Z boku (Część II)

Przypomniał sobie teorię z zakresu psychologii, nazywaną „Oknem Johari”, wedle której szczęście i stabilność danego osobnika rosną w miarę poszerzania się otwartego obszaru świadomości. „Otwarty obszar świadomości” oznacza ten aspekt wiedzy o sobie, która leży w domenie publicznej, i.e. czemu nikt zaprzeczyć nie może. Na przykład, wszyscy wiedzą, że Grzesio ma na imię Grzesio, a nie Zygmunt; że pracuje w zawodzie lekarza, a nie astronauty; że głowę okrywają mu włoski blond przerzedzone, a nie gęste kruczoczarne. Oprócz informacji oficjalnych, dotyczących aparycji czy zawodu, dochodzą obserwacje charakteru. Na przykład, wszyscy wiedzą, że Grzesio należy do ostrożniaków, a nie awanturników; że syna darzy miłością, a nie nienawiścią; że doskonale organizuje, ale kiepsko zarządza.

Inaczej to ujmując, siła indywidualnej integralności zależy od zakresu udostępniania personalnych danych, bolączek albo wniosków innym, albowiem wówczas pojawia się możliwość uzyskania rzetelnego werdyktu z zewnętrznego środowiska, co potencjalnie wskrzesi mechanizmy modyfikujące szkodliwe zachowania. Mrzonkami są idee o wsparciu mającym cudem nadejść od kumpli, przełożonych lub nawet członków rodziny, niezaangażowanych bezpośrednio w grzesiowe zagwozdki. Tym samym, oskarżanie otoczenia o obojętność z jakiegokolwiek powodu (zmowa, marazm, jędzowatość, przebiegłość, głupota itd.) nic nie zmieni dopóty, dopóki nie skonfrontuje się gapiów poprzez odkrycie kart.

Kapitan bez kompasu, na statku pogrążonym w gęstej mgle, powinien wysłać SOS podając swoją pozycję, zamiast złorzeczyć na tych, którzy nie podejmują starań odnalezienia nieboraka, poklepania go po łopatkach i uprzejmego podholowania łajby do lądu.

Interakcja polega na dwustronnej wymianie zdań: śmiałość zwrócenia komuś uwagi jest istotna, ale istotniejszą jest śmiałość apelacji o opinię. Cóż: kto pyta, nie błądzi…

Rzeczywiście, najprzedniejsze porady Grzesio otrzymywał po wylewnym podzieleniu się z kimś swoimi rozterkami, zaś sugestie dosadniejsze służyły mu o niebo lepiej aniżeli filozoficzne dywagacje nad opcjami czy prozaiczne pociechy („Jakoś to będzie!”). Paradoksalnie, to właśnie gaduła Krzysio pewnego dnia zmobilizował go do zakończenia związku z nielekką w pożyciu partnerką. Grzesio miauczał żałośnie o jej wygórowanych wymaganiach, uszczypliwości, hipokryzji, próżnowaniu – całym wachlarzu atrybutów nieprzystojnych niby miłującej go kobiecie. Rozważał głośno alternatywy wyjścia z patowego położenia, na co Krzysio zaripostował: „Żal mi ciebie, bo się męczysz. Jakaś nienormalna baba – takiego delikatesa, jak ty, traktuje niczym śmiecia! Roztrząsasz sytuację zbyt dogłębnie, jakby chodziło o poślubienie bogatej księżniczki. Chłopie, od trzech miesięcy starasz się wszystko naprawić, a perspektywy wyglądają na gorsze z dnia na dzień. Czasami tak jest, że kobieta i mężczyzna bardzo się kochają, ale nijak nie mogą z sobą być. No chcą, ale nie mogą! Masz tylko zgryzoty, stres i coraz mniej pieniędzy. A w cholerę z tym! Niestety, Grzesiu, potrzebna jest tutaj interwencja drastyczna – wrzoda najlepiej naciąć. Zaciśnij zęby, ciachnij i po krzyku! Ból będzie, ale szybko minie! Niech ta dąsalska zabiera manatki i leci do mamusi!”. Grzesio dokonał dzieła: naciął wrzoda, doświadczył bólu, po czym spłynęła nań ulga niewysłowiona. Reasumując, Krzysio rozbudził w nim zaspanego ducha bojowego, to znaczy popchnął do decyzji drzemiącej już w grzesiowej podświadomości, a przejawiającej się ogólnym rozklejeniem psychicznym, topniejącym saldem konta w banku oraz krociem straconych na kłótnie godzin.

Niedawno biadolił przed synem o bezczelnym okradaniu skarbu państwa przez nad wyraz czarny rząd południowoafrykański. „Kraj się wali! Waluta tanieje! Infrastruktura leci na pysk! Białasy emigrują! Murzyny niedługo wyrżną resztę europejczyków! Doprowadza mnie to do furii, rozdrażnia, wyczerpuje!” – wykrzykiwał przerażony, na co usłyszał: „Spokojnie, tata… Panikujesz, lecz nic potwornego jeszcze nie zaszło. Zresztą, ty zawsze przesadzasz, wyolbrzymiasz negatywne skutki tego czy owego… Przecież masz plan – wracasz do Polski – więc go realizuj. Skoncentruj myśli i energię na swojej wizji, a nie na skorumpowanych prymitywach.”. Młodzieniec prawił słusznie, spłukując z ojca frustracje kubłem orzeźwiających faktów.

Świat na barkach człowieka

Ilustracja: Szczepan Sadurski

Introspekcja jest koniecznym zalążkiem uczciwości samym z sobą, aczkolwiek odizolowana samoocena bez stanowczej akcji rehabilitacyjnej nie wystarcza. Poradniki, suponujące strategie na uzdrowienie sponiewieranych dusz albo ciał, z reguły nie sprowokują wymarzonych rezultatów. Jeszcze złudniejszymi są tysiące list kuracyjnych dostępnych w sieci. Samouczki i internetowe panacea zastępują praktyczne czyny – stwarzają pozory indagacji środowiskowej à propos prywatnych problemów, rzadko do takiej indagacji namawiając, nasilając przeto ucieczkę w czeluście nieustannych wewnętrznych rozważań. Ta awersja do autentycznych kontaktów międzyludzkich jest szczególnie stymulowana przez portale społecznościowe, gdzie „znajomi” są elektronicznymi duchami, używającymi wytartych sformułowań, skrótowców i emotikonów, zawężających komunikację do treści daleko uboższej niż dyskusje pomiędzy brzdącami w przedszkolu. Ekscytacja „progresem”, wyrażonym wirtualnymi plusikami, elektronicznymi oklaskami rwącymi z aplikacji, ewentualnie sukcesem strawienia dwóch rozdziałów wadekemum, stwarza niebezpieczeństwo poczucia fikcyjnego zwycięstwa, prowadząc do przekonania o anihilacji danej zmory, gdy tymczasem niewyeksponowana zmora trwa, drąży, niszczy, spacza, wpędza w depresję.

Jeżeli obawa o ośmieszenie się zniechęca do demonstracji asertywności w towarzystwie, dobry psychoterapeuta stanowi konstruktywniejsze rozwiązanie anniżeli wygrzebywanie z sieci ulotnych afirmacji (przynajmniej jest człowiekiem, a nie cybernetyczną zjawą). Niezależnie jednak od kunsztu psychologa, docelowym zadaniem zawsze będzie nieustraszoność obnażenia osobistych sekretów przed gawiedzią – akt rozwiewający kuluarowe komentarze, budzący respekt, wynagradzający odświeżającym prysznicem przeróżnych refleksji, wzmagający kontrolę nad własnym postępowaniem, częstokroć zrzucający kamień z serca. Oczywiście, istnieją granice otwartości, bowiem nikt nie obwieszcza intymnych wykoślawień – malutkich zboczeń bądź słabostek per se idiotycznych, acz niekoniecznie szkodliwych („Wiecie co?! Lubię wąchać swoje bąki!”; „No dobra! Wyznam już, a niech tam… Chyba zostało mi to z dzieciństwa, bo do dzisiaj zjadam wydłubane z nosa kozy… Nie mogę się powstrzymać, a poza tym mi smakują! Mniam, mniam!”).

Summa summarum, przewiewniejszy publiczny lufcik „Okna Johari” zapewnia rozdmuchanie stęchlizny po zeskorupiałych wypocinach mózgowych: bardziej rześką atmosferę, nowe widoki, szersze horyzonty. Na nieszczęście, wygodniej spozierać na jakże iluzoryczne krajobrazy przez główną szybę „Okna Johari” – szybę skrytości – zatem poprzez pryzmat zakamuflowanych przed innymi informacji o sobie. Fasadowość zakłóca odbiór, wykrzywia scenerię i zacieśnia wyobraźnię do subiektywnych mniemań (lub dopasowuje ją do serwowanych taśmowo trendów). Druga główna szyba pozostaje zakryta nieprzezierną papą, zlepioną z poufnych poglądów przechodniów na temat człowieka, który próbuje coś wyśledzić przez okno – jest to obszar ślepoty, okolica zupełnie nieznana obserwatorowi (aby ją dojrzeć, musiałby stanąć na paluszkach na parapecie i luknąć przez lufcik).

Warto zainstalować sobie duży lufcik…

Ale co można wykombinować doraźnie, w momentach krytycznych, kiedy koledzy śpią snem twardym, a psycholodzy nie przyjmują? Komu się zwierzyć, kogo zaczepić o wskazówkę, na kogo ramieniu wypłakać swe żale?

Grzesio wydumał, że skoro goła introspekcja nie wymierzy dostatecznie zamaszystego kopa popędzającego do radykalnych przedsięwzięć, należy zastosować ekstraspekcję: zlustrować się z boku w w czyimś imieniu, na przykład w imieniu Krzysia. Dosłownie: przemienić się w Krzysia rozpartego w sąsiednim fotelu, pociągającego łyskacza, przemawiającego monotonnym głosem do rozsądku. Wgłębić się w rolę Krzysia uczciwie, absolutnie, całą duszą, bez stronniczych trików – ujrzeć siebie oczami przyjaciela.

Oto co powiedziałby Krzysio w tej chwili:

Posłuchaj, czarnowidzu: ocknij się i przestań panikować. Siedzisz na tej werandzie jak na szpilkach, ładujesz organizm używkami, wytrzeszczasz gały, przebierasz kulasami – wyglądasz żałośniej niż narkoman.

Cóż cię obchodzą pokrętni politycy? Ja też nie mogę już ani patrzeć na te obmierzłe mordy, ani słuchać ich plugawych kłamstw. Toż to banda kryminalistów, która jakoś została dopuszczona do władzy. Nie nasz kraj, nie nasz kłopot Grzesiu! Pooglądaj sobie raczej polskie seriale – wchłaniaj miły, rodzimy język, a nie to szczekanie i ciamkanie. Radziłbym tobie w ogóle porzucić czytanie prasy oraz wyłączyć radio, bo za mocno przeżywasz wiadomości.

Dostawcę gównianego drewna olej ciepłym moczem – to zwykły oszust. Pan Bóg mu wynagrodzi, nie martw się. Szkoda czasu i nerwów na cwaniaka, zaś strata finansowa niewielka. Jakoś sobie poradzisz: drwa podsuszysz, a potem rozpalisz takie ognicho, że ho, ho!

Sprawy urzędowe odbębnisz jutro w trymiga. Przecież w sortowaniu dokumentów czy pisaniu listów jesteś mistrzem nie lada – ze świeczką takiego szukać.

A dlaczego się czepiasz swojej miłej dziewczyny?! Siedzi na kanapie znudzona, bowiem jej facet tkwi jak kołek na ganku. Oczywiście, że w chałupie nic nie zrobiła, ponieważ ty już zapewne wszystko odwaliłeś za nią. Ja ciebie, Grześ, dobrze znam – zawsze śmigasz z kąta w kąt uskuteczniając kontrolę nad każdą duperelą, jabyś miał trzmiela w odbycie. Nie dziwota, że kobieta bumeluje. Jutro nie kiwnij małym palcem, to i stworzysz jej szansę na ugotowanie kolacji. Poza tym, co ona sobie myśli, widząc cię latającego w kółko ze spiętą fizjonomią? No istny kompulsywny wariat! Przepraszam, ale muszę zapytać: to ona jeszcze ma ochotę ciągnąć z tobą związek?! Ja spieprzyłbym już dawno, bo dostałbym kurwicy serca obserwując wiecznie desperującego, rozdygotanego, sponiewieranego natręctwami przypała.

Z rana idź na pływalnię – świat się nie zawali. Pozostałe kwestie odwalisz do popołudnia. Wieczorem odpocznij, a pisać na blogu zacznij pojutrze. Teraz przestań kopcić peta za petem, przenieś tyłek do pokoju, przytul dziewczynę i powiedz jej dokładnie to wszystko, co cię trapi w tej chwili. Nie jesteś przecież sam, gamoniu, więc nie miętol po kryjomu smutków w sercu! Wymyj przedtem zęby, bo cuchniesz niczym zaśniedziały komin.

Powyższe wystąpienie w roli Krzysia pomogło tak skutecznie, iż Grzesio nierzadko powtarza ten sam manewr, czyli orędzie do siebie w czyimś imieniu, w chwilach popłochu lub zniechęcenia własną osobą. Co ciekawsze, metoda ekstraspekcji dopinguje do konsekutywnych wynurzeń w obecności innych (twarzą w twarz, telefonicznie lub poprzez Skype’a – nie na forach społecznościowych) – stanowi poniekąd trening przed konfrontacją osobistych problemów z realnymi ludźmi.

Gdy coś mu doskwiera, wówczas przepoczwarza się w kogoś znajomego, przechodzi na drugą stronę „Okna Johari”, spoziera na siebie, po czym słusznie prawi. Ma tę przewagę, że wszyściuteńko o sobie wie, toteż porada trafia w dziesiątkę. Innymi słowy, powiększa swój lufcik publiczny w „Oknie Johari” do rozmiarów ekranu kinowego.

Efektywniej jest rozgryzać swoje problemy z boku, a nie od środka…

Odsłona 91 - Z boku - Część I Czytaj część I

Publikacja umieszczona w kategorii MIGAWKI | Format PDF (0.5 MB) – 2 części Pobierz 2 części publikacji Z boku w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: