Modus operandi (Część IV)

Modus operandiAnestezjologia

Pani adiunkt miała sprytny system: sadzała 8 studentów w rzędzie na krzesłach, sama zajmowała fotel naprzeciwko, po czym indagowała od swojej lewej do prawej strony. Egzamin miał 3 fale przesłuchania, każda złożona z 8 pytań zaczepnych z jednej dziedziny anestezjologicznej (znieczulenie lokalne, ogólne, zewnątrzoponowe itd.).

Szczęśliwiec na stanowisku 1 (skrajny lewicowiec) otrzymywał najprostszą kwestię do roztrząśnięcia, czyli ogólny podział czegoś w obrębie danego tematu (na przykład, kategorie interwencji przeciwbólowych w porodzie). Im dalej w prawo, tym więcej sondowań o szczegóły (jakie igły, gdzie jest przestrzeń ta i ta, kiedy wszcząć akcję itd.). Biedak na zydlu nr 8 (skrajny prawicowiec) skwierczał pod ogniem intensywnego dochodzenia o detalątka (dawki leków na kilogram wagi ciała, połowiczny czas rozpadu medykamentu w organiźmie, prawidłowe wartości odcinka PQ w EKG w odprowadzeniach przedsercowych po podaniu substancji itd.).

Powyższy – poniekąd cwany – repertuar rozgryźli nie mniej lotni kursanci medycyny. Nikt nie miał pojęcia, czy asystentka zdawała sobie sprawę z oczywistości jej metody, czy raczej uważała się za nieprzeciętnie szczwaną, ale konstytuuje to problem obecnie peryferyjny. Naistotniejszą była możliwość roztropnego podejścia do sprawdzianu wiedzy poprzez segregację torturowanej grupy na osobników słabych, w miarę niezłych, dobrych i znakomitych. W zależności od koleżeńskiej oceny oraz osobistego samopoczucia (kryteria definitywnie przedniejsze niż sztywne testy), w imię zadośćuczynienia pragnieniom bezstresowej edukacji, dokonywano zawczasu trzeźwej alokacji pozycji w szeregu egzekucyjnym.

Grzesio przechodził przez spektakularną fazę łatwości zapamiętywania drobnych danych. Unikalne zjawisko, napadające człowieka znienacka, szokujące samo w sobie. Dieta? Rozpylyli coś nad miastem? Moce boskie? Nieważne! Czuł się obkuty na amen: potężny, genialny, niepokonany, śmiały.

Zespół 8 samców zwołał potajemne zebranie na godzinę przed egzaminem.

  1. Cel: dogłębna, obiektywna ewaluacja zasobów wiadomości zanim gruchnie nieszczęście.
  2. Metoda badawcza: uczciwe wyznania uczestników zlotu.
  3. Regulamin: tolerancja, zrozumienie, wsparcie.
  4. Taktyka: kiepscy na prawo (jej lewa strona), mocarni na lewo (jej prawa strona), przeciętniaki do środka.

Pertraktacje poszły sprawnie. Rozbrzmiały westchnienia ulgi, słowa pokrzepienia, echa grzmoceń po łopatkach, wyrazy wdzięczności. Stado postanowiło uczcić sukces pertraktacji tudzież ukoić nerwy papieroskami z kawusią.

Honorowo zaakceptował obowiązki ultralewicowe, ponieważ mądrości miał w małym palcu. Franek, prawie ze szlochem wzruszenia, przyjął prezent w postaci bezpiecznej funkcji radykalnego prawicowca. Stał skromnie pod ścianą, jarając seryjnie fajki, rozsyłając potulnie błogosławiące kumpli spojrzenia.

W końcu wleźli. Niczym zgrany pluton sołdatów, pomaszerowali żwawo zająć miejsca na swoich przyczółkach. Czekali.

Pani adiunkt powitała zgromadzonych przemiłym uśmiechem, co dodało otuchy. Siedziała w przepastnym fotelu vis-a-vis czerady dorodnych młodzieńców. Sympatycznie zagaiła: wszyscy podali swoje imiona, wychwalili przedmiot jako interesujący (jakżeby inaczej), pożartowali, pochichotali, otaksowali niewiastę kawalerskim wzrokiem. Nadchodził powoli moment rozpoczęcia sondażu.

Sielankę przerwał nagle huk nie z tej ziemi! Potworne dupnięcie zerwało wszystkich na równe nogi. Asystentka wydała z siebie ryk ugodzonej lwicy, toteż jeszcze bardziej zdezorientowała bandę facetów. Kobieta wiła się w bólu z tajemniczych przyczyn, lecz nikt nie zrobił kroku w obawie o własną skórę – dopiero po paru sekundach i przenikliwym zlustrowaniu pomieszczenia pomknęli na pomoc. Podtrzymywali niebogę za łokcie, wlekli ku kanapie, pocieszali. Chce szklankę wody? Valium? Spacerek wieczorem, he he?

Miała mokre odzienie! Dlaczego zwilgotniała?! Co się, do jasnej ciasnej, stało?! Można zdjąć ten przesiąknięty sweterek? Bowiem ciężki, niewygodny taki… Nie? O rany! Cokolwiek ją przemokło, było ciepłe! Przecież nie zrobiła siusiu w górę, na korpus, w dodatku z wielkim łomotem!

Pod butami trzeszczały rozrzucone kawałki białego plastiku. Co ciekawsze, na posadzce uformowała się kałuża, w której tkwiły owe zagadkowe szczątki. Sytuacja rosła piorunem do rangi fenomenów nadprzyrodzonych.

Krok po kroku, chłopy wykapowały łańcuch zdarzeń. Obudowa lampy jarzeniowej odpadła od sufitu wskutek przepełnienia wodą – prawdopodobnie przeciek w dachu, znajdujący ujście w zaiste niecodziennym zbiorniku. Waga cieczy przerosła wytrzymałość konstrukcyjną ustrojstwa, co spowodowało finałowy lot wcale pokaźnego klosza, prosto na biurko usytuowane o pół metra za egzaminatorką. Osłona grzmotnęła o brzeg stołu, rażąc odłamkami głównie w jej kierunku, a przy okazji chlusnęła na biedaczkę nagromadzona w jarzeniowym pocisku i przegrzana światłem deszczówka.

Zroszona – już docucona – nieszczęśnica pobiegła do toalety w celach wymiany garderoby na suchą. Poprosiła krzątających się z zapałem dżentelmenów o zaniechanie czyszczenia gabinetu – to zajęcie dla sprzątaczek na później. Powrócili więc na przydzielone z góry posterunki.

Znowu czekali… Co panienka porabia teraz w łazience? Wyjdzie w samym staniku? Wszakże nie ma zapasowego sweterka czy bluzeczki… Biustonosz zapewne również mokry, kłopotliwy, uciążliwy, wstrętny w dotyku – wypada go niezwłacznie zdjąć, narzucić kurteczkę albo fartuszek lekarski na nagie ciałko…

Ku gremialnemu zawodowi, wyszła odziana w świeży golfik. Dziewczyny zawsze trzymają w rezerwie ekstra ciuchy. Wyjmują tony szmatek z zakamuflowanych kątów, torebek, szuflad…

Część pokoju, gdzie stał fotel pani adiunkt, zaległ w ruinie. Zebrała papiery, przeszła na drugą stronę lokalu, gdzie postawiła zwykły taboret. Tym samym każdy z egzaminowanych musiał wykonać zwrot o 180 stopni – trudno prowadzić dyskusję z ich plecami.

Zadała 1 pytanie o ogólny podział wszystkich znieczuleń. Betka! Dostał je… Grzesio! Zaraz, zaraz… Chwila moment, kochana! Toż my zrobili parcelację! Niuchaj od lewej, wedle zwyczaju! On powinien pytlować w epilogu, nie w prologu!

Franek wstał rozdygotany. Odruchowo zaczął iść w kierunku Grzesia.

– Pan gdzie się wybiera? – asystentka wyraziła zdziwienie.

Groteskowy obraz: ona zainicjowała przed sekundą egzamin, zaś on spaceruje!

– Bo ja… Bo myśmy… – głos miał raczej bezradny.

– Bo co? Proszę usiąść i nie przeszkadzać.

Nieprzwidziany obrót wypadków na polu walki: przemieściła stanowisko dowodzenia na zaplecze, co zreorganizowało porządek w linii frontu, zatem Grzesio pokrywał prawe skrzydło (jej lewa strona), a Franek lewe (jej prawa strona)…

Koincydencja… Przeklęta lampa gwizdnęła w blat akurat pod wieczór, co do minuty o 17:00. Lało wczoraj, więc urządzenie miało do dyspozycji cały dzień na dopięcie swych marzeń o fruwaniu, natomiast wybrało na złość najfatalniejszą chwilę. Przypuszczalnie odwlekało popisy do czasu napływu kibiców.

Zaliczył przedmiot łatwo – na 5 – co go wcale nie radowało. Franek oraz 2 innych po lewej (jej prawej) oblało z kretesem.

Przez gównianą świetlówkę…

Pani adiunkt oblana, to i egzamin oblany!

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Fakt 1: Marek prezentował znaczne luki w nabytych wiadomościach (po prostu olał solidne przygotowanie) i wedle systemowych wymagań kwalifikował się na 2 termin bez szemrania.

Fakt 2: Marek zdałby przepięknie (razem z 2 pozostałymi kolegami), gdyby jarzeniówka nie podłożyła świni, co świadczy o zakorzenionej nieobiektywności maszyny edukacyjnej, zdanej nierzadko na ślepy los.

W szachach kardynalne są wszystkie 3 etapy potyczki: debiut, gra środkowa, zakończenie. Brak koncentracji w którymkolwiek stadium kosztuje porażkę. Chłopaki zademonstrowały otwarcie na miarę arcymistrza, następnie spoczęły na laurach domniemanego zwycięstwa, przegapiając manewry wroga w teatrze działań wojennych. Głupole zapomnieli o kompasie – ot co! Należało przetasować pozycje, kiedy dama hulała z fatałaszkami w kiblu. Niestety, oni upuścili wówczas wodze fantazji…

Bądź czujnym jak żuraw, zwłaszcza w obecności zmoczonej kobiety!

Odsłona 54 - Modus operandi - Część III Czytaj część III | Czytaj część V Odsłona 56 - Modus operandi - Część V

Publikacja w kategorii WTEDY | 8 części Modus Operandi w formacie PDF (1.29 MB) – pobierz tutaj Pobierz wszystkie 8 odcinków Modus Operandi w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

2 Responses to Modus operandi (Część IV)

  1. goldenbrown says:

    Znakomite!! I byłoby się wszystko świetnie udało, gdyby nie ten traf!! Ale widać Opatrzność czuwała, żeby niektórzy jednak się trochę poduczyli ;)
    Czasem wydaje mi się, że kiedyś wykładowcy mieli większą fantazję, niż teraz. Ale to sprawa subiektywnej oceny. Przypomniało mi się, jak to jeden z ówczesnych docentów egzaminował ładne studentki – dawał im do siedzenia wysoki stołek, (jak z laboratorium), a sam siadał na zwykłym krześle. Miał wlasciwie przed oczami nogi studentki i to chyba one zdawały.. ;)

    • Nie dziwię się, nic nie podejrzewam, nie teoryzuję, bowiem po cóż innego nadziewać studentki na wysokie taborety w czasie egzaminu, jak nie w celach, powiedzmy, mniej związanych z dydaktyką? Czyżby lepiej było je słychać? Może lepiej się odpowiada siedząc na strzelistym zydlu?

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: