Listy do Polski 22: „Nic nie znaczące erraty”

Kochani!

Komiczne wieści dobiegają z USA, gdzie szwindel za szwindlem wychodzą na jaw, przeciekając monotonnie do wiadomości mas. Nie zadziwia jednak fakt, że szydła wyłażą z worów niby kolce jeża, ale reakcja zmumifikowanych obywateli.

Telewizorem nie dysponuję, prasy nie czytam, ponieważ walczę o zachowanie normalności. Wysiłki unikania mass mediów spełzają na niczym – streszczenia najnowszych wydarzeń przydybią człowieka w kawiarence, w pracy, na ulicy, w ubikacji. Albo ktoś wypapla podnieconym głosem, albo afisz wykrzyknie znienacka w twarz, albo ekrany, umieszczone strategicznie w miejscach komunalnych, wysyczą prosto w ucho dzisiejsze newsy. Nie sposób uciec: siłą, podstępnie nakarmią mnie urągającą inteligencji strawą. Ciekawe, w czym przemycają leki antyemetyczne, gdyż dziwnym trafem nie wymiotuję na każdym kroku słuchając idiotyzmów. Zabunkrowanie się w kąciku to marzenie ściętej głowy: koledzy wytropią, przycisną do ściany, zaplują nowinami, zaczną żebrać o opinię na temat bzdetów. Wyeksponują erudycję, polegającą na skopiowaniu słów szemranego prezentera TV, powszechnego źródła wiedzy niezgłębionej. Wymęczą niewinnego Grzesia jak psy dziada w ciasnej ulicy.

Niestety, sprostowania poprzednio manipulowanych przekazów nie wytrącają społeczeństwa ze stanu uśpienia. Na przykład, dane dotyczące wysokości zatrudnienia w krainie szczęścia zwanej USA, z października 2012, zostały bezczelnie zmodyfikowane na lepsze. Nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy, liczba bezrobotnych osiągnęła poziom poniżej 8% – komunikat zaiste przełomowy. Rynki zarżały z radością, populacja tupała nóżkami w aplauzie, a prezydent wyszedł na gieroja nie lada, więc od strzału wybrano gościa na następną kadencję (akurat nadchodził okres głosowania).

Tymczasem przedstawione z fanfarami statystyki stanowiły iluzjonistyczny trik umyślnego faceta, który dodał drugie tyle (100%) nieistniejących dusz do ogólnej puli ankietowanych. Oczywiście każda fikcyjna ekstra jednostka, wrzucona na przysmak do empirycznego kociołka, posiadała fikcyjne zatrudnienie. Matematyk-geniusz dokonał wyczynu na prośbę speców od indoktrynacji tępego elektoratu – wykazał algebraiczną wirtuozję kalibru Einsteina, zmieniając dzielną (ilość ankietowanych bez pracy) oraz dzielnik (ogólną liczbę ankietowanych) ilorazu, tym samym uzyskując fantastycznie niski wynik bezrobotnych śmiertelników.

Ależ skądże – nikomu nie wypatroszono moszny za szchrajstwo! Widzowie szarady wpierw wykrzywili buźki w grymasach niedowierzania, po czym pogalopowali na zakupy świąteczne. „Ot, maluteńki błąd! Toż nikt nikogo nie zabił! Spryciarski ten nasz rząd! Kawalarze, panie! Panujący wiedzą, co robią, zaś skapowanie wyliczania procentów to wyższa szkoła jazdy!”

Żarty nie dotyczą wyłącznie imperium za Atlantykiem. Funkcjonuję w państwie jeszcze weselszym, gdzie kierownictwo zaordynowało przebudowę prywatnej nieruchomości prezydenta za raptem siedemdziesiąt milionów złotych. Bulili podatnicy, bo cena nie w kij dmuchał, natomiast jegomość pragnął żyć w znośnych warunkach. Dobytek w postaci czterech żon, dwóch byłych żon tudzież pułku dzieciaków również wymagał przestrzeni, wygodnego transportu, prowiantu, odzieży. Przecież trudno było w pojedynkę zapewnić rodzinnemu stadu chociażby skromny byt. Na terenie posesji zaprojektowano bardzo podstawowe urządzenia w postaci bunkru, przychodni lekarskiej, gabinetu odnowy fizycznej, prywatnej szkoły, oświetlonego lądowiska helikopterowego, zagrody dla kurczaków, basenu. Za kolejne dwieście milionów złotych dorzucono osiemdziesiąt pięć kilometrów pięknych dróg dojazdowych. Grube małżonki głowy republiki powinny gospodarzyć schronieniem w razie bombardowania RPA przez siły zbrojne Mozambiku lub Zimbabwe plus gwarancją masażu relaksującego po takowym ataku. Aliści harem otoczony pociechami szefa to skarb narodowy.

Modernizację zatajono, naturalnie, nie wspominając nawet o wydatkach. Sprawa wypłynęła na wierzch dzięki wścibskości przypadkowego dziennikarzyny. Żurnalista zapałał czelnością gmerania w fakturach, pociągania za języki, pstrykania zdjęć. Bezczelny typ! Prezydent został narażony na frustracje: był zmuszony wyprzeć się jakiejkolwiek wiedzy o ekspansji chałupy, którą zamieszkiwał. To prawda, że po podwórku buszowali jacyś robotnicy w kaskach, koparki wydłubywały doły, wjeżdżały dziesiątkami kontenery, murarze wznosili solidne mury, fachowcy montowali klimatyzatory. Zwariować szło! Kurz, hałas, bałagan! Na marginesie, nie mógł pełnić obowiązków dyplomatycznych w rozgardiaszu o takim nasileniu! Rozkładał bezradnie ręce: nie wiedział co, skąd, gdzie, kto, na dodatek w jego domu. Najchętniej wszystkich wywaliłby na zbity pysk, jednakże skoro już się szwędali z kąta w kąt, za grzech uważał wulgarnie przepędzić.

Ministrowie zaprotestowali gromko: obiekt należał do miejsc strategicznych, czyli konfidencjalnych. Zabroniono wstępu, strzelania fotek, pisania o sprawie, zaprzątania sobie myśli remontem o militarnym znaczeniu. No, top secret!

Rzeczniczka praw obywatelskich nakazała prezydentowi-dowcipnisiowi zwrócić forsę. Bez skutku – figlarz wyśmiał rzeczniczkę wraz z prawami obywatelskimi. Sukcesywnie, sąd konstytucyjny oskarżył go o złamanie konstytucji, co gagatkowi zwisło kalafiorem – dalej rządzi krajem.

Masy stojące za tym prześmiesznym monarchą uwielbiają blichtr. „Nasz faworyt pokazuje fantazję, klasę, charakter! Białe ręce precz od rodzimej… eee… kultury! Egzystujemy w lokalach z tekturki, na rozkopach, bez wody, głodując, głupiejąc, gnijąc, umierając, lecz elekta mamy na fason księcia z bajki! Dobra, odkryto kwestię zakamuflowanego grabienia publicznych pieniędzy – niech tam, już po krzyku! Suweren ma bajer – to wszystko!”

Dawniejsza historia też ulega metamorfozie co godzinę. Rosjanie – w końcu – udostępnili cząstkę archiwów dotyczących Stalina, rewolucji, wojenek, egzekucji. Dla Józefa i jego bandy hitlerowcy przypominali zgraję chłoptasiów w krótkich spodenkach, pozbawionych zdolności efektywnego mordowania. Czlonkowie tajnych służb radzieckich kiwali tylko główkami z dezaprobatą na widok nieudaczności nazistów – zaszła potrzeba nauczenia gamoni sztuki uśmiercania tysiącami. Inaczej to ujmując, obie strony ściśle współpracowały przed rozróbą Hitlera: helmuty siedziały grzecznie w szkolnych ławkach, zaś bolszewicy stali przy tablicy. W samej Ukrainie Stalin unicestwił siedem milionów ludzi bez przesadnej strzelaniny – wystarczyło skonfiskować biedakom zapasy jedzenia, otoczyć granice zwartym kordonem wojska, poczekać rok. Odizolowani, zamorzeni nieszczęśnicy dobrowolnie powyciągali nogi – po co przelewać krew? Po takim eksperymencie ich posłuszeństwo proletariatowi nie miało sobie równych.

Robienie w koniaSzczepan SadurskiAdolf należał do uczniów pilnych, przeto zastosował później nabyte umiejętności na własnych belfrach. My, głupole, podejrzewaliśmy szkopów wyłącznie za zwyrodniałe genetycznie bestie, podczas gdy oni zasięgali także instruktażu od komunistów ze wschodu. Dekadami faszerowano nas obrazem Niemca-agresora, naprzeciw którego stał z wypiętą pokojowo piersią radziecki sołdat. Drobiazgi wspomniane powyżej zostały pominięte. Obecnie analizujemy rewelacyjne erraty, przecierając oczka ze zdumienia, przełykając ślinkę przez ściśnięte gardziołka, wygrażając piąstkami enigmatycznym oszustom z przeszłości. Przeklinamy los, swoją naiwność, perfidię zwyrodnialców żądnych władzy, chwytamy pilota by zmienić kanał i…

I, uspokojeni, kąpiemy mózg w aktualnościach. Tym razem mówią prawdę, no nie?

Oświećcie Grzesia, proszę: gdzie tkwi początek błędnego koła? Dlaczego realność jest systematycznie zamazywana akurat przez tych indywiduów, których wyselekcjonowano w zaufaniu do działania dla dobra wspólnoty? Ponadto, czy istnieje przyczyna eksplikująca niepojęte zachowanie wiecznie robionych w konia, zwykłych, uczciwych ludzi? Jakim cudem ciągle wierzą, jednocześnie przechodząc do porządku dziennego po każdym odkrytym, wstrętnym kłamstwie?

Nastaw drugi policzek, drugie ucho, drugi półdupek… I jeszcze jeden, i jeszcze raz, stooo lat, stooo lat wiecznych aprobat…

Na razie!

Grzesio Polak

Listy do Polski 21 - Polish brand #21 – Polish brand | #23 – Wybór Listy do Polski 23 - Wybór

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (0.6 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 22 - Nic nie znaczące erraty - w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: