Przepowiadacz oczywistości

Z ust Jacka – syna Grzesia – padł niedawno osąd warty głębszego zastanowienia: „Telewizja to przeżytek. Kto chciałby obecnie czatować na program wyświetlany o określonej godzinie? Po co też automatycznie nagrywać, by odtwarzać później, albo bulić za kanały emitujące na życzenie? Przecież mamy Internet i portale oferujące setki tysięcy filmów, wiadomości, seriali i dokumentów – od strzału, bez kosztów zakupu drogiego sprzętu.”.

Młodzieniec prawił przytomnie. Grzesio spojrzał na dekoder, na odtwarzacz, na rzędy płytek DVD… Od spiętrzonej aparatury odchodziło morze kabli – niektóre zwisały smętnie w powietrzu w drodze do ekranu, pozostałe tworzyły kłębowisko pod półkami. Wszystko gromadziło niewiarygodne ilości kurzu. Z kolei przy bocznej ścianie chałupy, na specjalnym wysięgniku, sterczała szkaradna antena satelitarna, jakby domownicy parali się kontaktem z kosmitami. Wyposażenie zaiste zalatywało średniowieczem, skoro w sąsiednim pokoju spoczywał modem podłączony do ultraszybkiej sieci światłowodowej. Cóż, chyba nostalgia… Równie dobrze mógłby trzymać na podwórku gniadego zaprzęgniętego do furmanki, gdy pod wiatą stoi przyzwoity pojazd mechaniczny.

Ewidentne spostrzeżenia syna wzbudziły w ojcu pewien niepokój. Mianowicie, dwadzieścia lat temu Grzesio przepowiedział obumarcie klasycznego Internetu. Oceniał wówczas dostęp do materiału na World Wide Web za zbyt skomplikowany dla rozpuszczonych niczym dziadowskie bicze ludzi, którzy w miejsce beznadziejnego ślęczenia na krześle, wytrzeszczania gał w monitor i wycieńczającego pstrykania myszką oczekiwali wygody operowania pilotem (gnuśniejąc w wyrze pod ciepłą kołderką). Prognozował (właściwie wykrakał) „utelewizyjnienie” Internetu w postaci zaniku treści promulgowanej słowem pisanym na rzecz przekazów audiowizualnych. Tablety odłożyły tę transformację, aczkolwiek nie na długo, bowiem nawet na smarfonach leniwce zaczęły oglądać i słuchać, stroniąc od czytania niczym diabeł od święconej wody. Powolutku acz skutecznie, telewizja została zastąpiona alternatywnym rodzajem telewizji, notabene fatalnym dla polityków ze względu na poważne przeszkody w kontynuacji faszerowania mas propagandą (odbiorcy dysponują wolnością absolutną, to znaczy przebierają w tysiącach źródeł nadawczych – od bezpłciowych typu main stream, poprzez lekko naganne czy ździebko roszczeniowe, kończąc na tych najbardziej popularnych, czyli wysoce zawadiackich, wiechrzycielskich, niekonformistycznych itd., czyli politycznie niepoprawnych, czyli fałszywych, czyli bezczelnie krzewiących prawdę).

Odłóżmy jednak dywagacje o pożytkach płynących ze swobody wyboru, zaś skoncentrujmy uwagę na kwestii kardynalnej: otóż niepozorny Grzesio Polak miał w stu procentach rację, zasługując tym samym na miano wieszcza, lub przynajmniej na honorowy tytuł „Krajana Dalekowzrocznego”. Fakt urealnienia jego wcześniejszego proroctwa przestraszył biedaka nie na żarty, ponieważ w głowie pielęgnował wiele innych – zapewne trafnych – wizji, a parszywością byłoby ukrywać przed bliźnimi wiedzę praktyczną tudzież cenną z punktu widzenia planowania na jutro. Nie należał wszak do lisków chytrusków, to jest do grona samolubnych spekulantów, posiadających wgląd w poufne informacje, ale nie ochotę na podział potencjalnych zysków.

Na przykład, osobnicy zawczasu ostrzeżeni przed niechybną agonią konwencjonalnej TV stoją przed okazją łebskich inwestycji – dla siebie oraz ich potomstwa. Zamiast ładować kasę w szemrane akcje giełdowe, fundusze powiernicze, renty roczne itd., powinni nabyć setkę anten satelitarnych, drugą setkę dekoderów, kilkadziesiąt odtwarzaczy, ze trzy tysiące płytek Blu-ray z najlepszymi pozycjami plus kilometr różnych przewodów na zapas, po czym starannie zabezpieczyć i ukryć nazbierany majdan w piwnicy. Za lat dziesięć sprzedadzą którekolwiek z tych elektronicznych akcesoriów z doskonałym profitem, natomiast za dwie dekady za fortunę (wystarczy przylepić etykietkę „Vintage”), kumulując z mety gotówkę na parę willi. Oczywiście, powyższą poradę wprowadzą w czyn przezorni, gdyż ryzykanci będą zawsze kombinować jak zarobić pieniądze na pieniądzach, czyli ciągnąć egzystencję w przeświadczeniu o szczerości finansistów.

Kierowany zatem obywatelską obowiązkowością, Grzesio pragnie podzielić się dwoma poglądami w odniesieniu do kształtu wcale niedalekiej przyszłości. Czytelnicy sami zadecydują, co począć z jego poniekąd objawieniami, a w zasadzie z notyfikacjami o nadchodzących cywilizacyjnych metamorfozach. (Gwoli pouczenia: z jakiejś tajemniczej przyczyny Grzesio nigdy nie popełnił błędu w wyciąganiu dalekosiężnych wniosków po logicznej interpretacji otaczających go zjawisk bądź zdarzeń, niemniej jednak nie potrafił dotychczas praktycznie wykorzystać swych zdolności, powiedzmy w celu wzbogacenia się.)

Nostradamus

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Pierwsza przepowiednia

Za około trzydzieści lat samochód stanie się zbędnością. Napęd elektryczny nic nie wskóra – toż ludzie nie kupują aut z racji miłości do aut, lecz z powodu pożądania autonomii. Ot, każdy woli wyskoczyć tu czy tam wedle własnego kaprysu, nie zaś podług rozkładu jazdy lub analogicznych rozporządzeń odgórnych. Unowocześnianie więc czterokołowego wehikułu mija się z sensem, skoro nikt w gruncie rzeczy nie pała żądzą ani sterczenia za kierownicą, ani napraw, ani budowania garaży, ani strzeżenia fury przed złodziejami. Wydajność silników spaliniowych jest potwornie niska: osiemdziesiąt pięć procent generowanej energii ulega rozproszeniu w postaci ciepła lub zużyciu na tarcie układu tłokowo-korbowego i na napęd urządzeń pomocniczych, pozostawiając jeno piętnaście procent na jazdę w przód. Innymi słowy, ze stówki wydanej na paliwko, osiemdziesiąt pięć złociszy wywalamy na śmietnik – ciężko harujemy wyłącznie po to, by większość forsy spalić nie ruszając się o milimetr. Korki uzupełniają tragikomiczny obraz współczesnej motoryzacji: napięte twarze za szybami, smród spalin w powietrzu, godziny zmarnowane na radochę z niezawisłej mobilności. Miliardy lokowane w infrastrukturze samochodowego lunaparku (drogi, parkingi, stacje benzynowe, warsztaty itd.) pójdą wkrótce w błoto, albowiem nadciąga wynalazca nieprzeciętny – istny geniusz – który umożliwi nieskrępowane kicanie z punktu do punktu sposobem awangardowym, bez zasuwania po asfalcie w czadzącej puszce, na smołowatych gumach, udając wyśmienitego szofera, ciskając garściami banknotów przez okno ku uciesze szejków arabskich.

Cynicy natychmiast zaripostują z przekąsem: „Gadka szmatka! Substytut wozu?! Co ma niby ten twój iluzoryczny bystrzak wyczarować?!”. Cóż, w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Stanisław Lem płodził powieści fantastyczne, których akcja rozgrywała się w nieokreślonej przyszłości, lecz ich bohaterowie (latający bez przeszkód po galaktykach wzdłuż i wszerz kosmosu) operowali faksami, wykręcali numery na telefonach tarczowych, wywoływali zdjęcia w ciemni, wrzucali listy do skrzynki na rogu ulicy. Owoce innowacyjności przybierają po prostu zdumiewające formy, niewyobrażalne nawet dla błyskotliwych tworców literatury science fiction, nie wspominając o pospolitych szaraczkach.

Druga przepowiednia

Strona tytułowa magazynu Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie - Kapsztad.pl, styczeń-marzec 2017, nr 39Postęp technologiczny rozpęta także rewolucję w podejściu do selekcji miejsca zamieszkania, staczając metropolie na margines. Betonowe dżungle kusiły dotychczas wachlarzem ułatwień: ofertami pracy, sklepami pod nosem, bezlikiem lokali rozrywkowych, wyższą edukacją, specjalistycznymi usługami. Skomasowanie setek artystów, naukowców, nauczycieli, lekarzy, inżynierów – całej tej inteligenckiej bandy – na maciupkiej przestrzeni, nakazywało postrzegać mieszczuchów jako „wyrafinowanych kulturalnie”. Obecność portów morskich, lotnisk czy węzłów kolejowych rozpętywała przepływ swojskich i cudzoziemskich tłumów, nadając upchanym w miastach śmiertelnikom renomy „kosmopolitów”, i.e. „ocierających się o wielki świat”. Tymczasem filozofia wegetacji w tych mrowiskach – więcej, szybciej, kupą, nieustannie – od zarania kolidowała z biologicznymi potrzebami człowieka, tęskniącego do kreatywności, ewentualnie banalnego poczucia społecznej przydatności, w bezstresowym środowisku. Galopująca transmutacja logistyczno-komunikacyjna pozwoli niebawem wiejskim dziurom na osiągnięcie poziomu egzystencjalnego przewyższającego dulczenie w brudnych, znerwicowanych, nieprzyjaznych, kiczowatych aglomeracjach. Dostawy dronami, bezpośrednie transmisje przedstawień teatralnych i wykładów uniwersyteckich (lada moment w wersji holograficznej), niezależność energetyczna, samowystarczalność w zakresie wyżywienia – parę motywów dodawanych systematycznie do pejzażu dzisiejszej prowincji, stanowiących pierwsze zwiastuny namacalnych przemian. Atrakcyjność koczowania w blokowej klitce (względnie w dzielnicy na obrzeżach chmury smogu) gwoli „odchamienia” nabierze wkrótce charakteru groteski – toż wszelkie dobrodziejstwa płynące ze zurbanizowanego życia będą realne w bylejakim grajdołku, w atmosferze nieskażonego powietrza, z czystą wodą w kranie, wśród ćwierkających ptaszków.

———————————————————

Oto dwa „sekrety”, które Grzesio charytatywnie rozsiewa ku powszechnej medytacji. Sądzi, że każdy dojdzie do analogicznych bądź zbliżonych konkluzji. Mądrzy zadziałają i poczynią przygotowania, a wszystkowiedzące niedowiarki typowo popukają palcem w czólko, pokręcą ubolewająco czerepkiem, westchną z litością – i zrobią to ponownie za dwadzieścia lat, tym razem przed lustrem…

Tekst opublikowany w magazynie Stowarzyszenia Polskiego w Kapsztadzie – Kapsztad.pl, wydanie styczeń-marzec 2017, nr 39 (145).

Publikacja umieszczona w kategorii FILOZOFIA | Format PDF (0.7 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Przepowiadacz oczywistości w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

2 Responses to Przepowiadacz oczywistości

  1. Wilk na GPW says:

    Ciekawe spostrzeżenia! Grzesio może mieć w swoich przepowiedniach trochę racji. Chyba zacznę je uwzględniać w swoich finansowych poczynaniach. A z tym brakiem szczerości pośród finansistów bym się aż tak nie zapędzał ;)

    • Dziękuję za komentarz, a odpowiem trojako. 1. Komentarz o nieszczerości finansistów podyktowany był osobistymi doświadczeniami, ale nie był bezpośrednim atakiem na wszystkich pracowników branży finansowej. Jak by to ujęli Amerykanie: „nothing personal”. 2. Porównam mój komentarz do innej profesji. Otóż do napomknięć o nieszczerości lekarzy (wyrażanych bardzo dosadnie, często wulgarnie, nierzadko z podtekstem o fatalnej wiedzy łapiduchów) jestem przyzwyczajony i się poniekąd zgadzam. Musiałbym w tym miejscu napisać cały elaborat na ten temat, aby wyjaśnić dokładnie… Dość powiedzieć, że lekarz leczyłby członka rodziny odmiennie, niż obcego pacjenta. Dodatkowo, postępowanie oraz zachowanie lekarza wobec pacjenta wynika z ustalonych zasad i protokołów, zaś co lekarz tak naprawdę chce powiedzieć pacjentowi zostaje przez niego przemilczane. Czyli lekarz jest niejako uczciwy, ale tak naprawdę nie. Ten stan rzeczy można odnieść do branży finansowej, a w ogóle do paru innych profesji (nie do wszystkich zatrudnionych w danej profesji, ale na pewno do większości, bowiem większość z nas pracuje podług przepisów, w jakimś określonym systemie). 3. Niezależnie od moich powyższych pokrętnych wytłumaczeń, prawdziwy pisarz powinien unikać uogólnień lub dosłownych ataków, więc jeszcze nie dojrzałem. Ale się staram :) Prawdziwą sztuką jest przemycenie opinii nie bezpośrednio, a właśnie pośrednio. Niedawno o tym dużo myślałem i czas na poprawę!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: