Kotek

Kotek patrzy na światNapastują człowieka na każdym skrzyżowaniu w przeciętnym południowoafrykańskim mieście: wyciągają złożone w koszyczek dłonie, robią smutną minkę, jęczą błagalnie o parę zdewaluowanych centów. Niektórzy wieszają na szyi szyldy z obwieszczeniami: „5 dzieci. 1 żona. Bez pracy. Pomóżcież!”. Inni oferują chińskie buble w postaci niedziałających ładowarek telefonów komórkowych, zwojów czarnych worów na śmieci (słabszych od papieru toaletowego), afrykańskich statuetek (też Made in China).

Istnieje odrębna grupa zrzeszonych przez lokalne wydawnictwa, kolportująca brukowce. Bardziej spryciarscy myją na siłę okna, rzucając się znienacka na maskę samochodu, wylewając brudną wodę na czystą szybę, by za sekundę rozsmarować zawiesinę obleśną ścierką, po czym żądają agresywnie „co łaska” za wyświadczony serwis.

Przejazd z punktu do punktu stanowi zatem przeprawę komandosa. Grzesio, podstępnie, zwalnia przed światłami, aby dodać gazu dokładnie w momencie zabłyśnięcia zielonego. Fortel często nie wypala, zmuszając do wyhamowania – wówczas, w zamkniętym szczelnie wozie, zatapia uwagę w smartfoniku, niby nie rejestrując żebraczych band oblepiających karoserię. Pozostali użytkownicy dróg stosują analogiczne taktyki: w rzędach gablot majaczą pochylone głowy kierowców, analizujących w skupieniu elektroniczne ekrany. Wszyscy otrzymują SMS-y oraz e-maile w tej samej chwili, panie! Cóż za zbieg okoliczności!

Tymczasem w miejscach postojowych czeka zaczajona banda samozwańczych wartowników – ochronią brykę przed kradzieżą za bezcen. Połowa z nich straszy aparycją rzezimieszków, więc lepiej nie dyskutować, jeno bulić w te pędy, zanim fura wyparuje. Stawki są szalenie przystępne, inspirując wątpliwości dotyczące sensu oficjalnego ubezpieczenia.

Na parkingu jednego z centrów handlowych operuje gość zgoła odmienny. Wysoki do nieba, chudy, brodaty, biednie – aczkolwiek schludnie – odziany: wytarte dżinsy, koszulka w kratkę, fikuśny kapelusik. Nie podbiega z reklamami usług, lecz zamiera prawie na baczność parę metrów dalej, przekrzywia pytająco makówkę i obserwowuje reakcję wyłażących z pojazdów przybyszy. W rękach, blisko ciała, trzyma notesik z długopisem.

Ponieważ demonstruje ewidentne intencje, pozbawione równocześnie elementu przymusu klienta do subordynacji, właściciele z reguły wyrażają aprobatę lekkim skinieniem głowy – wtedy dziarskim krokiem podchodzi, lustruje zaparkowaną maszynę, spisuje numer rejestracyjny (nietypowa rutyna), rozpoczyna czaty nieopodal. Emanuje zaangażowaniem, solidnością, uczciwością. Po prostu: skrupulatny dozorca powierzonego mienia.

Pomimo cichości jest tak przekonywujący, że inkasuje zdecydowanie więcej od konkurencji w branży – nawet od Grzesia, znanego sceptyka, który niejednokrotnie dumał nad genezą charyzmy tego osobnika. Ludzie, dysponujący werwą ponad przeciętność, czerpią natchnienie z niewidzialnych gołym okiem źródeł będących motywacją ku dynamiczności. Wiedzą podświadomie, co robić w celu osiągnięcia sukcesu, bowiem istnieje w ich realności tajemniczy element stymulujący zacność.

Pewnego dnia tkwił w kolejce przy kasie akurat za awangardowym stróżem, dzierżącym koszyk wypchany po brzegi towarem. Wścibsko sondował, co też facet nabył za ofiarowane – wcale niezłe – pieniądze. Na ladę wychynęły pszenny chleb, parę najtańszych konserw rybnych, kostka obrzydliwej margaryny, szare mydło o dwojakim zastosowaniu do kąpieli i do prania. Czyżby zarobił tak malutko?!

Zaraz, zaraz – to nie koniec zakupów! Przez skaner poczęły jechać najdroższe puszki mięsne oraz worki z najprzedniejszym pożywieniem dla…

Przełknął ślinę we wzruszeniu: dla kota…

Asortyment wykluczał obecność kobiety w życiu poczciwego chłopiny. Miał kotka, może 2 kotki…

Gdzie mieszkał? Jak dojeżdżał do „pracy”? Ile tych kiciusiów? Dlaczego…

Al ma kota

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Strona tytułowa magazynu Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie - Kapsztad.pl. listopad-grudzień 2014, nr 29.Zwilgotniały mu oczy… Cóż wie o doczesnych zmaganiach wielu bliźnich? Nierzadko popada w schematyczne trendy koncepcyjne, podyktowane własnymi domniemaniami, spotęgowane opiniami otoczenia, zahartowane dodatkowo propagandą. Historia ekscentryka z parkingu raz jeszcze zrewidowała grzesiowe podejście do stereotypów myślowych, przyjmowanych za pewnik na jego płaszczyźnie egzystencjalnej.

Nigdy nie zamienili ze sobą słowa – niekonieczne celem pojęcia, jak bardzo ten skromny mężczyzna kochał swojego kotka. Autentyczna miłość – nawet do zwierzątka – znajdzie drogę milczącej manifestacji poprzez szlachetność, intuicję, racjonalizację, wytrwałość itd., natomiast fałszowane uczucia muszą być afiszowane publicznie.

To, co widzisz i doświadczasz jest prawdą, a nie to, co tobie mówią…

Tekst opublikowany w magazynie Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie – Kapsztad.pl (wydanie listopad-grudzień 2014, nr 29 (135).

Publikacja umieszczona w kategorii KRÓTKO | Format PDF (0.6 MB) – pobierz Pobierz publikację Kotek w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: