Niedostrzegalni

Niedostrzegalny 1

Kiedykolwiek Grzesio wyłaził ze szpitala lub tam niechętnie właził, zauważał pewnego gościa plączącego się po parkingu, przy drzwiach wejściowych czy po placu rozładunkowym – ogólnie, po terenie zewnętrznym. Był to postawny murzyn po pięćdziesiątce, ubrany w szaroniebieski roboczy kombinezon, zawsze dzierżący szufelkę na kiju oraz miotłę, zawsze głupawo uśmiechnięty, zawsze podnoszący dłoń w geście pozdrowienia, zawsze milczący, zawsze spokojny. Taki czarny misiaczek. Ociężałym krokiem dążył gdzieś-tam, od czasu do czasu zgarniając miotłą losowe paprochy z podłoża do szufelki.

Czytaj dalej …

Zeromowa

Grzesio siedział w kawiarni nad prasą i pochłaniał artykuł dotyczący rosnącej liczby przestępstw w centrum miasta. Większość tekstu zajmowały zacytowane reakcje lokalnych władz, które wreszcie zauważyły kryzys, ponieważ kryminaliści zaczęli okradać sklepy z bronią w ręku w biały dzień. Im dłużej czytał, tym bardziej głupiał, bowiem nijak nie potrafił rozszyfrować kwintesencji przesłania, zakamulfowanego w oficjalnym obwieszczeniu dla rozdygotanych mas.

Czytaj dalej …

Lekarz stylu życia

Polityczna poprawność cichcem przesiąknęła piękną profesję Grzesia, nadając rozmowom lekarza z pacjentami rytm i frazeologię podobną do kurtuazyjnego szczebiotu – obdartego ze szczerości ceremoniału, wyreżyserowanego do maciupeńkich szczególików przez niewidzialnych speców od uniformizacji ekspresji werbalnych, tonu głosu, mimiki, gestów tudzież strojów. Setki regulacji reguluje rozregulowanego doktora, ażeby nie popełnił przypadkowego afrontu wobec zgłaszających się po porady cierpiących, przekształcając konsultacje medyczne w dworskie wymiany grzeczności. Obwarowane protokołami dyplomatycznymi spotkania głów państw, ewentualnie audiencje u królowej brytyjskiej, wieją tożsamą atmosferą, aczkolwiek nie zapachem.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 17: „Drewniane żyrafy i kapryśne lwy”

Rodacy!

Jeszcze przez tydzień będę gościł pomiędzy Wami, zaś potem znowuż tułaczka na półkulę południową – ale już wiem, że nie na zawsze, nie na długo!

Dwumiesięczny pobyt w Polsce przekonał mnie ostatecznie, że właśnie w ojczyźnie chcę spędzić resztę życia. Nie wertujcie grubych przewodników! Nie wywąchujcie informacji z internetowych czeluści! Nie przesłuchujcie wagabundów motywowanych zarobkiem! Niezindoktrynowany pod żadnym względem Grzesio jest autorytetem ostatecznym w kwestiach zagranicznych poniewierek. Powiadam Wam: nie ruszajcie się z miejsca, aby nie pożałować kroku w narodowościową nicość! Pomijam w ostrzeżeniu wycieczki krajoznawcze, ewentualnie krótkie wypady na studia lub na saksy. Nikt nas nie morduje, zatem nie ma sensu wiązać przyszłości z tłumem zachodnim – poniekąd bogatszym, ale obecnie coraz bardziej etnicznie bezpłciowym, zatem coraz biedniejszym. Uszanujcie przynależność do homologicznej grupy ludzkiej, która przynosi tożsamość, skoordynowane cele, synergię, zrozumienie, wsparcie w nieszczęściu – skarb ponad skarby, sukcesywnie trudniejszy do zdobycia, skrycie zazdroszczony przez nacje pozbawione patriotycznych jaj.

Czytaj dalej …

Na słonia, czyli podryw po afrykańsku

Podryw na słonia

Każdy rodzic staje przed niewygodnym i krępującym zadaniem wyeksplikowania dziecku kwestii poczęcia. Nadchodzi nieuchronnie chwila, gdy bzdurne opowieści o bocianach nie wystarczają. Na domiar złego, internet pozwala brzdącom informować się nawzajem z szybkością światła, wymieniać interesujące linki oraz oglądać rzeczy na żywo, a nie na infantylnych obrazkach. Zamiast tradycyjnych gawęd wprowadzających o motylkach czy kwiatkach, milusińscy wpadają na witrynę z filmikami o najwyższej jakości, które przedstawiają pary bądź grupki kopulujące w pozycjach akrobatycznych, w deszczu wytrysków o impecie gejzerów.

Czytaj dalej …

Gdy marzenie jest celem (Część II)

Gdy marzenie jest celemEmocje nierzadko tumanią, wpuszczając naiwnych w gęste maliny, toteż po powrocie dokładnie przeanalizował dostępne informacje (internet, urzędowe materiały, zaufani kumple), zaś nazajutrz udał się na rzeczowy rekonesans rewiru.

Dwie przyległe miejscowości obfitowały w umeblowane apartamenty – do wynajęcia w willach, położonych na zboczach gór lub przy jezdniach głównych. W porównaniu z ofertami z Kapsztadu, ceny były niższe, a rezydencje obszerniejsze, przyjemniejsze, usytuowane bliżej szpitala, najczęściej z przyzwoitym balkonem.

Czytaj dalej …

Gdy marzenie jest celem (Część I)

Gdy marzenie jest celem– Mam tego dosyć! Co minutę brakuje wody, więc muszę myć ręce przed zabiegami pod strumieniem z butelek. Prąd wyłączają bezustannie. Generator zasila szpital, ale nie kwatery lekarskie. Czy wyobrażasz sobie doktora, sterczącego wieczorami przy świeczce, biorącego kąpiel nad wiaderkiem?! Ani herbaty, ani gorącego posiłku, ani możliwości spłukania ubikacji! Tyram przez dziesięć godzin dziennie plus robię siedem morderczych dyżurów na miesiąc, za co fundują mi wegetację pustelnika! Lawiny brudnych pacjentów, głupiej gazy czy rękawiczek nie uświadczysz, wszędzie smród, syf i AIDS! W dodatku przez murzyńską wiochę nie idzie przejechać samochodem, w sklepach sprzedają gówno zamiast jedzenia, do najbliższego miasta ponad dwieście kilometrów! Jestem wykończony tym burdelem!

Czytaj dalej …