Listy do Polski 11: „List otwarty do Prezydenta RP”

Listy do PolskiSzanowny Panie Prezydencie!

Po pierwsze, gratuluję objęcia posady na jakże zaszczytnym stanowisku! Niech pochodnią Pana Prezydenta będzie zaufanie nacji!

Nazywam się Grzesio Polak i mieszkam w Afryce.

Niedawno próbowałem powrócić nad Wisłę, pragnąc leczyć ziomków (jestem lekarzem), lecz nic z tego – na razie – nie wyszło. Przepisy nakazywały zasiąść do egzaminu, który nie istniał gdy kończyłem Akademię Medyczną w Gdańsku, za to teraz znienacka wychynął z biurokratycznych czeluści. Technicznie rzecz biorąc, musiałbym nostryfikować swój polski dyplom, aby zaznać rozkoszy obcowania z pacjentami na ziemi rodzimej.

Nie mogłem podjąć wyzwania ze względu na okoliczności (przygotowanie do klasówki pochłania więcej czasu, co z kolei pociąga poważniejsze wydatki oraz inne logistyczne manewry). Ponieważ bez pracy trudno wyżyć, zaś wegetacja na zasiłku dehumanizuje (Pan Prezydent rozumie: nie dość, że zwaliłbym się na głowę, to jeszcze zabierałbym resztki komunalnych pieniędzy), więc zadecydowałem zabawić na dłużej w okolicach, gdzie nasze kwalifikacje akceptują bez szemrania.

Niepowodzenie zasmuciło tudzież zadziwiło, bowiem emigracja za komuny, w epoce pozbawionej internetu, za to pełnej obostrzeń paszportowych, była dziecinną błahostką w porównaniu z zadaniem powrotu do domu poprzez dzisiejszy busz administracyjny (misja zaiste komandoska). Szanuję procedury, chroniące chorych przed napływem szarlatanów, ale dlaczego wątpić w produkt trójmiejskiej uczelni?!

Pomyślałem, że przypuszczalnie wielu uchodźców ugrzęzło w podobnej sytuacji: łakną, tęsknią, tryskają energią, podskakując jeno i skomląc bezsilnie u podnóża masywnych murów urzędowych, wzniesionych na granicy RP przeciw zdrajcom. Swojaki walczą ze swojakami! Alarmistyczne zjawisko, rodem z czasów stanu wojennego, kiedy ZOMO biło pałkami kogo popadnie.

Poza tym inne zmartwienie spędzało sen z oczu: przecież Pan Prezydent, w dobrej woli, może namawiać tułaczy na przyjazd do ojczyzny, nie widząc bynajmniej całokształtu udręki! Elektorat znowóż usłyszy nieziszczalne obietnice! Wszak w kątach różnych ministerstw siedzą tysiące zakamuflowanych rygorystów, uzbrojonych w rozporządzenia, ziejących ogniem nakazów, wywijających systemowymi mieczami – jedna osoba nie ogarnie tego bractwa!

Największe zagrożenie dla Polski

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Nie znosząc bezczynności, a również goniony chęcią pomocy, posortowałem spostrzeżenia analitycznie na moim portalu GrzesioPolak.com (serdecznie zapraszam w odwiedziny gwoli poczytania detalicznych wyjaśnienień).

Podsumowując publiczne opinie, wyniki sondaży i czyste obserwacje dochodzę do wniosku, że trzy fenomeny kruszą naszą siłę gospodarczą:

  1. Wewnętrzna dezintegracja (brak spójności społecznej).
  2. Masowa rejterada (ucieczka w siną dal).
  3. Więdnąca niepodległość (uzależnienie od bardziej zaawansowanych ekonomicznie partnerów).

Każdy z wyżej wymienionych czynników katalizuje pozostałe (zagrożenie ekwiwalentne konfliktowi zbrojnemu):

Czynniki osłabiające siłę gospodarczą Polski

Optymizm obywateli, nadwątlony przez lata propagandy prosowieckiej, wciąż usycha, natomiast wyludnienie narasta, pomimo adaptacji niby zbawiennych pryncypiów wolnorynkowych. Postawa prounijna napędza nieuchronną, jednokierunkową migrację (ze wschodu na zachód), dodatkowo osnuwając mgłą enigmatyczności pojęcie „tożsamości narodowej”.

Koniunktura zależy od potencjału ludzkiego, drenowanego obecnie w zawrotnym tempie dzięki krzywdzącym układom, nie egzekwującym profilaktyki wobec osłabiania jednego państwa względem drugiego. Na domiar złego, opuszczający kraj należą do kategorii najbardziej zdeterminowanych, operatywnych i odważnych, czyli pomiar strat na podstawie gołych liczb jest obłudny (wykrwawiamy najprzedniejszy materiał genetyczny, nomen omen niezbędny do przeprowadzenia jakichkolwiek reform – szkody są nieproporcjonalnie wyższe, niż statystyki podszeptują).

Im dłuższy pobyt na obczyźnie, tym ciężej się cofnąć z powodu narastających wpływów zawodowych, finansowych, środowiskowych plus rodzinnych. Tymczasem aparat rządowo-administracyjny ignoruje konsekwencje integracji Polaków za granicą, kreując na dobitkę instrumenty prawne komplikujące powrót.

Panie Prezydencie! Żadna wspólnota na świecie nie wytrzyma opisanych trendów (sprawiających wrażenie wyreżyserowanych, to znaczy wymuszających wybory): albo zatrzymamy błędne koło, albo ulegniemy rozpadowi. Jeżeli nie zapoczątkujemy kroków przeciwdziałających, finał łatwo przewidzieć – w takim wypadku przystoi wystosować formalne, uczciwe oświadczenie:

Bracia i siostry!

Podpisaliśmy pakty, sprzyjające unicestwieniu cywilizacji, znanej dotąd jako Polska. Prosimi o kooperację w historycznym zamierzeniu: zwijanie flag biało-czerwonych; ściąganie herbów ze ścian; nauczenie potomków stosownego języka raczej żwawo. Przetrwają po nas jedynie pamiątki niczym po Majach, do oglądnięcia na wycieczkach lub na kanale National Geographic, toteż nawołujemy do dbałości o zabytki.

Ośmielam się twierdzić, iż miażdżąca większość rodaków, na przekór globalizacyjnym modom, potrzebuje indywidualności kulturowej, narodowej dumy jak i sukcesu państwa. Dusza człowiecza instynktownie krzyczy o przynależność do odrębnej grupy, oferującej wygodę bycia sobą (i.e. egzystencji w podświadomej harmonii) w parze z progresywną mentalnością.

Naczelny obowiązek władz stanowi odbudowa wiary nacji w siebie lub, utylizując współcześniejszą frazeologię, odświeżenie polskiego brandu do poziomu ponętności wykluczającej odrzucenie. Sugeruję plan, ogniskujący uwagę na NAS, wymęczonych odnośnikami uwypuklającymi podrzędność („druga Japonia”, „druga Norwegia”), zacofanie (kontrastowanie z unijnymi standardami), niepopularność (lansowanie importowanego symbolizmu), nieporadność (dążenie do kompatybilności jakościowej poprzez wyprzedaż firm bądź preferencję cudzych licencji). Zastępowanie natchnienia kopiowaniem niewątpliwie pogłębia moralną dewastację populacji.

Proponuję przedsięwzięcie, oparte na przewodniej wizji i mierzalnej misji, kongruentnych z marzeniami Polaków, inheretnie motywującymi do kolektywnego wysiłku. Egzekucja akcji leży poza zasięgiem przeciętnych zjadaczy chleba: inicjacja musi nastąpić z zaangażowaniem sfer wyższych, aby stworzyć kilmat synergii (pomiędzy rządem, administracją oraz elektoratem) w miejsce odwiecznej szamotaniny o ustępstwa.

Wizja: Stworzyć Polskę, która będzie najatrakcyjniejszym krajem na świecie! (Przesłanie niepodważalne, odzwierciedlające kardynalne pragnienie każdego rodaka).
Misja: Powstrzymać falę emigracyjną, wskrzając równocześnie jak najintensywniejszą reeimgrację. (Ewidentny wymiernik tryumfu.)
Realizacja: Uruchomienie mechanizmu państwowego, hamującego odpływ potencjału ludzkiego poprzez wskrzeszenie scalenia społecznego i tożsamości narodowej. (Zablokowanie trzech dźwigni, wypychających nas ku przepaści: wewnętrznej dezintegracji, masowej rejterady, więdnącej niepodległości.)

Decydentów, traktujących wzniosłe postulaty jako filozoficzną bzdurę, doradzam zwolnić z posad, bowiem niechybnie pośredniczą w reklamie obcych interesów. Moja idea jest logiczna, pozbawiona namów do nietolerancyjności, anarchizmu, fundamentalizmu, totalitaryzmu, separatyzmu. Ot, koncepcja ucieleśnienia życzeń, płynących z polskich serc.

Modernizujemy strategię: zamiast niańczyć parę listków na obumarłych gałązkach (PKB, kurs wymiany walut, bilans handlowy, danina z kofrów UE, zakup Pendolino), pielęgnujemy korzenie, wyrastające w solidny pień, dorodne konary, najsłodsze owoce. Słońcem jest wiara, wodą zapał. Koncentrujemy się na NAS, pozostawiając plony materialne w rękach natualnej manifestacji. Odwracamy powoli bieg wytycznych z odgórnego na oddolny (spójrzmy na zachwytu godne kraje ku zaczerpnięciu inspiracji i dowodów).

Utopia? Utopią jest przekonanie o nieszkodliwości dotychczasowego wyludniania ojczyzny, ewentualnie nadzieja na łaskę tych, którzy wyludnianie dosłownie aranżują.

Nie śmiałbym uświadamiać Pana Prezydenta w kwestiach praktycznych. Poniżej przytaczam wyłącznie szkic roboczy do modyfikacji.

  1. Pada dyrektywa powołania do życia struktury (grupy zbawicieli), której posłannictwo zdefiniowałem w punkcie „Realizacja”.
  2. Rząd sankcjonuje projekt bezapelacyjnie, symultanicznie odstępując od przywileju selekcji składu grupy. Unikamy w ten sposób kumoterstwa czy perswazji w przyszłości. Pod żadnym pozorem nie klecimy kolejnego gangu konsultanckiego, wynajętego do dywagacji nad „pociągnięciami” dyplomatycznymi bądź podatkowymi, udzielającego lekcji kroczenia po cieńkiej linii kompromisu.
  3. Czlonkowie grupy muszą wykazać niezawisłość od klik partyjnych, kręgów korporacyjnych, klanów kościelnych, band lobbystów. Imperatyw suwerenności gwarantuje efektywność operacji. Wszyscy deklarują wierność Wizji i Misji. Słowem, przysięgają, iż uczynią wszystko (absolutnie WSZYSTKO) ku urzeczywistnieniu celów.
  4. Osoba organizująca ekipę (także nautralna ideologicznie) to jednostka światła, umiejąca ogarnąć wieloaspektowość funkcjonowania państwa. Mądre dopasowanie szwadronu aniołów-zbawicieli przedstawia twardy orzech do zgryzienia, jako że poszukujemy przebojowych, zdolnych, lojalistycznie nastawionych, szlachetnych z charakteru socjologów, politologów, ekonomistów, dziennikarzy, naukowców, nauczycieli, biznesmenów, oficerów, psychologów, aktywistów, studentów, filantropów itd.

Komponujemy elitarny zespół, obiektywnie reprezentujący wspólnotę – oficjalną „trzecią siłę”, namacalny pomost spajający władze z ludem. Zatrudnianiamy nie ustosunkowanych, a ochoczych.

Wydatki? Przesadźmy dla zabawy: za 500 przetestowanych ekspertów, harujących dla dobra ogółu, wynagradzanych sowicie po 20 000 złotych miesięcznie, zapłacimy przez 5 lat (przed potrąceniem podatków, bagatelizując odpompowywanie części zarobków pod płaszczykiem VAT-u) równowartość 75% mniejszego stadionu-pomnika Euro lub tyle, ile za konstrukcję 15 km autostrad. Dorzućmy koszta operacyjne, rozrzutnie podwajając nakład: wciąż jeno półtora tańszego boiska, zaledwie 30 km pospolitej magistrali.

Zestawianie pokłosia inwestycyjnego (kilka meczów versus spuścizna armii patriotycznych specjalistów) jest absurdem, z werwą praktykowanym przez hipokrytów, łagodnie określanym mianem krótkowzroczności. Zapewniam: zakładając niezakłócony przebieg mojego planu, po dwóch dekadach doświadczymy kraju oplecionego podświetlonymi drogami, bez długów, nękanego błaganiami o urządzenie olimpiady.

  1. Praca wytypowanych dobroczyńców polega na niezmordowanym wyszczególnianiu przeszkód w osiągnięciu aspiracji (Wizji i Misji) oraz skutecznych interwencji (przykłady poniżej). Wykorzystując metody badawcze, generują precyzyjne wskazówki podczas burz mózgów. Mitygacja problemów może uwzględnić innowacyjne działania na polach edukacyjnym, publicystycznym, budżetowym, politycznym itd.
  2. Odkrycia są przekazywane sztabowi prezydenckiemu, komunikowane władzom, publikowane w prasie, nagłaśniane w telewizji, dyskutowane w szkołach. Rekomendacje zostają niezwłocznie wdrożone, uzmysławiając narodowi integralność, gotowość do reorientacji, ogólną służbę NAM.

Przykład 1

Ankiety wśród uchodźców pomogą pojąć etiologię ich emigracji, natomiast wśród młodzieży polskiej przyczyny niezadowolenia.

Chciałbym poczuć zainteresowanie moim losem, intencjami, namiętnościami… Gdybym otrzymał korespondencję od, powiedzmy, PSAZ (Przeciwemigracyjnego Szwadronu Aniołów-Zbawicieli), sondującego moje inklinacje co do powrotu, wybuchnąłbym łzami. Ktoś okazał zaciekawienie! Hurra! Trywialny e-mail, wymagający odrobiny wyobraźni…

Przykład 2

Usystematyzowana eksploracja internetu pozwoli wyłowić obiecujące inicjatywy.

Jeżeli podeprzemy w porę rezolutnego człowieka w ekspansji dobrze zapowiadającej się firmy, wówczas unaocznimy orędownictwo przesiębiorczości, zaś on będzie stymulował otoczenie do kreatywności. Resztę zysków socjalnych wyliczy pierwszoklasista.

Przykład 3

Istnieją ludzie, błyskawicznie wychwytujący bezużyteczne rutyny. Dysponują rzadkim talentem, łączącym przenikliwość z racjonalnością.

Potrafią uporządkować rzekomo pogmatwaną procedurę, obnażyć nieścisłości, wyeksponować zawalidrogi, bezsprzecznie zademonstrować możliwość kontynuacji procesu po wyplewieniu chwastów. Upraszczają życie do maksimum – nie trzeba tłumaczyć ani radości obywateli, ani niebotycznych oszczędności.

Bez mobilizacji mechanizmu wspomnianego w tym liście, nikt nie zauważy tysięcy zmarnowanych pomysłów…

Panie Prezydencie, pora na rewersję katastroficznych tendencji! Tkwimy milionami, rozsiani po globie: czekamy na ratunek! Warto powalczyć!

Z patriotyczną usłużnością,

Grzesio Polak

Listy do Polski 10 - Polska najatrakcyjniejszym krajem na świecie! #10 – Polska najatrakcyjniejszym krajem na świecie! | #12 – Rządowa akcja „NAZAD” Listy do Polski 12 - Rządowa akcja NAZAD

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (0.7 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 11 - List otwarty do Prezydenta RP - w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: