Bić albo nie bić? (Część II)

Bić albo nie bić?

Na paluszkach wkradł się do sypialenki Jacka.

Na łóżeczku majaczyła skulona figurka w pogniecionych, kolorowych ciuszkach. Brudne stópki, włoski w nieładzie, półotwarta buzia, spuchnięta twarzyczka, zmoczona poduszka – ilustracja tryumfu wdrożonych technik wychowawczych. Natężenie emocjonalne sceny powaliłoby na kolana Herkulesa.

Przykrył starganą kruszynkę kołderką (udekorowaną w samochodziki – razem wybrali), po czym położył się obok. Długo patrzał na szkraba, dla którego skoczyłby w ogień bez mrugnięcia powieką. Pochylił się nad tą ukochaną główką i, wstrząsany szlochem, wyszeptał: „Syneczku najdroższy… Przebacz tacie, bo głupi… Przysięgam tobie, że już nigdy nie podniosę na ciebie ręki, nigdy na ciebie nie krzyknę… Nigdy więcej nie ukaram ciebie zabraniając tego, co dzieci robią… Przysięgam tobie, wiesz?”.

Malec wyczuł obecność Grzesia przez sen – wpełzł na niego, zacisnął ramionka wokół ojcowskiego torsa, nie puścił do rana.

Miłość automatycznie instruuje, zastępując tony podręczników. W momencie podjęcia decyzji przestrzegania trzech prostych reguł, czyli kształtowania syna bez aplikacji prymitywnych, gadzich metod w postaci:

  1. tłuczenia,
  2. wrzeszczenia,
  3. szantażów,

doznał tajemniczego spokoju, zaś wyobraźnia sama podsuwała alternatywne posunięcia dydaktyczne.

Oto parę przykładów…

Jacek zabazgrał ściany mazakiem – namalował kulfoniastych ludzików wśród krzywych i dysproporcjonalnie mniejszych chałupek. Piękna kompozycja została wpierw wychwalona, zwłaszcza abstrakcyjność ujęcia. Po początkowym entuzjazmie, tata nagle posmutniał… Oświadczył, że władze szpitalne, jak dostrzegą kreację, wykopią ich z rezydencji, zatem przystoi mur doprowadzić do stanu pierwotnego, zanim wylądują na ulicy pod kartonami.

Przerażeni nie na żarty, razem szorowali – przez okrągłą godzinę – aż ostatnia kreseczka flamastra zniknęła. Monotonna babranina. Wieczorkiem, jak przystało na samców po ciężkiej i wpieniającej robocie, zwymyślali cholerną administrację, zjedli obfitą kolację, oglądnęli film o komandosach w akcji, poszli do wyr chrapać.

Od tamtej pory żadne nowe bohomazy nie pojawiły się na ścianach.

Jaskiniowcy i mazanie po murach

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Innego dnia, w trakcie zakupów, Jacek wziął z półki szklaną kuleczkę, aby pokręcić nią w palcach. Normalna sprawa – fąfel testował towar. Wszelako Grzesio przyuważył, że po niepozornych igraszkach zabaweczka wylądowała w kieszeni cwaniaczka! Ordynarna kradzież!

Nie dając znać o wykryciu przekrętu, cichaczem zamienił parę słów z menadżerem supermarketu. Zasugerował mianowicie inscenizację… nalotu na syna-rabusia! Personel placówki, przypuszczalnie znudzony rutyniarstwem, nie tylko przyklasnął idei, ale i przejawił wyjątkowy rozmach. W rezultacie, po przeskanowaniu sprawunków przy kasie, urwisa otoczyło czterech ochroniarzy. Przetrzepali mu portki, wygrzebali łup na światło dzienne, przywołali posiłki przez krótkofalówkę. Zszokowany Jacek mniemał, że najgorsza burza minęła, ale zasadniczo się mylił, ponieważ zza rogu wymaszerowało… dwóch czarnych policjantów! Bez zwłoki zaczęli spisywać dane rzezimieszka, który (becząc już wniebogłosy) dukał: „Jaaa-cuuuś!!! Ja mieszkam z tatuu-sieeem, w szpitaaa-luuu!!!”.

Nastąpiło zamieszanie: brzęknęły kajdanki; błysnął flesz; padł rozkaz odeskortowania łotrzyka do murzyńskiego aresztu. Jacek oplótł grzesiową nogę niczym ośmiornica – gdyby chcieli go odczepić, musieliby przytaszczyć kilofy. Rozdzierająco przyrzekał odstąpienia od złodziejskich praktyk.

Tysiąc wykładów nie wywołałoby zbliżonego efektu, natomiast ojciec – mimochodem – awansował do rangi wybawiciela (w miejsce klasycznej roli oskarżyciela). Nie dziwota, iż latorośl stanowiła później okaz uczciwości o kalibrze Marii Teresy.

Kiedyś Jacek zapragnął pojechać na urodziny kolegi, co Grzesio z zagwarantował opłacić. Niefortunnie, młodzieniec zapomniał zarezerwować bilet lotniczy z wyprzedzeniem – przeoczenie, podwyższające cenę podróży trzykrotnie. Tymczasem papa ani nie zabronił imprezki, ani nie odstąpił od obietnicy sponsoringu, z zastrzeżeniem utrzymania kosztów na oryginalnym poziomie. Wskutek tego chłopak zasuwał tysiąc dwieście kilometrów autobusem: dwugodzinny skok stał się całodobową eskapadą (w jedną stronę). Teoretycznie, nikt nie poniósł strat, lecz bezkonfliktowe wychowanie znowuż zwyciężyło, nieprawdaż?

Samotność molestowanego dzieckaOsobnicy, niezmordowanie tłumaczący konieczność łojenia przychówka, udowadniają tylko swoje kompleksy: nie potrafiąc wdrożyć inteligentniejszej polityki umoralniającej, wszczynają rozróbę. Rezygnują z trzeźwego ogarnięcia sytuacji dla galopady po najmniejszej linii oporu, której potem bronią prześmiesznymi argumentami.

Oto kilka punktów do roztrząśnięcia (dla fanów hodowania czeladki pod pręgierzem):

  • Do którego roku życia dziecka warto dawać klapsy?
  • Jaka jest dopuszczalna siła pozytywnie motywującego klapsa (w niutonach)?
  • Zdefiniujmy słabo, średnio oraz wysoce owocną sesję rezonerską (w klapsach na minutę).
  • Czy zastąpienie klapsów pasem skórzanym obiecuje lepsze szanse na wpojenie wymarzonych walorów w karconego?
  • Uzgodnijmy wskaźnik skuteczności manta poprzez określenie zadowalającej amplitudy lamentu maleństwa (w hercach).

Odstąpmy od filozoficznych dywagacji! Śmiało sprecyzujmy naukowe współczynniki efektywności dowalania niepełnoletnim!

Bić albo nie bić? Średniowieczny, bzdurny dylemat! Przemoc jest przemocą, przestępstwo przestępstwem, zaś idota – niestety – pozostanie idiotą.

Wcinali ciacha, popijając kawusią. Na tle intensywnie pomarańczowego nieba, iluminowanego zachodzącym słońcem, migotały rozmazane konturki żaglówek. Spozierali w dal odprężeni, zagłębieni w konteplacjach.

Optymalna chwila na wyznania…

– Jacek? – zagaił Grzesio, trochę lękliwie.

– Co?

– Pamiętasz, kiedy urzędowaliśmy na kwaterze lekarskiej?

– Jasne! Wszystko pamiętam!

O rany… Grzesio poczuł tremę.

– Chcę cię przeprosić… – kontynuował żałośnie. – Za tamto lanie… Do teraz miotają mną wyrzuty sumienia…

Jacek wytrzeszczył gały.

– Jakie lanie?! Nic nie pamiętam! Ty mi dałeś lanie?! To niemożliwe!

Lata konsekwencji szczodrobliwie wynagrodziły sponiewieranego winą ojca: syn zapomniał… Osiągnął cel, którego nawet nie zakładał.

Tym razem łzy, które napłynęły do gardła, były łzami szczęścia.

– Nie… nic… Oglądaj żagłowki.

– Ale opowiedz mi o tym laniu!

– Nie ma sensu, wierz mi. Oglądaj żaglówki.

Odsłona 75 - Bić albo nie bić? - Część I Czytaj część I

Publikacja umieszczona w kategorii OJCOSTWO | Format PDF (1.0 MB) – 2 części Pobierz 2 części publikacji Bić albo nie bić? w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

3 Responses to Bić albo nie bić? (Część II)

  1. Ja Skorpion says:

    Bardzo ciekawy wpis! :)

  2. futrzak says:

    Dobre, dobre. Jakby co to bede podawac linka do, jako argument w dyskusji o biciu…

  3. ladegis says:

    Obok pedofilii nie ma większego przestępstwa wobec dzieci niż ich molestowanie fizyczne i psychiczne. Mieszkam w Szwecji i jestem dumna z tutejszego prawa biorącego dzieci w obronę. Kilka lat temu opublikowałam wpis na ten temat http://szwedzka-polka.blog.onet.pl/2013/12/nie-bij-mnie-kochaj-mnie/. Akcja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy była godna uznania. Artykuł od linkiem
    http://kontakt24.tvn24.pl/misie-na-ulicach-polskich-miast-kazdy-z-nich-ma-swoja-historie,107390.html
    Tego rodzaju akcję i inne należałoby prowadzić każdego dnia aż do wytępienia z łbów idiotów takich brutalnych nawyków w wychowywaniu dzieci.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: