Trudniej skończyć, niż zacząć (Część II)

Trudniej skończyć niż zacząć

Prawie każdy łaknie jakiejś konstruktywnej zmiany: przepędzenia mary nałogu, zoptymalizowania gospodarki czasem, doznania jurności, przygruchania partnera, wygenerowania asertywności, zwerbowania przyjaciół, otworzenia prywatnej działalności itd. By zaspokoić potrzeby tej rozgrymaszonej armii, na ratunek śpieszą wskrzesiciele ukontentowania: trenerzy, autorzy samouczków, psychoterapeuci, grupy samopomocy, ośrodki odwykowe, warsztaty, hipnotyzerzy, dietetycy, pracownicy socjalni, księża itd. Zarówno instruktorzy, jak i narzekacze podejmują syzyfowy wysiłek naprawienia nienaprawialnego, bowiem wszyscy są ofiarami spaczonego od podstaw systemu, który zapewnia błogostan dla maksimum 10% partycypantów.

Czytaj dalej …

Trudniej skończyć, niż zacząć (Część I)

Trudniej skończyć niż zacząć

W niedzielę po południu zasiadł nad laptopem, by przygotować plan akcji na następny tydzień. Nie robił tego od dłuższego czasu – zaprzestał pewnego dnia, gubiąc nagle wiarę w pożyteczność pszekształcania życia w harmonogram. Ponieważ ostatnio począł jednak tracić kontrolę nad mnożącymi się niczym karaluchy „rzeczami do załatwienia”, a szczególnie nad wizją swojej nawet niedalekiej przyszłości (czyli zdefiniowaniem czego właściwie chce), postanowił ponowić rutynę skrupulatniejszego organizowania doczesności.

Czytaj dalej …

Nowy rok (Część III)

Nowy rok - Część III

Odmęt przygnębienia pochłonął zmiotki złudzeń, wessał w toń drętwoty, ściągał bezwzględnie ku dnu nieznanemu. Presja monotonii wręcz ogłupiała – od niej uciekał, a ona go z powrotem dopadła, jawiąc się spotęgowaną, jak każda przykrość nachodząca wbrew woli. Bezbronny wobec jakby samospełniającej się gehenny, odczuwając dotkliwie realne implikacje depresyjnej spirali (bezsenność, drżenie mięśni, zgrzytanie zębów, szum w uszach, bóle głowy), skapitulował i podreptał do psychiatry, który zaordynował antydepresant plus pochodną benzodiazepiny już w toku wstępnej konsultacji. Drugi z przepisanych leków zadziałał z mety, ponieważ wykazywał działanie uspokajające, nasenne, anksjolityczne, miorelaksacyjne tudzież przeciwdrgawkowe – bomba odprężeniowo-wzmacniająco-halucynogenna skoncentrowana w pigułce, przeobrażająca dziadka w nastoletniego huncwota. Nie dziwota, że nabrał elastyczności baletmistrza, krzepy kulturysty i optymizmu pacyfisty. Zapisał się na pływalnię, spacerował kilometrami, wznowił stolarskie hobby, polubił przełożonych, generalnie ział satysfakcją.

Czytaj dalej …