon paluszkiem, ziewnie, wykończony legnie w łóżku – koczuje.

Kreacja to robienie nowego, czyli pod koniec aktu powinniśmy ujrzeć lub poczuć niekonwencjonalne zjawisko. Zarobkowanie u szefa nie należy do kategorii innowacyjnych zajęć, chyba że w toku znoju pozostawimy niezmywalny, świeży ślad. Na przykład, Grzesio dokłada wysiłków nawiązania z pacjentami kontaktu wykraczającego poza standardowe funkcje, budującego namiastkę ufności. Nie musi, ale pragnie poznać klienta bliżej i wyryć w pamięci bliźniego obraz swojej osoby, a nie tylko zamglone wspomnienie styczności z lekarzem.

Porzucenie szablonów nie jest trudne bądź drogie. Nadchodzą święta Bożego Narodzenia, wywołujące nagle w społeczeństwie nieposkromione żądze składania sobie życzeń, zazwyczaj w postaci dystrubucji pocztą okazyjnych obrazków (z wydrukowanymi już wyrazami radości plus pogody ducha, o wielomilionowym nakładzie), wysyłania masowych e-mailów względnie SMS-ów (ten sam tekst do całej bandy znajomych), anonsowania frasunku o dobrobyt innych na profilu portalu społecznościowego.

Wyżej wymienione akcje kolportażowe są antytezami twórczości, odrębności, prawdziwej dbałości o szczęście adresatów. Nikt nie doświadczy szczególnego wyróżnienia po otrzymaniu pocztówek z kiosku pod domem albo fraz powielanych tysiącami na Facebooku. Wystarczy każdą troskliwą wiadomość przygotować niezależnie, opatrzyć w słowa skierowane specyficznie do danego odbiorcy, na własnoręcznie sporządzonej karteczce (wycinanka, rysunek, kompozycja elektroniczna, zdjęcie itd.), aby zaliczyć się do grona nietuzinkowych autorów. Tańsze taktyki są jeszcze lepsze: zadzwonić i bezpośrednio pogadać; niespodziewanie odwiedzić; zaprosić na loda. Najlepiej w dzień powszedni, nadając tym samym zdarzeniu autentyczności.

Przełożeni mają szansę niepowszednią na odbudowanie stosunków interpersonalnych w okresach rytualnych: zamiast podrzucać cichaczem zakupione na przecenie widokówki z krzywą choinką, mogą podejść do każdego podwładnego indywidualnie oraz obdarzyć prywatnym uściskiem dłoni, ciepłym pozdrowieniem, krótkim dialogiem. Architektura atmosfery w środowisku pracy z fantazją czy inteligencją wypadła z mody – przecież istnieją technologie hurtowych winszowań.

Współczesna propaganda korporacyjna uczy zachowania kserokopiarki: dla wygody, wykorzystaj gotowe; podaj dalej; zareklamuj obcy produkt; splagiatuj. Edukacja zabijająca proces zwany tworzeniem, wynikający w prostej linii z myślenia. Po kiego diabła kontemplować, kiedy serwują gorące idee na talerzu?

Czas… Wszak nie mam czasu! Muszę… No, trzeba popędzić na zakupki, napełnić samochodzik benzynką, uiścić rachunki, poćwierkać na Twitterze, udostępnić setki postów, pograć na komputerze, zaliczyć filmik (gra Tom Cruise!), tamto, owamto, siamto…

Ależ oczywiście, rozumiemy: obowiązki, zabieganie, codzienny znój. No trudno – toż nie ma wolnej chwili. Pardon: nie wolność ci dana; nie wolny jesteś; zniewolony trwasz.

Grzesio nie potrafi śpiewać (gdyby zanucił, populacja ziemska uciekłaby na Marsa); malarz z niego żaden (naszkicuje wyłącznie figurki-patyczki); wyrobów stolarskich nie należy u niego zamawiać (kompletna noga). Pomimo tak strasznych mankamentów, potrafi wyłuskać ze swego kiepskiego genotypu parę mocnych stron, po czym próbować cokolwiek sklecić na własną modłę – bez wpływu mediów, podszeptów, instrukcji, nakazów. Wydaje mu się, iż absencja kreacji oznacza absencję życia.

Wyszukanie nieskrępowanego momentu w celu zrodzenia nowego to nie oficjalna dyrektywa, tylko wybór suwerenności, czyli (dosadnie rzecz ujmując) odtrącenie niewolnictwa.

———————————————————————————————————-

Poniżej kilka karteczek bliskich sercu Grzesia. Od Jacka. Ręcznie zrobione. Ojciec nigdy (słowo harcerza!) syna nie przymuszał, namawiał, uczył itd. Latorośl sama na to wpadła.

Dla sprostowania: potomek ma 23 lata, idzie studiować MBA (Masters of Business Administration), ma kasę na wszelakie produkty bożenarodzeniowe (śpiewające widokówki, kilogramowe święte Mikołaje z czekolady, szopki Made in China, inne wspaniałe wyroby), a preferuje usiąść, skupić się z językiem na wierzchu, powycinać, nagryzmolić, dać w prezencie. Często bez żadnej okazji – ot, z powodu dobrego samopoczucia.

Dziwne: akurat każde jedne życzenia, spreparowane metodami chałupniczymi przez dziecko, wyryły się w głowie Grzesia na zawsze, a ma niby tak kiepską pamięć!

Kliknij na dowolny obrazek, aby zobaczyć większy.

Karteczka dla tatyKarteczka dla taty w szpitaluKarteczka dla chorego taty

Wiek nic nie znaczyKarteczka dla cudownego taty

Publikacja umieszczona w kategorii KRÓTKO | Format PDF (0.7 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Nie ma wolnej chwili w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

2 Responses to Nie ma wolnej chwili

  1. ugoldenbrown says:

    Karteczki z pomysłem i z miłością :) Najważniejsze, że się latorośli o tym pomyślało i chciało.
    A ja właśnie napomknęłam o elektronicznych kartkach, które wymyśliła nasza Poczta. To nie sprzyja zblizeniu ludzi, raczej chodzi tylko o biznes..

    • Oczywiście, że chodzi o biznes! Całe święta zrobiono wielkim interesem. Pomysł rodem z USA. Znaczenie rodzinnego zbliżenia, czyli przypomnienie sobie najważniejszych wartości (tolerancja, empatia, szczerość, wsparcie, absencja zazdrości itd.), zostało zamazane przez obsesyjne wydawanie pieniędzy, katalizowane wściekłym marketingiem. Za 2 miesiące pojawią się w sklepach czekoladowe zające :) Obłęd!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: