Listy do Polski 5: „Nikt nie myśli o ucieczce z Polski (z początku)”

Listy do PolskiKochani Rodacy!

Dzisiaj napiszę Wam o kolejnej przeszkodzie reemigracyjnej, jaką stanowią czynniki środowiskowe.

Szeroka definicja, nasuwająca na myśl zespół udogodnień życia w innym kraju. Atmosfera porządku i wsparcia; dostępność pierwszorzędnych szkół czy służby zdrowia; drogi bez dziur; respekt do wykształconych; perspektywy dla ambitnych; uśmiechnięci obywatele na ulicach. Słowem: wszystko ładnie pachnie, zaprasza sympatycznością, pobudza do akcji, daje nadzieję, wydaje się bardziej kompatybilne z ludzką naturą.

Nic więc dziwnego, że rozpuszczeni jak dziadowskie bicze uchodźcy nie pałają marzeniami powrotu.

Skąd wynika tak drastyczna różnica społecznego klimatu? Dlaczegoż na obcym gruncie odnajdujemy otoczenie, gdzie egzystencja jest prostsza, poniekąd szczęśliwsza? Inne powietrze? Bystrzejszy rząd? Mniej brzóz? Zaiste, trudno odnaleźć w tym sens na płaszczyźnie czystej logiki: oto rodak, w sekundę po przekroczeniu granicy, rozpościera skrzydła, by poszybować – hen! – pod nieboskłon. Co przygważdżało polskiego orła do ziemi ojczystej?

Paru niezadowolonych, preferujących niemieckie piwo bądź szwajcarski ser, nie wywołałoby polemiki, lecz my mówimy o milionach ziomków, umykających nie przed bombardowaniem, nie przed skażeniem radioaktywnym, jeszcze nie przed islamem. W czasie pokoju, politycznej tolerancji, unijnego dofinansowania, legalnego porno, dostatku żarła, rozbudowy infrastruktury itd., chmary czymś zniesmaczonych rwą na zachód szybciej, niż za komuny.

Co się, do diaska, dzieje?!

Blady orzeł polski

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Zanim zajmę osobiste stanowisko wobec kuriozalnego problemu, przytoczę Wam parę spostrzeżeń. Nazwę je prawdami ogólnymi, boć trudno im zasadniczo zaprzeczyć.

  1. Nawał informacyjny przyćmiewa autonomię myślenia.

Ekstatyczne donosy (znajomi, rodzina, wywiady telewizyjne) wzbudzają ufność. Fenomen znany od dawna, wykorzystywany na większą skalę pod pseudonimem propagandy. (Czymże byłby Reich bez niejakiego Josepha Goebellsa? Ano tym, czym powinien być: gównianym państewkiem ze śmiesznym znaczkiem na fladze.) Lawina potwierdzeń powoli krystalizuje przeświadczenie o cudzoziemskim błogostanie.

  1. Przeświadczenie podważa obiektywizm.

Mózg urzyźniony werbalnymi i wizualnymi zachętami to mózg nie do pokonania – najracjonalniejsze argumenty zostaną ze wstrętem wyplute. Dojrzewa gotowość do zmian, do podążenia lansowaną drogą, do zakosztowania inności.

  1. Inność jest z reguły ponętniejsza niż powszedniość.

Dlatego zagraniczna czekolada smakuje bardziej, niż krajowa, zaś zdrady małżeńskie nie są przesadnie rzadkie. Uwielbiamy oryginalne ciuszki, uaktualnienia smartfonów, świeże hity, wycieczki w nieznane, jednorazówki Gillette z kolejnym (już piątym!) ostrzem, perfumik w opływowym (jakże fikuśnym!) flakoniku.

Pragnienie nowego ulega indywidualnym, szerokim wachaniom: konserwatyści poprzestaną na telefonie komórkowym Motorola DynaTAC 8000X (cięższym od worka ziemniaków, aczkolwiek nieco mniejszym) lub stablinej wegetacji na drugim piętrze niedaleko Tesco, z kolei niespokojne dusze umrą bez wczoraj wypuszczonego (o centymetr dłuższego!) iPhone’a bądź zmiany mieszkania „tak dla jaj”.

Nie podważam stateczności, kwestionującej wywalanie pieniędzy na niepotrzebne bzdety albo angażowania energii w idiotyczne projekty, lecz w historii świata nie zanotowano jeszcze postępu bez fantazji. Wdrożenie pomysłów w życie, ewentualnie ich przetestowanie, wymaga odwagi i w tym miejscu dochodzimy do rozwidlenia losów ludzkich. O ile poprzednie zachowania (1, 2, 3) dotyczą w różnej mierze każdego z nas, o tyle dalszy przebieg wypadków zależy od determinacji danego osobnika.

  1. Determinacja musi znaleźć ujście w osiągnięciu utęsknionego celu.

Przewaga twardogłowych spowoduje nasilenie desperacji progresywnych, a w epilogu ich nieunikniony odpływ w okolice, gdzie dynamizmu nikt nie wyśmiewa, gdzie istnieje zdrowy balans pomiędzy powściągliwością a ekspansywnością, tradycją a nowoczesnością, historią a wizjonerstwem, religią a nauką.

Prawdziwa granica, bynajmniej nie geograficzna, kształtuje się w samym społeczeństwie: wsród cynicznych uwag, czadzących kadzideł, prymitywnej szarpaniny politycznej, galopującej biurokracji. Żaden operatywny człowiek nie wytrzyma mielenia w machinie, napędzanej przez megalomanię i zabobony. Po co tracić czas na walkę z anachronicznym usbosobieniem, gdy można podjąć alternatywną decyzję, na przykład wyjazdu w cholerę?

  1. Podjęta decyzja skreśla niepowodzenie z listy antycypacji.

Wraz z wyegzekowaniem planu wyjazdu, psychika zatrzaskuje wrota przed nosem fiaska: musi się udać! Pozytywne nastawienie potęguje starania, wskrzeszając maksymalną efektywność, dostarczając w konsekwencji oczekiwanych rezultatów oraz doznań. Samospełniająca się przepowiednia to znane zjawisko: tak strasznie czegoś chcemy, że w końcu to otrzymujemy. Nieodzownie, uzewnętrzniony potencjał dezertera wspomaga lokalną ekonomię, której siłę widzimy w wartości waluty – stąd magiczny dobrobyt zamorskich krain.

Ukontentowany emigrant zostaje tubą nagłaśniającą odlotowość obczyzny. Stoi po przeciwnej stronie barykady z punktu 1: opowiada o lepszym starcie, zachwala kulturę cudzoziemców, agituje ziomków. Surrealistyczna sytuacja, bowiem zrealizował aspiracje poprzez własne zacięcie, pryncypialność, utylizację smykałek plus ciężką harówkę, a nie dzięki chojności Niemców, Anglików, Amerykańców, Eskimosów względnie innych plemion. Sam jest źródłem korzystniejszej koniunktury niefortunnie mniemając, że krasnoludki ją wyczarowały.

Powyższe błędne koło ma korzenie psychologiczne: jeżeli krzyczymy „Jesteśmy gorsi! Oni są lepsi!”, to i gorszymi pozostaniemy. Za Odrą wpadamy w bandę zgoła odmienną, grzmiącą chóralnie: „Jesteśmy lepsi! Oni są gorsi!”. Podochoceni, z mety rozpościeramy pawi ogon, afiszując doskonałość. Mentalność tłumu jest zaraźliwa.

Oczywiście, przekonanie o czempionacie komuny, do jakiej przyłączyliśmy, przesiąknie każdy aspekt naszego funkcjonowania: wykonamy obowiązki solidniej; przybieżemy do roboty o kwadrans wcześniej; załatwimy coś za kogoś; ograniczymy szybkość na drodze; przywdziejemy elegancką koszulę; pozamiatamy chodnik nie czekając na służbę miejską; wybierzemy mądrzejszego prezydenta; wpadniemy na pomysł racjonalizatorski. Tysiące maleńkich poprawek, przeprowadzanych dobrowolnie przez miliony obywateli, budujących legendarne „okoliczności” (tak adorowane przez wymiętolonych śmiertelników ze wschodu). Magia wiary w talenta narodu! Jesteśmy lepsi, do jasnej ciasnej!

Panaceum na przerwanie błędnego koła tkwi w pierwszym zdaniu punktu 4: „Determinacja musi znaleźć ujście w osiągnięciu utęsknionego celu.”. Mianowicie, zamiejscowy eden nie musi być bodźcem do natychmiastowego czmychnięcia, a raptem inspiracją do stworzenia fajniejszej realności na swoim gruncie.

Wszakże droga do stanu zdeterminowania wiedzie przez obszary emotywne, namalowane w wyobraźni – dorastający uciekinier nie postawił jeszcze nogi w, powiedzmy, Kopenhadze, tylko zarejestrował nowinki na temat Kopenhagi. Gdyby od strzału chciał wiać, reakcja byłaby ewidentnie patologiczna (przyznajmy otwarcie: nikt tak zrazu nie kombinuje). Dlaczego niby pryskać?! Na pierwsze wieści o rzekomym duńskim przepychu?! Paszoł won z sensacjami, bo właśnie biorę Jolkę na imprezę!

Niestety, szanse niezdecydowanego osobnika na pozostanie w kraju marnuje unikatowy, made in Poland, melanż kulturowo-polityczny. Powróćmy więc do pytania zadanego wcześniej: co się, do diaska, dzieje?!

Polska krwawi ludźmi, przejawiającymi ciekawość, samozaparcie, niekonwencjonalność, asertywność. Wagabundów nie łączy szczebel edukacji, klasa pochodzenia czy specyficzne przeszkolenie, ale pewność siebie. Nie zmarnują cennych chwil na pyskówki z formalistą, zdefiniowanym przez parę kretyńskich przepisów, dzierżącym władzę na metrze kwadratowym urzędowego biurka, uzbrojonym w dwie pieczątki dla postrachu.

Nie pozwolą się wciągnąć w błazenadę pseudo-dyskusji, pseudo-wyjaśniających pseudo-przeszkody ku uzyskaniu skrawka wolności. Nie dopuszczą do uśmiercenia swego zapału przez zgraję smutasów z wyrazem rozwolnienia na twarzach. Raczej przeliczą siły na zamiary: skoro państwo, z niewiadomych przyczyn, promuje przygłupów, zatem trzeba rozkwitnąć tam, gdzie przedsiębiorczych nie gnębią.

Wzruszają ramionami, kupują najtańszy bilet, pakują walizkę, jadą w tereny niezbadane. Podejmują pracę za grosze, wkuwają dziwaczne języki, uczestniczą w dodatkowych kursach, jedzą skromnie, mieszkają w kanciapach. Upadają nie raz – wówczas wstają, otrzepują kurz, prą dalej. Powoli dobijają do poziomu bytowego, sprzyjającego sięgnięciu po nadrzędne, wymarzone cele.

Podczas wędrówki muszą przywyknąć do obcej kultury, znieść izolację od rodziny, wypłakać oczy na utraconymi przyjaźniami, ścierpieć gorycz rozłąki z ojczyzną, zaskarbić akceptację miejscowych.

Niezależnie od tego, jak sprawnie władają egzotycznym narzeczem, jak ocenimy ich inteligencję lub co stwierdzimy o ich ogładzie, są przebojowi: nie znają lęku; przełkną wiele upokorzeń; nigdy się nie poddadzą; zawsze mierzą wyżej. Dlatego twierdzę, że Polsce wycieka przedni materiał genetyczny, bez którego niezawisły postęp umyka w sferę snów (pozostaje import, kopiowanie, sterczenie w ogonie po odrzuty, udawanie kosmopolityzmu). Bez tych milionów zuchwalców nie sposób rozbić zaśniedziałego status quo, aby przeforsować reorientację myślową, tak konieczną do nobilitacji na międzynarodowej arenie.

Cóż: pachnący naftaliną temperament większości odpycha reformistów w rejony, gdzie wciąż panuje moda na ewolucję. Właśnie tam wygnańcy zaangażują się w eskalację zaawansowania społecznego, będącego w konsekwencji obiektem zazdrości tych, którzy reformistów poniekąd wypędzili.

Ciekawe, co nie? Rodzaj narodowego masochizmu.

Aspekty finansowe są precyzyjną demonstracją zdrowia wspólnoty. Łatwość porównania warunków materialnych czyni z gotówki najistotniejszy motyw emigracyjny, popularyzowany zresztą w pogaduszkach. Po latach doświadczeń na obczyźnie tudzież obserwacji setek uchodźców nie mam wątpliwości, że podstawy decyzji o opuszczeniu kraju tkwią głębiej, niż czysta mamona: człowiek zmienia otoczenie na bardziej zgodne z własnym charakterem.

Bezczelnie suponuję, że ogniskowanie uwagi na pieniądzach jest niepragmatyczne, oddala od kwintesencji problemu, uniemożliwi prewencję tułaczki Lachów w przyszłości.

Monika z Wackiem siedzą w kucki na plaży. Robią babki z piasku.

– Znowu się rozwaliła! – narzeka Monisia.

– Piasek do niczego! – autorytatywnie stwierdza Wacuś. – Tata mówił wczoraj o Japonii: tam dzieci lepią babki albo z tworzyw krzemoorganicznych, albo holograficzne.

– Wiaderko też do dupy! Chińska guma! – dodaje dziewczynka. – Mamusia pokazała mi na zdjęciu kubełki szwajcarskie, z plastiku ABS. Nigdy nie ulegają odkształceniu i babki wychodzą prościutkie!

– Musimy wyjechać na zachód, bo tutaj żyć nie idzie!

– Masz rację, trzeba wiać! Im szybciej, tym lepiej!

NIKT Z POCZĄTKU NIE MYŚLI O UCIECZCE – dowód rzeczowy na odwracalność tragedii. Na nieszczęście, polski kolektyw nie faworyzuje konstruktywnych przemian.

W moim następnym liście do Was napiszę o finałowym efekcie przeskoku w inne środowisko: przyzwyczajeniu, czyli o musztardzie po obiedzie.

Ściskam Was wszystkich gorąco!

Grzesio Polak

Listy do Polski 4 - Pieniądze to wszystko (czym jesteśmy) #4 – Pieniądze to wszystko (czym jesteśmy) | #6 – Najatrakcyjniejsza i darmowa oferta eksportowa z Polski Listy do Polski 6 - Najatrakcyjniejsza i darmowa oferta eksportowa z Polski

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (0.65 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 5 - Nikt nie myśli o ucieczce z Polski (z początku) - w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: