Pęczki

Życie na pęczkachStrona tytułowa magazynu Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie - Kapsztad.pl, marzec-kwiecień 2014, nr 25.Tekst opublikowany w magazynie Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie – Kapsztad.pl (wydanie marzec-kwiecień 2014, nr 25 (131).

Zaparzył kawusię, wyłożył ciasteczka na talerzyk, rozsiadł się wygodnie na obrotowym fotelu, odpalił laptopa. Potem czekał cierpliwie, aż system operacyjny dojdzie z sobą do ładu, czyli wystartuje. Czas potrzebny na zadziałanie komputera (od momentu wciśnięcia przycisku „On”, do chwili ujrzenia pulpitu na monitorze) uległ niepomiernemu wydłużeniu na przełomie ostatnich 15 lat: niegdyś operacja zabierała parę sekund, jednakże dzisiaj człowiek wpierw ogląda hypnotycznie oscylujące logo koncernu Windows przez 2 minuty, po czym skupia wzrok na migającej diodzie pracy twardego dysku, ponieważ kliknięcie na cokolwiek w trakcie skrzenia cholernego światełka nie przyniesie żadnego skutku (maszyna ładuje masę programów, z których 80% jest kompletnie zbędnych). Mija 5 minut tych tajemniczych zabiegów i agregat można w końcu użyć.

Włączył Skype’a, co należało do niebezpiecznych przedsięwzięć, bowiem aplikacja mogła zapragnąć kolejnego uaktualnienia (chociaż zrobiła to przedwczoraj), natomiast zawsze zapluwa ekran reklamami, wykoncypowanymi z historii zawartej w przeglądarce, a potem ściągniętymi z internetowej czeluści do zaprezentowania na pokusę. Ujrzał banery stron randkowych dla facetów po czterdziestce, raźną propozycję zakupu Viagry, link do książeczki zatutułowanej „10 sposobów na uwiedzenie każdej dziewczyny w przeciągu godziny”. Obwieszczenia usług czy produktów niby praktycznych, aczkolwiek Grzesio chciał pogawędzić z kumplem, więc wysiłki firm marketingowych spełzły na niczym. Akurat przed rozmową nie miał ochoty usztywniać sobie penisa lub szukać nałożnicy.

Minęło konwulsyjne wyświetlanie elektronicznych szyldów – program zastygł w spokoju, znaczy przybrał konfigurację gotowości do pracy w swojej dziedzinie. Grzesio lustrował kolumnę kontaktów, aby zobaczyć, kto ślęczy na linii. Krzyśka nie było.

Wszak umówili się na telefon! Może spóźniony? No nic, zobaczy za 5 minut…

Po kwadransie siorpania kawy, zakąszania wyrobami cukierniczymi, stukania palcami w blat biurka, spozierania na sufit (jakby nigdy wcześniej go nie zauważył), wysłał do kolegi zwiadowczego SMS-a. Brak odpowiedzi… Zniecierpliwony zadzwonił – nikt nie odbiera. Ech, pal to licho!

Wieczorkiem ponowił procedurę uruchomienia Skype’a – bardziej skomplikowaną tudzież przewlekłą niż zerwanie wachadłowca kosmicznego do lotu. Przyrzekł 2 dni temu synowi, że tyrknie po 22. Niestety, młodzieniec był nieobecny na łączach. Wykręcił jego numer – bezskutecznie. Usłyszał jedynie uprzejme powitanie z poczty głosowej: „Tutaj telefon Polskiego! Jak leci? Gdzieś mnie wywiało, zatem nie pogadamy, ha ha! Nie pękaj – nagraj cosik, to kiedyś zareaguję. Ciao!”. (Polish, czyli Polski – ksywa latorośli Grzesia.)

Tata począł transmisję wiadomości, próbując nadać głosowi wesoły ton, wskazujący na pozorną integrację z obecnie modną niefrasobliwością: „Cześć synu! Co słychać? Tak tylko zagajam, bo tego… eee… No, mieliśmy poplotkować na Skypie! Czyżby wypadła niespodziewana imprezka, ha ha? No to ten… eee… Daj znać, kiedy znajdziesz chwilkę dla starego, ha ha! Trzymaj się wiatru – taki rodzimy żart, ha ha! Na razie!”.

Siedział zdegustowany, myśląc o przyczynach ludzkiego zapominalstwa, ewentualnie zwykłej obojętności. Gdzie tkwi sedno sprawy? Banalna komunikacja werbalna, pomiędzy bliskimi bądź przyjaciółmi, urasta do rangi wydarzenia na miarę randki z modelką: należy sprawić wrażenie osobnika wartego zachodu, nadać setkę zwiadowczych tekstów, ustalić godzinę, przygotować sprzęt, wykazać zrównoważenie czekając na guzdralskich, udać znieczulicę w obliczu pokrzyżowanych planów, zareagować radosnym rechotem na standardowe wytłumaczenia z tutułu niedotrzymanych obietnic.

Nowoczesne technologie powinny kontakt ułatwić, zaś go utrudniają (jeżeli zdefiniujemy „kontakt” jako wymianę zdań drogą ustną). Czyż nie doświadczamy zalewu rzeczywistości e-mailami, SMS-ami, MMS-ami, nowinkami z portali społecznościowych, agresywną promocją w postaci wyrywkowych fraz albo teatralnych zdjęć, zajawkami serwisów informacyjnych itd? Niebezpieczny trend, sztucznie duszący wrodzone zamiłowanie gatunku homo sapiens do bezpośredniej styczności z bliźnimi. Wszak natura nie wyekwipowała nas w krtań w celach dekoracyjnych, lecz funkcyjnych. Tym samym, oczy nie służą wyłącznie do rejestracji sfabrykowanych obrazów, gdyż posiadają daleko ważniejszą rolę obserwacyjną, niezmiernie istotną w trakcie międzyludzkich interakcji „na żywo”. W finale wyścigu do izolacji cielesnej, zażądamy telefonów komórkowych wyposażonych w utensylia do zaspokajania potrzeb intymnych – po kiego się kąpać, fatygować do łóżka, męczyć członki śmiesznymi wygibasami, kiedy podręczne akcesoria seksualne załatwią sprawę w 5 minut, za darmochę?

Zdecydowanie ciekawszym efektem ubocznym informacyjnego szaleństwa jest, paradoksalnie, chroniczny brak czasu na cokolwiek. Trio komputerowo-smartfonowo-internetowe ma zadanie, wedle zdrowego rozsądku, obdarować wszystkich bezmiarem wolnych chwil na pielęgnowanie ciała i duszy: ablucje relaksujące, hasanie z dziatwą, medytacje, leśne wędrówki, składanie modeli samolotów, Kamasutra, kino plus tysiące innych aktywności. Tymczasem odczuwamy odwrotne – nad wyraz kretyńskie – konsekwencje: wir bajtowego tornada wysysa resztki sekund z już zalatanych dni, doprowadzając wręcz do pogłębiającej się nieefektywności, bo jak inaczej zdefiniować fakt deficytu minut na trywialne ploteczki ucho w ucho?

Winę ponoszą pęczki. Tak naprawdę, pęczki są zarazem przyczyną i skutkiem iluzorycznych – utożsamianych z technologicznym postępem – ułatwień.

Grzesio miał przyjemność odkryć pęczki wbrew własnej woli, albowiem otrzymał od podstępnego syna prezent: nowy smartfon o bajeranckiej nazwie Nokia Lumia 520. Ustrojstwo potrafiło dokonywać wielu cudów, aczkolwiek najgorszą ergonomiczność wykazywało w przypadku rozmów telefonicznych.

Gwoli skorzystania z przepastnych możliwości gadżetu, konieczny był zakup data bundle. Spece marketingowi w Polsce elegancko przetłumaczyli powyższą frazę na „pakiet danych”, co sprawia wrażenie prestiżowego portfolio inwestycyjnego, ale faktycznie stanowi wiązkę megabajtów, systematycznie uszczuplaną w miarę utylizowania usług sieciowych firmy telefonicznej.

Grzesio pęczek nabył, by po około 40 dniach odebrać bezczelne, SMS-owe pouczenie: w wypadku nie skonsumowania pozostałych 80% megabajtów przez następne 2 doby, wiącha straci ważność! Słowem, odebrano mu przyjemność oszczędzania, usiłując zmusić do wysyłania czy pobierania okruchów informacyjnych na łapu capu!

W tym miejscu rozszerzmy fantastyczny pomysł na branżę paliwową: jeżeli kierowca nie spali 50 litrów paliwa przez tydzień, przyjadą umyślni ze stacji benzynowej i odessą resztę z baku (chyba, że właściciel wyjeździ zapas, zasuwając samochodem w kółko po okolicach). Czyścioszkom, którzy nie umieją wykończyć mydła w okresie 5 dni, producent zarekwiruje nadwątloną kostkę (niemniej jednak posiadacz ma prawo wyeksploatować nadwyżkę, na przykład zażywając parunastu kąpieli w ostatni dzień).

Pęczkowy system, oprócz promowania obsesyjnego dziobania jarzących ekraników w towarzystwie (zachowanie identyczne z odwróceniem się tyłem do grona i puszczeniem głośnego bąka), okrada z cennego czasu. Wychwalając pod niebiosa błyskawiczność elektronicznych cacek, lekko wpaść w pułapkę kultu skuteczności oraz taniochy bezprzewodowych mediów.

  1. Po pierwsze, niska cena wiechetka danych ma ścisłe powiązanie z przejmowaniem na własny kark obowiązków, dawniej wykonywanych przez zatrudnionych pracowników (rezerwacja biletów, otwieranie kont, zabawa w kasjera przy uiszczaniu należności w wirtualnym sklepie kartą płatniczą, poszukiwanie lepszych alternatyw itp.). Ewidentnie, klienci nieświadomie adaptują funkcje etatowców bez wynagrodzenia, co pozwala komuś zarobić nieziemski grosz, uniknąć wielu kłopotów z podwładnymi i wygospodarować wolne tygodnie na urlopik. Równocześnie zalatani niewolnicy błogosławią dobrodziejstwa, wynikające jakoby z wygniatania paluchami komputerowych myszek. Kuriozalna sytuacja: ci, którzy tracą, myślą, że zyskują, dzięki czemu ci, którzy fabrykują tęże fikcję korzyści dla konsumentów, obrastają w jeszcze więcej, niż dotychczas zgarniali!
  2. Po drugie, termin „pęczek” sugeruje ograniczenie – nie harmonijną ciągłość – co z kolei wymusza podświadomy, absolutnie niepotrzebny, pośpiech, a zarazem błędne przekonanie o normalności spazmatycznego nadawania zaśmiecających eter, ogołoconych z praktyczności anonsów („Zaszedłem do sklepu. Oglądam LEGO, które są duńskimi klockami.”; „Odpoczywam w łóżku. Załączam zdjęcie, jak właśnie wyglądam odpoczywając w łóżku – zobaczcie, na czym to polega.”; „Mój pies ma dobry humor: popatrzcie na jego mordę, wyrażającą radość! Ma język na wierzchu!”).
  3. Po trzecie, obsługa pęczkowego trybu życia pożera godziny i koszta: ładowanie baterii, dźganie klawiatury, uaktualnianie, wysyłanie, odczytywanie, ripostowanie, przerywanie pracy na gwizdnięcie smartfonu, Skype’a bądź innego gówna, wyglądanie odpowiedzi, uzupełnianie rezerwy pęczków itp.

Proces dystrybucji pęczków posiada niesamowitą właściwość: spontanicznie porywa serca swych fanów, adorujących naparstki megabajtów. Trik polega na pozbawieniu przeciętnych zjadaczy chleba wyboru, toteż alternatywa bezpęczkowa istnieje wyłącznie dla bogaczy na tzw. kontraktach. Rzec można, iż pęczki samoistnie pączkują, omamiają, uzależniają – słowo ciałem się staje.

Najszybciej, najpewniej, bez wcześniejszych aranżacji, Grzesio nawiązuje łączność ze swoją ponad 70-letnią mamą. Ona bez pudła odbierze telefon, o dowolnej porze dnia i nocy. No cóż, matuchna nie podzieliła egzystencji na pęczki, więc dysponuje rozległym obszarem czasowym.

Rutyna konsekwentnie uczy o dominacji produktywności bezpośrednich kontaktów. Parominutowa dyskusja bądź osobista wizyta rozwieją wątpliwości, utwierdzą w decyzji, zoszczędzą czas, pieniądze, poza tym nerwy. Rzadko kto (z reguły starszy obywatel) ulegnie pokusie reakcji na szczegółowy e-mail.

Niebezpiecznym jest traktowanie internetu oraz przeróżnych aplikacji w charakterze ostatecznych narzędzi do sfinalizowania celów, ponieważ zamiast wymarzonych rezultatów utoniemy – bezwiednie zmanipulowani – w pęczkowej otchłani, a gdy będziemy pochłonięci obsługiwaniem tychże pęczków, wspaniałe okazje przejdą niezauważone koło nosa, zaś najlepsi przyjaciele o nas zapomną. Mało tego, zagrzebani w pęczkach, wynajdziemy tysiące dowodów na ich fantastyczność, wyśmiewając anachroniczne metody załatwiania spraw – stan końcowy nałogu (odrzucenie oczywistego), uniemożliwiający dojrzenie błękitu nieba spod pokładów megabajtów, transformujący istoty biologiczne w posłuszne zombie, opisany nieźle w filmie „Matrix”.

Pakiety danych - pęczkowy świat

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Nie pękaj – odrzuć pęczki! Powiedz tyle, ile chcesz – nie na ile pęczek pozwala! Bądź panem swego czasu!

Publikacja umieszczona w kategorii MIGAWKI | Format PDF (0,7 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Pęczki w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

2 Responses to Pęczki

  1. goldenbrown says:

    Niedawno wpadłam w pułapkę „pęczka”, gdy okazało się, że na karcie mam jeszcze kilkadziesiąt zł, a czasu na wygadanie, czy inne pochłonięcie onej własności tylko 2 dni.
    Zadzwoniłam do operatora i dowiedziałam się, że mogę przedłużyć czas konsumpcji pęczka za jedyne kilka zł. Cóż, operator ma ode mnie w prezencie owe kilka zł, a ja czuję ulgę, że nie straciłam kilkudziesięciu zł.
    Pozdrawiam :)

  2. goldenbrown says:

    Grzesiu, to TYLKO zabawa, zapraszam, jesli miałbys ochotę, ale nie pogniewam się, jeśli nie zechcesz :)
    http://ugoldenbrown.wordpress.com/2014/03/09/gdy-dostaje-sie-nagrode-to-sie-czlowiek-cieszy/

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: