Wprowadzenie

Brutalne wprowadzenieW domu przeprowadzano kolejny remont. Rodzice zatrudnili umyślnego pana Czesia, potrafiącego zrobić cokolwiek: pomalować sufity czy okna, położyć nowe tapety bądź kafelki, wycyklinować i polakierować podłogi, wymienić gniazdka, naprawić sracz, a nawet zmajstrować meblościankę w przedpokoju. Bez przerwy palił papierosy, popijając mlekiem: na każdy litr przypadała paczka Sportów. Zachwalał białko jako bardzo zdrowe, co Grzesio zapamiętał na całe życie. Nie mówił nic o korzyściach płynących z palenia, aczkolwiek sprawiało ono wrażenie szalenie potrzebnego starszym facetom, bowiem i pan Czesio, i tata, nie mogli wręcz funkcjonować bez tytoniu.

Czytaj dalej …

Motywy

Motywy, czyli historia o porwaniuDzwonek! Grzesio w szalonym tempie rwał otworzyć drzwi. Zawsze chciał być pierwszy!

Na klatce stała ciocia Gosia. W zasadzie pani Gosia, niespokrewniona z którymkolwiek członkiem rodziny. Grzesiowi powinowactwa genetyczne nie przeszkadzały, zatem dowolny znajomy był wujkiem, znajoma zaś ciocią.

Złożyła niezapowiedzianą wizytę w celach plotkarskich. Źle trafiła: mamę przydybały popołudniowe obowiązki w szpitalu, natomiast tata nie słynął smykałkami gawędziarskimi. Niemniej jednak wykazał szczyt gościnnego kunsztu i towarzyskich ciągot: zaprosił kobietę do środka oraz zaproponował herbatkę.

Ciocia nie mogła mieć pojęcia o absencji mamy, ponieważ w tamtej odległej erze nie znano telefonów komórkowych. Ludzie komunikowali się albo pytlując, albo wrzeszcząc z okien (np. do berbeci w piaskownicy na podwórku), albo korespondencyjnie. Bogatsi szpanowali telefonami stacjonarnymi, aczkolwiek losy osobnika w przelocie pomiędzy dwiema rozmowami sieciowymi znikały w mgle tajemnicy. Rzeczywistość wypełniały nieoczekiwane wizyty, nieprzewidziane listy w skrzynce pocztowej, zaległe wiadomości transmitowane w telewizji. Informacje niezmiernie ważne przesyłano telegramami, pochłaniającymi od paru godzin do doby.

Czytaj dalej …

Słownik wyrazów obcych

Słownik wyrazów polskich, a jednak obcychMałego Grzesia nurtowały przyczyny, dla których ludzie nazywają pewne rzeczy tak, a nie inaczej.

Na przykład słowo „trzeszczeć” opisywało pewien dźwięk, wiernie go odzwierciedlając, nie mogąc potencjalnie brzmieć odmiennie. W dawnych czasach, kiedy nasi przodkowie pierwszy raz w życiu usłyszeli trzeszczące drzewo, postanowili zjawisko racjonalnie nazwać. Stali w kupie, próbując naśladować tajemniczy hałas: „szszszsz…”; „szszczcz…”; „tszszczcz…”; „cztszcztszcz…”. Syczeli i rzęzili przez zęby konkurując, kto lepiej zatrzeszczy. Każdy pragnął zdecydowanie zatrzeszczeć innych: „TSZSZ-TCZ-TCZ-CZCZ!!!”; „TCZ-TCZ-TSZTSZ-SZSZ!!!”. Naskakiwali na siebie, wybałuszali oczy, pluli w wysiłkach, trzeszczeli sobie prosto w twarze. W końcu, trzeszcząc przeraźliwie, zaczęli się tłuc dzidami o palmę pierwszeństwa. Kobiety nie miały nic do potrzeszczenia w tamtych czasach, więc spozierały dyskretnie z boku – nie śmiały zatrzeszczeć, mogąc zostać nadzianymi na oszczepy. Spór trwał do momentu wychynięcia z legowiska starszego grupy. Herszt poczłapał do kłębowiska trzeszczaków, wysłuchał uważnie poszczególnych wariantów, podumał, wydał wyrok: „TSZ-SZCZ!”. Po ciężkiej pracy, w stylu rasowego zarządcy, powrócił do biura by co rychlej zasnąć.

Czytaj dalej …

Edukacja ojca

Najcięższe zadanie syna: wychować ojcaPierwsze przebudzenie nastąpiło podczas gry w squasha.

Zawsze wygrywał z synem, będąc większym, szybszym, silniejszym. Pouczał Jacka o strategii, technice, sprzęcie – o czymkolwiek, co zasłyszał czy przeczytał. Ambicja sportowca zawiała go na przeróżne portale internetowe, gdzie oglądnął masę krótkich filmów szkoleniowych. Ćwiczył potem zażarcie podpatrzone triki. W osobistym mniemaniu, stał na piedestale oponentów nie z tej ziemi.

Pewnego sennego dnia postanowili urozmaicić nudę paroma setami squasha. Grzesio przywdział specjalne trzewiki Nike, przewiewny kostium Adidasa, następnie wyłuskał z futerału wyczynową rakietę Dunlopa i machał nią bojowo w powietrzu dla wprawy. Struny wydawały groźnie świsty, zwiastując niechybne zwycięstwo właściciela.

Czytaj dalej …