Listy do Polski 8: „Emigranci to najwięksi patrioci”

Listy do PolskiMoi drodzy!

Jeżeli dotarliście do tego punktu korespondencji, umocniliście przekonanie o niebagatelnych blokadach, napotykanych przez powracających z zagranicy: zbyt wiele organizacyjnych łamigłówek; rodzinne koneksje; rozbestwienie wskutek lepszego wynagrodzenia; odstraszające regulacje polskie; zwykłe przyzwyczajenie.

„Ameryki nie odkryłeś, zuluski wieszczu!” – rzekniecie z przekąsem. „Toć wiadomo: apetyt rośnie wraz z jedzeniem!”

Zdaję sobie sprawę z niepraktyczności gołych refleksji. Zresztą, słyniemy z komentatorstwa, zwłaszcza sarkastycznego. Amerykanie gadają dużo, szybko, bez sensu; Anglicy krytykują z przekąsem, doznając narcystycznej satysfakcji; Niemcy jeno orzekają, klecąc dialogi pozbawione ikry. Z kolei cięty anons zioma stawia towarzystwo na baczność, budząc zdziwienie, często oburzenie, sporadycznie demolkę.

Dysponujemy unikatową zdolnością spojrzenia na sytuację z boku i wyłowienia szczegółów niewidzialnych dla innych. Umiemy powiązać odległe fakty, zaskakując rewolucyjną dedukcją. Dodatkowo wstrząsamy absencją dyplomatycznych ceregieli – taktyka niekoniecznie negatywna, bowiem inicjująca reakcję oraz odciskająca ślady w pamięci ugrzecznionych interlokutorów. Łatwo zaburzamy przewidywalny tok dyskusji, zadając bolesny cios z boku, niczym husarz wyskakujący galopem z flanki.

„Pitolisz i pitolisz, ale nic z tego nie wynika!” – typowo polska, nagła wstawka, przerywająca wypowiedź jakiegoś nadętego wypierdka. Interpretacyjny majstersztyk: facet istotnie pytluje dla szyku, bez chęci zainicjowania konkretnych kroków czy reform. Prezentuje retoryczny kłębek bzdur – zaiste pitoli! Na nic szczerzenie ząbków, kompetentny ton głosu, skomplikowana frazeologia! Nie z nami takie numery! Oto nasz człowiek, wykorzystując etniczne predyspozycje obserwacyjne, psuje gościowi zabawę – streszcza celnie stan rzeczy, obnażając fortel do cna.

Niestety, powyższy skrót myślowy nie zostanie zrozumiany przez publikę ułożoną, która wymaga głębszych wytłumaczeń, diagramów naświetlających łańcuch przyczynowo-skutkowy, udawadniających sondaży, przesłuchań dyscyplinarnych. Najoczywistsza prawda, wychwycona w mig przez rodaków operujących na identycznej długości fal mózgowych, stanowi orzech nie do zgryzienia dla obcokrajowców.

Pomimo wręcz transcendentnej spostrzegawczości, posiadamy potworną wadę: preferujemy tracić energię na polemiki (pełne słuszności tudzież ekscytujące), zaniedbując zasadniczy element postępu wspólnoty, czyli urzeczywistnienia koncepcji. Tajemniczy blok psychologiczny, jakbyśmy w siebie nie wierzyli na płaszczyźnie komunalnej (jako że indywidualnie wykazujemy przedsiębiorczość), względnie oczekiwali realizacji celów z pomocą boską.

Pozowólmy socjologom rozwikłać intrygującą zagwozdkę: dlaczego ludy zachodnie wysłuchają, uściślą, zakaszą rękawy, zaczną działać, natomiast nasze grono nie przejawia analogicznych zachowań? Podrzędna edukacja? Szemrana polityka? Wpływy historyczne? Ruskie? Konspiracja? Dziwne: po wyjeździe z Polski kooperujemy z obcym tłumem, toteż nie jesteśmy genetycznie odporni na synergię społeczną…

Nadeszła pora zmiany mentalności: MUSIMY zaufać jeden drugiemu.

„Ha, ha, ha! No to strzeliłeś w dziesiątkę! Proszę, proszę! Doskonała rada – już lecimy się ściskać, cmokać! Posłuchaj, bystrzaku zaślepiony słońcem, podsuwanie doktrynerskich recept rani jeszcze bardziej! Zero konkretów do zaproponowania, zatem najlepiej uderzyć w ortodoksyjne frazesy, doprowadzające zresztą do wściekłości! Intelektualista zasrany!”

Zero konkretów? Serio? Wszak powtarzam słowa milionów zmęczonych Polaków, którzy marzą o scaleniu narodowym. Nie czytaliście w prasie, w sieci? Nie wyłowiliście uchem na ulicy, na imprezach? Ciągłe utyskiwania na wewnętrzne niesnaski, wszechobecność zwątpienia, brak solidarności, kolesiostwo? Nie ja zdefiniowałem problem – wszyscy go znamy! Padamy apiać ofiarą naszego napomkniętego wcześniej defektu: nie dajemy rady uskutecznić rozwiązania. Ignorujemy formułowanie planu akcji do takiego stopnia, iż wzmianka o namacalnej tragedii przepoczwarza się w pustosłowie.

Od wzajemnej ufności zależą perspektywy dla młodych, siła ekonomii, jakość usług, innowacyjność, ogólny dobrobyt plus, oczywiście, organiczenie emigracji. To nie opcja, ale jedyna szansa na wyjście z ligi „kundlów Europy”. Na nieszczęście, sami określamy nasz kraj mianem „kundla Europy” – odzwierciedlenie poziomu szacunku, jakim darzymy zbiorowe predyspozycje. Każdy z osobna dzierży odpowiedzialność za konwersję tej idiotycznej, opartej na podwórkowej propagandzie, samooceny.

Co myśli uchodźca, widząc z dala obraz obrzucania się błotem, zniechęcenia, wytykania palcami, a głównie masowego opuszczania kraju?

Na ścianie powiesi polski talizman: biało-czerowną flagę, orła w koronie, polski kalendarz, obrazek z pejzażykiem, Matkę Boską Częstochowską (albo cały komplet). W niedzielę przygotuje bigos – wytrzaśnie skądś kiszoną kapustę, wyciągnie ze schowka suszone grzybki (doszły w paczce dwa miesiące temu), zakupi pseudopolską kiełbasę, wyżebra pozostałe składniki od członków okolicznej Polonii. Rosołek to zaawansowana szkoła jazdy, nie wspominając o pierożkach.

Po południu przeszpera internet, wpadnie na ulubione na polskie strony. Podpatrzy, poczyta, skomentuje. Na Facebooku uaktualni profil w rodzimym języku, wklei jakieś zdjęcie, poserfuje dookoła.

Ściągnie polski film. Wielu przywozi stosy DVD po wizycie w ojczyźnie, by systematycznie oglądać wieczorkami. Starsi regularnie otrzymują w poczcie polskie gazety, magazyny bądź książki, pochłaniając je z zaciekawieniem, wymieniając potem poglądy dotyczące treści. Inni wypożyczą osiągalne dzieła literackie z biblioteki polonijnej – zazwyczaj klasyki („Potop”, „Lalka”, „Noce i Dnie”, „Pan Tadeusz” itp.), ofiarowane przez troskliwe Ministerstwo Spraw Zagranicznych, ewentualnie zakorzenionych seniorów. Chwała niebiosom za World Wide Web – można pobrać nowsze pozycje bez łaski rządowej!

Poleci na spotkanie stowarzyszenia polskiego, pogaworzy z ferajną, skonsumuje kawałek swojskiego sernika (pani Jadzia przygotowała), zapłaci za bilet na występ warszawskiego kabarecisty (niedługo przylatuje), zabierze do domu wydanie lokalnej gazetki polonijnej (złożonej ręką pana Zbyszka, z artykułami napisanymi przez woluntariuszy).

Posłucha polskich utworów, nieuchronnie doznając wzruszeń. Czasami popłyną łzy… Pod akompaniament muzyki, za zamkniętymi drzwiami (coby nikt nie namierzył) wałkuje osobiste rozterki: córka mówi po polsku, aczkolwiek kiepsko, i nie utożsamia się z rodową tradycją; znajomych trudno zaliczyć do przyjaciół – ot, kumpelstwo z roboty, sąsiedzi, rodzice innych dzieci; coraz rzadszy kontakt z krewnymi cechuje narastający rozdźwięk, poniekąd jałowość; emerytura wsród cudzoziemców napawa niepokojem (strach przed odosobnieniem).

Rodacy za granicą urozmaicają egzystencję okruszkami polskości, doznając napadów rozrzewnienia. Trzeba jednak kontynuować marsz obraną drogą: zdławić namiętności, nazwać je „niezdrowym sentymentalizmem”, leczyć melancholię intensywniejszym zaangażowaniem w codzienną rutynę.

Polski emigrant patriota

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Niezależnie od natężenia tęsknoty (malutki, ogromny, średni, prawie niewidoczny), nacjonalne emocje są charakterystycznie wysokie wśród polskich uchodźców, rozprawiających żarliwie o dokonanych wyborach (dlaczego wyjechali), perspektywach reemigracyjnych (dlaczego nie wracają), polityce RP (dlaczego kretyńska). Przedstawiciele innych narodowości, przebywający poza krajem, kompletnie olewają podobne dywagacje, zaś ziomki nie ustają w mozole rozdłubywania ponoć ostatecznych decyzji, które sami podjęli.

Bo są fanatycznymi patriotami…

Jeszcze nie trafiłem na takiego, co by oświadczył: „Od lat szczenięcych fantazjowałem o zwianiu z Polski, bez względu na płacę, widoki na karierę, zaawansowanie technologiczne, świeżość powietrza, punktualność taboru kolejowego i analogiczne pierdoły. Po prostu, czułem w mych żyłach krew brazylijską (holenderską, koreańską, szkocką). Koincydencyjnie, urodziłem się nie tam, gdzie naturalnie przynależałem.”.

Zawsze słyszałem: „Nie chciałem uciekać od przyjaciół, swojskiej atmosfery, familii, lasów za miastem… Przecież w Polsce wyrosłem, tam nabrałem aspiracji… Cóż miałem uczynić, gdy ciężko było znaleźć przyzwoite zatrudnienie, respekt do mojego wykształcenia, szansę na realizację planów, kącik bez natrętnych urzędasów?”.

Nadrzędnym bodźcem przesiedleńczym są niespełnione nadzieje, błędnie klasyfikowane w kategoriach pogoni za gotówką oraz ordynarnym materializmem. Zaglądnijcie do moich poprzednich listów: wartość pieniądza (EFEKT) ilustruje wiarę populacji w jej potencjał (PRZYCZYNA).

W skrócie, bez skorygowania PRZYCZYN (pesymizmu, marazmu, kompleksu niższości, podejrzliwości) nie osiągniemy EFEKTU (wyższego notowania waluty). Nieważne, ile złotówek zarabiamy, lecz ile za nie płacą na giełdach. Optymistyczne nastawienie zachodu pociąga przebojowe dusze w tamtym kierunku, wykrwawiając macierz właśnie z tych, którzy mogliby zmienić temperament nacji, a w konsekwencji pomyślność państwa.

Na koniec podsunę tezę do spokojnego przeanalizowania: najzagorzalsi patrioci emigrują z Polski.

Co?!

Tak…

Stereotypowo, czmychający za Odrę to sprzedawczyk, niemalże tchórz. Zamiast wesprzeć w niedoli, reflektuje niewolnictwo u zamożnego pana, dezerter!

Pokontemplujmy: człowiek zmieniający kulturowe otoczenie to człowiek zdeterminowany. Nie zalicza się do osobników akceptujących inercję: jest aktywny, nie cierpi wegetacji na zasiłkach, łaknie wykorzystać nabyte kwalifikacje. Wyczerpany próbami stworzenia znośnych warunków bytowych w kraju, nie kapituluje, tylko szuka alternatyw. Praca na obczyźnie nie stanowi pożądanego panaceum – wolałby w Polsce, niemniej jednak ZOSTAŁ ZDRADZONY.

Zdradzono jego ambicje, pomysły, samozaparcie, zdolności, pozytywizm, ochotę. Szczere umizgi nie znalazły poparcia – rodzaj zranionej miłości. Dobrze zapowiadający się związek zrujnowały czynniki poza kontrolą partnerów. Prześladowanie na tle patriotyzmu – oksymoron ucieleśniony nad Wisłą.

Rycerski amant odrzuca socjalną jałmużnę. Ma być ciężarem dla współbratymców?! Sterczeć zabunkrowany w szafie, niby kochanek pasożytujący na owocach harówki męża?! Przehandlować lata zainwestowane w edukację za psie grosze?! Łazić w kółko, przeklinając los?! W kwiecie produktywnego wieku?!

Nie! Z dumą udowodni swą rangę i zaspokoi potrzeby gdzie indziej! Pakuje manatki i oddaje ojczyźnie przysługę: wyjeżdża. Autentyczny patriota, bowiem odbarcza resztę z kłopotu zadbania o jego utrzymanie. Dodatkowo odłącza do sposępniałego chóru, zmniejszając ździebko amplitudę lamentu.

Bazalna inteligencja nie pozwoli na obwinienie za fiasko jednostki ideologicznej, jaką jest Polska, więc miłość nigdy nie umiera. Pozostaje biało-czerowna flaga, orzeł w koronie, polski kalendarz, obrazek z pejzażykiem, Matka Boska Częstochowska, filmiki, książki, bigos z kiepskiej kapusty, magazyn polonijny – mieszanka namiastek, symbolizująca odtrącony pierścionek zaręczynowy.

Miliony lojalistów, rozproszonych po globie… Czyż nie przystoi zrobić wszystkiego, aby wręcz zmusić ich do powrotu?

Wiemy, że:

  • Władamy talentem przenikliwości (kultowa polska rezolutność).
  • W narodowym zjednoczeniu tkwi panaceum na wachlarz dolegliwości społecznych (prawda absolutna, podświadomie rejestrowana).
  • Chorujemy na chroniczą nieporadność wprowadzania trafnych konkluzji w czyn.
  • Stoimy w obliczu socjalnego kataklizmu, biernie zerkając na odpływ setek tysięcy Polaków którzy, ze względu na udokumentowaną desperację, są jedyną nadzieją na wyśnione zmiany.
  • Uchodźcy to ludzie świętujący patriotyzm, kochający kraj. Jakkolwiek skępowani logistycznie (zawód, rodzina, przyzwyczajenia), takkolwiek w większości gotowi do reemigracji w sprzyjających okolicznościach.

Dużo wiemy, przeto wypada skompilować manifest z wytycznymi, którym każdy z nas podporządkuje się bezapelacyjnie – już w kolejnych dwóch listach, do publicznej inspekcji!

Wariant drugi zaprasza: zacznijmy konferować (z egzemplaryczną dla nas lotnością) na temat przyszłości Europy bez Polski na mapie.

Z patriotycznymi pozdrowieniami,

Grzesio Polak

Listy do Polski 7 - Ostatni gwóźdź do reemigracyjnej trumienki #7 – Ostatni gwóźdź do reemigracyjnej trumienki | #9 – Czy interesuje nas istnienie Polski? Listy do Polski 9 - Czy interesuje nas istnienie Polski?

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (0.7 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 8 - Emigranci to najwięksi patrioci - w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: