Prorok

Depresja

Znowuż leży w łóżku o pierwszej nad ranem, podejmując twarde postanowienia: juro wsunie się pod kołderkę wcześniej, aby spać przynajmniej osiem godzin; zaprzestanie picia kawki bądź herbatki wieczorami; pójdzie na kurs rzucenia palenia; machnie ręką na wyroby czekoladowe; ograniczy śledzenie newsów do niezbędnego minimum; pójdzie w końcu na siłownię albo basen; ponowi lekturę utworów literackich; zadzwoni do zapomnianych, zbagatelizowanych kolegów; zacznie żłopać trzy litry wody na dobę; w miejsce burzliwej reakcji na wredne zachowanie współpracowników, zastosuje miarowe oddychanie i serdeczny uśmiech.

Gdy wyczerpanie uniemożliwia przyjęcie kolejnej dawki stymulantów, zwalając organizm z nóg, umysł ucieka od jawy w przestrzenie podświadome, czyli w królestwo wiecznej prawdy, gdzie wszystko wydaje się klarowne, oczywiste, namacalne, trywialne w realizacji. Parszywe nawyki, te wredne naleciałości życia, odpadają niczym stare, zaschłe skrzepy, odsłaniając do wglądu jedynie dokument wyreżyseriowany przez duszę. Usprawiedliwienia, stanowiące pakiet jakże logicznych wymówek za dnia, nabierają żenujących barw i wstydliwie – jedno po drugim – kruszeją na popiół, nie pozostawiając żadnej bariery pomiędzy człowiekiem a dogmatami absolutnymi. Żałosne „ale” po prostu znika, jakby było słowem zbytecznie spłodzonym, przeszkadzającym, wręcz absurdalnym. Tam, nieobarczony rzeczywistością, pozbawiony wzroku i słuchu, czuje… Owiewany czystymi, orzeźwiającymi pragnieniami, ukojony wyobraźnią nieskażonej natręctwami egzystencji, celebruje niezłomne rezolucje, będąc pewnym ich realizacji – doświadcza rozkoszy wszechmocy zrodzonej z nagłej nieomylności.

Nazajutrz, sącząc drugą małą czarną, zajadając ciastko z kremem, pochylony nad gazetą wrzeszczącą sensacyjnymi nagłówkami, lży nieznanych mu bliżej decydentów za idiotyczne projekty. Potem, gwoli nasycenia niedopieszczonego, męskiego ego, dzieli swoje prasowe spostrzeżenia z kolegami, uzyskując poklask, gwarantujący sens egzystencji przez następne parę godzin. Zapomniawszy o efektach regenerujących wody, aktywności fizycznej bądź zwykłego wypoczynku, dałącza do chóru ogólnych narzekań podczas krótkich spotkań ze znajomymi, na forach internetowych, ewentualnie prowadząc maratońskie dysputy we własnej głowie. Zamiast książki przeczyta ważne wiadomości na portalach społecznoścowych, dodając klawe komentarze, zaś okazyjnie (coby oświecić niekumatych) zaserwuje linka do kontrowersyjnego artykułu – tego dosadnego artykułu, autor którego nie zna ceregieli, politycznej poprawności, litości, pobłażliwości, strachu przed represjami. Oto nowoczesny, alernatywny wieszcz faktologiczny, przedstawiający kwestie po imieniu! Zobaczcie, co on unaocznia: jesteśmy systematycznie oszwabiani przez psychopatyczne elity! Tuptamy wzorem pobekujących owiec na rzeź nieuniknioną! Obudźmy się! Przemówmy! Powstańmy! Wywalmy winnych na bruk, na pośmiewisko, na pastwę wyrolowanych mas, na rewanż okrutny!

Chór narzekających

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Po mordędze w realności, apiać zapada w sen, apiać po północy, apiać z sercem rozkołatanym używkami… Obsuwa się w niewidzialne, opiekuńcze ramiona rozumności nadrzędnej, niepodważalnej, krystalicznej. Niby sroga ta rozumność, a kojąca. Pozornie prowokujące pytania, nadciągające znikąd, jednak uśmierzają bóle jestestwa w szalonym, sztucznie spreparowanym, opartym na galopującej gratyfikacji systemie. Dlaczegoż ciągle depcze pożądane zamiary, o których rudymentarnej wartości wie niezachiwanie? Czemuż pozwala niekonstruktywnym aktywnościom wieść prym, trawiąc cenne godziny na bezopłodym krytykanctwie, dekoncentrujących analizach, wycieńczającym oburzeniu, głuchym opiniotwórstwie? Po cóż zaniedbuje więdnące ciało, bombardując je toksynami wyłącznie w celu katalizowania bezproduktywnych podrygów? Wszak lata jego „działalności” nie zaowocowały najmniejszą modyfikacją czegokolwiek, więc z jakiej przyczyny brnie w grzęzawisko tej przewidywalnej impotencji, ignorując uparcie obszar swych przemożnych wpływów, czyli prywatne podwórko? Trudno mu osiągnąć drobniutkie zwycięstwo poprzez likwidację maciupkiej, osobistej wady, lecz edukuje na temat wyleczenia cywilizacji z niesprawiedliwości, zakłamania, ogłupiającego konsumeryzmu, dezinformacji, marazmu, próżności, agresji, nietolerancji… Zamyka oczy, unosi się na delikatnie kołyszących falach racji niezaprzeczalnych, przerzeka (komuś, sobie, czemuś) popłynąć z prądem słuszności – rutyna każdej nocy… Ulega metamorfozie w dziecko, ufne pouczaniom dorosłych o wyższości dobra nad złem, postrzegające świat jako bajkową i bezpieczną krainę, snujące wizje jazdy na rowerku lub brykania po plaży.

Wiedza, nagromadzona wiekami przez setki pokoleń, nie potrafi przeciwdziałać identycznym błędom popełnianym w indentyczny sposób w identycznych warunkach – kuriozum poniekąd, sugerujące fuszerkę natury, która zrezygnowała w pewnym momencie z dłubaniny przy rzeźbieniu mózgu, lekceważąc potencjał idealnego zestrojenia nabytych doświadczeń z konsekutywną profilaktyką. Gatunek homo sapiens, niezależnie od dowartościowania ekstra sapiens (homo sapiens sapiens), został skazany przez siły stwórcze na paraliż prewencyjny, manifestujący się zaciekłym powtarzaniem kroków wiodących ku dawno już odkrytej, przebadanej, zdefiniowanej tudzież w detalach opisanej przepaści. Tę tezę potwierdza, w skali indywidualnej, uporczywy bój człowieka z najlichszymi słabostkami, natomiast w skali społecznej notoryczne mianowanie manipulatorów na przywódców narodowych.

On sam preferuje kandydatów przebojowych, reprezentacyjnych, wygadanych, zadziornych – pasują niejako do obrazu opery mydlanej, w której tkwi. Ocenia ich gestykulację, determinację, stanowczość; wielkie obietnice napawają otuchą; tłumy wznoszące plansze z podobizną wodzireja zaręczają trafność wyboru; doniesienia o przeszłych aferach są wrednymi plotkami, uzdatniającymi skądinąd gwiazdę na podium. Skromny, uczciwy, rezolutny jegomość przegra konkurencję z pyskatym efekciarzem, bowiem stabilność pachnie stagnacją, nie pobudzając ani troszeczkę zmysłów łasych na podniety. Rewolucyjne idee, bezkompromisowe czystki, radykalne przemiany – oto świetny, jakże wyświechtany konspekt, permanentnie ekscytujący, rozagniający oczekiwania przed nową odsłoną w tasiemcowym serialu bez końca. Nie bez kozery politycy mówią a swojej roli na scenie politycznej – wszakże chodzi o grę, uwielbianą pasjami przez widzów.

Tak, uwielbianą! Wygląda w napięciu rozwoju standardowych wypadków: potknięć taktycznych, szemranych konszachtów, korupcji, hipokryzji, nielojalności. Łaknie skandali, wyłowionych z dziennikarskich raportów, by wytknąć paluszkiem przekręty rządzących kast. Głosował na demagogię, nie asertywność; na bufonadę, nie pokorę; na przesadę, nie opamiętanie – nalega zatem na zadośćuczynienie swoim smykałkom wychwytywania intryg, swojej potrzebie demonstracji rozjątrzenia, swoim zdolnościom wskazywania pragmatycznych rozwiązań, swoim inklinacjom moralistycznym, swojej manii recenzenckiej, swojemu prawu partycypacji w opłacanym jego podatkami przedstawieniu.

Stres globalnyPrzecież zawsze wiedział o negatywnych skutkach nieposkromionej imigracji, barbarzyńskim pustoszeniu planety przez kartele energetyczne, powolnym wyniszczaniu zdrowia populacji przez korporacje spożywcze (wspomagane przez koncerny farmaceutyczne, trujące później schorowanych już ludzi), wojnach opartych o sfabrykowane precedensy, eliminacji oponentów na bazie fikcyjnych przewrotów wojskowych, inwestycjach odsysających część publicznej kasy do kieszeni oficjeli, katalizowaniu powstania organizacji terrorystycznych przez potęgi militarne, ukartowanym skracaniu żywotności różnorakiego sprzętu technicznego, reklamach pasożytujących na prymitywnych odruchach bezwarunkowych, przeinaczaniu historii nawet zeszłorocznej, hazardowym charakterze giełd finansowych, kaleczącym gospodarkę tworzeniu pieniędzy z powietrza przez banki, fałszywych statystykach bazujących na tendencyjnych determinantach, kumoterstwie krzywdzącym autentycznie utalentowanych, snobiźmie aktywistów organizacji charytatywnych, planowaniu z grubym wyprzedzeniem klęsk humanitarnych, gromadzeniu przepastnych fortun przez manipulantów podających się za biznesmenów, okradaniu najbiedniejszych krajów z bogactw mineralnych, współczesnym niewolnictwie, zatrudnianiu nieletnich na plantacjach afrykańskich, mordowaniu dziennikarzy donoszących o sprzedajnych dyplomatach, karykaturalnie stronniczych stacjach telewizyjnych…

Wszystko wie! Wszystko umie przewąchać! Nie ma przed nim tajemnic – epilog dowolnego pociągnięcia przewidzi z wyprzedzeniem! Zresztą, pozostali prawią podobnie: to, co złowieszczo antycypowali dekadę temu, właśnie się materializuje! Rzesze jasnowidzów, których nikt nie posłuchał, a których przestrogi były traktowane jako sianie paniki. Na ulicy, w autobusie, w sklepie, w parku, w szkole, na dyskotece, przy piwie, w robocie – wszędzie, wszędzie, wszędzie pęka od profetów, dysponujących darem sprecyzowania co do joty odległych konsekwencji ponoć super skomplikowanych manewrów politycznych.

O mocy wizjonerska! Odbijasz echem podszepty rozsądku w chwilach sennych medytacji! Jesteś także wywnętrzeniem niemocy – kwitniesz na pożywce eksperiencji osobistych porażek. Pokonany, niestety, ściągnie resztę do swojego poziomu frustracji, gdzie nie dozna lęku przed integralnością innych, gdzie zna każdy komponent pasywności, gdzie wywróży łatwo przyszłość. Pieczołowicie wyselekcjonuje wodzów-pielęgnatorów ukochanego scenariusza bez happy endu, celem kontynuacji zabawy w przepowiednie.

Wie wszystko, aczkolwiek nic z tego nie wynika…

Zmiana, aby zaistnieć, musi wziąć początek w nim. W innym przypadku on, prorok jeden, nie da natchnienia chociażby pojedynczej osobie…

Publikacja umieszczona w kategorii FILOZOFIA | Format PDF (0.8 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Prorok w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

2 Responses to Prorok

  1. Mieć Mniej says:

    Fantastycznie ogarnięte słabości i geniusz ludzkiej natury, „rytualny chaos” polityki, która nakręca zło tego świata, a wszystko zmieszane z przekąsem, z ironią i błyskotliwością. Czytało się super! Będę zaglądać :)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: