Listy do Polski 13: „Niebezpieczne porównania”

Niebezpieczne porównania

Kochani Rodacy na całym globie!

Garsteczka dumań na dzisiaj, wypoconych w spiekocie słońca na półkuli południowej. Nie uświadczę tutaj ani nostalgiczności jesieni, ani wyciszenia pod czapami śniegu, ani rzeźwiącego zapachu wiosny – przeklęte lato non stop. Przypuszczalnie uznacie mnie za dziwaka, ale tęsknię za ponurością nisko wiszących chmur, niewygodnością wczesnych wieczorów, przemarznięciem członków, chlapą na ulicach.

Organizm leniwieje przy absencji zmian klimatycznych – dzień jutrzejszy nie zaskoczy pogodą, nie wspominając o urozmaiceniu krajobrazu. Będzie ciepło lub cieplej, zielono lub zieleniej, sucho lub suszej.

Wykorzystuję zatem okazję do nieskrępowanej spekulacjami meteorologicznymi analizy życia.

Znaczenie zdania emigranta

Zwykłem słyszeć, iż moje refleksje na temat Polski są albo przestarzałe, albo niepraktyczne. Istotnie, cóż ma do powiedzenia banita z Afryki, odizolowany od wściekłego wiru wydarzeń na rodzimym gruncie? „Tkwisz w odmiennej rzeczywistości, więc nic nie rozumiesz!” – pada typowy komentarz, kasujący próby podjęcia dyskusji, deklarujący zmęczenie filozoficznymi wywodami Grzesia. „Spozierać możesz, ale mordka w kubełek!” – na to mi przyszło…

Czupurnie nie ulegam poradom. Logicznie rzecz biorąc, spojrzenie z perspektywy dystansu i czasu uczy pokory, wzmagając jednocześnie obiektywizm – wpływy polityczne, kościelne, biurokratyczne czy finansowe przestają wykrzywiać opinię, odbarczając zdrowy rozsądek oraz nieskalane pragnienia. Głos duszy rozbija indoktrynacyjną skorupkę, miażdży tendencyjność, przepędza strach na cztery wiatry. Poprzednio niedostrzegalne staje nagle kryształowo czyste przed oczami, wręcz zawstydzając oczywistością – moment, w którym walimy ręką w czoło, zawodząc: „Przecież to jasne jak słońce! Dlaczego nie pomiarkowaliśmy sprawy wcześniej?!”.

Regularnie doświadczamy zdziwienia, widząc bezsens jakichś kłótni, pociągnięć, rutyn. Osobiste niezaangażowanie daje przewagę, ponieważ pozwala na osiągnięcie balansu pomiędzy empatią a roztropnością, komponując bezstronny werdykt. Nierzadko, kiedy czujemy nadmiar podniecenia, sami zasięgamy rad znajomych, ufając dokładnie w podejście do problemu bez emocji („Poczekać jeszcze trochę z poćwiartowaniem szefa nożem? Może siekiera byłaby stosowniejsza?”; „Wyznać małżonce zdradę z nastoletnią Kasią, podając szczegóły? Ksiądz kazał, zasię mam wątpliwości…”; „Zakupić nowy smartfon z opcją prysznica? Ten półroczny, z wbudowaną suszarką do włosów, wydaje się wciąż użyteczny…”).

Powyższe rozważania suponują, że warto uszanować zdanie emigranta. Ba, proponowałbym przymusowy, kilkuletni pobyt za granicą dla każdego ziomka – koncepcja lepsza, niż obowiązkowa służba wojskowa, bowiem separacja od swojskości skutecznie regeneruje wierność ojczyźnie. Do wycałowania na połysk orła białego wystarczy kwartalik w Somalii.

Pułapki czyhające na porównujących

Po ponad dwóch dekadach kiblowania na końcu świata, jakakolwiek informacja o Waszym przygnębieniu łamie mi serce… Od razu chciałbym powrócić na pomoc, pocieszyć, rozgromić złe moce, powalczyć o błogostan ramię w ramię z rodakami! Z drugiej strony, często uderza mnie groteskowość sytuacji tudzież niepojętość zachowań, jakby mój naród się kompletnie pogubił, krocząc po omacku w różnych kierunkach, wyglądając panicznie wyjścia z niezdefiniowanego bliżej galimatiasu.

Na przykład, z irytacją odbieram nieustanne zestawianie naszych realiów z koniunkturą obcych krajów w negatywnym kontekście. Internet, mass media bądź koła towarzyskie kontrastują okoliczności tu i tam, zatrważając statystykami lub przytaczając gawędy wniebowziętych przesiedleńców. Obserwując podobne dyskusje z boku łatwo dojść do wniosku, iż propaganda zniechęcenia nie ostudzi mody na ucieczkę za rogatki.

Zamiast czerpać natchnienie z mentalności progresywnych narodów, kultywujemy polską niedoskonałość, jakbyśmy byli pozbawieni potencjału samodzielnej transformacji. Słowem, wolimy popełnić harakiri na globalnej scenie, oczekując pochwał plus napiwków za wywnętrznienie brudów do pooglądania.

Zaiste, wygodniejszym jest otrzymać więcej oraz szybciej, niż zainwestować obecne pokolenie w dostatek kolejnych. Postępowanie z intencją aranżacji korzystniejszych warunków dla potomnych to atrybut ponad wszelkie wartości, łączący logikę z miłością i umiarkowanie z chojnością. Wszakże w tym duchu wychowujemy swoje dzieci – aby ich byt przewyższył nasz – nie potrafiąc jednak zastosować analogicznej metodyki na płaszczyźnie całego społeczeństwa.

Nabycie tak wzniosłych cech kulturowych odbywa się tylko pod pierwszorzędnym – wyzutym z chciwości – przewodnictwem. Niestety, nikt mi nie wpoił podobnych ideałów ani w rodzinie, ani w szkole, ani w szerszym środowisku – nigdy nie poczułem doniosłości swojej roli ku świetlanej przyszłości następców.

Poświęcenie i krecja wychodzą nad Wisłą z fasonu niczym nieseksowne ciuchy, ustępując miejsca jałowości i małpowaniu efektów. Paradoks: adorujemy ludy zachodnie za ich bogactwo, stroniąc od adaptacji walorów bogactwu niezbędnych (takich jak poświęcenie, oszczędność, współpraca, zachęta, pozytywizm, nadzieja, pojednanie, tolerancja, samowystarczalność). Preferujemy zabawę ich gadżetami, tracąc energię na duperele, podczas kiedy oni wynajdują dla nas świeże gadżety, za które słono płacimy. Później z zapałem szukamy winnych sterczenia w ogonie, a przede wszystkim krytykujemy nasze zacofanie, konsekwentnie pogłębiając przepaść pomiędzy nimi a nami.

Podsumowanie polskich wartości

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Obraz samozniszczenia w toku… Tymczasem zatrzymanie błędnego koła jest poniekąd idiotycznie proste: wystarczy uwierzyć w potencjał wspólnoty.

„Wiesz, wiara w siebie guzik wskóra, kiedy chuchrak stoi przed umięśnionym olbrzymem!” – palnie sarkastycznie dowcipniś, pewny swej przenikliwości. Niby racja, sugerująca konieczność uczęszczania na siłownię w celu dorównania wagą, krzepą i butnością na ringu. Jednakże mizerak, genetycznie niezdolny do wyrośnięcia na goliata, skorzysta z opcji alternatywnej, skrzykując resztę chudzielców na naradę. Podbudowani kolektywnym losem mizeractwa, wyprodukują pistolet, którego mocarze nie posiadają.

Historia wskazuje wyraźnie na większą dynamikę właśnie mniejszych, niezawisłych grupek. Przełomowe odkrycia naukowe, względnie kapitalne wynalazki, powstawały w odosobnieniu od szantażu utartych sugestii. Tym samym, państwa krzewiące autonomię uzyskują wyższy standard życia i namacalne zadowolenie obywateli.

Nałogowe porównywanie grozi fortyfikacją przeświadczenia, że nigdy do dościgniemy państw rozwiniętych, czyli będziemy na wieki funkcjonować w ekonomicznej uległości. Końcowym rezultatem jest drętwa wegetacja na konsumpcji cudzych dóbr – klasyczny przykład materializacji demoralizującego sposobu myślenia.

Porównania prowadzące do kompleksów mniejszościPodpatrujmy ku inspiracji, nie ku wyolbrzymianiu własnej niewydajności. Kopiujmy szlachetne cechy charakteru, nie gotowe rozwiązania. Pamiętajmy: każdy przedmiot manifestuje ideę. Jeżeli owa idea została zrodzona w polskich głowach, wówczas utożsamimy się z produktem na głębszym poziomie, doznając dumy. Jeżeli naszpikujemy otoczenie importowanym towarem, nie zakosztujemy satysfakcji tworzenia, przybierając rolę biernych widzów wspaniałego widowiska postępu – podświadomie poczujemy niezaangażowanie, frustrację, infantylizm, niemoc, pustkę, ogólną nieistotność.

Maniakalna imitacja to jeno symulowane, przelotne szczęście…

Niemniej jednak stanowimy nację o wyjątkowej patriotyczności, co powinno eliminować ciągoty do zagranicznych wzorców – lecz tak się nie dzieje! Niewytłumaczalny ewenement, o czym w następnym liście…

Z tęsknymi westchnieniami,

Grzesio Polak

Listy do Polski 12 - Rządowa akcja NAZAD #12 – Rządowa Akcja „NAZAD” | #14 – Czy warto przelać krew za Polskę? Listy do Polski 14 - Czy warto przelać krew za Polskę?

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (0.9 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 13 - Niebezpieczne porównania - w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: