Niesforne buciki

Buciki firmy Asics stały na baczność w kąciku werandy, aczkolwiek ta militarna pozycja wcale nie umniejszała ich wiecznie rozluźnionej aparycji. Zdawały sobie kpić w żywe oczy: „No dobra! Pięty razem, podług poleceń wielmożnego pana – szacun właścicielowi, szacun! Głębokie ukłony! Co teraz wykombinujesz, by dodać nam szyku?”. Niczym parka sołdatów, uzmysławiających generałowi prawdziwe namiętności wobec żołnierskiej doli w najboleśniejszy sposób, czyli metodą nie podlegającą oficjalnej karze pomimo ordynarności przekazu – niby wyprężeni, przyodziani w schludne uniformy, szczekający wytarte frazy, a jednak przemycający odczuwalny bunt w buńczucznych spojrzeniach i aroganckich fizjonomiach. Ubliżają najwyższemu dowództwu, kpią z rozkazów, emanują gotowość do dezercji w sekundę po apelu, a wyszydzony pryncypał jeno bezsilnie obserwuje, pieniąc się tudzież wrzeszcząc, nie mogąc jednoznacznie udowodnić pozornie ewidentnej niesubordynacji.

Ale dlaczegoż to Grzesio niedorzecznie personifikował zwyczajne człapy sportowe?

Bo bardziej bezczelnych człapów jeszcze nie widział…

Buty Asics

Sfabrykowane ponad piętnaście lat temu jako wielozadaniowe trzewiki na siłownię, do biegania plus do łażenia po okolicach, powinny podążyć z duchem epoki, zatem ulec procesowi rozpadu względnie wygnicia po dwóch czy trzech latach eksploatacji, tymczasem krnąbrnie wykazywały oryginalną krzepę. Wypadły z fasonu, lecz nie z formy, błyszcząc kondycją buciczków-młodzieniaszków. Małe otarcia bądź ledwo zauważalne tu i tam poluźnienia szwów odzwierciedlały zaszłe przygody oraz pokorne dostosowanie kształtu obuwia do nogi posiadacza – modyfikacje trudne do nazwania wadami lub nieestetycznymi ubytkami. Wręcz odwrotnie, bowiem drobne skazy stanowiły dumne blizny z minionych bojów, dodawały tupetu, podkreślały męskość, zaś przy okazji zwiększały komfort użytkownika.

Grzesio ujął jeden z Asics’ów w nadziei znalezienia jakiegoś uszczerbku fatalnego, nieakceptowalnego, decydującego o skazaniu martwego przedmiotu na wyrzucenie do kosza. Wścibił nos do wnętrza buta, po czym wąchał nerwowymi pociągnięciami nozdrzy jak wyżeł – ani stęchlizny, ani chociażby śladu nieprzyjemnego zapachu nie zwietrzył. Co za nieprzyzwoitość! Czyż sztucznemu materiałowi, po latach styczności ze śmierdzącymi skarpetkami, nie wypadałoby zalatywać odorem odpychającym?! Gdzie wyparował znany z cowieczornych autopsji fetor?! Ech, bezdyskusyjnie stara, pierwszorzędna, niepodrabiana kreacja rodem z USA, ewentualnie z Japonii. Wynaleźli odporne na swąd, niezniszczalne tekstylia, a następnie skrupulatnie, z poświęceniem, precyzyjnie, wykorzystując super nici, ręcznie zszyli idealnie wycięte skrawki magicznego tworzywa do kupy! Odchylił asics’owy jęzor, by odnaleźć etykietkę: „Made in China”…

Świat się walił! Ktoś, coś występowało przeciwko grzesiowemu pragnieniu upgrade’u sprzętu treningowego! Huragany trendów rozpraszały pospolitość, gdy on biedny, zacofany, wieśniacki, nieodświeżony sterczał z girami wetkniętymi w archaiczne trepy. Dokładał starań gargantuicznych w celu zajechania upartych trampków: latał po wertepach; zdobywał szczyty górskie; broczył przez kałuże; baraszkował w śniegu; pedałował na rowerze; odwiedzał regularnie fitness klub; spacerował kilometrami; tupał; skakał; kopał piłkę. Mieli sklecić pepegi, natomiast wyprodukowali pancerne buciory, aby naiwnemu klientowi zatruć resztę i tak marnego żywota – aby człowiek cierpiał wstyd niemodnej egzystencji wśród potoków szyderstw, walących z rechoczących ust uaktualnionych farciarzy, którzy zakupili towar lepszy, przeto ulegający zaprogramowanej dezintegracji. Cholerne Chińczyki oszalały i zmajstrowały bubel nad bublami – bubelinardo, bubelissimo, bubello di tutti bubelli – wtłaczający nabywcę w wieczną depresję stylowego marazmu, zaś całe populacje w skrajną biedę wskutek topnienia PKB.

Buty nie do zdarcia

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Koncepcja takiego niedopatrzenia ze strony czołowej marki graniczyła z absurdem – buciki musiały posiadać wbudowaną tendencję do samistnej destrukcji ku zadośćuczynieniu wymogom nowoczesnego rynku, inaczej firma splajtowałaby z kretesem. Powodu iluzorycznej trwałości Asics’ów należało więc szukać gdzie indziej, mianowicie w sobie samym. To on jest winien, a nie szlachetna korporacja!

Odkrywcza myśli przeniosła go do trójmiejskiego gabinetu odnowy fizycznej, w którym doświadczał relaksującego masażu tkanek głębokich. Tam, w atmosferze zmiękczonej przez sączącą się muzyczkę chillout, w chmurach oparów wydzielanych z kadzidełek indyjskich, spoczywając na brzuszku na pluszowym ręczniczku, z twarzyczką wtłoczoną w specjalny otwór wybity w leżance – właśnie tam padło doniosłe stwierdzenie, jakże krytyczne do rozwiązania rebusa wiekuistych butów. Otóż młody i urodziwy masażysta, rozcierając prawą stópkę Grzesia, wyszeptał znienacka: „Ma pan doprawdy głębokie łuki…”. Podniósł ową stópkę do góry, zginając tym samym grzesiową nogę w kolanie do kąta prostego, po czym – wzmagając nacisk na skórę – gruchał rzewnie do paluszków: „Tak pięknie zaokrąglone łuczki… Idealna, książkowa elipsa… Bajecznie wysklepione…”. Ciepły oddech podnieconego terapeuty muskał opuszki, śląc prądy trwogi zmieszanej z obrzydzeniem wzdłuż ciała kuracjusza. Pomimo rozluźnienia jęczeniem Café del Mar i odurzenia wyziewami trociczek, Grzesiem zawładnął chłopski odruch walki na śmierć i życie – wierzgnął lewym, luźnym kopytkiem oraz wysupłał opuchniętą mordkę z dziury. Krzyk mu zamarł na ustach, gardło ścisnął strach, jako że po prawej stronie, w głębi salonu, dostrzegł drugiego gościa o posturze Herkulesa, który zaprzestał stukania w klawiaturę i łypał wzrokiem w kierunku leżanki, przeżuwając szelmowski uśmieszek na mięsistych wargach. Spod jego obcisłego podkoszulka wyłaziły gęste, groźne, czarne włosiska…

Grzesio zdał sobie sprawę z beznadziejności sytuacji: znajdował się w ustronnym lokalu, rozebrany do slipków, przyszpilony niczym motylek przez dwóch muskularnych kolekcjonerów, wyeksponowany, bezbronny, wątły, z przepysznymi stópkami do schrupania. Zero szans na ucieczkę, obezwładnienie napastników czy ratunek z zewnątrz. Słodcy, za to napakowani faceci, przygniotą do kozetki i zaczną gwałcić na zmianę, pieszcząc w przerwach cudowne łuczki-fetysze, aby wzmóc rozognienie seksualne na kolejną sesję penetracyjną. Potem nastąpią długie lata psychoterapii, leków przeciwdepresyjnych, koszmarów nocnych, tików, duszenia rozpaczy alkoholem, zwiędniętego libido, rozdzierającego pieczenia w odbycie, tysięcy innych męczarni.

Poniekąd usprawiedliwiona wyobraźnia przerosła na szczęście nudną realność, ponieważ masażyści okazywali jeno profesjonalne zainteresowanie anatomią grzesiowego kośćca, wyrażając jednocześnie pogląd, iż tak wspaniale wyżłobione podeszwy z pewnością redukują zużycie… butów! Aha! Dlatego nigdy nie schodzi nawet głupich papci, nie wspominając o poważniejszych trzewikach renomowanych brandów, pozostając na zawsze muzealnym dziwolągiem w tłumach kultowo odstrzelonych konsumentów. Fuksiarze! Natura wyposażyła ich w płasko- lub normalnostopie, pozwalające na rozkosz bezustannej wymiany kaloszy, pantofli, mokasynów, sandałów, klapków, lakierków, szpilek itd. na bardziej szlagierowe, podczas gdy na niego opatrzność rzuciła klątwę w postaci gotyckiej architektury kostnej, co eliminowało obuwniczy postęp. Znajomi już zasuwali zadowoleni w jaskrawopomarańczowych, rażącożółtych albo oślepiającozielonych buciczkach, a on wciąż w matowoszarych! O losie okrutny!

Ale zaraz… Drzemiący w szufladce dwudziestoletni zszywacz (zwędził kiedyś z roboty – fajny, mocny przyrząd!) nie miał chyba zbyt wiele wspólnego z rzeźbą jego pięty? Podobnie jak dziesięcioletni laptop HP Pavilion dv6000 (szybszy niż MacBook Pro syna), osiemdziesięcioletnie biurko dębowe (gustowne, solidne, stabilne, przestronne, wygodne), czterdziestoletni półautomatyczny zegarek Certina (elegancki, cichuteńko cykający, niezawodny – spóźnia się jeno minutkę na rok)… Niekompatybilność Grzesia z zewnętrznym środowiskiem nie dotyczyła więc tylko odchyleń szkieletowo-kamaszniczych, manifestował bowiem symptomy zaawansowanej wsteczności, podminowujące progres społeczno-gospodarczy – symptomy zaiste rebelianckie, stąd niebezpieczne dla porządku publicznego, także uwłaczające cywilizowanym bliźnim. Nękany tajemniczą patologią, która obdzierała go ze zdolności czczenia innowacyjności, ewidentnie hamował rozwój oparty na maniakalnym retuszu. Utożsamiał kulturalno-obyczajowego odludka, paskudną brodawkę w nowocześnie schludnym otoczeniu, nowotwora koniunktury, podziemnego spiskowca, przemysłowego terrorystę.

Przyszłość wykolejeńców pokroju Grzesia wygląda jednak sprawiedliwie, ze względu na remedialne pociągnięcia rządów i bankierów wielu krajów – wszak nie przystoi dopuścić, aby bandy chytrusków wykoleiły globalną ekonomię poprzez siedzenie na skumulowanej kasie, czy też deprawowały dzieci poprzez szwędanie się w zeszłorocznych łachmanach. Wprowadzono zatem korzystne ujemne oprocentowania oszczędności, z kolei w planach wiszą niższe opodatkowania dla trwoniących pieniądze oraz kompletna eliminacja gotówki (coby babcie pod poduchą nie chowały). Niedługo policja zacznie urządzać łapanki na przygłupawych liczykrupów: albo siłą zawloką do supermarketu, albo wlepią przyzwoitą grzywnę, albo od strzału wpakują za kraty. Element wywrotowy powinien zakosztować gniewu konsumenckiej wspólnoty tudzież wyleczyć się z rozchodowej impotencji, w imię lepszego jutra dla potomnych i w imię pokoju na naszej niebieskiej planecie .

Grzesia w końcu przydybią na dysydenckim ciułaniu grosza – nie umknie prawnym konsekwencjom własnej nieodpowiedzialności. Kombinuje więc bidak zawczasu linię obronną: wszakże zelówek nie potrafił zedrzeć z uwagi na te cholerne sklepienia stópek; niechcący przetrzymywał Asics’y; patriotycznie łaknął wydać na nowe. Co nockę zasypia z otuchą, że uznają anatomię łuczków za okoliczność łagodzącą, że przyjmą samokrytykę za postawę obywatelską, że obetną z parę miesięcy w ciupie…

Publikacja umieszczona w kategorii MIGAWKI | Format PDF (0.6 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Niesforne buciki w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

2 Responses to Niesforne buciki

  1. nakliszyblog says:

    Fantastyczne! Rzadko na komputerze zdarza mi się przycztyać jakiś dłuższy tekst (wolę czytać z papieru) ale ten tekst przeczytałem ciurkiem :)

    • Dziękuję serdecznie. Też wolę papier, stąd pliki PDF pod każdym wpisem (jeżeli ktokolwiek chciałby wydrukować…). Chwała jednakże Internetowi za możliwość udostępnienia naszych twórczych wysiłków w formie elektronicznej – czy to słowa pisanego, czy fotografii analogowej :)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: