Niedostrzegalni

Niedostrzegalny 1

Kiedykolwiek Grzesio wyłaził ze szpitala lub tam niechętnie właził, zauważał pewnego gościa plączącego się po parkingu, przy drzwiach wejściowych czy po placu rozładunkowym – ogólnie, po terenie zewnętrznym. Był to postawny murzyn po pięćdziesiątce, ubrany w szaroniebieski roboczy kombinezon, zawsze dzierżący szufelkę na kiju oraz miotłę, zawsze głupawo uśmiechnięty, zawsze podnoszący dłoń w geście pozdrowienia, zawsze milczący, zawsze spokojny. Taki czarny misiaczek. Ociężałym krokiem dążył gdzieś-tam, od czasu do czasu zgarniając miotłą losowe paprochy z podłoża do szufelki.

Czytaj dalej …

Lekarz stylu życia

Polityczna poprawność cichcem przesiąknęła piękną profesję Grzesia, nadając rozmowom lekarza z pacjentami rytm i frazeologię podobną do kurtuazyjnego szczebiotu – obdartego ze szczerości ceremoniału, wyreżyserowanego do maciupeńkich szczególików przez niewidzialnych speców od uniformizacji ekspresji werbalnych, tonu głosu, mimiki, gestów tudzież strojów. Setki regulacji reguluje rozregulowanego doktora, ażeby nie popełnił przypadkowego afrontu wobec zgłaszających się po porady cierpiących, przekształcając konsultacje medyczne w dworskie wymiany grzeczności. Obwarowane protokołami dyplomatycznymi spotkania głów państw, ewentualnie audiencje u królowej brytyjskiej, wieją tożsamą atmosferą, aczkolwiek nie zapachem.

Czytaj dalej …

Listy do Polski 3: „Ministerialne zasieki przeciwlekarskie”

Listy do PolskiWitam Was ponownie!

Opisałem poprzednio intrygujące zjawisko, charakterystycznie rodzime, polegające na kreśleniu grubej krechy pomiędzy rodakami mieszkającymi w kraju a tymi, którzy wywędrowali w świat.

Należymy do nacji, manifestującej zdecydowane poglądy: polityczne, religijne, etniczne, zawodowe, sąsiedzkie itd. Przesiedleńcze emocje również uderzają skrajnością, łatwo wyczuwalną w komentarzach (spotkania, prasa, telewizja, sieć), kreując klimat nieodwracalności emigracji, jakbyśmy nie wierzyli w możliwość powrotu do ojczyzny.

Obywatele polscy, po dłuższym pobycie na terenach zagranicznych, ulegają ponoć tajemniczej mutacji, uniemożliwiającej ponowną integrację z ziomkami znad Wisły. Trendy globalizacyjne nie wydają się modyfikować tych przekonań, czerpiących napęd chyba z epoki rozbiorów, ewentualnie z doświadczeń za komunizmu, gdy nasi przodkowie uciekali przed niechybnym ośmieszaniem, prześladowaniem, katowaniem, więzieniem, także śmiercią.

Czytaj dalej …

Profesorze! Profesorze!

Profesorze! Profesorze!– Profesorze! Profesorze!

Grzesio kontynuował marszrutę korytarzem zachodząc w głowę, co w oddziale przedporodowym porabia ordynatorka? Godzinę temu zapowiadała wypad na zebranie, aczkolwiek nawoływania pacjentek sugerowały, że profesorka przebywa gdzieś w okolicy.

– Profesorze! Profesorze! – tym razem poczuł szarpanie za rękaw. Po prawej stronie ujrzał czarną ciężarną o gabarytach czołgu. Dopadła go od tyłu, poczęła męczyć. – Mam pytanie! Mógłby Pan Profesor rzucić okiem na rezultat mojego ultrasonografu? Jestem pełna obaw, ponieważ indeks płynu owodniowego spadł z 3 na 1!

Wyszczerzył ząbki, mile wytłumaczył: on żaden profesor, a zwykły lekarzyna. Obywatelka pomyliła go z kimś innym. Niech czeka, aż przyjdą spece z wyższej półki.

– Ależ ja ciebie znam z przychodni podmiejskiej, Profesorze! Widziałeś mnie miesiąc wcześniej, poradziłeś wizytę w szpitalu, krzyczałeś na mnie za otyłość. Bardzo proszę spojrzeć na ten raport, bo nerwy zżerają… (Pamiętajmy: w języku angielskim zwracanie się na „ty” wobec kogokolwiek należy do normalności.)

Przestał protestować, bo babsko mogło zmieść człowieka z powierzchni ziemi machnięciem dłoni.

Poczłapali do jej łóżka. Grzesio zanalizował historię brzemienności, przeczytał wyniki, wytłumaczył, uspokoił. Kobieta-gigant podziękowała z wielkim uśmiechem.

Chciał czmychnąć, lecz inna kuracjuszka zagrodziła drogę ucieczki.

– Profesorze! Zasugerowałeś, abym podwiązała jajowody z uwagi na wracające z każdą ciążą stany przedrzucawkowe, natomiast doktory odmówiły ze względu na mój młody wiek. Doprawdy, nie reflektuję na więcej dzieci, więc może Pan Profesor zamieniłby parę słów z kolegami, przmówił im do rozumu? Dlaczego skazują mnie na groźbę zapłodnienia po raz 4 przed trzydziestką?

Zwariowały doszczętnie! Hormony łożyskowe pomieszały babom zmysły! Stanął pośrodku sali hucząc, iż ani nie posiada tutułu profesorskiego, ani nie zamierza takowego zdobyć. Popełniają błąd terminologiczny. Uprzejmie nawołuje do opamiętania oraz zwania go „doktorem”, zaś jego zwierzchniczki „profesorem”.

Oczekiwał karnego spuszczenia oczu, przeprosin, przysiąg poprawy na przyszłość, tymczasem pomieszczenie wypełnił figlarny chichot! Niewiasty oświeciły poddenerwowanego Grzesia o fakcie wabienia go „Profesorem” wśród lokalnej populacji, niezależnie od wymagań natury zawodowej. Z kolei szefową szpitala społeczność ochrzciła „Czupiradło”, ze względu na notoryczny bezład jej bujnej fryzury.

Czytaj dalej …

Gry

Gry sportowe i życioweGrzesio wparował na śniadanie pięknie wypachniony wodą kolońską WARS, w nieskazitelnym białym kitlu, ze słuchawkami nonszalancko dyndającymi na szyi. Lekarz pełną gębą, panie! Minął już tydzień od jego przylotu do kraju złotem tudzież diamentami płynącym, więc zabiegał o wywarcie przedniego wrażenia. Przecież chciał zostać szanowanym i bogatym człowiekiem, co RPA lansowało dla białych. Będzie magnatem!

Przestronną świetlicę hotelu lekarskiego podzielono na kuchnię, jadłodajnię oraz kącik wypoczynkowy, gdzie na brzegu fotela, z łokciami opartymi na kolanach, przysiadł doktor Nel. Ledwo widoczny w kłębach dymu papierosowego, z napięciem wpatrywał się w telewizor. Był nałogowym palaczem, kopcącym nawet podczas obchodów – nad łóżkami pacjentów – nie czyniąc bynajmniej żadnego zgorszenia w liberalnych latach 80.

Czytaj dalej …