Listy do Polski 16: „WARA, czyli scalenie narodowe”

Kochani Rodacy!

Nareszcie pomiędzy Wami! Wtopiłem się w polsko brzmiący biały katolicki tłum… Jestem nierozpoznawalny, homogeniczny niczym jeden z płatków śniegu w czasie zamieci. Narodowa monolityczność daje poczucie spójności, równorzędności, a nade wszystko bezpieczeństwa, o które niepodobna w RPA, zaś o które coraz trudniej w sponiewieranej kulturowo Europie Zachodniej. Na ziemi ojczystej paraduję krokiem paniska, niestrwożony religijnymi, moralnymi bądź obyczajowymi (zwłaszcza seksualnymi) normami osobników przeszmuglowanych z obszarów cieplejszych.

Nie będę rozerwany odłamkami bomby domowej roboty! Uniknę zgwałcenia przez niedopieszczonych! Nie przestrzelą mi głowy w trakcie obrabowywania z telefonu komórkowego! Słodki smak wolności od lęku przed ponoć niespodziewanym, lecz jakże domniemanym! Lepszy stan spokoju ducha od utrzymywania materialnego status quo poprzez zalepianie demograficznej dziury materiałem niekompatybilnym na siłę, w takt politycznego rzężenia przy akompaniamencie mamrotań księgowych – oficjalnej operetki, ujętej później w biurokratyczne formułki.

Nie lekceważąc jednak całkowicie groźby wyludnienia oraz starzenia się nacji, ponawiam do Was mój manifest, skonkretyzowany w poemacie „Rządowa Akcja ‚NAZAD’”, a nawiązujący do konieczności uruchomienia wszelkich dostępnych mechanizmów, by jak największe rzesze rodaków (z osiemnastu milionów przebywających za granicą) powróciły nad Wisłę.

Polska dla Polaków!

Jeszcze nie tak dawno, moje wizje wzbudziłyby zapewne grzmoty śmiechu, przerywane wyciem: „Utopia! Halucynacja! Wytwór chorej wyobraźni!”. Mógłbym z łatwością przytoczyć tradycyjne, inteligentne argumenty pragmatyków sprzed paru lat:

  • „Przecież za dużo ich na tym zachodzie – nie zmieszczą się w kraju! W namiotach mamy trzymać, czy co?!”
  • „Niby co oni tutaj będą robić?! Nam brakuje roboty, to skąd dla tylu reemigrantów?!”
  • „Rząd powinien pracować dla nas – nigdy dla dezerterów! Niech wiernym obywatelom umorzą podatki, a nie faryzeuszom!”
  • „Folksdojcze!”

Nie pomińmy przekonań rzeczoznawców:

  • „Adaptacja jednostek, osiedlonych poza granicami kraju przez okres dłuższy niż dziesięć wiosen (tzw. zachodniaków), do ekonomiczno-politycznej egzystencji w Polsce jest wysoce wątpliwa. Według Profesora Antyprzesiedlańskiego, współczynnik prawdopodobieństwa akomodacyjnego zachodniaków wynosi (przy najbardziej optymistycznych założeniach) zaledwie 0,14, więc domniemany pozytywny rezultat akcji rządowej ‚Nazad’ należy zaklasyfikować do legend.”
  • „Poziom antypatii szczerych patriotów (osobników egzystujących w obrębie linii demarkacyjnych RP, tzw. wierniaków) wobec indywiduów przedkładających komercję ponad lojalność (wegetujących na zewnątrz, tzw. najemniaków) równa się dziewięć na dziesięciostopniowej skali WARA (Wysokość Absolutnej Reemigracyjnej Awersji), ustalonej według kwestionariusza niezależnej organizacji PRECZ (Przeciwko Reemigrującym Elementom Chóralnie Zjednoczeni). Ostatni wiarygodny sondaż został przeprowadzony we wsi Spadajta na aż trzydziestu czterech ankietowanych: nie sposób kwestionować tak reprezentatywnych wyników. Tym samym, repatrianci (zalewający sensu stricto nie swoje już tereny) będą wyeksponowani na (dyplomatycznie powiedziawszy) niechęć, czego mogą w nieskomplikowany i efektywny sposób uniknąć poprzez zaniechanie ryzykownych zamiarów.”

Słyszę ulewę bliźniaczych racji, bombardujących prostoduszny wierszyk. Jednocześnie myślę: „Dlaczego nie? Czy jest cokolwiek złego w powrocie na ziemię ojczystą wszystkich rodaków? Tryskałabym radością!”. Infantylna idea, ale to właśnie dzieci posiadają nieskrępowaną fantazję. Polotu brzdąców nie ograniczają głębokie analizy ekonomiczne, przewidywanie domniemanych rezultatów, uwzględnianie sytuacji militarnej w okolicach itd. Szczerość, bezstronność oraz (w pierwszym rzędzie) odwaga są zbyt często definiowane jako niedojrzałość, naiwność, brak doświadczenia, zawracanie głowy, kretynizm, cudaczność…

A teraz, panowie i panie? Po serii eksplozji niedaleko wieży Eiffla? Po imprezie satyrów w Kolonii? Po wprowadzeniu rutyny przetrzepywania turystów na bramkach do francuskich muzeów, coby nie wysadzili w powietrze jakiejś rzeźby? Po niezbędności stosowania (konfidencjonalnie) reguł godziny policyjnej w poprzednio spokojnych dzielnicach szwedzkich, a nawet wyodrębniania stref, których nawet żołnierze mają pietra odwiedzić („no-go zones”)? Po kolportacji ulotek, pouczających przybyszów z pustyni o tajnikach etycznego zachowania (na przykład o nieprzystojności defekacji w basenach, ciągnięcia za cycki przechodzących dziewczyn, kopania kobiet w głowę itd.)? Po alarmująco wzrastającej liczbie donosów o przestępstwach, zatargach, niezadowoleniu, krępowaniu swobód? Nadal wnioskujemy, iż inicjatywa nęcenia swojaków do siebie stanowi jeno pacholęcą odę do lizaczka?

Owiewa mnie smutek, ponieważ koncepcja scalenia narodowego – w pełnym tego słowa znaczeniu, w obrębie wspólnych granic – nabiera obecnie w tak zwanych państwach postępowych charakteru rubasznego żartu. Realia uległy zmianie na globalne do tego stopnia, że ludzie nie potrafią sobie uzmysłowić historycznie udokumentowanej, potężnej siły tkwiącej w zunifikowanej społeczności. Tymczasem triumf osiągniemy wyłącznie wtedy, gdy wszyscy dążą ku celowi wyższemu niż czyste generowanie profitów, czyli podstawą sukcesu stanowi niewidzialne spoiwo, nie mające nic wspólnego z materialnymi żądzami. Czyż nie uważacie, że kardynalnym lepiszczem zawsze była, jest i będzie wspólna kultura, która rodzi unikatowość, czyli specyficzne rozwiązania tożsamych problemów nurtujących świat? Strach zakładać śmierć poszczególnych obyczajowości, języków, dziedzictw narodowych…

Może przesadzam w sianiu katastroficznych scenariuszy? Cóż, mam stracha przed kolejnym wyparowaniem Polski z mapy Europy, tym razem na dobre…

Dyletanci nafaszerowani propagandą globalizacji reklamują znany z komunizmu wątek: każdy ma żyć podług uniwersalnego schematu: robić jeść kupować wyznawać oglądać w TV świętować to samo. Rewolucyjna matryca szczęścia dla wszystkich! Kiedyś nacje powstawały przeciwko idiotycznym doktrynom socjalistycznym, natomiast teraz im – nieoczekiwanie – hołdują, w dodatku na skalę miedzykontynentalną. Widzimy identyczne sklepy w Polsce, Indiach, RPA, Szwecji… No, może z wyjątkiem Biedronki. Niedługo każdy punkt sprzedaży, restauracja czy bar na Ziemi zaczną funkcjonować pod szyldem Społem. Dodajmy bliźniacze kanały telewizyjne, firmy ubezpieczeniowe, banki, samochody… Sklonowane produkty, sklonowane miasta, sklonowane kraje… Niby nowa rzeczywistość, a jednak stara – wszak pamiętam działaczy partyjnych, eksterminujących innowatorstwo i niezawisłe poglądy w okresie Rzeczpospolitej Ludowej.

Natchniony po wędrówce przez starówkę gdańską, wpadłem na jeszcze jeden szczenięcy pomysł: jeżeli Polska posiada status suwerennej (tak twierdzą mężowie stanu), wobec tego jakakolwiek ważniejsza uchwała dotycząca naszego państwa (zasadnicze wydatki, plany militarne, koneksje dyplomatyczne) musi uzyskać aprobatę ogółu ludności na drodze referendum! Podarujmy sobie bredzenie o niepraktyczności bądź kosztowności, albowiem prawie każdy ziomek ma smartfona, ewentualnie dostęp do internetu. Dla osób technicznie upośledzonych coś wykombinujemy. Asygnujmy PESEL do adresu e-mailowego lub numeru komórkowego. Kancelaria (analogicznie do firmy anonsującej nowość na rynku) wyśle wiadomość-pytanie en masse: „Czy rząd ma przeznaczyć pięćdziesiąt miliardów złotych przez następne cztery lata na zbrojenia, czy raczej wydać te pieniążki na alternatywne przedsięwzięcia?”. Odpowiedź, aby być ważną, musi nadejść w przeciągu czterdziestu ośmiu godzin. Co sądzicie? Jaką reakcję elektoratu przewidujecie: obawy przed szturmem litewskim?; drżeniem na myśl o inwazji Duńczyków promami?

Maluchy skwitowałyby kwestię prosto: „Pistolety be!”.

Ciekawym reakcji Amerykanów na obwieszczenie polskich przywódców: „Widzicie, eee… Naród zadecydował na drodze tego… komórkowego plebiscytu powszechnego, że ten… No, że macie zwinąć klamoty, to znaczy… eee…. rakiety, wyrzutnie, baraki, bo.. Aha, bo w tych miejscach wybudujemy takie tego… żłobki, przedszkola, baseny kąpielowe, ścieżki zdrowia. Dziękujemy za… eee… dotychczasową obronę, ale obecnie nie wydaje nam się, abyśmy byli przesadnie zagrożeni, także ten… eee… No, także zabierajcie bambetle… Nie chcemy pieniędzy wyrzucać w błoto, ot co!”. Jak by jankesi ukarali niesforny kraj? Zbombardowali? Przestali sprzedawać nam hamburgery?

Strona tytułowa magazynu Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie - Kapsztad.pl. styczeń-marzec 2016, nr 35Mam wrażenie, że sieć spowodowała uniwersalną zmianę postrzegania otaczającej realności: coraz intensywniej odczuwa się trudną do skonkretyzowania machlojkę, manipulację poważniejszego kalibru, opartą na sztucznej inżynierii społecznej – taktyki tego rodzaju istniały od wieków, lecz błyskawiczna wymiana informacji wyostrzyła ludzki węch. Progresywna, zbiorowa krytyka posunięć demokratycznie wybranych władz sugeruje istnienie niewidzialnego nadsystemu, który niejako automatycznie wyzwala dysonans pomiędzy hipotetyczną wolą ogółu a faktycznymi zarządzeniami administratorów.

Niech więc sprawiedliwości stanie się zadość: stwórzmy pierwszą w świecie, prawdziwie obiektywną, informatyczną machinę decyzyjną!

Idę na wieczorny spacerek – bez spozierania przez ramię na nie-tak-wyimaginowanego napastnika. Co za wolność, wciąż niedoceniana w Polsce, a najdroższa z człowieczych potrzeb!

Pa pa…

Grzesio Polak

Tekst opublikowany w magazynie Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie – Kapsztad.pl, wydanie styczeń-marzec 2016, nr 35 (141).

Listy do Polski 15 - W jedności siła! #15 – W jedności siła! | #17 – Drewniane żyrafy i kapryśne lwy Listy do Polski 17 - Drewniane żyrafy i kapryśne lwy

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (0.6 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 16 - WARA, czyli scalenie narodowe - w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: