Na słonia, czyli podryw po afrykańsku

Podryw na słonia

Każdy rodzic staje przed niewygodnym i krępującym zadaniem wyeksplikowania dziecku kwestii poczęcia. Nadchodzi nieuchronnie chwila, gdy bzdurne opowieści o bocianach nie wystarczają. Na domiar złego, internet pozwala brzdącom informować się nawzajem z szybkością światła, wymieniać interesujące linki oraz oglądać rzeczy na żywo, a nie na infantylnych obrazkach. Zamiast tradycyjnych gawęd wprowadzających o motylkach czy kwiatkach, milusińscy wpadają na witrynę z filmikami o najwyższej jakości, które przedstawiają pary bądź grupki kopulujące w pozycjach akrobatycznych, w deszczu wytrysków o impecie gejzerów.

Niestety, biznes pornograficzny zalał sieć, oferując szkolenie metodą szoku, co z pewnością prosi o reformację podejścia starych do zagadnień związanych z edukacją erotyczną. Trudno przewidzieć, kiedy czeladka zostanie brutalnie zapoznana ze szczegółami życia intymnego (co nastąpi nieodzownie, pomimo stosowania programów kontrolujących serfowanie lub zagradzania dojścia do komputera drutami kolczastymi), więc gotowość na bezpośrednie dyskusje jest uzasadniona.

Ponieważ prokreacja należy do zjawisk w stu procentach naturalnych, Grzesio przyjął strategię czujnego żurawia: zamiast atakować syna setkami opowieści dziwnej treści czekał, aż Jacek przejawi albo wykluwające się zaciekawienie sprawami damsko-męskimi, albo iskierki uświadomienia z alternatywnych źródeł (World Wide Web, świerszczyki krążące po szkołach, entuzjastyczni kumple, starsze dziewczęta itd.). Postanowił tym samym zignorować przestrogi grup o ortodoksyjnej orientacji, nakazujące ścisłe monitorowanie dostępu niepełnoletnich do środków masowego przekazu (zadanie zaiste syzyfowe, skazane z góry na fisko, wręcz wyostrzające apetyt młodzieży na zgłębienie zakazanego).

Wesoły plemnik

Doznał natchnienia w trakcie konwersacji z Jackiem na temat Christine, koleżanki z podstawówki. Dzieciaki poszły razem na basen, co zdopingowało ojca do niby trywialnego żarciku. Mianowicie, z głupim uśmieszkiem zapytał: „Na pewno całowaliscie się po kryjomu, no nie?”. Jacek gorąco zaprzeczył, co jedynie podochociło tatę-rubasznika: „Bujasz! Wyraźnie widzę, że ją cmokałeś, he he!”. Bezpardonowe świdrowanie doprowadziło malca do łez ropaczy („Nie! Nie całowałem, buu! To nieprawda, buu!”), zaś Grzesia do opamiętania – szkrab dostrzegał w fizycznym kontakcie z płcią przeciwną coś wstydliwego, wręcz niepożądanego, co było zjawiskiem normalnym dla podrostków w jego wieku.

Po pierwsze przytulił i przeprosił załzawionego synka. Po drugie przyrzekł, że już nigdy nie oskarży go o podobnie wredne zachowanie. Po trzecie, od tamtej pory pozwolił szkole na uskutecznianie standardowego programu pedagogicznego (nauka bilogii ameb, insektów, reszty żyjątek), natomiast sobie na śledzenie piękna rozwoju seksualnego osoby, którą kochał. Pomyślał, że kiedyś dotyk panienki wywoła u Jacka inną reakcję – piewszy dreszczyk podniecenia, prowadzący do delikatnego otumanienia, pouczucia ciepła zalewającego członki, przypieszenia tętna, impulsu do dalszych eksploracji. Dlaczegoż zakłócać ten spontaniczny, cudowny potok uczuciowy poprzez sztuczne instruktaże?

Ograniczył zatem ojcowskie interwencje do porad w odpowiednich momentach. Sukcesywnie (i ostrożnie!) pogłębiał zagadnienia łóżkowe, budząc coraz większe zaufanie w oczach syna. Mozolna robota, wymagająca sprytu tudzież dyplomacji. Po prostu, wychwytywał sprzyjające okoliczności – wpierw do niewinnych komentarzy (podczas filmów ze scenkami miłosnymi, na widok splątanej w uścisku parki), później do obszerniejszych wyjaśnień, w końcu do odpowiedzi na konkretne pytania.

Jego celem nadrzędnym było podkreślenie przestrogi o ciążach nieplanowanych, gmatwających ździebko rozkład dnia, dlatego pogawędki zakrapiał opowieściami o uczniach w związkach małżeńskich. Wizje mycia garów, prania pieluszek, bezsennych nocy przy wrzeszczących niemowlakach itd. przerażały swawolnego młodzieńca.

Wysiłki nie poszły na marne, bowiem obyło się bez taktyk drastycznych, stosowanych przez bardziej zapalczywych tatusiów, czyli bez podstawiania doświadczonej kobiety-fachmanki. Tak więc po niedługim czasie, na profil Facebooka zawitało przeurocze zdjęcie Jacka z jakąś dzierlatką. Stali w towarzystwie słonia i oboje dotykali jego trąby. Pod fotką widniał rozbrajający opis: „Bliżej natury!”.

Po tygodniu status Jacka uległ zmianie z „Wolny” na „W związku”. Radosną transformację uwypuklała ikonka serduszka, wyświetlana automatycznie przy tak doniosłych okazjach przez portal społecznościowy.

Minęły trzy miesiączki, po czym status powrócił do stanu pierwotnego („Wolny”). Znowuż wychynęła ikonka serduszka, tym razem rozdartego na pół. Co ciekawe, anons rozpadu związku powitało tyle samo lajków, co anons wejścia w związek.

Wystarczyło parę tygodni, aby Grzesio przeżył déjà vu, jako że syn apiać udostępnił podobny kadr ze słoniem, aczkolwiek z dwoma retuszami: dramatyczniejszym kąt ujęcia i nową modelką. Jak poprzednio, pozujący głaskali smętnie zwisającą trąbę. „Z przyrodą na ty!”, oznajmiał miły komentarz.

Po niespełna dobie, Jacek obwieścił światu romantyczne zaangażowanie, nomen omen ze ślicznotką z ilustracji. Niestety, doskonale zapowiadająca się zażyłość nie przetrwała nawet miesiąca, co zostało zakomunikowane klasycznym, pękniętym serduszkiem.

Zakochany słońStres porzucenia ukochanej nie mógł być wielki, gdyż poczciwy słoń ponownie wkroczył na scenę. Grzesio ujrzał świeżo wytypowaną podfruwajkę, przyodzianą w ekstra skąpą tyci-miniówkę, drapiącą trąbalskiego (pod dozorem Jacka) po szorskiej skórze. Zamieszczona adnotacja nawolywała do wartości wyższych, prawdopodobnie zgodnych ze światopoglądem zwabionej laski: „Chrońmy nasze zwierzęta!”.

Tym razem Jacek nie zweryfikował stanu „Kawaler” na „Zatracony”. Mądre posunięcie, bo nagminne konwersje pochłaniały czas, zżerały nerwy, zmuszały do wiecznych tłumaczeń w towarzystwie. Niemniej jednak masa pozostałych zdjęć sugerowała bezspornie, że chłopaka nie pochłoniała działalność czysto platoniczna, to znaczy bohaterki, występujące w sesjach fotograficznych ze słoniem, lądowały w objęciach Jacka.

Spryciarz wykombinował patent uwodzicielski: na słonia. Ponieważ w Afryce słoni pod dostatkiem, więc numer nie należał do przesadnie skomplikowanych w realizacji.

Efekty techniki zadziwiały. Przez dwa lata Grzesio obserwował rzesze dziewczyn, padających po kolei ofiarą naturalistycznego Don Juana. Wystarczyło zlustrować poprzednie wpisy na profilu, aby dostrzec cykliczność triku, co nie następowało ze względu na niebezpieczne trendy ignorowania historii. Wszak nikt nie czytał wczorajszych newsów, pozostawiając bałamutnikowi przestrzeń do bezkarnej zabawy.

Tymczasem Grzesio wykazywał rosnące zainteresowanie słoniem. Gdzie to serdeczne stworzenie przebywało? Jak zaskarbić sobie jego usługi? Czy wypada przekupić słonisko smacznym pokarmem? Samotny tata chętnie skorzystałby z mocy magicznej trąby, co wydawało się wybiegiem tańszym i szybszym, niż ciąganie kobiet po eksluzywnych restauracjach lub na nudne spektakle teatralne.

Po okresie wojny zaczepnej, słowem podrywów na chybił trafił, Jacek ostatecznie znalazł sympatię na dłużej, w dodatku bez asysty dzikich zwierząt.

O ile przyzwoite uświadomienie seksualne jest jak najbardziej wskazane, o tyle nauka sztuki zalotów stanowi trudniejszy orzech do zgryzienia. Każdy facet posiada silniejsze bądź słabsze cechy charakteru, które wyznaczają wypadkową osobistych preferencji co do amorów. Słowem, słoń niekoniecznie pomógłby Grzesiowi, stanowiąc unikatowy (jakże fantastyczny) manewr syna.

Zakochana para

Nie sposób też wdrożyć w mózg dziecka instrukcji, dotyczących selekcji partnera na resztę życia. Przesiew następuje w drodze eliminacji, na gruncie prób i błędów, ulegając modyfikacjom w toku dojrzewania, edukacji czy nabytych doświadczeń. To wachlarz wpływów środowiskowych decyduje o indywidualnych upodobaniach, a nie idée fixe starych.

Strona tytułowa magazynu Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie - Kapsztad.pl. lipiec-wrzesień 2015, nr 33Powyższe dumania doprowadziły Grzesia do przekonania, że będzie musiał nie tylko bez mrugnięcia powieką zaakceptować przyszłą narzeczoną Jacka, ale i aktywnie wesprzeć małżeństwo syna (kiedy takowe dojdzie do skutku). Rola ojca ogranicza się wyłącznie do stworzenia atmosfery, sprzyjającej jak najpomyślniejszym wyborom poczynionym przez latorośl. Kreacja owej atmosfery obejmuje krzewienie odpowiedzialności, uczciwości, pracowitości, lojalności, umiarkowania, dbałości o zdrowie, ufności w wykształcenie itd. – cnót wyostrzających węch na partnera o bliźniaczych zaletach. Inaczej mówiąc, bezpośrednia presja („Ona nie jest dla ciebie!”; „Głupia gęś! Nie zrobiła nawet matury!”; „Rzuć ją w diabły, dobrze ci radzę!”) w zasadzie udowadnia wcześniejsze niedoskonałości wychowawcze.

Szczęście w związku jest relatywnym zjawiskiem, nie do zdefiniowania w paru zgrabnych punktach, nie do narzucenia rezonerskimi batami. Grzesio zrobił dla syna tyle, ile potrafił, zaś na epilog swoich starań musi spokojnie poczekać…

Ale o tego słonia to się Jacka jeszcze wypyta!

Tekst opublikowany w magazynie Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie – Kapsztad.pl, wydanie lipiec-wrzesień 2015, nr 33 (139).

Publikacja umieszczona w kategorii OJCOSTWO | Format PDF (1.0 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Na słonia, czyli podryw po afrykańsku w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: