Ptasie Mleczko*

Ptasie MleczkoGrzesiowi burczało w brzuszku, przeto otworzył lodówkę, szukając czegoś do zjedzenia. Szperał głebiej i głębiej, aż nagle zapiał z zachwytu! W samym tyle, sprytnie zakamuflowane za słoiczkami kiszonych ogórków, leżało… Ptasie Mleczko!

Widocznie dobra mama zakupiła spod lady, po czym ukryła, aby wydobyć na światło dzienne przy odpowiedniej okazji. Wyroby cukiernicze sprzedawano wówczas w systemie reglamentacji („na kartki”), zaś Ptasie Mleczko było rarytasem dla obywateli ze znajomościami.

Uciekł do pokoju, zapominając o głodzie. W wyobraźni widział ciemnobrązowe, miękkie kosteczki z białą pianką w środku, a na podniebieniu czuł smak ukochanych słodyczy – jakże pysznych po schłodzeniu! Świadomość odkrycia tajemnicy nie dawała spokoju, ale należało grzecznie czekać na decyzję rodziców. Kultura nakazywała delektować się smakołykiem w stosownej atmosferze, a nie zajadać niczym kawał kiełbasy!

Po pięciu minutach (tyle wytrzymała dziecięca dyscyplina) pobiegł z powrotem do kuchni, wyciągnął kartonik, począł go lustrować. Pudełko owinięto szerokim paskiem przeźroczystej folii, pozostawiając dwa boki odsłonięte.

Opakowanie Ptasiego Mleczka

(Szata graficzna wyglądała inaczej na początku lat 80.)

Po wstępnych przeszpiegach przysiadł na krawędzi łóżeczka, podparł główkę piąstką, intensywnie kombinował. Jakaś łaskawa dusza wpadła na pomysł szczędności produkcyjnych! Przecież można…

W sekundę kicnął do chłodziarki. Z języczkiem na wierzchu, ostrożnie, począł podważać paznokciami niepokryte brzegi opakowania, aż utworzył szparę wystarczającą na wygrzebanie pralinki! Złożył wszystko starannie do kupy, zacierając najmniejsze ślady po włamaniu, następnie zwiał do łazienki. Tam, w klozetowym zaciszu, zamknął oczka, delikatnie nadgryzł boską delicję, pozwolił kąskowi rozpłynąć się powoli w ustach.

Niebiański aromat przeszył ciało dreszczami rozkoszy, obezwładniając symultanicznie mózg. Na twarz wypełz wielki uśmiech zadowolenia. Empiria porównywalna w zaznaniach do pierwszej setki alkoholika po miesiącach abstynencji.

Dokończył ucztę, spuścił wodę dla niepoznaki, wyszedł na balkon. Obserwował z pogardą przechodniów, śpieszących chodnikami za przyziemnymi sprawami, na bank pozbawionych ptasiomleczkowych ekstaz. Przeciętniacy!

Grzesio wcina Ptasie Mleczko

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Po kwadransie znowu gmerał przy bombonierce. Czekoladki pakowano w dwóch warstwach, oddzielonych cieńką, tekturową podstawką, więc trudno było zauważyć ubytek. Numer nie wyszedłby w czasach obecnych, bowiem wytłoczone, plastikowe tacki tworzą rynienki, dokładnie dopasowane do rzędów łakoci.

Siostrę poruszyły notoryczne marszruty brata: pokój-kuchnia-kibel-pokój. Wilczy apetyt połączony z biegunką? Tajemnicze szelesty, dobiegające z okolic lodówki, w końcu zwabiły Natalkę – przyłapała go na gorącym uczynku! Zaszantażowany ujawnieniem kradzieży starym, musiał zademonstrować technikę operacyjną tudzież odpalić część łupu.

Po południu wrócił z roboty tata. Z miejsca wykazał zainteresowanie zachowaniem dzieciaków: cichutko gdzieś znikały, powracały a niewinnymi minkami, by ponownie wyparować. Doświadczenie życiowe nauczyło rozróżniać rutynę od przekrętów, wobec czego przyczaił się za rogiem i podpatrzył sabotaż! Struchleli ze strachu, lecz ojciec wykrzyknął promiennie: „O! Ptasie Mleczko!”, wyrażając równocześnie chęć kolaboracji. Maluchy popełniły błąd dedukcyjny: niezadowolenie papy wynikało nie z faktu plądrowania zapasów, a z powodu wyłączenia go ze spisku.

Wkrótce opróżniali już dolne pięterko z pralinek, ponieważ górne świeciło pustkami.

Wieczorkiem, po kolacji, mama oświadczyła uroczyście: „A teraz wielka niespodzianka!”. Po chwili położyła idealnie zapakowane, zastanawiająco lekkie, pudełko Ptasiego Mleczka na stole, ku udanej radości biesiadników. Przecięła folię, uniosła wieczko… W środku tkwiły trzy czekoladki, uchowane dla pozoru. Oszusty z Wedla wystrychnęły klientów na dudków! Sprzedają powietrze za ciężkie pieniądze! Socjalistyczny bubel!

—————————————————————————

Minęły dwie dekady. Grzesio wylądował w RPA, dostał przyzwoity etat, zatrudnił (w stylu prawdziwego kolonialisty) czarną służącą.

Prowadził także na boku małą firmę, gwoli zarobienia ekstra na drogą edukację syna. Działalność gospodarcza wymagała systematycznych rozliczeń z urzędem podatkowym, zatem skrupulatnie gromadził dokumentację wydatków.

Pewnego dnia posegregował faktury i paragony, robiąc na biurku stosiki podług miesięcy. Postanowił sfinalizować żmudne zadanie wpisywania cyferek w arkusze kalkulacyjne programu Excel nazajutrz, po obowiązkach szpitalnych.

Przyjechał do chałupy, zakasał rękawy, odpalił komputer, ale nie mógł znaleźć posortowanych rachunków.

Zaczął wypytywać gosposię, co zrobiła z bilansem biznesu. Umieściła w szafie? Nie: po prostu wyrzuciła, ponieważ myślała, iż boss porozrzucał nonszalancko pomiętolone papiery, zapominając o istnieniu kosza na śmieci.

Dopadł komunalnego kubła na ulicy w nadziei wyłowienia wartościowego archiwum – na marne! Śmieciarka zdążyła wywieźć jego kartotekę na wysypisko! Chciał nabić kobietę na pal, tymczasem nowe układy polityczne nie pozwalały na przykładne kary. Zamiast doznania sprawiedliwości, został oskarżony o niechlujstwo, niedoinformowanie pomocy domowej oraz bezpodstawną – charakterystyczną zresztą dla białych – agresję.

Powyższa lekcja wszczepiła przezorność: od tamtych wydarzeń chował druczki w zakluczonych szufladach.

Na osłodę pobytu w krainie nieprzewidywalnych wstrząsów, przyjaciel Krzyś obiecał przytransportować z Polski cokolwiek, co Grzesiowi sprawiłoby frajdę. Bez cienia wachania, wybór padł na Ptasie Mleczko!

Po miesiącu oczekiwań, niecierpliwości plus błogich snów, odebrał nareszcie upragnione pudełeczko. Wycałował kumpla-dobroczyńcę, ugościł jak margrabię, prawie wybuchnął płaczem. Dzień po dniu, ceremonialnie konsumował pojedynczy prostopadłościanik, wzdychając tęsknie do przeszłości. Nierzadko łezka zalśniła na policzku…

Kolejny samotny wieczór, kolejna wyprawa do lodówki. Otworzył kartonik i… skamieniał. Na dnie ujrzał cztery pralinki, czyli ponad dwa tuziny zginęły! Szok skrępował funkcje mentalne…

Prawda, powolutku, dotarła do sparaliżowanego Grzesia. Gniew rozsadził członki: wyżarła!!! Bezczelna baba, bez pytania, spałaszowała importowany, nacjonalistyczny specjał! Kumpel taszczył tysiące kilometrów, przez równik, ojczyźniany smak w kostkach, aby jakaś murzyńska cwaniara bezcremonialnie wrąbała rarytas na obiad!

Ma w nosie historię tego państwa, wyzysk jednych przez drugich, niewolnictwo itd. – on bogu ducha winny! Haruje wzorem woła, grzecznie adaptuje zwyczaje do miejscowej realności, nie wchodzi nikomu w drogę, zaś przypadkowa przedstawicielka plemienia Zulu opycha się ostatnią przyjemnością, którą posiada: polską ambrozją. Nie podaruje zniewagi! Rozszarpie na kawałki! Trafi do więzienia, aczkolwiek dopełni patriotycznych obowiązków!

O poranku, rozsierdzony, rozwarł wrota mieszkania, zanim zdołała zapukać. Momentalnie wyczytała we wzroku pracodawcy emocje niekwestionowane: łaknął potwornej zemsty za coś. Zapiszczała w przerażeniu, rzuciła torbę na ziemię, czmychnęła do sąsiadów. Odwetowiec pognał za nią, wydając wojenne okrzyki.

Chroniąc szabrowniczkę za plecami, znajomi dokonywali wysiłków ogarnięcia sytuacji. Zacietrzewiony Grzesio nie dbał o jasność wyjaśnień, na domiar złego nie znał tłumaczenia „ptasie mleczko” na angielski. Chyba „bird’s milk”! Oto najmuje uciśnioną za przyzwoite wynagrodzenie, a hochsztaplerka wyjada potajemnie bird’s milk! Chebem z szynką gardzi na rzecz wybornego, sprowadzonego z Europy, bird’s milk!

Próbowali dociec sedna awantury: wypiła, własnowolnie, mleko zagranicznego ptaka?!

Strona tytułowa magazynu Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie - Kapsztad.pl - marzec-kwiecień 2015, nr 31Krok po kroku opanowali pasję polskiego uchodźcy. Wymusili przyrzeczenie porozmawiania z wylęknioną gosposią, co niechętnie uczynił.

Czarna nieboga, załamując na fartuszku ręce, zrelacjonowała przebieg wypadków. Otóż miała zamiar gwizdnąć jeden egzemplarz przysmaku, lecz po inauguracyjnym spożyciu nie potrafiła zatrzymać ciągu. Apetyt nie ustawał – wręcz przeciwnie, wzmagał się z każdą następną porcją delikatesu, aż wymłóciła praktycznie wszystko… Niepojęte zjawisko, jako że ona nie przepada generalnie za słodyczami… Bardzo przeprasza, błaga o wybaczenie.

Grzesio, pomny osobistej historii sprzed lat, zrozumiał, rozgrzeszył, poklepał po łopatkach.

Niezależnie od rasy, szerokości geograficznej czy upodobań kulinarnych, Ptasie Mleczko wywołuje te same reakcje, uzależniając ludzi szybciej, niż heroina. Tajna broń RP!

Tekst opublikowany w magazynie Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie – Kapsztad.pl, wydanie marzec-kwiecień 2015, nr 31 (137).

—————————————————————————

* Ptasie Mleczko® – znak towarowy zastrzeżony w OHIM (Office for Harmonization in the Internal Market – Urząd Harmonizacji Rynku Wewnętrznego) na rzecz Lotte Wedel sp. z o.o.

* ptasie mleczko – termin, który historycznie zawdzięczamy greckiemu dramatopisarzowi Arystofanesowi (446 – 386 p.n.e.): przysłowiowa rzadkość.

* ptasie mleczko – w tradycyjnym pojęciu polskim, cukierki lub ciastka, pokryte warstwą czekolady, a wypełnione pianką mleczną o różnych aromatach (waniliowym, cytrynowym itp.); pierwsze komercyjne czekoladki o nazwie „Ptasie Mleczko” zostały wyprodukowane przez Jana Wedla (właściciela firmy E. Wedel) w 1936 roku.

* ptasie mleczko – polski idiom, oznaczający wyborny specjał kulinarny, zazwyczaj w odniesieniu do wyrobów cukierniczych (przysmak Bogów; niebo w gębie; delikates itd.).

—————————————————————————

Publikacja umieszczona w kategorii WTEDY | Format PDF (0.6 MB) – pobierz Pobierz publikację Ptasie Mleczko w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: