Listy do Polski 22: „Nic nie znaczące erraty”

Kochani!

Komiczne wieści dobiegają z USA, gdzie szwindel za szwindlem wychodzą na jaw, przeciekając monotonnie do wiadomości mas. Nie zadziwia jednak fakt, że szydła wyłażą z worów niby kolce jeża, ale reakcja zmumifikowanych obywateli.

Telewizorem nie dysponuję, prasy nie czytam, ponieważ walczę o zachowanie normalności. Wysiłki unikania mass mediów spełzają na niczym – streszczenia najnowszych wydarzeń przydybią człowieka w kawiarence, w pracy, na ulicy, w ubikacji. Albo ktoś wypapla podnieconym głosem, albo afisz wykrzyknie znienacka w twarz, albo ekrany, umieszczone strategicznie w miejscach komunalnych, wysyczą prosto w ucho dzisiejsze newsy. Nie sposób uciec: siłą, podstępnie nakarmią mnie urągającą inteligencji strawą. Ciekawe, w czym przemycają leki antyemetyczne, gdyż dziwnym trafem nie wymiotuję na każdym kroku słuchając idiotyzmów. Zabunkrowanie się w kąciku to marzenie ściętej głowy: koledzy wytropią, przycisną do ściany, zaplują nowinami, zaczną żebrać o opinię na temat bzdetów. Wyeksponują erudycję, polegającą na skopiowaniu słów szemranego prezentera TV, powszechnego źródła wiedzy niezgłębionej. Wymęczą niewinnego Grzesia jak psy dziada w ciasnej ulicy.

Czytaj dalej …