Tablica zarządzeń

Tablica zarządzeńGrzesio stał z rączkami dyndającymi wzdłuż tułowia, główką lekko uniesioną, oczkami wybałuszonymi. Buźka zastygła rozdziawiona, jakby chciał coś powiedzieć, ale słów nagle zabrakło. Nie drgnął żaden mięsień – tkwił w pozie odzwierciedlającej bezkresną adorację.

Obiektem uwielbienia była tablica, przeznaczona na komunikaty dla pracującej szarańczy, a de facto jedno z ogłoszeń, ukoronowane następującym wstępem:

Policy on displaying policies
on this policy board.

Deliberował nad tłumaczeniem na polski tak intensywnie, że wystawił język niczym skończony ciołek.

Zarządzenie dotyczące umieszczania zarządzeń
na tej tablicy zarządzeń.

Powtórzył parokrotnie, ponieważ wyrazy mu się plątały, zaś pragnął zapamiętać fenomenalne pouczenie. W obecnych czasach rzadko mamy do czynienia z pięknem, niemniej jednak w jego instutucji – pod samym nosem – egzystowali skromni geniusze krasomówstwa. Poukrywani w gabinetach, z pokorą unikający rozgłosu, kreowali mądrości ponad wyobrażenie wymiętolonego zjadacza chleba.

Czy umiałby wykazać podobną dalekowzroczność? Czy przejawiłby troskę o bezradne, nieuporządkowane, flejtuchowate ciżby, pożądające przypinania informacji na łapu-capu, bez zbadania przydatności komunikacyjnej eksponowanych nowin? To nie je miejsce na ploty, panie, jeno kolekcja oficjalnych dekretów, ku dobru ogólnemu! Pozbawieni wytycznych, doktory zabałaganiłyby planszę anonsami o wycieczkach rowerowych, pokojach do wynajęcia bądź zdjęciami w negliżu z innymi propozycjami, atoli teraz posiadają jasne instrukcje co, jak i kiedy.

Zarządzenie dotyczące umieszczania zarządzeń na tablicy zarządzeń

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Grzesio koncypował rozszerzenie innowacyjności szefostwa na inne organizacje. Na przykład dla autorów:

Przepisy odnośnie szeregowania przepisów
w spisie treści przepisów w kodeksie przepisów drogowych.

Bankierów z pewnością zainteresowałoby rozszerzenie pewnych regulacji:

Zasady formułowania zasad o kolejności zasad
w kontrakcie wyszczególniającym zasady uzasadnienia o kredyt.

Przerażał fakt egzystencji ludzi, tworzących analogiczne kretyństwa, zaśmiecających rzeczywistość obezwładniającymi bzdurami, niszczącymi jakikolwiek sens czegokolwiek. Co gorsza, indywidua tego rodzaju patrzały codziennie w lustro z podziwem, śpiewając sobie hymny pochwalne. Przeniknięcie sposobów ich dedukcji doprowadziłoby do szaleństwa – wszak trudno zanalizować mózgi wyzute z podstawowej, skoordynowanej aktywności. Masa neuronów plujących iskierkami na chybił trafił, w bezustannym elektro-biochemicznym spięciu, tworzyła matrycę produkcyjną dla spazmatycznych dyspozycji o dyspozycjach.

Niewątpliwie, okaleczająca wada genetyczna…

Przemycali szablon impulsywnych reakcji na spotkania, gdzie standardowo ripostowali każde spostrzeżenie. Mianowicie, szlachetny osobnik, dysponujący czelnością przedłożenia czcigodnemu gronu krytykę, zażalenie bądź nowatorską sugestię, stawał oko w oko z automatycznymi negacjami („A wcale bo nie!”), fabrykacjami przeciwstawnych tez („Jest tak i tak!”) albo ukochanymi fortelami, pozornie załatwiającymi sprawę („Musimy zwołać osobne zebranie, aby kwestię przedyskutować!”). Zachowanie przypominające odruchowy ryk z przytupem po dźgnięciu szpilką w pośladek.

Wachlarz stereotypowych beków uwzględniał udawanie jełopów („Ja nic o tym nie wiem!”), kwilenie o potwierdzenie wręcz naukowe ewidentnego uchybienia („Wskazanym jest formalny sondaż w celu statystycznej afirmacji!”), lub nadzwyczaj komiczne żądanie udowodnienia, iż przełożony plecie brednie („Proszę udokumentować nieścisłość posiadanych przez nas faktów!”).

Na kolejnym zgromadzeniu, otyli mocodawcy uaktualniali postępy poczynione odnośnie poprzednio naświetlonego problemu. Przybierając konfiguracje ciała oraz miny napoleońskie, z namaszczeniem obwieszczali sukces w postaci urzeczywistnienia osobnej rady, która pogawędziła na temat dręczącego dylematu.

Na obecnym spotkaniu donosimy o spotkaniu, zaistniałym wskutek poprzedniego spotkania.

Zaprotokołowano, zaklaskano, odetchnięto. Burza przeszła, słoneczko wychynęło zza chmur – status quo obroniony. Dalsze nagabywanie dostojników grozi niebezpieczeństwem sukcesywnych debat, więc lepiej zamknąć jadaczkę, grzecznie siedzieć, cichutko miauczeć na zgodę, pocałować w brudną stopę pod koniec nasiadówki.

Innymi słowy, szanowne kierownictwo odwracało kota ogonem, umywając ręce od kontraktowych obowiązków. Podumajmy:

  1. Czyż do funkcji zwierzchnika nie należy natychmiastowa indagacja w terenie, gwoli zadośćuczynienia zmartwieniom rzetelnego podwładnego? Toż właśnie za tę fuchę dostaje niebagatelne pieniądze!
  2. Pryncypał wyprany z obrazu aktualnej sytuacji w środowisku własnej placówki, wiecznie jęczący o empiryczne świadectwa najbanalniejszych obserwacji, zasługuje na miano menadżerskiego kuternogi. Jak zatem dowodzi w nieznanym teatrze wojennym?
  3. Decydenci postulujący zatrudnionym zadania detektywistyczne, mające owocować w poszlakach na niekorzyść tymże decydentom, konstytuują zaiste unikalny klan błaznów. Polecenia takiego kalibru stanowią jednoznaczny objaw absencji ochoty do pracy, kompetencji, fundamentalnych umiejętności budowania pozytywnych stosunków międzyludzkich. Posłannictwem lidera z prawdziwego zdarzenia jest – nomen omen – nieustanna edukacja personelu o kontekście aktywności firmy, poziomie usług, konkretnych krokach celem pokonania przeszkód itd.

Grzesio chciałby dożyć chwili, gdy przygodny, natchniony boss postąpi w fasonie chłopa z jajami (albo baby z jajnikami): wysłucha, kiwnie głową, przyrzeknie osobiście przetestować okoliczności w plenerze, znajdzie środki remedialne, wyegzekwuje reformy, wyśle sprawozdanie z operacji zaradczych e-mailem za tydzień. Podejście człowieka świadomego posłannictwa wyboru na stanowisko kapitana: zaufanie do załogi, pomoc majtkom, wyrabianie posłuchu poprzez niezmordowane, namacalne interwencje. Wysokie pensje są asygnowane nie dla pretendentów na cesarzy, lecz dla powołanych do służby.

Tymczasem większość naczelnych preferuje ucieczkę za ekran komputera w przytulnym biurze tudzież zrzucenie zaangażowania w rozwikłanie niewygodnych kłopotów na barki enigmatycznego zespołu – asekuranctwo kosztujące podatników grube miliony, gdyż dowolny członek komenderującego kolektywu ma bliźniacze plany. W efekcie, nikt nie robi nic, oprócz doskonalenia kunsztu gry w Sapera bądź Pasjansa.

Pytanie: jeżeli dany administrator ma wrodzoną wadę, polegającą na wyjałowieniu z niezależności i ruchliwości, to po kiego diabła, zasadniczo, sterczy na strategicznym piedestale? Zastygł niby rzeźba greckiego boga, spozierając z pogardą na motłoch u podnóża, miłując swój spryt wywijania się z odpowiedzialności. Symptomy uboczne sztucznych aparatów rekrutacyjnych w RPA, ustalających odgórnie liczbę pracobiorców na poszczególnych poziomach według interesujących kwalifikacji: czarny, kolorowy, biały, męski, żeński, miejscowy, zagraniczny. Równie skuteczne byłyby kryteria suponowane przez Grzesia: strzelisty, karłowaty, blondas, ryży, kudłaty, wąskonosy, platfus, barczysty, chuderlak, pryszczaty, pykniczny.

Plony społecznie spawiedliwego naboru można zobaczyć na laminowanym arkuszu, przyczepionym do jednych z drzwi:

Te drzwi powinny być bezwzględnie zamknięte przez cały czas!!!

Z polecenia dyrekcji
(podpis nieczytelny)

Szczyt dbałości o environment dla spoconych, tyrających kurdupli – pielęgniarek, lekarzy, farmaceutów.

Za powyższe wysięki substancji szarej, erudyci z kwatery dowódczej kasują (w przeliczeniu) 20 000 złotych polskich. Miesięcznie; bez godzin nadliczbowych; minus dodatki; netto. Dzieciaki z przedszkola wykombinują identyczną przestrogę za darmochę, grzeczniej, bardziej otwarcie:

Plose samykac cwi, bo bsydko nie samykac cwi!

Plosi Macus

Wiara szpitalna pozostawiała wrota rozwarte dla wygody, co nikomu absolutnie nie przeszkadzało. Aktywność zwana myśleniem, chociażby przez 5 minut, przywiodłaby rozleniwionych wodzirejów do koncepcji wartej premii. Otóż aranżację działań na oddziałach czy w przychodniach najlepiej pozostawić tym, co autentycznie mają kontakt z pacjentem. O ile każdy zapomina zatrzasnąć przeklętą furtę, o tyle wypada potraktować ją jako obiekt zbędny – raczej wywalić, pozostawiając dziurę w ścianie, zamiast oblepiać edyktami. Mniej stresów związanych z przesilaniem umysłu, zmarnowanych drzew na papier, tuszu drukarskiego wyrzuconego w błoto, czasu roztrwonionego na kolportację ulotek.

Co ciekawe, ilekroć szef wpada (od wielkiego dzwonu) na obszar interakcji brygady medycznej z chorymi, zaczynając maczać palce w organizacji roboty, dosłownie wszystko ulega metamorfozie w totalny chaos: wysyła eskulapów kupą w miejsce, gdzie wystarczy pojedyńczy stażysta; robi alarm nad odizolowanym przypadkiem, kiedy 10 innych poszkodowanych umiera; wszczyna awanturę o niedostatek marginalnej pierdoły, angażując cały zespół w uzupełnienie zapasów, gdy krocie alternatywnych działań korekcyjnych leży w zasięgu ręki. Po odejściu bałaganiarza, odsapnięciu, wywietrzeniu smrodu, magicznie powraca ład, efektywność, uśmiech.

Zdarzenia przebiegłyby podobnie, jeśli Grzesio – muzyczny analfabeta – podjąłby wysiłków dyrygowania zgraną orkiestrą. Zamiast anielskich dźwięków, usłyszelibyśmy zgrzyty, przekleństwa grajków, gwizdy publiczności, aczkolwiek on – kapelmistrz z teczki – kontynuowałby paralityczne piruety batutą, przeżywając seryjne orgazmy na widok niejako posłuszeństwa skrzypków, wiolonczelistów, trębaczy, klarnecistów itd.

Świat dobrnął do kresów systemowego absurdu, czego zwiastuny są postrzegalne przez bystrych, wybierających drogę nieobojętności. Jeszcze nigdy tak bardzo rasa ludzka nie potrzebowała odrodzenia autonomii, samostanowienia, nieskrępowania, wiary w indywidualne możliwości, zanim adamowe plemię pożre autokratyczna maszyna. Po co montować roboty, skoro sami się nimi stajemy?

Strona tytułowa magazynu Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie - Kapsztad.pl. listopad-grudzień 2013, nr 23.Kluczem do przeobrażeń jest – sponiewierana odmowami, przymiażdżona regulaminami, uciszona pogróżkami – odwaga. Nowy Rok to faza postanowień, natomiast bożenarodzeniowa aura powinna obfitować w szczerość. Na tablicy zarządzeń przybijmy więc karteczkę ze śmiałą oraz uczciwą rezolucją sfinalizowania przynajmniej pojedyńczej, niewielkiej zmiany w imię komunalnego dobra. Nie ma człowieka, który nie znalazłby na własnym podwórku przejawu wyzysku, niesprawiedliwości, dyletanctwa, brutalności, próżniactwa, niedorzeczności – czegoś, co można skorygować.

Dyktatorzy – profesjonalni tchórze – rejterują przed prawdą szybciej niż diabeł przed kropelkami święconej wody. Wykażmy odrobinę męstwa – inaczej będziemy kontynuować zabawę w robociki: guzik „A” – łapka w górę; guzik „B” – stópka w przód; guzik „C” – powiedz „Tak-tak-tak!”; guzik „D” – krzyknij „Hura!”, guzik „E” – …

Tekst opublikowany w magazynie Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie – Kapsztad.pl (wydanie listopad-grudzień 2013, nr 23 (129).

Publikacja umieszczona w kategorii MIGAWKI | Format PDF (0,9 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Tablica zarządzeń w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: