Modus operandi (Część VI)

Modus operandiInterna

Gdyby regulamin akademii medycznej sankcjonował zrezygnowanie z jednego egzaminu, to Grzesio bezzwłocznie wybrałby choroby wewnętrzne.

Po pierwsze, każda dostępna książka na temat tej zacnej dziedziny zniechęcała grubością. Cieńsze pozycje cieszyły do momentu przeczytania na okładce „Tom 1” – 3 kolejne części czekały w kolejce na pochłonięcie. Strony tomiszczy zapełniano monotonnym tekstem, przerywanym co rusz milionami danych: wykresów, tabel, odnośników do literatury źródłowej, dawek leków. Diagnozy różnicowe ciągnęły się w nieskończoność pod koniec dowolnego rozdziału – jeden spis podobny do drugiego, jakby wszystkie patologie należało porównać z pozostałymi. Po godzinie lektury człowiek głupiał ze szczętem, po 2 godzinach donośnie chrapał, pomimo paczek papierosów zakrapianych dzbanami kawy.

Czytaj dalej …