Listy do Polski 27: „Jak te bursztyny na niebie”

Moi drodzy!

Jak wiecie z poprzedniej korespondencji, hulałem na wakacjach w miasteczku Corvara. Marzyłem o jakiejś pięknej Włoszce, którą znalazłem przysypaną lawiną na stokach Dolomitów. We śnie nieboraczkę ocuciłem, wygrzebałem, otrzepałem ze śniegu, napoiłem rumem, przytaszczyłem na kwaterę, pogłębiłem bajer, zaproponowałem schronisko na noc we własnym wyrze, ochoczo przy tym gwarantując, że sam prześpię się na twardej, zimnej posadzce, przykryty zaledwie ręczniczkiem. Dalszy przebieg fantazji znacie z filmów, ewentualnie z autopsji.

Tymczasem Grzesio z powrotem na czarnym lądzie: bez nałożnicy i bez passaporto italiano, za to z masą uwag w ostatnim liście na temat ZUS-u, marketingu czy lansowania stylów życia. Zamiast spocząć steraną główkę na miękkim biuście niewieścim, kontynuuję nadwyrężanie mózgownicy problemami poza zasięgiem interwencyjnym. Rodzaj intelektualnego masochizmu.

Ubezpieczalnie funkcjonują na zasadach schematu Ponzi, czyli płacenia jednym pieniędzmi drugich. Za tak przebiegły manewr finansowy, organizatorzy planu odciągają z puli uciułanych funduszy swoje sowite pensje tudzież premie. Plan nie wypali, gdy zbyt mało ludzi okaże się przezornymi, słowem zignoruje propozycję bulenia teraz mniej, aby w przyszłości dostać coś za darmochę (szybę do samochodu po kraksie, nowe mebelki po okradzeniu chałupy, świeżą nereczkę w razie niewydolności układu moczowego itd.). Słowem, wszyscy muszą zrzucić do kasy więcej, niż w rzeczywistości należy uiścić za potencjalne usługi dla poszkodowanych. Ponieważ ostatnie twierdzenie jest logiczne plus pachnie szwindlem, należy niedowiarków albo zwabić wizjami beztroskiego bytu (reklamy firm prywatnych, pokazujące szczerzących zęby posiadaczy polis), albo przyprzeć do muru administracyjnymi metodami (prewencja zostaje prawnym wymogiem, zaś forsa znika automatycznie z miesięcznego wynagrodzenia).

Ktoś w powyższej piramidzie traci – z reguły właśnie osobnicy z natury wykazujący ostrożność (jeżdżący wolniej, dbający o zdrowie, unikający skoków z dachu na ulicę), a także umiejących odkładać na czarną godzinę, więc sensu stricto nie potrzebujący ekstra gwarancji. Tym samym grupa roztropniaków utrzymuje niefrasobliwiaków – sytuacja kontrowersyjna. Z drugiej strony, ci w sile wieku łożą na powoli dogorywających – niby sprawiedliwy układ, ale po co w takim razie mamy podatki, rodziny, konta oszczędnościowe? Przejęcie przez państwo odpowiedzialności za osobistą profilaktykę obywatela zakrawa na instytucjonalizowanie dalekowzroczności, pozbawianie wolnego wyboru, wyrabianie niebezpiecznej mentalności „należy mi się”.

ZUS - dwuznaczność ubezpieczenia

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Propagowanie modelu niezależnej od rządu asekuracji zmieniłoby pejzaż kultury społeczeństwa. Siła zawsze tkwiła w indywidualnym duchu, a nie w zorganizowanych odgórnie systemach. Widma choroby, wypadku, głodu, braku schronienia bądź niedostatku na starość wzmogłyby przedsiębiorczość jednostek, wigor kumulacji grosza, abstynencję, samokształcenie, uszanowanie związków familijnych, dbałość o posiadane rzeczy materialne, niechęć do zbędnych gadżetów – dodajmy do listy sto kolejnych korzyści, skutecznie niwelowanych poprzez krzewienie przekonania o istnieniu bliżej nieznanych dobroczyńców, gotowych przygalopować z odsieczą w tragicznych momentach. Ktoś pomoże, panie dzieju! Tak mówią, tedy tak musi być!

Czy popieracie propozycję mody na Polskę – moją wspaniałą sugestię przemodelowania sposobów myślenia rodaków z zachodnich na bardziej swojskie. Tylko jak tego dokonać?!

Podszeptuję prosty sposób: skoro my nie potrafimy, przeto media zagraniczne powinny wszcząć intensywną reklamę polskich wyrobów i obyczajów. Wyobraźcie sobie nasze zbaranienie na widok reportaży telewizyjnych, nadających o: zakupie wyłącznie Autosanów przez biura turystyczne w Szwajcarii; wysublimowanym fasonie spożywania piwa znad Wisły w Niemczech; uwielbianiu garniturów Wółczanki w Mediolanie; przestawianiu taboru kolejowego w Japonii na pociągi firmy PESA; pogłębiającym się szale na towary sfabrykowane w Polsce w Chinach; trendzie młodzieżowym w USA na basebolówki z napisem „I SerceNowy Sącz”.

Wykonawcy z różnych zakątków globu śpiewaliby szlagiery o Polsce. Na przykład Rihanna wyłaby:

Leżymy na plaży w Gdyni
Niczym błyszczące bursztyny.
Tak, w Polsce! Tuż koło siebie,
Jak te bursztyny na niebie!

Polskie wybrzeże zwiedzimy –
My – dwa jarzące bursztyny!
Zastygniem na wydmach w Łebie
Na kształt bursztynów na niebie!

Wszechświatowej sławy rapper Eminem nie zaniedbałby oczekiwań nowoczesnych słuchaczy:

Tu w Stanach wzgardzony,
Przez ojca gwałcony,
Skulony, stracony,
Do piekła wtrącony…

Masakra, dnem cuchnie,
Od blagi łeb puchnie.
Co powiem córuchnie
Gdy bytu swąd niuchnie?!

Rwie do swobody,
Nadmiaru, wygody,
Laseczek opcjami
I fanów z jajami

Choć ja sam nawalam,
Mej małej nie skalam!
Decyzję uchwalam:
Do Polski spierdalam!

Dochodziłby nas inne newsy:

  • Pod presją publiczną, linie lotnicze Lufthansy zmieniły imiona, jakimi ochrzciły samoloty, na obecnie modne – polsko brzmiące – nazwy: „Szczebrzeszyn”, „Biała Podlaska”, „Pułkownik Dąbek”, „Czerwone Gitary” itp.
  • Menu wielu restauracji włoskich, francuskich, greckich, indyjskich itd. uległy transformacji, uwzględniając bigos, pierożki, kapuśniak, śledzika po królewsku, flaki, placki ziemniaczane oraz gołąbki.
  • Wzrosła popularność melodyjnego języka Lachów – uważanego za cool – w kręgach nastolatków na całym świecie. Systematycznie słyszy się używanie pojedyńczych, wtrąconych wyrazów lub fraz w czasie potocznych rozmów („cześć”; „nara”; „zara”; „siema”; „cholera”; „masakra”; „fajowy”; inne), a niekiedy całych zdań („Trzaśniem, bo zaśniem!”; „Z tyłu liceum, z przodu muzeum!”; „Draka na całego!”; „Poszły konie po betonie!”; inne). Zwielokrotniła się też ilość oferowanych kursów polszczyzny – nawet w Afryce.

Ciekawe, czy przedstawienie Poski jako atrakcyjnej przez ulubione źródła wzorcowe, zatem obce środki masowego przekazu, wskrzesiłoby w nas miłość do ojczyzny? Czy utylizowanie nie krajowych, lecz zamorskich tub marketingowych, przekonałoby nas do konstruktywnej samooceny, od której bezspornie bardzo zależy szczęście, postęp, dobrobyt?

Czy jedyną metodę obudzenia dumy narodowej, zaiste inherentnej, stanowi indoktrynacja w pralce globalnych korporacji? Wyłącznie wtedy zrozumiemy, iż jesteśmy jak te bursztyny na niebie?

Pozdrawiam Was ciepło!

Grzesio Polak

Listy do Polski 26 - Moda na Polskę #26 – Moda na Polskę® | #28 – Moja Polska alternatywna Listy do Polski 28 - Moja Polska alternatywna

Publikacja umieszczona w kategorii LISTY DO POLSKI | Format PDF (0.6 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Listy do Polski 27 - Jak te bursztyny na niebie - w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

6 Responses to Listy do Polski 27: „Jak te bursztyny na niebie”

  1. acurrent91 says:

    Niezmiernie mi się podoba sposób roztaczania wizji popularnej Polski. <3 Jeśli chodzi o systemy, jako osoba mało doświadczona jeszcze przez życie naiwnie fantazjuję o powrocie do początków, kiedy to ludzie zawierali sojusze, żeby żadnego z nich ten większy człowiek nie zabił dla jego skór i zgromadzonego pożywienia. Albo żeby razem ukatrupić tego niedźwiedzia co się plącze i potomków wsuwa jak porzeczki z krzaczka.
    Ja osobiście niedługo będę zgłębiać system Szwajcarii i tamtejsze ubezpieczenia i tak dalej. Ze smutkiem i szalejącymi we mnie sprzecznymi uczuciami przyznam – że jestem z tych co unikają skoków z dachu na ulicę i kraks samochodowych.
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    • Dziękuję za komentarz. Do popularyzowania Polski niedługo powrócę – z konkretami :)

      Co do ubezpieczeń… W RPA muszę mieć ubezpieczenie medyczne (prywatne), aby nie wylądować w szpitalu państwowym (bo tam mnie dobiją). Co do ubezpieczeń w ogóle to myślę, że trzeba je dopasować do osobistej sytuacji. Byłem w Szwajcarii – wydawało mi się absurdalnym, aby ktokolwiek ubezpieczał się tam przed kradzieżą albo napadem, bowiem prawdopodobieństwo przestępstwa równa się praktycznie zeru. Wielu się ubezpiecza za bardzo, tracąc w skali roku duże pieniądze. Z kolei wiele firm ubezpieczeniowych daje klientowi warunki ogólne czy szczególne umowy (kilkanaście czy klikadziesiąt stroniczek), z wieloma punktami obostrzającymi (zawężającymi) sytuacje, przy zaistnieniu których ubezpieczenie będzie wypłacone. Takie obostrzenia są czasami śmieszne, tzn. ograniczają zdarzenie do wypadków, których szansa wystąpienia jest tak rzadka, że właściwie niegodna protekcji, zaś firma ponosi mini-tyci ryzyko, co nie jest sprawiedliwe. Nauczyłem się żyć bez nadmiaru ubezpieczeń – stosuję inne manewry asekurujące czy profilaktyczne, co kosztuje mniej, wymaga mniej administracji, a ochrania pewniej.

      Serdecznie pozdrawiam z Kapsztadu!

      • acurrent91 says:

        Wujek mojego chłopaka sprzedaje ubezpieczenia specjalistyczne i nieźle zarabia. Chyba jednak Szwajcarzy za bardzo się ubezpieczają ;)
        Pozdrawiam, na razie, z Krakowa :)

      • Skoro wujek sprzedaje, to i musi być to prawdą. Cóż, Szwajcarzy mają duuuuużo pieniędzy :)

      • acurrent91 says:

        W przeliczeniu na naszą walutę. Ale prawdą jest, że gdyby mężczyzna zechciał i kobieta wyraziła zgodę, z pensji takiego funkcjonariusza celnego mógłby utrzymać żonę z dzieckiem albo nawet dwoma. Przynajmniej tyle. ;)

  2. Fajne zapraszam do mnie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: