Modus operandi (Część III)

Modus operandiNeurologia

Kuriozalna dyscyplina: intrygująca (architektura plus działanie układu nerwowego), postępująca (w we wszystkich dziedzinach: biochemicznej, anatomicznej, molekularnej, biofizycznej, fizjologicznej), niemniej jednak oferująca znikomą ilość środków zaradczych na zdiagnozowane patologie. Neurolog to kopalnia wiedzy, wszakże po wyjaśnieniu w najdrobniejszych niuansach problemu schorzenia pacjenta, rozłoży ręce i zaleci (z reguły) leczenie konserwatywne, ewentualnie wizytę u neurochirurga lub ortopedy. Pomimo niepodważalnej atrakcyjności (z uwagi na odwieczną tajemniczość funkcjonowania mózgu), absencja konkretnych interwencji medycznych odpychała Grzesia od tej branży.

– A co to się tutaj stało? – zapytał zafrasowany Bogdan, pracownik warsztatu samochodowego.

– Ech, proszę pana… Silnik nagle buchnął parą! Czekałem na skrzyżowaniu na zielone, gdy znienacka zobaczyłem dym. Wskazówka temperatury wystrzeliła w górę! Zatrzymałem silnik, kolega przyholował auto tutaj. Mógłby pan pomóc?

– Oczywiście! Chwileczkę…

Boguś zapala silnik, podnosi klapę, spoziera, dolewa wody, podłącza skomplikowaną aparaturę pomiarową, po czym oznajmia:

– Jasna sprawa! Nie działa wentylator chłodnicy!

– Dziękuję! Teraz wiem! Ile płacę?

– 200 złotych.

– Proszę bardzo! To co teraz zrobimy?

– Należy jeździć bardzo ostrożnie, z otwartymi oknami, najlepiej z ogrzewaniem na cały regulator. Jeżeli temperatura wzrośnie do 120°C, zalecam zatrzymać brykę, zgasić motor, odczekać z 10 minut. Nie zapomnij pan o wodzie w kanistrze: warto mieć zapas, około 20 litrów. Najlepiej w ogóle przestać używać samochód.

– Co?! Przecież muszę się jakoś dostać do pracy! Kto odbierze dzieci ze szkoły?! Jak długo mam postępować wedle pańskich sugestii? Czy sytuacja wróci do normy?

– Regeneracja trwa latami, nigdy nie będąc pełną. Notowane są w literaturze przypadki spontanicznej odbudowy, aż do 80% pierwotnych parametrów, aczkolwiek niezmiernie rzadkie. Rehabilitacja z wyłączonym silnikiem ma znaczenie: pchanie wozu po podwórku, przejażdżki z góry, kręcenie kołami na podnośniku, wachlowanie drzwiami, okładanie cylindrów lodem…

– Ależ ja nie mogę sobie pozwolić na życie bez środka transportowego! Nie stać mnie na nabycie nowego auta!

– Są rowery, wrotki…

– Istnieje szansa naprawy?!

– Podobno tak. Najlepiej zasięgnąć opinii mechanika, poruszyć wątek reperacji…

– Nie rozumiem: toż pan jest mechanikiem!

– Jestem mechanologiem. Zgłębiam, ustalam, rozszyfrowuję szkopuł, rekomenduję. Właściwa terapia, powiązana z zabiegami remontowymi, należy do zupełnie innej gałęzi motoryzacyjnej.

Pomijając kontrowersyjne zagadnienia terapii neurologicznych, sprawdzian z przedmiotu stanowił wiosenną przechadzkę po lesie – dla studentów gustujących w papierosach.

Szef katedry kopcił łańcuchowo, wychwalając fajki marki „Carmen” ponad wszelkie inne. Bycze chłopisko o brązowoczarnych zębach preferowało, naturalnie, entuzjastów tytoniu. Egzaminy odbywały się w jego gabinecie – nadzwyczaj wąskim pomieszczeniu z pojedyńczym, małym okienkiem na końcu. Centrum kwatery zajmował długi stół z rzędami drewnianych krzeseł po obu stronach oraz blacie pokrytym masą popielniczek. Zadymienie lokum nie miało sobie równych: stojąc w drzwiach nie sposób było dojrzeć umeblowania wnętrza, koloru ścian, ilości osób w środku itd.

Egzamin z palenia

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Uwielbiał częstować carmenami, toteż powszechnie wiedziano, że właściwy plan uwzględniał albo posiadanie paczki tego samego – względnie gorszego – brandu („Klubowe”, „Popularne”, „Extra Mocne”), albo „zapomnienie” własnych petów tudzież udawanie miłości do carmenów. Szpanowanie imperlialistycznymi symbolami rozpusty („Marlboro”, „Rothmans”, „Camel”) groziło zniechęceniem szefa, poza tym rozwlekłym udowadnianiem wyższości prawdziwego smaku nad zachodnim gównem. Przytaszczenie konkurencyjnego, krajowego wyrobu w postaci „Caro”, wywoływało pogardliwe komentarze, połączone z zaiste intensywną indagacją natury neurologicznej.

Abstynenci na szybko praktykowali kurzenie przed samą konfrontacją z carmeńską bestią. Kaszleli, wybałuszali oczy, łzawili, bluzgali, wymiotowali: wszystko, aby zdać! Poniektórzy, przy okazji, podchwycili z radością świeży nałóg na zawsze.

Sesja egzaminacyjna przypominała imprezę w zakopconej tawernie. Profesor kopsał szlugi na lewo i prawo, zachęcając topornych:

  • „Ależ proszę się nie krępować! Mamy zapasy na tydzień!”
  • „Niechże pani nie robi mi przykrości… Nieładnie odmawiać, jak ktoś częstuje…”
  • „Pan też gustuje w carmenach? Wyśmienity smak! Filtr acetatowy – najlepszy! Zapewniam!”
  • „Popatrzcie państwo, jaka uparta! Wszyscy palą, zaś ona jedna udaje pobożną, he he! Przecież po co na siłę się powstrzymywać?”
  • „Niech pan zapali następnego – lepiej mózg pracuje!”
  • „Bladziutka taka… Proszę spróbować carmenika! Serduszko zapika, krew zawiruje bystrzej, rumieniec powróci!”

Facet miał obsesję. Sprawiał wrażenie człowieka, który za punkt honoru uważa zmuszenie populacji ziemskiej do fanatycznego jarania.

Po 3 godzinach maglowania w mgle czadu, co wątlejsze niewiasty były bliskie omdlenia. W celu wypłukania karboksyhemoglobiny z krążenia podduszone kursanty biegły nad morze – do tlenu, wiatru i światła. Ubranie wymagało porządnej przepierki, a włosy kilkukrotnego przepłukania szamponem, albowiem smród odstręczał ludzi w miejscach publicznych.

Grzesio, rzecz jasna, zaliczył neurologię. Nie wie, na ile autentycznie ją umiał. Porywająca domena naukowa z niebagatelną przyszłością – tyle zaledwie pamięta. Za to palił wzorowo – na piątkę.

Odsłona 53 - Modus operandi - Część II Czytaj część II | Czytaj część IV Odsłona 55 - Modus operandi - Część IV

Publikacja w kategorii WTEDY | 8 części Modus Operandi w formacie PDF (1.29 MB) – pobierz tutaj Pobierz wszystkie 8 odcinków Modus Operandi w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

One Response to Modus operandi (Część III)

  1. goldenbrown says:

    Hmmm.. Przedziwny egzaminator.. Ale każdy ma jakiegoś „konika”, czy kucyka ;)
    A teraz też palisz, Grzesiu?

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: