Jak w rodzinie

Polityka stanowi ponoć sferę filozofii wyższej (jak twierdzą politycy), nieosiągalnej dla zmizerniałych mózgownic przeciętnych zjadaczy chleba, zatem Grzesio, kojarzący swe przepaści edukacyjne w zakresie dyplomacji, z reguły siedzi cichutko i nie kwestionuje rządowych pociągnięć. Zresztą po co? Przecież próby darcia kotów z aparatem władzy przyniosą jeno wstyd, bowiem pierwszy z brzegu oficjel ciśnie w człowieka nieznanym terminem, przytoczy jakiś przepis, fuknie, przytupnie, okiem łupnie, pokaże palcem drzwi. Przyjdzie wyznać skandaliczny niedostatek wiedzy, wymamrotać przeprosiny za matołowate supozycje, skulić uszy po sobie, ucieć do ciasnego mieszkanka, wcisnąć dupkę w fotelik, oglądnąć lekki filmik zajadając kukurydzą prażoną, wszorować ząbki, wskoczyć do łóżeczka, odmówić paciorek po czym zasnąć błogosławiąc farta, że w ogóle dadzą pożyć.

Ostatnio Grzesio napotyka jednak coraz poważniejsze trudności z trzymaniem buzi na kłódkę. Obywatelska potulność więdnie w cieniu ogromniejącej bezczelności – nie sposób inaczej nazwać postępującego rozpasania mężów stanu. Na przykład, gdy wieści o malwersacji milionów wychodzą na światło dzienne, prominenci maniakalnie negują prawdę tudzież oferują interpretacje, które rozbawiłyby przedszkolaka. Nawet dowody rzeczowe (rachunki, zeznania świadków, nagrania ukrytą kamerą) czy ewidentne obserwacje nie zatamują potoków konfabulacji, rwących z dygnitarskich ust, jakby przeznaczeniem elektoratu była egzystencja w krainie fatamorgan. Zjawisko zaprzeczania oczywistemu ulega wręcz formalizacji pod kryptonimem „politycznej poprawności”: nic i nikogo nie przystoi otwarcie kontestować bez nabawienia się pomówień o kłamstwo, nienawiść, populizm, seksizm, rasizm, niesubordynację, sadyzm, terroryzm względnie inne dewiacje. Toż komuniści używali podobnych metod szantażu, kneblując lament zrozpaczonych pod pretekstem tępienia „sabotażystów”.

Cóż zatem ma uczynić bida Grzesio, kiedy zdrowy rozsądek odrzuca ze wstrętem upowszechniane w mass mediach eksplikacje danego przekrętu? Jako istota introspektywna oraz poczciwa, dokonuje rzeczy haniebnej: gwałci osobistą roztropność i szuka bliźnich gotowych sprostować jego urojenia, czyli zaprezentować alternatywną, nieprzekrętową wersję danego przekrętu, aby wizja przekrętu wyparowała na amen z głowy, zapewniając sielankowy byt w nieprzekrętowym raju. Niestety, naród pospołu przeklina przekręt siarczyście, buchając wzniecanymi przekrętem kłębami gniewu. Starzy i młodzi; nędzarze i bogacze; wsiowi i miastowi; czarni i biali; niedouki i profesorowie; chudzi i grubi; brutalni i delikatni – wszyscy utwierdzają Grzesia w przekrętowej opinii, a raczej w przekrętowych realiach. Każdy jeden widzi słuszną, nieprzekrętową opcję, niedostrzegalną jakoś przez przekrętowo nastawionych decydentów.

Jeżeli zwykli śmiertelnicy nie wierzą w nieprzekręt, wypada do nich przyłączyć, ryzykując konsekwencje rozsiewu politycznie niepoprawnych wieści, zwanych „teoriami konspiracyjnymi”. Owe „teorie” zdobywają powoli uznanie większości populacji ziemskiej, gdyż nierzadko dysponują tendencjami transformacji w fakty.

Pomimo zbiorowej afirmacji, Grzesio wciąż nie potrafi dopuścić do głosu idei funkcjonowania przywódców o faryzeuszowskich zapędach. Automatycznie odtrąca ewentualność podstępu ze strony osobników, których obdarzył mandatem zaufania – wszak wybrał liderów państwa z przeświadczeniem o ich integralności, oddaniu dla nacji, a w głównej mierze sprawiedliwości. Dlaczego mieliby wbić nóż w plecy komuś, kto powierza swój los w ich ręce? Czyta z przerażeniem o upozorowanych zamachach stanu, zbędnych inwestycjach, ukartowanych wojnach, wymuszonych wędrówkach ludów, nieopłacalnych igrzyskach itd. Słowem, dochodzą nieboraka informacje o wachlarzu sztucznie spreparowanych zdarzeń lub projektów, argumentowanych fikcyjnymi potrzebami, organizowanych celem albo eliminacji oponentów, albo drenażu części pieniędzy publicznych do prywatnych kieszeni. Czy są możliwe manipulacje na taką skalę (krajową, kontynentalną, globalną)?

Pomylony polityk

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Aha: chodzi o skalę. Będąc kruszynką w burzy wydarzeń, Grzesio musi zminiaturyzować scenę odniesienia do jemu wyobrażalnej, gwoli odpowiedzi na pytanie dotyczące szansy manifestacji zła na arenie międzynarodowej. Ludzkie skłonności wykazują analogiczną intensywność, niezależnie od zarobków, zawodu, wykształcenia bądź urodzenia, natomiast oscyluje odwaga w wykorzystaniu tych skłonności w imię uzyskania dowolnie zdefiniowanej przewagi nad resztą. Istnieją negatywne i pozytywne ciągoty, które śmiało zaprzęgnięte do akcji wywołają przeróżne efekty: agresywny chuderlak pobije bojaźliwego mocarza; pewny siebie sprzedawca odbierze klientów wahliwemu konkurentowi; porwany pasją uczeń wygra konkurs innowacyjny ze sztywnym erudytą.

Nieograniczony wstydem lawirant oszuka naiwniaka…

Koncentrując się na otoczeniu bardziej znajomym, powiedzmy rodzinnym, Grzesio potrafi wychwycić łatwość plus rozmach potencjalnej intrygi – zajścia rzekomo niewiarygodne w kontekście odległych salonów politycznych, przyjmują nagle niebezpiecznie dosadne kształty. Przypuśćmy, że mąż doświadcza zaniku miłości do żony – scenariusz utarty, nieskomplikowany do analizy, dla niektórych namacalny. Każdy może przewidzieć wiele z zachowań małżonków, a także konsekutywnych wypadków wymienionych poniżej.

  • Tajemnica. On już nie kocha, czego nie wyjawia.
  • Niepewność. Ona czuje zmianę, prowokującą dyskomfort. Powściągliwie wyznaje mężowi zaniepokojenie jego dystansem emocjonalnym, milczeniem, podenerwowaniem.
  • Nieszczerość. On zbywa jej bezbłędne spostrzeżenia standardowymi wyjaśnieniami: przemęczenie, stres, nadmiar obowiązków służbowych.
  • Obwinianie. Przyciśnięty do muru facet utylizuje ponadto klasyczną, zbijającą z tropu technikę – wskazuje na kobiecą nadwrażliwość, insynuując tym samym nielogiczność stawianych mu zarzutów.
  • Powątpiewanie. W świetle absencji konktretnych dowodów i stanowczej kontry męża, żona zaczyna dementować własne oskarżenia, prosząc o wybaczenie za okazaną niesforność.
  • Bezkarność. Niewieścia skrucha otwiera wrota do mniej skrępowanych poczynań odkochanego partnera – od tego momentu jego apatyczność jest poniekąd usankcjonowana. Nowe status quo oznacza adaptację do życia w atmosferze od teraz usprawiedliwionego, uczuciowego chłodu.
  • Optymizm jej nie opuszcza, wbrew upokorzeniu: będzie lepiej; on tylko przechodzi fazę chwilowego odczarowania; w końcu uzmysłowi sobie jej poświęcenie, ustępliwość, dobroć, cierpliwość; powróci z zażenowaniem na licu, rozewrze ramiona, utuli, zaszlocha, wycałuje stópki…
  • Zdrada. Niepomny przysięgom złożonym na ślubnym kobiercu, podjudzony triumfem pacyfikacji połowicy, samozwańczy Don Juan wyrusza na łowy. Polowanie nie trwa długo – łapie w sieć uplecioną przez swe niedowartościowane ego młodszą białogłowę, którą karmi tanimi opowieściami o cierpieniach w szponach małżonki-jędzy. Następuje reorientacja lojalności – ognisko domowe przegrywa z ogniem żądzy.
  • Knucie. Zamaskowanie pokątnego związku wymaga z góry zaplanowanych posunięć (z wyprzedzeniem parodniowym, kilkutygodniowym, wielomiesięcznym), a niejednokrotnie partycypacji osób trzecich, wciągniętych wcześniej w spisek (poddanych lobbingowi). Sekretne spotkania z nałożnicą są gwarantowane dzięki przyzwyczajaniu żony do zmyślonych rutyn – nadgodzin, delegacji, szkoleń. Równie sfabrykowane dystrakcje odwracają uwagę od kwintesencji problemu, mając na celu uszlachetnienie nieszlachetnego lub wytłumaczenie niewytłumaczalnego (choroba kolegi, obligująca do wieczornych wizyt w szpitalu; przepracowanie, wysysające zapał erotyczny; awaria samochodu, opróżniająca portfel; perfidność przełożonego, wpędzająca w depresję). Lipa goni lipę, kreując pejzaż sfingowanych niedogodności, z którymi walczy dzielny, wycieńczony, okrutnie traktowany przez okoliczności małżonek. Rzeczywista idylla, niewidoczna dla zindoktrynowanej rodziny, rozgrywa się po drugiej stronie tego męczeńskiego obrazu.
  • Eskalacja. Świeżo nawiązane stosunki z metresą wymagają nakładów, wobec czego pogłębiają się symptomy generalnych zaniedbań na froncie familijnym: niedofinansowania, niezaangażowania wskutek restrykcji czasowych, ignorowania lamentów najbliższych. Oziębłość seksualna podkreśla izolację poprzednio jurnego chłopa.
  • Rozpacz. Poszlaki nierzetelności nabierają zbyt jaskrawych kolorów, by je bagatelizować, aczkolwiek brak niezbitego potwierdzenia doprowadza kobietę jedynie do desperackich, awanturniczych ataków na oszusta. On podtrzymuje wyświechtaną strategię – idzie w zaparte. Na domiar złego, środowisko jej przyjaciół oraz krewnych doznaje podziału na sprzymierzeńców i sceptyków (pragmatyków i lemingów), co przewleka rozdarcie nieszczęsnej, równolegle odraczając podjęcie zdecydowanych kroków remedialnych.
  • Propaganda cnotliwości. Napastowany grzesznik nie chce tak prędko utracić dojnej krowy – przecież rodzina z pozytywną perspektywą w notowaniach zaręcza doskonały przyczółek do realizacji jeszcze niesfinalizowanych, szemranych operacji. Zaskarbianie poparcia i wyciszanie utyskiwań polega na okazjonalnym zakupie prezentów, urządzaniu imprez dla wspólnych znajomych, publicznym oświadczaniu dbałości o upodloną już z kretesem partnerkę, sztucznych uśmiechach, pustych obietnicach. W ramach przedłużenia eksploatacji zmajstrowanego systemu obłud, hipokryta uda się nawet z dziećmi i ich matką na sesję psychoterapeutyczną, aby w obecności niezawisłego eksperta potulnie wysłuchać roszczeń pokrzywdzonych. Powyższe wysiłki zawsze pozostawiają identyczne wrażenie: za mało, za późno, zbyt pretensjonalnie, bez oczekiwanych rezultatów w postaci poprawy sytuacji.
  • Rebelia. Wyniszczona emotywnie kobieta ostatecznie wnosi sprawę o rozwód. Proces rozstania ma charakter rewolucji, albowiem on do ostatka histerycznie bije się w piersi, wytykając jej paranoję, fałszywe pomówienia, snucie konspiracyjnych teorii.
  • Niepociągnięcie do odpowiedzialności. Ciemiężyciel opuszcza salę sądową zadowolony, jako że nigdy nie zapłaci za rozpętany przezeń kataklizm: nie odkupi lat smutku; nie zwróci zaprzepaszczonych nadziei; nie zagoi ran psychicznych; nie zrekompensuje spustoszeń materialnych. Na gruzach własnego domu uwił gniazdko zastępcze, gdzie umości niedpopieszczony tyłek, spozierając potem z ciekawością na szamotaninę tych, którym zrujnował kawał życia, a którzy go prostodusznie gloryfikowali.

Skoro mistyfikacja, obejmująca dziesiątki zwodniczych taktyk, jest jak najbardziej prawdopodobna w domowej zagrodzie, przeto Grzesio nie potrafi wykluczyć tożsamych matactw w teatrze wydarzeń politycznych – raptem widownia się powiększa do rozmiarów elektoratu, co nie zniechęca aktorów do rezygnacji z uzależnień od słabostek czy zakusów (początkowo zakamuflowanych pod płaszczykiem prometejskich deklaracji). Spektakl może być wyreżyserowany na szereg aktów wprzód, periodycznie wprawiając publikę w osłupienie bulwersującą fabułą. Cóż, widzowie wyłącznie oglądają tudzież komentują, czekając w napięciu na zaręczony w prologach happy end, który krnąbrnie nie nadchodzi. Aliści bezimienni promotorzy widowiska już dawno nakreślili całą historię – łącznie z epilogiem, bynajmniej nie aż tak zestrojonym z pragnieniami ludu na trybunach. Krótko mówiąc, nieznajomość zakulisowych manewrów powoduje, iż uwaga widza ogniskuje się na grze artystów, a nie na autentycznych przyczynach dziwacznej, prowadzącej donikąd narracji – jak w rodzinie, szarganej niewiernością jednego z partnerów…

Kowalski, zacierając chytrze dłonie, ulokuje stówkę w banku, by po roku zarobić na tym interesie aż dwa złocisze. Tymczasem człowiek spragniony miliardów nie ma obaw ulokować fortuny – wyda pożyczone miliony niczym Kowalski stówkę.

Klasa średnia i biedota

Klasa średnia i burżuazja

Strona tytułowa magazynu Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie - Kapsztad.pl, lipiec-wrzesień 2016, nr 37Rozzuchwalona Kowalska nabije w butelkę szefa – udając chorą, rzeżąc w słuchawkę podrobioną chrypką, wymusi dzień wolnego. Tymczasem człowiekowi o despotycznych ambicjach nie straszno kontrolować mas – wykiwa miliony niczym Kowalska szefa.

Szaraczki nie dysponują brawurą rozrzutu, operując na mikroskopijnym poletku oddziaływań. Grube ryby z kolei aplikują bliźniacze smykałki na gigantyczną skalę – w tym kontekście teorie o konspiracyjnych poczynaniach elit niekoniecznie są „teoriami”…

Nie brak profesjonalnej wiedzy, lecz niewiedza o zatajnionych machinacjach często utrudnia rozwiązanie pozornie złożonego dylematu. Na szczęście natura wyposażyła człowieka w instynkt detekcji przypadków odbiegających od przyjętych norm, nazywany intuicją.

Warto usłuchać podszeptów intuicji, inaczej będziemy kontynuować akceptację nieakceptowalnego… Wszakże mamy dość demagogi tych z przywódców, którzy mylą mandat zaufania z licencją na dyktaturę, a służbę z karierą.

Tekst opublikowany w magazynie Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie – Kapsztad.pl, wydanie lipiec-wrzesień 2016, nr 37 (143).

Publikacja umieszczona w kategorii FILOZOFIA | Format PDF (0.8 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Jak w rodzinie w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: