Pancerne drzwi (Część II)

Pancerne drzwiZapoznanie z familią sympatii było nieuniknione. Mieszkali w falowcu mającym tyle klatek, iż zabrakło liter alfabetu na oznaczenie poszczególnych segmentów. Robotniczy z pochodzenia klan składał się z ojca-stoczniowca, mamy-kasjerki (starszej kopii Bożeny) oraz korpulentnego brata w wieku lat czternastu, demonstrującego przeuroczy uśmiech na licu, słodki ton głosu, baletniczą płynność ruchów. Z jakiegoś powodu chciał zostać księdzem.

Lokal kategorii M-3 należał do wzorów katolickich kwater: mury przozdobione krzyżami, obrazkami świętych ze złotym obręczami na czachach, zdjęciami papieża; półki oblężone literaturą religijną; różańce zwisające niedbale na oparciach foteli. Pachniało zaawansowaną aktywnością liturgiczną.

Po służbowych powitaniach, achach i ochach, poczęstunku rosołem, tata bożeny poufnie złapał go za łokieć, ciągnąc w kierunku korytarza. Zagaił tajemniczo: „Coś tobie pokażę!”. Kolekcję starych zegarków? Arsenał broni? Teleskop? Mercedesa? Grzesio dygotał z ciekawości! Pozostali skromnie podreptali za mężczyznami.

Czytaj dalej …

Pancerne drzwi (Część III)

Pancerne drzwiObłęd egzaminacyjny środowiska medycznego nie ma sobie równych. Fizjonomie odzwierciedlają zgrozę pomieszaną z paniką. Wielu stoi w kątach, kiwając się nad skryptami jak judaiści pod Ścianą Płaczu. Trwa finalna, konwulsyjna wymiana informacji: „Zadadzą pytanie o cykl Krebsa na mur!”; „Sterydy są najważniejsze!”; „Mam w nosie enzymy trzustki – nigdy nie były w teście!”. Po sprawdzianach nastrój jest współmiernie histeryczny: „Chyba zdałem!”; „Na pewno oblałam!”; „Pytać o pepsynę to już przesada!”.

Grzesio unikał nerwowego przerzucania stron, wyłuskiwania odrobin danych, presumpcji, siania psychozy. Obsesjonalny ton studentów dekoncentrował przed testem plus wytrącał z równowagi po teście.

Czytaj dalej …

Pancerne drzwi (Część I)

Pancerne drzwiGrzesio leżał na stosie butów.

Przed sekundą runął na półkę. Utworzyły się bezładne warstwy: na spodzie mieszanka klapek, kamaszy, papuci i lakierków, potem Grześ z kawałkami drewna sosnowego, na samym wierzchu szczątki mebla.

Dlaczego?

Ano po zaliczonej sesji egzaminacyjnej, szczęśliwi studenci postanowili uczcić okazję. Jeden z kolegów pochodził z bogatszej rodziny, dysponującej wcale dużym domkiem letniskowym na Mazurach. Chata zionęła pustkami, więc należało ją wykorzystać.

Kumple przekonywująco namawiali: „Będzie odjazdowo!”; „Będą balety!”; „Będzie zajebiście!”; „Las, jezioro, świeże powietrze, ścieżynki zapraszające na romantyczne przechadzki – nic, tylko pić!”.

Podochocony perspektywami nieznanych mu stanów odlotowych, drżącymi rękami spakował plecak i pognał na pierwszą w swym życiu balangę.

Czytaj dalej …