Lekkość (Część I)

LekkośćPani Profesor uroczyście zawiadomiła Grzesia o niespodziance. Orszak doktorski eskortował go na pierwsze piętro, gdzie otwarto jedne z drzwi, zamaszyście zaproszono do środka. Szefowa, rozdziawiając paszczę szerzej niż kukła z Mappet Show, zapiszczała ekstatycznie: „Twoje biuro!”.

Biuro?!

Przydzielają klinicyście pomieszczenie służbowe? Powinni raczej zaganiać do leczenia pacjentów…

Co porabiać w wielgachnej kancelarii? Ilość szafek pomieściłaby z nawiązką cały jego prywatny dobytek – czym wypełnić rzędy regałów, nie wspominając o tuzinach szuflad?

Węszył podstęp: udając niewiniątka, wrabiają przyzwoitego lekarza w… No, w cokolwiek!

Czytaj dalej …