Listy do Polski 14: „Czy warto przelać krew za Polskę?”

Czy warto przelać krew za Polskę?

Ahoj ziomki kochane!

W ubiegłej korespondencji nadmieniłem refleksę, dotyczącą łączności duszy ze światem materialnym. Otóż gdy coś zostało stworzone na matrycy naszej idei, wówczas utożsamiamy się z niby głupim przedmiotem na poziomie podświadomości, bowiem stanowi on namacalną manifestację naszych myśli. Powiedzmy, wyprodukujemy fikuśny haczyk na ręcznik i natychmiast obdarzymy go sentymentem. „Krajowa robota, panie! Jaki solidny!” – wykrzykniemy, przytulając wieszaczek do piersi.

Do dzisiaj pałamy dumą z PRL-owskiego cudu motoryzacyjnego o nazwie Syrenka, snując nieskończone anegdoty na temat krągłego samochodu. Niezależnie od anachroniczności rozwiązań technicznych, skarpeta pozostanie narodową pociechą przez następne millenia.

Czasami dumam ze smutkiem o murzynach: jak ciężko musi im być w kompletnie importowanych raliach? Aliści wszystko dookoła odzwierciedla koncepcje marsjańskich kultur, sięgających korzeniami – hen! – w przeszłość. Czy nie czują się wyobcowani, używając niejako cudzych rzeczy? Czy rwą ich wyrzuty sumienia? W końcu tkwią w psychicznym potrzasku: słusznie nienawidzą kolonialistów, ale kąpiel w dobrach cywilizacyjnych kusi zbyt wielką przyjemnością, aby po prostu ją porzucić, wrócić wstecz z tysiąc lat i zacząc od początku, czyli wykombinować własne produkty, dostarczające identyfikacji emotywnej. Nie mają, biedacy, nawet czarnej Syrenki na otarcie łez.

Warto więc kłaść nacisk na realizowanie swojskich pomysłów, wiodących do budowania otoczenia napawającego doznaniem głębszej własności. Taktyka popierania miejscowego raduje serca obywateli, podkreślając równoprawne członkowstwo w szerzej rozumianej ewolucji socjalnej. Inaczej wegetujemy w roli komensali, przy czym do prolongacji quasi-symbiotycznej rangi musimy nieustannie konsumować (ku chwale zagranicznych korporacji), ewentualnie służyć przy kleceniu tudzież dystrybucji dziwnych gadżetów (cięgiem ku chwale zagranicznych korporacji). Układ, doprawdy, nieciekawy, okradający z podstawowej potrzeby ludzkiej – unikatowej kontrybucji.

Pamiętajmy: w terminologii biologicznej, komensal balansuje na linii pasożytnictwa.

Wbrew logicznym argumentom, przemy jednak ku totalnej dependencji ekonomicznej, czerpiąc inspirację niechybnie z Afryki. Sprzedajemy rodzime przedsiębiorstwa, sprowadzamy zamorskie towary, zaprzestajemy zabawy w innowacyjność, wykopujemy zdolnych za zachód. „Bierzta, nie pękajta! Zróbta coś z tym! My będziem jeno łasować gotowe!”

Podyskutujmy zatem o pewnym fenomenie, na piewszy rzut oka nie do pojęcia.

Niespotykany w skali globalnej patriotyzm

Rozgoryczyły mnie przesłanki marnej kondycji prospołecznej, wyrażone w liryce nie tak dawno nagłaśnianej piosenki: „(…) nie oddałabym ci Polsko ani jednej kropli krwi (…)”.

Zrazu nie odebrałam wybuczanej poezji z entuzjazmem. Z ust wykonawczyni padło wiele żądań pod adresem jednostki prawno-etnicznej, jaką jest Polska (cytuję): „nie każ mi umierać”; „nie każ walczyć”; „nie każ ginąć”; „nie chciej Polsko mojej krwi”. O Jezusie Nazareński! Kto jej każe konać, biegać w okopach, upuszczać posoki?! Ponieważ reprezentuję plemię Lachów, powyższe pretensje są skierowane i do mnie, zaś ja życzę każdemu rodakowi szczęścia, zdrowia, pomyślności, dostatku ponad miarę!

Jednakże utwór uwypukla nastroje zdegustowanych młodych, których zignorować nie przystoi. Skoro dorastająca generacja w tenże sposób ocenia krzepę wspólnoty – rycząc aluzje o drętwych władzach, paraliżujących regulacjach, beznadziejnych perspektywach – to składam podpis pod tekstem, szpikuję twarz kolczykami, tatuuję korpus i wyję razem z nimi.

Biało-czerwony latawiecSzczepan SadurskiPatriotyzm niekoniecznie polega na walce frontowej pod deszczem karabinowych kul – zwykła troska o ziomków wystarcza. Tak, słowa bolą, lecz indywidua zarządzający państwem, proklamujący zresztą otwarcie na konstruktywną krytykę, mają obowiązek odebrać rockowe exposé ze śmiertelną powagą. Niezwykła okazja zaświecenia przykładem: udać się na koncert, wysłuchać, potańcować trochę, zrobić notatki, zorganizować naradę nazajutrz.

Powiem więcej: kobieta emanuje odwagą, wyraża otwarcie zniechęcenie, nawołuje alegorycznie do jakże oczekiwanych zmian, będąc tym samym wierniejszą orłu białemu, niż zgraje mistrzów jałowego doradztwa (grymaszący po kątach, po czym grzecznie kontynuujący egzystencję w kieracie). Przecież osoba o obojętnym nastawieniu nie podjęłaby wysiłku darcia buzi na scenie, tylko spakowała manatki, wsiadła w samolot, po czym kolędowała na zachód od Odry (oczywiście, nie na estradzie, jeno w knajpie, ale pozostawmy tę kwestię w spokoju). Napotkałaby jednak problemy z upublicznieniem identycznego repertuaru gdzie indziej – kontekst dzieła można strawić wyłącznie nad Wisłą, toteż solistce wypada goreć wdzięcznością do natywnych fanów za recepcję.

Jeżeli tutaj zacząłbym nucić „(…) nie oddałbym ci, Republiko Południowej Afryki, ani jednej kropli krwi (…)”, wzbudziłbym pogląd, że zidiociałem. Po prostu, RPA to obszar administracyjny, łupiony z zasobów ile wlezie, a nie kraj z tysiącletnią tradycją. Jedenaście oficjalnych języków dostatecznie obrazuje lokalną jedność. Na wieść o zbliżającym się konflikcie zbrojnym, wszyscy tubylcy zwialiby piorunem (biali drogą powietrzną, natomiast czarni, zwyczajowo, łódkami bądź pieszo) – okolice opustoszałyby w przeciągu godzin, pozostawione na pastwę losu. Celem wywołania masowego exodusu, wystarczy postawić na redzie portu w Kapsztadzie niewielki krążownik, wystrzelić raz w powietrze z kapiszonowca i pogrozić paluszkiem na przestrach.

Wyobraźcie sobie funkcjonowanie w populacji, pozbawionej lepiszcza w postaci narodowych namiętności – rodzaj uprawiania seksu z martwym partnerem.

Pójdźmy dalej w rozważaniach. Nie słyszałem jeszcze o żadnej nacji, skandującej podobnie obrazoburcze kawałki: „(…) nie oddałabym ci Islandio (Argentyno; Bułgario; Kanado) ani jednej kropli krwi (…)”. Ładunek emocjonalny frazy jest przytłaczający, świadczący wręcz o fiksacji na punkcie patriotyzmu. Pozornie ubliżający przebój należy w konsekwencji do hymnów… deifikujących ojczyznę! Wrzask rozpaczy, niczym po wykryciu zdrady ukochanego, gdy miłość wciąż targa serce.

Polska flagaTerroryzujemy siebie nawzajem obawą o wymieranie polskich wartości; lamentujemy niesprawiedliwe drenowanie potencjału ludzkiego poprzez mechanizmy Unii Europejskiej; na obczyźnie, tęsknimy nieznośnie za macierzą. Nie sądzę, abyśmy narobili w majty na wieść o grożącym najeździe na nasz gród! Wręcz przeciwnie – bez zadawania idotycznych pytań o sens wyzionięcia ducha na polu walki, odkurzylibyśmy husarskie pióra, wypucowali zbroje, naostrzyli dzidy, podkuli znudzone akinezją wierzchowce, po czym pogonili bezczelnych napastników aż do ich stolicy! Skoro nasz lojalizm – ewidentnie – sięga zenitów, to dlaczego nie umiemy powstrzymać trendów podporządkowania gospodarczego państwa, preferując rzekomo życie podług obcych wytycznych?

Gdyby patriotyzm był jedyną funkcją formuły sukcesu, wówczas awansowalibyśmy na szczyt grona eksporterów, zaś złotówka osiągnęłaby najwyższe notowania na giełdzie. Jakkolwiek globalizacja komplikuje proste analizy, takkolwiek wierność swojskim produktom plus krzewienie autonomii zawsze umacnia koniunkturę, zatem jesteśmy psychicznie predysponowani do zajęcia wysokiego szczebla na drabinie postępu. Z tajemniczego powodu następuje jednak rozczepienie wulkanicznej energii Polaków od konkretnych efektów ekonomicznych.

Zaiste, paradoks niezgłębiony…

Rzadko kiedy człowiek z pasją ponosi fiasko poprzez brak pracowitości, talentu lub cierpliwości, natomiast często poprzez ingerencję czynników zewnętrznych. Nie sądzę, abyśmy grzeszyli lenistwem i niekompetencją, więc odpowiedź na mój dylemat sama ciśnie się na usta…

Jak? Kto? Po co?

Ciężko roztrząsać wstrętne zagadnienia, dodatkowo poza granicami wiedzy o szczegółach. Tylko dusza jęczy w bólu…

Oddałbym ci Polsko każdą kroplę mojej krwi – pomimo obaw, że inni wyssą mą ofiarę…

Ze smutkiem, w milczeniu, bratersko Was ściskam.

Grzesio Polak

Listy do Polski 13 - Niebiezpieczne porównania #13 – Niebiezpieczne porównania | #15 – W jedności siła! Listy do Polski 15 - W jedności siła!

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (1.0 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 14 - Czy warto przelać krew za Polskę? - w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: