Sztuka wojny

Sztuka wojnyTata był Grzesia herosem, nieskazitelnym wzorem manier tudzież idei. Cokolwiek powiedział bądź uczynił, synek albo wiernie powtarzał, albo wchłaniał jako absolutną matrycę światopoglądową.

Zamiast używać wulgaryzmów w formie przecinków, ojciec zakrapiał wywody słowem „rozumiesz”: „Sytuacja wymaga analizy, rozumiesz.”; „Nie potrafię, rozumiesz, natychmiast przyjechać. Muszę wpierw zatankować, rozumiesz.”. Paradoksalnie, pomimo niejako indagującego charakteru frazy, zdania wcale nie brzmiały pytająco, lecz wręcz odwrotnie – oznajmiały fakty, podkreślając zero negocjacyjnych szans rozmówcy.

Grzesio kopiował nutę i fizjonomię starego, gdy na podwórku bawił się z dziećmi w piaskownicy. Przybierając poważną minkę, cedził: „Zrobimy babeczkę, rozumiesz.”; „Kopiesz, rozumiesz, za mocno. Złamiesz łopatkę, rozumiesz.”. Narzucanie akceptacji zgrabnym zwrotem imponowało malcowi – wszak gaworzył w stylu stanowczego gościa!

Papa uzewnętrzniał idealistyczne zenity: nieomylny, autorytatywny, precyzyjny, opanowany, mądry, doświadczony, nieustraszony. W porównaniu, bohaterowie mitologii greckiej stanowili flejtuchowatą, paplającą bzdury bandę!

Aż nadszedł dzień konfundujący…

Uwielbiał wakacje u wujostwa. Ogromny ogród, pyszne jedzonko, późne wstawanie, rozpuszczanie prezencikami, spacerki w lesie… Ach, raj na ziemi!

Tata zażywał relaksu: siedział skupiony w kąciku kanapy, pochłaniając grube tomisko na temat Hitlera. Ciocia z wujkiem oglądali telewizję, zaś Grzesio klęczał na parkiecie i bazgrał w kolorowance.

Atmosferę sielanki uciął przeraźliwy wrzask „O Jezu!”. Oto ojciec wystrzelił w górę niczym oparzony! Jednym susem czmychnął na werandę, po czym zza okna wbił płochliwy wzrok w miejsce, gdzie przed sekundą spoczywał. Reszta sparaliżowanego towarzystwa spojrzała w tym samym kierunku.

Kanapę umieszczono w rogu salonu. Pomiędzy oparciem oraz ścianą powstała mała wnęka, w której zamajaczyła główka… kociątka. Spryciarska kicia jakoś wlazła od tyłu (może od spodu) na podłokietnik, pragnąc pieszczot, jednakże obiekt adoracji uciekł w siną dal. Przycupnęła więc zdezorientowana, tęsknie miauknęła, przeciągnęła się, powędrowała dalej.

Grzmotnął rubaszny rechot! Rejterant wychynął z balkonowej kryjówki, maskując wpadkę grymasem zniecierpliwienia. Kompromitacji dopełniło sprostowanie, zapamiętane przez Grzesia na wieki:

– Przepraszam, myślałem że to pająk…

Kotek-pająk

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Prysnął obraz rodzica-bożyszcza, zastąpiony chłopięcą ciekawością: jak dorosły facet zareaguje na podobne bodźce stresogenne?

W ciasnym, komunistycznym mieszkanku M5, dzielił z jego siostrą, Natalią, długawy, niewygodny pokój. Mieli osobne łóżeczka: on pod oknem, ona przy drzwiach.

Wieczorami, ojciec zwykł czytać lub opowiadać im bajeczkę, zawsze leżąc na wyrku z Natalką.

Znając szczegóły rytuału, Grzesio starannie przygotował pole eksperymentalne. Przewlekł sznurek pod prześcieradłem siostry po lewej stronie (ulubiona lokalizacja taty), a drugi koniec trzymał w garści. Doskonale zakamuflował linkę, wijącą się wokół nóżek mebli i pod dywanem, aż do jego legowiska.

Po rozpoczęciu lektury kolejnego rozdziału „Kubusia Puchatka”, odczekał pięć minut na kompletne rozluźnienienie starego, następnie lekko pociągnął sznurek.

Narrator znienacka zamilkł, naprężył mięśnie, podniósł głowę z poduszki, uważnie nasłuchiwał.

– Co się stało? – zapytała zaintrygowana Natalka.

– Nie… Nic… – trochę niepewnie wymamrotał tata.

– To czytaj dalej! – ponaglała. – Dlaczego Kłapouchy pływał w rzece?!

Po chwili seans powrócił do spokojnej tonacji, zatem Grzesio targnął sznurem ponownie.

Osiągnął spotęgowany efekt: ojciec błyskawicznie zamknął książkę, usiadł, odrzucił kołdrę, bacznie lustrował materac.

– Czułaś to? – zagaił nerwowo.

– Nieee…

– Coś jakby… Eee…

Manifestował dzielności wobec córki, na przekór podyktowanej strachem żądzy dezercji – dręcząca mieszanina intencji.

Tymczasem niesforny gołowąs z trudem powstrzymywał chichot.

Po uporządkowaniu pościeli wznowiono odczyt, ale głos lektora utracił sporo na melodyjności. Małolat wykorzystał wiszące w powierzu podrażnienie: tym razem gwałtownie szarpnął linką.

Sponiewierany psychicznie tata zademonstrował gibkość kangura: śmignął z betów jak z procy, zerwał prześcieradło, zaczął energicznie walić w tapczan pięścią.

Siostra płakała, Grzesio pękał ze śmiechu: surrealistyczny epilog przygód Kubusia Puchatka.

Urwis bezczelnie kontynuował eksploatację arachnofobii…

Biblioteka ojca zajmowała całą ścianę. Najlepsze pozycje tkwiły pod sufitem – na górze kredensu, nie pełniącej bynajmniej funkcji półki. W celu dotarcia do tych cennych tutułów, zainteresowany musiałby użyć krzesła względnie drabiny. Domownicy wynaleźli cwaną drogę na skróty: gramolili się na masywniejszą, szerszą szafkę u dołu regału, na której utrzymywali równowagę poprzez dotykanie wyższych partii mebla opuszkami palców. Wyciągali szyjki, dokonywali selekcji, delikatnie wyłuskiwali namierzony tom, zeskakiwali z baletmistrzowską gracją na ziemię.

Cudem, nikt nie zginął pod lawiną papieru zmieszanego z drewnem – konstrukcja nigdy nie uległa dezintegracji podczas karkołomnych akrobacji bibliofilów.

Przewidując chrapkę taty na lekturę, Grzesio umieścił na najwyższym rzędzie książek… gumowego pająka! Straszydło, sprzedawane na jarmarkach w latach 70., o gabarytach dłoni, zadziwiająco imitujące czarną tarantulę.

Oczywiście, stwór był widoczny wyłącznie po wskoczeniu na regał, co też papcio wnet zrobił: balansując niczym modliszka wypatrywał publikacji, która zaspokoiłaby gusta owego popołudnia. Nagle jego ciało zesztywniało! Niezdarnie, na dygoczących nogach, jednakże wartko, hycnął na podłogę! Ujął w prawicę kijek do ringo, dźgając nim w półki na oślep, usiłując spłoszyć potwora!

Zachowanie nad wyraz kontrastujące z hipotetyczną statecznością oficera Marynarki Wojennej… Dobrze, że nie sięgnął po pistolet, aby wypruć magazynek w kauczukowego stworka.

Upadek z piedestału glorii niesie niebezpieczeństwo przykrych następstw. Rozczarowani wierni, poniekąd wystychnięci na dudka, łakną zadośćuczynienia, zazwyczaj w postaci wymierzenia kary, zadania dobijających ciosów, obserwacji męczarni zdyskredytowanego już osobnika. Prymitywny atawizm – rodzaj zamelinowanego w genach sadyzmu.

Strona tytułowa magazynu Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie - Kapsztad.pl. styczeń-luty 2015, nr 30.W przypadku Grzesia sprawy nie wyglądały odmiennie: wykrycie słabości ojca rozpaliło u niedorostka ambicję dominacji, kontroli, zwycięstwa, dokładnie podług nauk Sun Tzu w „Sztuce wojny”. Mimochodem praktykował strategię, zaproponowaną przez militarnego geniusza – groźne nastawienie, spaczające dojrzewającą mentalność!

Tata, żołnierz zawodowy, znając dynamikę pola walki (przynajmniej teoretycznie), ukrywał defekty, aczkolwiek nie tylko przed wrogami. W konsekwencji przeinaczył doktryny San Tzu, bowiem kamuflaż wśród swojaków nie należy do taktyk korzystnych.

Pomny powyższym wydarzeniom, Grzesio wyjawił synowi wszystkie swoje wady. Asekurant, nie chciał ani zostać wydrwionym w razie wyjścia szydła z worka, ani nadwątlić subordynacji jedynaka.

Nie poszedł w ojcowskie ślady – nie pomylił, rozumiesz, teatru wojennego z teatrem życia. Istotne rozwarstwienie, rozumiesz, decydujące o jakości wychowania dzieci.

Tekst opublikowany w magazynie Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie – Kapsztad.pl (wydanie styczeń-luty 2015, nr 30 (136).

Publikacja umieszczona w kategorii WTEDY | Format PDF (0.5 MB) – pobierz Pobierz publikację Sztuka wojny w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: