Listy do Polski 19: „Ta ta ta!”

Witam ponownie wszystkich Rodaków!

Poprzez literki mojego ostatniego listu przebija żar patriotycznych emocji – nie tylko na emigranta, ale i na obłudnika materiał z Grzesia żaden. „Entuzjastyczny pocieszyciel!” – wykrzykniecie, kręcąc z politowaniem główkami. „Z takim balastem cnoty nie idź nawet na podryw, bowiem byle kobitka odczyta w tonach moralnych dyrdymałów naiwność – uczciwość nie nakarmi, nie odzieje, nie ogrzeje w przytulnym domku, nie przewiezie z punkt do punktu, nie zapewni podstawowych rozpust. Podobnie nie zbajerujesz na ideologiczne bajędy rzesz rodaków, którzy oczekują konkretów, a nie wzdychania do orła białego na czerwonym tle.”.

Racja… Od zarań homo sapiens nikt nigdy nic nie wskórał drogą krzewienia oczywistości: mędrcy nie skłonili mas do umiaru, męczennicy spłonęli na stosach za zdradę utartych orientacji, piękne filozoficzne koncepcje utonęły we wściekle spienionym morzu marketingu. Nabieram wrażenia nieodpartego: z natury nie przepadamy za pouczaniem, traktując mentorów za osobników niejako wywyższających się – wytykających naszą ślepotę natchnionych kaznodziei. Któż polubi rezonerstwo, poniekąd strofowanie? Dlatego przerzucę moje talenta pisarskie na fikcję, gdyż prezentacja alegoryczna po pierwsze rozgrzesza autora z pyszałkowatości, po drugie skłania czytelnika do wyciągnięcia osobistych refleksji, bez poczucia domniemanego przymusu.

Zawsze fascynowała mnie człowiecza skłonność do inkongruencji mentalno-wykonawczej: pojmowanie krystalicznych – jakże korzystnych i zdrowych – przesłań oraz bolesne doświadczenia nie eliminują jednak szkodliwych nawyków czy zachowań. Niegłupie wnioski, zrodzone na bazie bystrych obserwacji, ponoszą fiasko w starciu z tajemniczą inklinacją do powtarzania starych błędów, jakbyśmy byli ewolucyjną pomyłką, która zgodnie z prawami przyrody dąży do autodestrukcji.

Spójrzmy na racje bezsporne…

Erudycyjnie wyłuszczymy główne powody migracyjne Ziemian: pokarm dla jednych, zysk dla innych. Morze ludzkości falowało niezmęczenie od czasów biblijnych, powodując odpływy lub przypływy, jednakże historia uczy trzymania się odmiennych trendów. Które krainy są najzamożniejsze, najszczęśliwsze? Oczywiście te, w których obywatele pozostają przez wieki, wierząc we własne zdolności twórcze oraz siłę jedności. W tym miejscu komuniści mieli rację: „Razem budujemy drugą Polskę!”. Egzekucja projektu im nie wyszła, ponieważ doktrynerzy zapomnieli o ostatnim składniku eliksiru sukcesu – posłuszeństwie wobec elektoratu.

Rządzący nie są wybierani na karierowiczów, tylko dostają mandat zaufania celem służby własnemu narodowi. Innymi słowy, powinni bacznie reagować na pragnienia ogółu i wedle tych wskazówek niezmordowanie wprowadzać poprawki do organizacji życia organizmu społecznego. Niestety, uparcie podtrzymują sztywne formacje administracyjne, które stanowią magnes przyciągający oportunistów, a odpychający powołanych, tym samym promując samonapędzającą się machinę niszczącą integralność państwa. System sprawowania władzy wyrasta na twora samego w sobie – pasożyta niedbałego o podopiecznych, zjadającego własny ogon, czyniącego spustoszenia, budującego coraz większe gmachy dla towarzyszy. Sprawiedliwi osobnicy uciekną daleko od smoka, będąc z zasady zniesmaczonymi panującym porządkiem rzeczy. Ukryją się w miejscach o bałaganie mniejszego kalibru, wśród indywiduów zachodnich, szczerzących (jak pisałem poprzednio) zęby z zadowolenia.

Chłodne, nieelastyczne, rygorystyczne ordynacje zwykle wyrastają na reżymy (monarchie), by w efekcie runąć z łoskotem, wzbijając w przestworza kłęby kurzu, ryjąc w pamięci obrazy cierpienia, wyzysku, samowoli, biedy. Stąd gibkość, prężność, wymienialność liderów, czyli szeroko rozumiana adaptacja, stanowić powinny aspekty nowoczesnego fasonu politycznego. Tymczasem – o zgrozo! – pęcznieje świeży hegemonistyczny moloch o nadobnej nazwie „Unia Europejska”, narzucający jednostronnie nie tylko przepisy, ale i wartości kulturowe, karząc surowo wyłamujących się buntowników, symultanicznie podminowując miarowy postęp wszystkich zakątków kontynentu. Kiedyś Stalin skazał na głód Ukrainę – teraz, pod pretekstem „zacofania wschodu”, systematycznie (za pośrednictwem miriad taktyk) Bruksela hamuje rozwój obszarów o odmiennych od centralnych światopoglądach, na przykład wobec przyjmowania uchodźców.

Autokratyczne apetyty, z dziada pradziada, doprowadzały do chaosu, więc dlaczego bogatsze (na razie) kraje tak ochoczo przyklaskują poddańczej konduicie uboższych regionów? Ku własnej zgubie? Skąd ta nienawiść do państw lubiących etniczną jednorodność, lepiej służącą obywatelom danego terytorium aniżeli obligatoryjna mieszanina ras i tradycji? Losy cywilizacji uczą, aby unikać inżynierii społecznej na wielką skalę, lecz wtłacza się w nas niezgodne z dziejotwórczą czy naukową prawdą przekonanie, iż regresja do genetycznie ułomnego psa dingo byłaby fajną gratką.

Jak znaleźć remedium na unicestwienie systemowego perpetuum mobile, bez przedkładania nudnych, znanych rozwiązań w postaci rewolucji czy innego sposobu przelewu krwi? Właśnie hołdowanie unikatowości narodowej złamie beznadziejne, stagnacyjne, komunistyczne, globalizacyjne trendy. Dlatego promuję pozostanie w Polsce lub powrót do Polski, odrzucenie niewygodnych dla naszej nacji poleceń mocarnych sąsiadów, nonkomformizm sprzyjający rozkitowi innowacyjności, koniunktury wedle potrzeb społeczeństwa i wiary we własny potencjał. Nie krytykuję współpracy, jednakże kontestuję utopijne ambicje bankierów oraz przedsiębiorców na sztuczne podyższanie produkcji wraz z popytem dzięki przelewaniu ludzi z jednego kąta świata w drugi, a najlepiej zorganizowanie sklonowanych rynków zbytu na całej planecie, zatłoczonych maniakalnymi klientami-zombie.

Skąd nadciągnął kryzys imigracyjny? Źródło znacie z pewnością: mocni faceci poszli na wojenkę do Syrii (przedtem broili gdzie indziej), gorąco zapraszając resztę. Mordobicie z udziałem wszystkich dla dobra wszystkich! Co ja pytluję – nie mordobicie, lecz gry komputerowe, gdyż tchórze nawet nogi na terenie konfliktu nie postawili. Ciosy z daleka, zadawane szczytem inżynieryjno-informatycznych osiągnięć adamowego plemienia, czyli wybuchowymi rakietkami. Reguły zabawy są nieskomplikowane:

  1. Wystrzelamy pocisk.
  2. Czekamy, co się stanie.
  3. Jeżeli nic się nie stanie, odpalamy następny ładunek.
  4. Jeżeli coś się stanie, kończymy razić ogniem i udajemy głupich.

Frajda nie z tej Ziemi! Popsocili, poburzyli, pozabijali, po czym wykombinowali spryciarskie wyjaśnienie, które nagłośnili w mass mediach.

Powód? Prawdziwych przyczyn nikt nie znał, niemniej jednak czy to aż takie ważne w świetle spektaklu efektownych eksplozji na żywo? Nowoczesne igrzyska z fajerwerkami-szrapnelami, do oglądnięcia na dowolnym kanale telewizyjnym w zaciszu rodzinnego domostwa. Faktyczni gracze? Podobno lwia część populacji popierała międzynarodowy turniej rakietowy, zwłaszcza rozgrywki oddalone o kilka tysięcy kilometrów.

Fajerwerki wojny

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Ciekawym jestem autentycznego podejścia do kwestii konfliktów militarnych ze strony tych oddalonych, multimedialnych patronów, gdybyśmy zrewidowali scenariusz i przenieśli miejsce akcji w rewiry pobliskie, na przykład o dwa bloki dalej. Czy wywiad uliczny potwierdziłby poplecznictwo blitzkriegu przez większość?

– Dzień dobry panu. Przeprowadzamy ankietę na temat stosunku krajanów do wojny. Ma pan minutkę?

– Jak najbardziej!

– Za trzy dni koalicja rozpocznie bombardowanie naszego kraju. Jest pan za?

– Naturalnie! Z doniesień niezbicie wynika, że ponosimy winę. Zresztą, uwielbiam ogłuszający huk detonacji, pomruk – hen, gdzieś wysoko na niebie! – wspaniale wyekwipowanych myśliwców, zgrzyt gąsienic czołgowych, płacz dzieci, zawodzenie matek, swąd spalonych ciał. Nie mogę się doczekać chwili, gdy pozostanę bez dachu nad głową – co za ekscytująca przygoda! Wie pani, to tylko na dobre nam wyjdzie: nauczy moresu, niezależności, smykałek do kradzieży. Osobiście najbardziej mnie podnieca perspektywa stracenia na wadze, he he! Żona też cała w skowronkach, zaś dzieci już strzelają z plastikowych pistolecików! Ta ta ta ta ta!

– Czy afirmuje pan potencjalny najazd na Tybet?

– Od dawna! Te, te… Te Tybetańczyki siedzą zatopione w modlitwach, obiboki! Na twarzach mają wymalowane użycie broni masowego rażenia, co należy niezwłocznie udokumentować. No, może nie tak dosłownie udokumentować, ale dać do zrozumienia przekonywującymi argumentami, na przykład zdjęciami satelitarnymi lub filmami nakręconymi smartfonami. Następnie bezpardonowo zaatakować! W końcu oberwą, te, te… Ech, proszę pani, krew zalewa na myśl o bezkarności tej tybetańskiej szajki!

Czy wyobrażacie sobie, by ktokolwiek pragnął bitw, głodu, egzystencji w wiecznym lęku, śmierci? Jaka jest proporcja prowojniaków to kontrawojniaków? 1:100? 1:1000? W takim razie warto pomedytować nad następującym problemem: kto toczy te walki?

Wszechobecna hipokryzja… Marzę o nagłym, cudownym przebudzeniu ludzkości – dostrzeżeniu ślepego sekundowania garstce maniaków. Skoro praktycznie nikt nie pożąda kampanii zbrojnej na własnym podwórku, to skąd przyklask agresji na jakieś zamorskie – zazwyczaj mało znane – państwa? Niedosyt rozrywek? Pamiętajmy, iż inercję można zdefiniować jako pośrednią tolerancję, zaś obserwacja widowiska w TV popularyzuje ofensywę.

Tolerancja wojny

Z kolei teraz, na lśniących ekranach importowanych plazm, oglądamy tłumy uchodźców; wysłuchujemy nowych wytycznych (płynących od sprawców rozrób); popijamy piwkiem (warzonym w wykupionym przez konglomerat zachodni browarze); czekamy na rozwój wypadków…

Nie uciekajcie z Polski… Emigracja przypomina wędrówkę w gęsty las, z początku nęcącą eksperiencją nieznanego. Im większe zanurzenie w gęstwinach, tym większe poczucie zagubienia, tym trudniej wywąchać drogę wstecz, tym intensywniejsza nadzieja na znalezienie wyjścia z buszu poprzez dalsze brnięcie do przodu. Wagabundę, pozbawionego kompasu i niezdolnego do rozszyfrowania drogowskazów przyrody, pochłoną czeluści obcego środowiska. Ociężale osiada wpierw zniechęcenie, później przyzwyczajenie. Zabiegi przystosowawcze są nieodzowne – nie sposób przetrwać bez pełnej integracji z otoczeniem (inaczej nieszczęśnik skona, lub zamęczy go alienacja). Z czasem ścieżki powrotne pozarastają, zmienią położenie, przedstawią kolejne wyzwanie dla wycieńczonego…

Morały? Oto cały ich wór: mierz siły na zamiary; nie pal mostów za sobą; nie mów „hop”, zanim nie przeskoczysz; nie wszystko złoto, co się świeci; ucz się, ucz – nauka to potęgi klucz; jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz; każdy jest kowalem swojego losu; ludzi słuchaj, a swój rozum miej.

Wszystko wiemy…

Eskapady na cudze to nie wycieczki dla Grzesiów, którzy przed opuszczeniem rodzinnej polanki powinni wpierw bardzo dobrze poznać siebie, a przynajmniej zabezpieczyć szlaki ewakuacyjne.

Pa pa…

Wasz Grzesio

Listy do Polski 18 - Materiał emigracyjny #18 – Materiał emigracyjny | #20 – Masa krytyczna Listy do Polski 20 - Masa krytyczna

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (0.6 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 19 - Ta ta ta! - w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: