Ptasie Mleczko*

Ptasie MleczkoGrzesiowi burczało w brzuszku, przeto otworzył lodówkę, szukając czegoś do zjedzenia. Szperał głebiej i głębiej, aż nagle zapiał z zachwytu! W samym tyle, sprytnie zakamuflowane za słoiczkami kiszonych ogórków, leżało… Ptasie Mleczko!

Widocznie dobra mama zakupiła spod lady, po czym ukryła, aby wydobyć na światło dzienne przy odpowiedniej okazji. Wyroby cukiernicze sprzedawano wówczas w systemie reglamentacji („na kartki”), zaś Ptasie Mleczko było rarytasem dla obywateli ze znajomościami.

Uciekł do pokoju, zapominając o głodzie. W wyobraźni widział ciemnobrązowe, miękkie kosteczki z białą pianką w środku, a na podniebieniu czuł smak ukochanych słodyczy – jakże pysznych po schłodzeniu! Świadomość odkrycia tajemnicy nie dawała spokoju, ale należało grzecznie czekać na decyzję rodziców. Kultura nakazywała delektować się smakołykiem w stosownej atmosferze, a nie zajadać niczym kawał kiełbasy!

Czytaj dalej …

Sztuka wojny

Sztuka wojnyTata był Grzesia herosem, nieskazitelnym wzorem manier tudzież idei. Cokolwiek powiedział bądź uczynił, synek albo wiernie powtarzał, albo wchłaniał jako absolutną matrycę światopoglądową.

Zamiast używać wulgaryzmów w formie przecinków, ojciec zakrapiał wywody słowem „rozumiesz”: „Sytuacja wymaga analizy, rozumiesz.”; „Nie potrafię, rozumiesz, natychmiast przyjechać. Muszę wpierw zatankować, rozumiesz.”. Paradoksalnie, pomimo niejako indagującego charakteru frazy, zdania wcale nie brzmiały pytająco, lecz wręcz odwrotnie – oznajmiały fakty, podkreślając zero negocjacyjnych szans rozmówcy.

Grzesio kopiował nutę i fizjonomię starego, gdy na podwórku bawił się z dziećmi w piaskownicy. Przybierając poważną minkę, cedził: „Zrobimy babeczkę, rozumiesz.”; „Kopiesz, rozumiesz, za mocno. Złamiesz łopatkę, rozumiesz.”. Narzucanie akceptacji zgrabnym zwrotem imponowało malcowi – wszak gaworzył w stylu stanowczego gościa!

Czytaj dalej …

Modus operandi (Część VIII)

Modus operandiDermatologia

Zmiany na skórze opisywane są językiem koneserów obrazów abstrakcyjnych: zlewające się wykwity żółto-brązowe, mimochodem wpadające na obrzeżach w tonację bordową; czerwono-sino-brunatne pobrużdżenia, pokryte lśniącym naskórkiem, przechodzące dyskretnie w zdrową tkankę; niedbale rozsiane karmazynowe plamki, nakrapiane z cicha akcentami makowymi, o nieporządnie postrzępionych rąbkach. Charakterystyka patologii zmienia klimat z poetycznego na geologiczny przy próbach deskrypcji trójwymiarowej: rozpadliny o kaskadowych ścianach, obejmujące głębsze pokłady; skorupowate wyniosłości, powstałe wskutek zasychania na powierzchni ropy; ubytek o architekturze krateru, sięgający warstwy kolczystej.

Czytaj dalej …

Modus operandi (Część VII)

Modus operandiPediatria

Na dzień przed egzaminem praktycznym przeżywał gehennę. Ból rozrywał wnętrzności, paraliżował myślenie o czymkolwiek, bezustannie wyduszał z krtani ciche skomlenie. Oczka Grzesia zamarły w przeraźliwym wytrzeszczu, jakby był niezmiernie czymś zdziwiony. Minimalny ruch paluszkiem bądź powieką powodował momentalne uczucie przebicia szpadą – prądy katuszy rwały od dołu do czubka głowy i z powrotem, niczym szalone błyskawice eksplodujące na chybił trafił. Temperatura rozgrzała członki do czerwoności, wyciskając z biedaka siódme poty. Wstrząsające mdłości dopełniały obrazu zgrozy.

Czytaj dalej …

Modus operandi (Część VI)

Modus operandiInterna

Gdyby regulamin akademii medycznej sankcjonował zrezygnowanie z jednego egzaminu, to Grzesio bezzwłocznie wybrałby choroby wewnętrzne.

Po pierwsze, każda dostępna książka na temat tej zacnej dziedziny zniechęcała grubością. Cieńsze pozycje cieszyły do momentu przeczytania na okładce „Tom 1” – 3 kolejne części czekały w kolejce na pochłonięcie. Strony tomiszczy zapełniano monotonnym tekstem, przerywanym co rusz milionami danych: wykresów, tabel, odnośników do literatury źródłowej, dawek leków. Diagnozy różnicowe ciągnęły się w nieskończoność pod koniec dowolnego rozdziału – jeden spis podobny do drugiego, jakby wszystkie patologie należało porównać z pozostałymi. Po godzinie lektury człowiek głupiał ze szczętem, po 2 godzinach donośnie chrapał, pomimo paczek papierosów zakrapianych dzbanami kawy.

Czytaj dalej …

Modus operandi (Część V)

Modus operandiFilozofia

Sceptycy kwestionujący ideę wpajania filozofii w przyszłych doktorów są w wielkim błędzie.

Medycna nie stanowi dziedziny dla rzemieśliników. Na człowieka składa się nie tylko wypadkowa procesów fizjologicznych, biochemicznych czy biofizycznych organizmu, ale i skomplikowanych zachowań o naturze duchowej (reakcje uczuciowe, myśli, aspiracje, marzenia, przewidywanie itd.). Lekarz z prawdziwego zdarzenia rozumie wieloaspektowość zdrowia, zatem donośność dobrego samopoczucia w parze z siłami czysto witalnymi. Najefektywniejsza kuracja następuje po uwzględnieniu indywidualnych okoliczności osoby szukającej pomocy, a nie wyłącznie poprzez skonsolidowane leczenie wyselekcjonowanego objawu bądź choroby.

Czytaj dalej …

Modus operandi (Część IV)

Modus operandiAnestezjologia

Pani adiunkt miała sprytny system: sadzała 8 studentów w rzędzie na krzesłach, sama zajmowała fotel naprzeciwko, po czym indagowała od swojej lewej do prawej strony. Egzamin miał 3 fale przesłuchania, każda złożona z 8 pytań zaczepnych z jednej dziedziny anestezjologicznej (znieczulenie lokalne, ogólne, zewnątrzoponowe itd.).

Szczęśliwiec na stanowisku 1 (skrajny lewicowiec) otrzymywał najprostszą kwestię do roztrząśnięcia, czyli ogólny podział czegoś w obrębie danego tematu (na przykład, kategorie interwencji przeciwbólowych w porodzie). Im dalej w prawo, tym więcej sondowań o szczegóły (jakie igły, gdzie jest przestrzeń ta i ta, kiedy wszcząć akcję itd.). Biedak na zydlu nr 8 (skrajny prawicowiec) skwierczał pod ogniem intensywnego dochodzenia o detalątka (dawki leków na kilogram wagi ciała, połowiczny czas rozpadu medykamentu w organiźmie, prawidłowe wartości odcinka PQ w EKG w odprowadzeniach przedsercowych po podaniu substancji itd.).

Czytaj dalej …