Listy do Polski 2: „Anty-reemigracyjna aura”

Listy do PolskiDrodzy rodacy!

Mam nadzieję, że otrzymaliście mój poprzedni list, a jeżeli nawet przeczytaliście, zapewne powiecie: „Tere fere! Ponoć ciągnie cię do ojczyzny, to dlaczego nie rzucisz murzyństwa w pierony i nie lecisz nazad?! Gryzmolisz tęskne frazesy, ale z uporem siedzisz pod palmami, zażywając przy okazji kolonialnych wygód, obłudniku! Przestań suszyć makówkę na słońcu, bo powoli durniejesz, jeno pakuj afrykańskie pamiątki w walizę, wsadzaj tyłek w aeroplan, bierz kurs na półkulę północną!”.

Zaiste racjonalne porady – codziennie je mamroczę przed lustrem. Powtórzę wytartą śpiewkę, przypuszczalnie znaną Wam z autopsji: życie nie jest bajką, niezależnie od położenia geograficznego, przynajmniej dla przeciętnego zjadacza chleba.

Życie to nie bajka

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Nawet przed rejteradą z Polski bezczelnie mniemałem, iż będę mógł powrócić kiedykolwiek zechcę – dysponowałem pewnością siebie nie znającą granic. W czym niby zagwozdka, zwłaszcza w obliczu rozporządzania spodziewaną kasą w przyszłości? Otóż stan rzeczy, istniejący 25 lat temu, uległ metamorfozie ze złożonego na szalenie zagmatwany, przerażający wieloaspektowością oraz zależnością od masy ludzi. To, co definiowałem jako trudne w młodości, stanowiło dziecinną igraszkę w porównaniu z aktualnymi labiryntami komplikacji.

Decyzja dotycząca reemigracji zależy od wpływów:

  1. zawodowych;
  2. finansowych;
  3. środowiskowych;
  4. rodzinnych;
  5. emocjonalnych.

Śliczna segregacja podstawowych czynników, rzeźbiących myślenie tudzież posunięcia banity Grzesia. Aczkolwiek stronię od akademickich analiz człowieka, osobiste udręki mimowolnie podyktowały pięć powyższych punkcików. Ochrzcijmy je pętelekami egzystencjalnymi: banda nadzorców, ulepionych czasami własnoręcznie, czasami przez okoliczności, wymuszająca drogi wyboru – za odstąpienie od konwencjonalnej linii wegetacyjnej dostaję natychmiast pałą w łeb. Efekt zinstytucjonalizowanego świata, zmiatającego namiętności na ostatnią pozycję…

Zacznijmy dyskusję od dylematów zawodowych, nie pomijając ściśle z nimi związanych przepisów administracyjnych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych podało statystyki – obliczali, obliczali i wyliczyli z mozołem, że 18 milionów ziomków tuła się na wygnaniu, poza granicami Polski. Toż to jedna trzecia populacji! Armia Polaków u obcego: istny skarbiec! Ciężko ogarnąć rozumem politykę rządu: posiadają Fort Knox w zasięgu ręki, natomiast omijają z daleka zagadnienie ułatwienia powrotu krajanów.

Zaprotestujecie: „Zaraz, zaraz! Chyba nie zbijają tak zupełnie bąków na scenie repatriacyjnej? Nakreślili inicjatywę wsparcia rodaków-tułaczy. Słuchaliśmy radiowego wywiadu z gościem, parającym się tarapatami wysiedleńców. Zamierzają otwierać szkoły polskie na innych kontynentach, organizować biblioteki, przesyłać gazety! Dbają o was, wagabundów, bardziej, niż o nas, za co zresztą bulimy haraczem!”.

Tak! Macie rację! Wyglądam niecierpliwie podobnych projektów! Podniecenie konsumuje mnie żywcem! Niewyobrażalnie mocno pożądam kontynuacji edukacji, zwłaszcza po maturze i studiach! Usycham z pragnienia za lekturą względnie periodykiem w rodzimym języku, szczególnie w dobie internetu, tabletów, e-booków, czytników, smartfonów!

Natura wyposażyła biurokratów w nietuzinkowe zdolności ustanawiania bezpłodnych koncepcji. Przedsięwzięcie kiełkuje na spotkaniu przedstawiciela władzy, wydelegowanego za pieniądze ponad przeciętne wyobrażenie, ze stowarzyszeniem polonijnym w danym państwie. Deputowany zawsze przylatuje z orszakiem rodzinnym, zaś zrzeszenie na obczyźnie skupia w najlepszym przypadku 10% ogółu okolicznych przesiedleńców. Członkowie takich organizacji – w większości – to sędziwsi osobnicy.

Widzimy zatem kompletnie niereprezentacyjną grupę wygnańców, konferującą przy bigosie z familijnym gronem wysłanników z RP. Po trzeciej setce mediatorzy dochodzą do niezachwianego przekonania o konieczności uszykowania paru paczek, zawierających klasykę literacką przeplataną czasopismami z zeszłego roku – kampania tego rodzaju przyprawi o upojenie całą ferajnę na diasporze, ponieważ o niczym innym nie marzymy jak o „Panu Tadeuszu”, „Ogniem i mieczem”, „Chłopach”, „Wprost”, „Gazecie Wyborczej”, „Przekroju” itp.

Od zarania, uruchomienie polskiej budy niezmiennie widnieje na rozkładzie nasiadówek. Wątek skierowania sygnału satelity nad południe od równika (abyśmy doznali przywileju wchłaniania „TV Polonia”) również znalazł upodobanie debatujących. Obydwa zamysły nigdy się nie materializują* – aliści nie chodzi o osiągnięcie sukcesu, tylko o raport opisujący pagaduszki, przychylne nastawienie, postanowienie dalszej współpracy.

Spreparowane sprawozdanie trafia do ludu w kraju pod postacią donosu telewizyjnego: „Wyślemy pozycje beletrystyczne! Także pisma! Podumamy o placówce dydaktycznej! Rozpatrzymy zagadnienie nadawania programów w swojskim narzeczu dla nienasyconych zesłańców! Myślimy o nich mocno, wspieramy, kochamy!”.

Podatników po drugiej stronie globu szlag trafia: „Mamy płacić na zdrajców?! Raczyć judaszów publikacjami za darmo?! Majstrować przy aparaturze kosmicznej, iżby nacieszyli oczęta naszą twórczością?! Uczyć mowy, którą pogardzili?!”. Realność nie dociera do wzburzonych zmysłów: oto zafundowali wycieczkę rekreacyjną dla pełnomocnika bliżej nieokreślonego ministerstwa (plus jego krewnych), by mógł udowodnić sens swego zatrudnienia. Przemówienia; wymiana proporczyków z orłami w różnych konfiguracjach; klepanie po łopatkach; pacierze; chlaśniem bo zaśniem; zwiedzanie okolic. Cena wyprawy pokryłaby sto razy więcej skrzyń z dorobkiem Mickiewicza, Reymonta czy pozostałych, a nikomu nie wpadnie do głowy osiągalność identycznych dzieł za darmo w sieci, ewentualnie aranżacja subwencji przez Skype’a.

Zawrzecie: „Chwileczkę krzykaczu! Sugerujesz nieobecność wzniosłych pubudek bądź pożytku analogicznych wizyt, chociaż to właśnie zagraniczne koła polonijne rekomendują partnerstwo, wyrażają chęć koszenia danin, goszczą dygnitarzy wódą z zakąską, roztaczają wizje filii Uniwersytetu Jagiellońskiego na pustyni. Z jakiej racji w ogóle dochodzi tych spotkań, skoro z góry skazane są na mierne rezultaty?”.

Nie wiem… Mam zaniki mózgowe, trudności w dedukowaniu kategoriami negocjatorów. Po rokowaniach, przypieczętowanych dobiciem targu, oba gremia emanują ważnością, jakby karmili wyłącznie popęd ku podkreśleniu swojej rangi. Dla mnie z ich uzgodnień nie wynika nic przydatnego.

Szanuję szlachetność społeczników, dociekam ich przesłanek, nie unikam zakasywania rękawów ku dobru komuny, jednakże wiotczeję przy braku lepiszcza w postaci ducha narodowego. Jak inaczej określić podział nacji na dwa obozy, pertraktujące na granicy emigrant/nie-emigrant, doprowadzające w toku obrad do pogłębienia poczucia separacji? Zamiast promować przelotność rozłąki, cementujemy odrębność: my prosimy, wy dajecie co łaska; wy oferujecie, my roztrząsamy sugestię.

Rozwinę ten temat w kolejnym liście, bom się teraz zdenerwował… Poza tym, nieładnie wyłącznie krytykować bez propozycji rozwiązań.

Ech, poczekajcie, niech ochłonę…

Pozdrawiam Was ciepło,

Grzesio Polak

* Po latach deliberacji i przymiarek, 18 kwietnia 2015, zajęcia pod szyldem „Polska Szkoła” zostaną zainaugurowane w Kapsztadzie. Nie – nie wybudowano gmachu z klasami, pokojem nauczycielskim oraz salą gimnastyczną, jeno zorganizowano pierwsze dwie godziny lekcyjne w jednym z komunalnych ośrodków. Inicjatorzy projektu, tak mniemam, pragną propagować swojską kulturę, szczególnie wśród dzieci emigrantów. Szczerze gratuluję realizacji jakże zakurzonego planu!

Bez sarkazmu, wyłącznie ku medytacji, porównam sytuację do innej instytucji o nazwie Deutsche Schule Kapstadt, czyli Niemieckiej Szkoły w Kapsztadzie, sięgającej korzeniami roku 1883, oferującej edukację w językach niemieckim oraz angielskim (dwa równoległe profile) plus certyfikaty kompatybilne z wymaganiami zarówno południowoafrykańskimi, jak i europejskimi. Budynek sfinansował rząd Niemiec. Fryce wydają się mieć we krwi urealnianie wielorakich wizji… Refleksje pozostawiam czytelnikom. Uważam, że złym początkiem byłoby tradycyjne szukanie usprawiedliwień (na przykład historycznych). Prawidłowe podejście stanowi decyzja: „Zróbmy to lepiej!”. Dlaczego nie?

Listy do Polski 1 - Nie każdy emigruje dla pieniędzy... #1 – Nie każdy emigruje dla pieniędzy… | #3 – Ministerialne zasieki przeciwlekarskie Listy do Polski 3 - Ministerialne zasieki przeciwlekarskie

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (0.6 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 2 - Anty-reemigracyjna aura - w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: