Du-ka-cja (Część II)

Du-ka-cja, czyli współczesna edukacjaStwierdźmy śmiało: szkoła to praca, a w zasadzie etatowcy w trakcie instruktażu, stąd absencja uciechy z nauki. Marzenia zdolnych i kreatywnych spala się na popiół w krematorium racjonalizacji: tutaj, na farmie eksterminatorów innowacyjności, dojrzewają strażnicy utartych struktur.

Wygrywa ten, kto podoła bystremu zakodowaniu oraz odtworzeniu maksimum danych wedle spreparowanej matrycy – człowiek-magnetofon, legendarny kujon. Ćwiczenia konceptualne mają wyznaczone limity: nikt nie pyta o opcje, lecz o rozwiązanie w granicach podanych parametrów. Kto słyszał o nauczycielu, formułującym kwestię w sposób następujący: „Nasz podręcznik przytacza ‘xyz’. Proszę podsunąć inną drogę ku osiągnięciu deklasujących wyników.”. Przytoczona propozycja dyktowałaby kreatywność, czyli selekcję pionierów poprzez odstąpienie od programu kopiowania ad nauseam odwiecznych schematów.

Wyłącznie tworzenie przyniesie słodką satysfakcję, z kolei rygorystyczna replikacja zadręczy młody mózg. Do sztuk należy odróżnienie edukacji od du-ka-cji: pierwszy termin podszeptuje wsparcie ku suwerennemu rozkwitowi, otworzenie przestrzeni dla nieskrępowanej aktywności umysłowej, katalizę odkryć drogą wolnej wymiany płodów myślenia; druga – grzesiowa – definicja rekomenduje promowanie potworów potrafiących tępawo wydukać podsunięte komunały, zażarcie bronić wytartych frazesów, w konsekwencji reklamować stereotypowość, w tragicznym końcu wykładać szablonowość.

Nie dziwota, że w narybku społeczeństwa rośnie awersja do farm dukaczy, obdzierających awangardowe dusze z upojenia komponowaniem nowego. Ludzie utuczeni na przeciętności mylą trend ucieczki od agregatów edukacyjnych z lenistwem bądź próżnością, chociaż sami od dawien dawna spoczywali na laurach bezproduktywności, usiłując wmówić pozostałym korzyści płynące z dukania.

Bezsporną rozrywkę sprawia nauka sprzężona z naszymi pasjami. Czyż nie potwierdzą tego panie, zatopione w pozycjach na temat aranżacji kwiatowych albo panowie, zaangażowani w kółka modelarzy samolotów? Wszakże migiem wchaniamy wiedzę z dziedzin naszego zainteresowania, nieprawdaż? Dlaczegoż więc zmuszamy dzieci do czegoś, czego osobiście nienawidzimy?

Talent analizy sytuacyjnej z perspektywy nadchodzi z wiekiem. Tragizm świata polega na, mówiąc delikatnie, niechęci czy obawach starszych obywateli do transformacji status quo. Grzesio twierdzi, iż korzenie mentalnej inercji seniorów tkwią głównie w indoktrynacji – głębokiej wierze w skuteczność magla oświatowego, poprzez który sami przeszli. „My tyż to robiliśma, to i ty dymaj!”.

Idealna przyszłość dziecka w oczach rodziców

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Wysłał syna do szkoły z przesłaniem: naucz się uczyć, ale nie spętaj równocześnie wyobraźni łańcuchami oklepanych poglądów. Istnieją podstawowe informacje, nieodzowne dla każdego: jak czytać, jak liczyć, gdzie znaleźć źródła wiedzy. Reszta jest kwestią spontanicznego rozkwitu predylekcji.

Rzecznicy więdnącego obecnie porządku dukania powinni w te pędy zmodyfikować platformy opiniotwórcze, bowiem zaznają przebudzenia w rączką w nocniczku. Brzdące potrafią zawładnąć alfabetem z asystą tabletów, po czym wleźć na witryny faktycznie intensyfikujące myślenie – w przeciągu paru tygodni zakasują starych elokwencją. Proszę odpalić dowloną wyszukiwarkę, wydziobać na klawiaturce słowo TEDx, potem posłuchać, co niezawisłe ludziska mają do powiedzenia. Opadnięcie kopary do piwnicy murowane.

Och, nie znamy angielskiego? Doprawdy, nie ma potrzeby wyjazdu na kurs na Maltę za ponad 20 tysięcy euro, co nasi milusińscy już pojmują. Za chwilę zagaworzą w narzeczu rodzicom nieznanym.

Grzesio miał okazję oglądnąć 40-minutowy dokument o kryminaliście z USA. Faceta przydybano za mierne przekroczenie, wsadzono do ciupy na 2 wiosny. Tam, w więziennym zaciszu, gość począł wertować albumy o antykach, odkrywając w sobie miłość do srebrnych arcydzieł: naczyń, figurek, zegarów. Biżuterię olewał z niewyjaśnionego powodu – prawdopodobnie nie lubiał broszek, kolczyków, innych dupereli.

Przeorał kilkaset książek na temat, sporządził skrupulatnie notatki. Po wypuszczeniu na światło dzienne, odwiedzał galerie, siedział na aukcjach, śledził magazyny, analizował ogłoszenia, poznał sieć antykwariuszy. Ponadto począł intensywnie ćwiczyć na siłowni, jadł zdrowe rzeczy, zbalansował harmonogram dnia (praca, aktywność fizyczna, edukacja, wypoczynek). Po długich miesiącach władał orientację kto i gdzie kumuluje obiekty jego pożądania. Pieczołowicie obserwował rezydencje prywatne, opracowując niesztamponowe metody włamań. Działał w pojedynkę – nikt nie miał pojęcia o zakusach złoczyńcy.

Robotę realizował sprawnie, nie pozostawiając żadnych śladów, kradnąc selektywnie najwartościowsze okazy, zostawiając marne buble w spokoju. Złota, pieniędzy oraz elektroniki nie tykał. Upłynniał łupy zanim właściciele zorientowali się w zgubie, zatrzymując w swojej kolekcji najukochańsze cacuszka. Przecież był hobbystą, niezależnie od złodziejskiej natury.

Setki policjantów – uzbrojonych w specjalistyczny sprzęt laboratoryjny, dysponujących tłumem kapusiów, zaciągającycych języka od ekspertów nie lada – demonstrowało bezsilność. Kombinowali tradycyjnie mniemając, że powstał następny syndykat z powiązaniami w mafii, urzędach bezpieczeństwa, firmach instalujących alarmy, kim tam jeszcze. Dopadli go dopiero po latach. Nie mogli uwierzyć w egzystencję pojedyńczego rabusia, stojącego za kupą niewyjaśninych przestępstw.

Niebanalny amator srebra trafiłby za kraty na wieki. Na szczęście FBI pośpieszyło z pomocą, ofiarując geniuszowi, niczym capo di tutti capi, biznes nie do odrzucenia: wolność za posadę w szeregach obrońców prawa. Od tamtego czasu pracuje w imię dobra społeczeństwa, ciesząc się renomą speca nie z tej ziemi w kręgach kryminologów. Równolegle praktykuje żyłkę zbieracką, budując fortunę na uczciwym handlu srebrnymi reliktami.

Hasło „Wolna edukacja dla wszystkich!” jest atawizmem, apelującym do przeświadczenia o tajemniczych mocach przeciwdziałających nabywaniu wiedzy, tym samym podżegającym odruchy liberalne („Nie bendom mnie tutej psyzywac ciem-mnym!”). Stąd kiełkuje następne przekonanie o niezbędności zuniformizowanej maszyny do wtłaczania w głowy standardowych mądrości, by obywatele podciągnęli reputację do statusu wyedukowanych. Tymczasem niegodziwiec z Ameryki nabywał kwalifikacji właśnie w niewoli, bez nauczyciela przy boku, zaprzeczając wyświechtanym zapatrywaniom.

By żądaniom mas stało się zadość, burżuazja (warstwa oświecona w systemie nieskażonym przymusem, przeto dysponująca dalekowzrocznością) wykoncypowała fabryki przyszłych pracowników, zwane szkołami. Ergo: zamiast trenować w korporacjach, tresura ma miejsce wcześniej. Za darmo – bez kosztów poniesionych przez szefów koncernów.

Grzesio nie zawróci Wisły kijem – świat ulegnie samoistnym przeobrażeniom, co już widać gołym okiem. Miliony absolwentów po du-ka-cji nie umieją namierzyć zatrudnienia. No cóż: system ulega zmianom zbyt szybko, przeganiając o wieki przystosowanie du-ka-cyjne. Bezrobotni, typowo, podnoszą wrzask, organizując protesty przeciwko niesprawiedliwości, wytykając oskarżycielskie palce, grożąc rewolucją. Nic nie wkórają, ponieważ wybrali ścieżynkę du-ka-cji – trudno dzięciołom wyszperać zajęcie w postępowej cywilizacji.

Jeżeli masz dzieci uważaj, co im doradzisz. Pamiętaj: dukacze wyginą.

Pamiętamy jegomościa, który opuścił koledż, albowiem zapałał miłością do idei własnej firmy? Taki przeciętniak w okularkach, skromny, wcale nie przystojny. Firma – bodajże – Microsoft czy coś…

„Przypadki tego rodzaju zdarzają się raz na milion, panie mądraliński!”

Nooo… No tak: bo tylko jeden na milion próbuje, panie Dukacz.

Odsłona 65 - Du-ka-cja - Część I Czytaj część I

Publikacja umieszczona w kategorii FILOZOFIA | Format PDF (0.7 MB) – 2 części Pobierz 2 części publikacji Du-ka-cja w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: