Cenzor w mojej głowie

Cenzura

Cenzura powraca, rozbrzmiewając po sieci echem odbitym od zgliszczy er zaprzeszłych. Wyciska się z ekranów jako trend – AntiFejk lub AntiHejt – pozwalający na zaszczekanie modnie brzmiącym hasztagiem każdego internetowego przybłędy, głoszącego coś drańskiego.

W sukurs przychodzą giganci sieciowi, którzy albo organizują sztaby tajniaków podglądających co, kto i jak, albo programują algorytmy wyłapujące diaboliczne wpisy. Słowem, definiują różnice pomiędzy złem a dobrem. Zachęcają też użytkowników swych platform do kablowania na innych. Machina działa sprawniej niż komunistyczne służby bezpieczeństwa: podejrzanego o …izmy i …fobie zaszczuwa się ostrzeżeniami, karze ograniczeniami, a w końcu wywala na niewirtualny bruk. Niech zwija swój profil czy stronę czy kanał i idzie precz z niepostępowymi poglądami! Niech utonie w otchłani nudnego świata rzeczywistego!

Moderacja przepoczwarza się w cenzurę wówczas, kiedy sposób przekazu (JAK się mówi) jest piętnowany wybiórczo, w zależności od myśli przewodniej przekazu (O CZYM się mówi). Pod pozorem wykorzenienia sprośności, wulgaryzmów, agresji czy innych niestosowności, samozwańczy protektorzy etyki eliminują z obiegu specyficzne opinie. Dlatego można napisać „Gardzę białymi!”, ale nie można „Gardzę czarnymi!”. Tym samym, tylko radykalny islam zasługuje na naganę, ale już samo krytykowanie islamskiej ideologii jest radykalne i opatrzone mianem islamofobii.

Funkcjonują nawet rzeczoznawcy potrafiący wyeksplikować, dlaczego dana fraza obrazi TYCH, ale nie TAMTYCH. Zrozummy więc tenisistkę afro, niszczącą sprzęt na korcie i wylewającą kubeł pomyj na sędziego – to ON się zaczął, wykazując seksizm i rasizm poprzez regulaminowe napomnienia, zaś ONA naturalnie zareagowała na tą potwarz. Bezsens ma sens. Sens to bezsens.

Czy w ogóle warto się tym wszystkim przejmować, skoro nie trafiłem jeszcze do więzienia za obwieszczanie burzycielskich treści? Oto moje przemyślenia…

  • Każdy ma prawo zarządzać swoją wirtualną przestrzenią, uskuteczniając standardowe metody odsiewu idiotów poprzez kasowanie bluzgów, kneblowanie trolli, wykopywanie natrętnych reklamodawców. Do takich selekcji służą automatyczne filtry. Zarządcy platform społecznościowych mogą zabronić wrzucania filmików ze scenami przemocy lub porno, a nawet pójść dalej i zawęzić tematykę dozwolonych dyskusji, na przykład zakazać postów na tematy polityczne, religijne, seksualne, militarne plus paranormalne. Muszą to wyraźnie zaznaczyć, by nikt nie miał cienia wątpliwości. Nie wypada jednak udawać, iż portal jest „dla każdego”, wzbogacając ponadto ofertę o kolejne funkcje (komunikatory, kanały informacyjne, osobne strony, grupy zainteresowań, ogłoszenia imprez itd.), a potem inwigilować zabarwienie światopoglądowe wymienianych treści. Wabią jak najwięcej klientów liberalnością i uniwersalnością, a następnie matkują im, wymierzając klapsa za każdy niewłaściwy wyraz lub za wstawienie rysunku pani z gołym cyckiem.
  • Cóż mi z tego, że nadaję w cyberprzestrzeń, kiedy każda linijka tekstu przeszła już edycję w moim mózgu? Dokonuję podświadomych poprawek i upiększeń w celu dopasowania głupiej notki do preferencji niewidzialnych przełożonych. Unikam potencjalnych sankcji sam weryfikując to, co pragnę powiedzieć. W rezultacie tracę wiarę w siebie i przedstawiam drętwy komunikat, wyprany z emocji. Jeżeli ważę swoje słowa na publicznej platformie, powinienem ją opuścić, bo nie mówię prawdy. Przyczyniam się do szerzenia fake news – oto proces cenzury, zmajstrowany ku zabiciu fałszu, fałsz rodzi. Oto śmierć obiektywizmu, który nijak się nie przedrze przez gąszcz miliardów z zarania subiektywnych (bo wewnętrznie, odruchowo skorygowanych) informacji. Obiektywizm to wypadkowa wyciągnięta z wszelkich możliwych danych, a nie tylko oficjalnie aprobowanych danych.
  • Algorytm

    Ilustracja: Szczepan Sadurski

  • Kontekst rządzi znaczeniem. Zgrabnie użyć przekleństwa tak, by nikogo nie oburzyć, to sztuka. Filtrujący robot nie wychwyci niuansów, okoliczności, retrospekcji, żartów itd. – do dupy z takimi robotami, jeśli jegomość ciskający cholerami, lecz prawiący trzeźwo, dostanie kopa. Zdenerwował się ździebko, ot co! Wiąchy można przecież wykropkować.
  • Punkt widzenia zawiaduje interpretacją. Podobno w Sopocie czcimy Werhmacht, czyli żołnierzy niemieckich Trzeciej Rzeszy. Fake news? Nie dla starszych turystów niemieckich, którzy na ulicy Bohaterów Monte Cassino podziwiają, że Polacy upamiętnili mężnych OBROŃCÓW tej włoskiej fortyfikacji. Jaki algorytm lub pośpiesznie przeszkolony audytor połapie się w dwuznaczności, kontrowersyjności czy zwykłym, acz niewinnym, nieporozumieniu?
  • Nie manifesty, a czyny się liczą. Nie kciuk w górę dla przedsięwzięcia, a partycypacja w terenie ma wagę. Parę emotikonów nie rozpali do akcji, zaś prężna frakcja i tak znajdzie drogę do skrzyknięcia się, mając do dyspozycji SMS-y, telefon, faks, Skype’a, dark web, ulotki czy pospolity megafon. Bezpłodna więc będzie kontrola TU, kiedy buntownicy polecą TAM i ÓWDZIE. Czyżby chodziło jeno o pokazanie kontrolerskiego ducha, niby w imię troski o dobrostan ludzkości?
  • Publiczne dławienie rebeliantów z reguły ma efekt odwrotny od zamierzonego: zamiast gruchotać, wzmaga ich popularność. Masy biegną z ciekawością na miejsce tortur, gdzie poznają gościa, o którym wcześniej nie mieli pojęcia. W ten sposób decydenci windują prześladowanych na piedestały bohaterskości oraz popularyzują idee, które miały być zgniecione.
  • Nie jest istotnym, co drugi mówi, ale czy mnie ktokolwiek słucha. Jeżeli definiuje mnie wyłącznie tłamszenie obcych przekonań, ginę w bandzie krytyków wklejających oklepane hasztagi – istnieję jako ANTY-COŚ, lecz nie jako JA. Staję się sługą herszta watahy i kąsam wzorowo, nie mając pojęcia, kto hersztem jest. Cenzuruję nagle, chociaż nie cierpię, gdy ktoś cenzuruje mnie. Nagonka na ofiarę daje mi wrażenie działania, przynależności, wręcz tworzenia, aczkolwiek staram się zniszczyć. Nie kreuję nic nowego, co zaowocowałoby przynajmniej dwoma lajkami i jednym obserwującym.
  • Krzewiciele cenzury nakazują mi wierzyć, że sam nie zdołam wyniuchać przekrętów, padając raz po raz żerem jakichś cwaniaków. Jestem ponoć bezbronnym kajtkiem, którego całe życie trzeba uczyć co bebe, a co cacy. Przede wszystkim jednak, ci cybernetyczni adwokaci ładu i porządku wyrywają mi z dłoni najskuteczniejszą broń, jakiej mogę użyć przeciw wszelkim kretynom, populistom, kłamcom, oszustom, ścierwom, prymitywom, zarazom: na Boga, dajcież mi ich zignorować!

Czymże jest cenzura, jak nie słabością, tchórzostwem, strachem? Świadczy o tym, że ktoś nie umie przekonać drugiego do swojej ideologii, zatem lepiej go unieszkodliwić. Dawno temu Watykan decydował, dzieła których autorów nie były publikowane, bowiem godziły przedstawionymi tezami w doktryny kościelne. W czasach PRL-u partia wyrokowała, kto był wrogiem narodu, a w związku z tym nie dostawał możliwości rozwoju swoich talentów. Cel cenzury zmienia się z czasem, w zależności od interesów kasty panującej. Nakładanie kagańców na niewyparzone jadaczki ZAWSZE służyło utrzymywaniu władzy oraz koszeniu kasy przez nadzorców politycznej poprawności, ale NIGDY społeczeństwu.

A sio z mojej głowy, cenzorze!

Publikacja umieszczona w kategorii FILOZOFIA | Format PDF (0.4 MB) – pobierz tutaj Pobierz publikację Cenzor w mojej głowie w formacie PDF

Informacje Grzesio Polak
Rodzina, szkoła, studia, otoczenie, doświadczenia, samouczki itd. - nic nie pomogło i Grzesio pozostał niekompatybilny ze zorganizowanym systemowo światem, czyli nigdy nie dorósł. Krnąbrny genotyp, wbrew wszelkim zewnętrznym wpływom, zapobiegł manifestacji procesów dojrzewania, skazując nieboraka na łasce osobistych, infantylnych wyborów oraz politycznie niepoprawnych konkluzji. Tak więc Grzesio kroczy po padole ziemskim, zmagając się ze swoją naturą, tudzież z naturą szerzej rozumianą (życiem generalnie; stanem rzeczy; siłami uniwersum), a walka jest to nierówna! Miłego czytania!

2 Responses to Cenzor w mojej głowie

  1. Świetnie mi się to czytało. Fakt, że muszę to powtórzyć, bo za pierwszym razem delektowałem się gierkami słownymi, ale i tak gratuluję tekstu :-)

    • Dziękuję za opinię. Racja, za dużo gierek słownych, z czym walczę. Jestem świadomy obecności nie tylko cenzora, ale i podjudzanego przez niego grafomana w mojej głowie, czyli dwóch mącicieli myśli kiełkującego pisarza :)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: