Aneta (Część III)

Aneta - historia pierwszej miłościWpadał w popłoch: co robić?! Niewygodne, krępujące okresy ciszy błagały o sprytne urozmaicenie. Wydawało mu się męskim obowiązkiem zabawianie Anety dialogiem non stop – inaczej laska dźwignie pupkę, otrzepie kiecę, bąknie „adios amigo”, zniknie jak kamfora. Jego kunszt gawędziarski nie należał do przesadnie wybitnych, toteż szybko docierał do granicy, poza którą ziała przepaść milczenia.

Ponownie stanęła na wysokości zadania. Poprzedniego wieczoru przeprowadziła czterosekundowy trening tańca, tym razem potrzebowała około minuty na danie praktycznego kursu wypełniania wszelkiego rodzaju luk w trakcie randek.

Czytaj dalej …

Aneta (Część II)

Aneta - historia pierwszej miłościSunąca ku estradzie para reaktywowała herszta orkiestry. Kwiczał spazmatycznie: „Proszę państwa! Nadciągają oczepieńcy! Kapitalna lask… gołębica z tym… No, z tym… eee… lowelasem, he he! Aplauz dla jutrzejszych oblubieńców! Nie żałujcie, dodajcie im otuchy! Brawo! Niech… tego… No dalej!”. Odwrócił się na pięcie i – wystukując tempo butem oraz pstrykając bajerancko kciukami – wyszczekał do grajków: „Raz! Dwa! Trzy!”.

Głośniki zawyły niczym trąby jerychońskie – fala akustyczna nieomal wypluła Grzesia przez okno. Odtwarzali chyba utwór Phila Collinsa, bowiem z łoskotu dolatywało cieńkie, niby z zaświatów, stękanie wokalisty: „Aj-ken-fyl-yt kaaamyng yn-dy-er tunaaa-ajt, O – o – O!”.

Czytaj dalej …

Aneta (Część I)

Aneta - historia pierwszej miłościNastąpił wielki dzień w życiu Grzesia: pierwszy raz otrzymał zaproszenie na prawdziwe weselicho! Ktoś z rodziny się żenił, względnie wychodził za mąż – nieważne! Najistotniejsze, że jego imię widniało na liście gości.

Mama ubrała młodzieńca w białą koszulę, eleganckie spodnie, błyszczące lakierki; uczesała włoski w idealny przedziałek; zapięła kołnieżyk na ostatni guzik, niczym obrożę. Tata zlał syna wodą kolońską Wars – wydzielała ostry odór, który zwaliłyby z nóg nosorożca.

Koczował zatem pachnąco-lśniący przy ogomnym stole, pokrytym nakrochmalonymi obrusami i trzeszczącym pod górami jedzenia.

Po niespełna godzinie ogarnęły go nudy na pudy.

Czytaj dalej …